O mnie

Urodzona w 1985 roku Bydgoszczanka mieszkajaca na Zielonej Wyspie od 2004 roku. Szczesliwa Mezatka od lat 8 oraz spelniona Mama trzech, cudownych chlopcow. Minia to uparta,wrazliwa oraz kochajaca swoja rodzine ponad wszystko kobieta. Nienawidzi zmian oraz niepewnosci co przyniesie jutro. Uwielbia spokoj i rutyne w swojej szarej codziennosci. Posiada siersciucha zwanego kotem, a raczej kotka. Zapraszam! Chcesz sie skontaktowac? Napisz : minioweszczescie@gmail.com

sobota, 12 stycznia 2019

W nowym miejscu

Czas leci jak szalony,ze jakby juz sie nie obejrzec to mieszkamy w NASZYM domu juz od ponad 3 tygodni.
A jak jest?
Jest przecudownie.
Kocham ten dom, kocham ten zapach swiezosci, kocham dodatki na scianach i nasze osobiste rzeczy ,ktore sprawiaja,ze to jest ten dom. Nasz rodzinny dom.

A co u Nas nowego?

Przede wszystkim zrezygnowalismy z polskiej szkoly. Jak juz kiedys nadmienilam , dojazd do niej trwalby ok 40 minut, zajecia 3 godziny i powrot ponownie tyle.
Ostatnio chlopcy praktycznie na zajecia nie chodzili,bo to jezdzilismy na zakupy, to trzeba bylo posprzatac i wywiezc wszystkie 'smierdzace' badziewia,ktore nazbieralismy przez ostatnie 5,5 roku na starej chacie itp.
Placilam wiec za ich miejsce,ale oni za bardzo z tego nie korzystali.
Zawsze mowilam,ze jak tylko bedziemy miec wlasny kat to kupujemy polska TV. I tak tez sie stalo. Mamy ponad 400 kanalow ( gdzie ogladamy moze z 20 ) i powiem Wam szczerze,ze chlopcy sa nia bardziej zainteresowani ,niz jak mieli irlandzka.
Moze dlatego,ze wciagnelismy sie w serie ' Nasz nowy dom' z Kasia Dowbor na ktorych non stop sie wzruszam albo w polski 'Bake off' czy 'Top Chef'.
Zauwazylam,ze pomimo iz chlopcy nadal nie mowia po polsku to czasami mnie zaskocza i uloza cale zdanie. Np. Misiu powiedzial ostatnio : 'Mamo, bede juz grzeczny' co mnie z lekka zdziwilo ;-)
Zmiane TV uwazam na duzy plus.

Z zakupow do domu musielismy kupic praktycznie wszystko,bo mieszkanie oprocz zabudowanej kuchni , toalety , wanny, podlog itp nie miala nic.
Ale zanim opowiem o zakupach pokaze Wam jak pomalowalismy nasz domek ;


Przedpokoj,a takze lazienki w ktorych nie ma kafelek pomalowalismy na 'Country White' czyli taka matowo bialo -kremowa farbe. Zdjecie nie oddaje jej prawdziwego koloru,ale tam pasuje idealnie.


Kuchnia jest szara. I pasuje idealnie do kremowych szafek ( swoja droga kuchnia podoba mi sie ze wszystkich pokoi najbardziej).


Rodzice ( czyli my) postawilismy na jasny niebieski ( sa  takie farby dulux,ktore optycznie powiekszaja pokoje,ktore nie maja duzego dostepu do naturalnego swiatla).


Chlopcy za to maja zywy zielony i pomimo,ze zdjecie nie oddaje swojego uroku to wyglada naprawde fajnie i bardzo sie on nam podoba.

Salon z malym pokoikiem pomalowalismy na pudrowy roz,chociaz wyglada on bardziej na blado - bialy roz . Kupilismy taka sama serie farb co do naszego pokoju,czyli optycznie powiekszajaca,bo salon ma troche slonca dopiero pod sam wieczor. Z salonem mialam najwiekszy metlik,bowiem nie chcialam kawy z mlekiem,ktory by pasowal idealnie do naszej kanapy,a z drugiej strony balam sie jakis bardziej zywych kolorow,bo najpierw zamowilismy kanape i po dnia wybieralismy kolor.

Co do zakupow ...

Najbardziej niezadowoleni jestesmy z polskiej kanapy. Mielismy wedlug niej sporo oczekiwan,ale za 1500 e oczekiwalabym czegos wiecej. Zlozylismy reklamacje,poniewaz material na niej zostal zle zalozony i sie strasznie gniecie i luszczy,a decha po rozlozeniu do spania tak skrzypi,ze boimy sie kogokolwiek na nia polozyc. Poki co sklep stacjonarny napisal do polskiego i czekamy na rozwoj akcji. Nie popuszcze im,bo dalismy za nia naprawde duzo pieniedzy i jestesmy nia masakrycznie zawiedzeni.




Kanapa jest narozna, duza.

Drugim zakupem , ktory okazal sie kiepski to nasz materac. Marzylismy o twardym i grubym. W koncu zdecydowalismy sie na jeden z internetu no i strasznie nas zawiodl. Pomimo 30 cm wysokosci jest bardzo miekki,ze siedzac na boku sie zapada,ze mozna spasc.

Byly tez udane i bardzo udane zakupy : stol z krzeslami i lawa do kuchni, lozka chlopakow i nasze , zaslony i rzymskie rolety itp.

Suma sumarum zakupowy szal nadal trwa. Co chwilke znajduje cos kupuje i nie moge przestac.
Nie ma wiekszej przyjemnosci niz zakup czegos do wlasnego domu.

Na razie nie bede sie chwalic jaki efekt jest i jak idzie mi jego urzadzanie,ale juz nie moge doczekac sie zapraszania znajomych i pokazania naszej kochanej perelki.

Jesli chodzi o sama miescinke to jest bardzo przyjemnie.
Mieszkancy sa bardzo uprzejmi i co najwazniejsze to do szkoly chodzimy pieszo !

Uwielbiam fakt,ze nie musze byc uzalezniona od samochodu i,ze pod nosem mam sklep i trzy apteki i dwa miesne i warzywniaka i nawet beauty salon,gdzie ostatnio robilam sobie brwi.
No bajka!

Nasz kot nadal niepewnie porusza sie po okolicy. Chcielibysmy takze pieska,ale poczekamy do lata ( za duzo pracy z moim malym Fisiem zeby teraz brac szczeniaczka).

Zona wlasciciela,ktory budowal i sprzedal ten dom nam osobiscie przyszla sie przywitac, bo sama ma dwoch synow w tym jeden jest w wieku Starszaka i chodza razem do klasy. Opowiedziala mi pokrotce o sasiadach, szkole i okolicy. Bardzi milo!
W szkole chlopcy zostali takze bardzo cieplo przyjeci,a to moze i dlatego,ze znalismy nauczycielke ,ktora mieszkala obok nas i ona sprawila zeby poczuli sie tego pierwszego dnia specjalnie i dobrze.

Ja poki co zaczelam platny urlop,a pozniej wychowawczy i powrot do pracy 1 kwietnia.
Na razie jednak o tym nie mysle,bo chlopcy powoduja,ze zawsze mam rece pelne roboty albo rece zajete Fisiem ;-) dlatego juz musze konczyc...

Pozdrawiam Was cieplo i do uslyszenia,

Minia

wtorek, 25 grudnia 2018

Podsumowanie Roku 2018

Jak co roku, bo to juz moja mala tradycja podsumowuje jaki byl ten 2018 rok,a byl dla Nas rokiem pelnym magii i cudow! byl bardzo hojny i obfitowal w wiele pozytywnych wrazen.

2018 :

Styczen : 

W styczniu mam robione pierwsze USG w 12 tygodniu ciazy. Na ta wizyte ide bardzo zdenerwowana,bo nie 'podgladalam' Sloneczka od kiedy zaszlam w ciaze.
Na szczescie dzidzia rozwija sie wzorowo. Uff.
W styczniu nerwowo wyczekujemy takze paczki od Tesciowej, ktora w dziwny sposob 'zaginela' i nie ma jej od ponad dwoch tygodni. W koncu znajduje sie po jakis trzech.


Luty :

W lutym niestety odpadaja mi po raz pierwszy scianki ,co powoduje u mnie niebywaly stres i prywatna wizyte u ginekologa,ktory kaze sie oszczedzac i natychmiastowo zakonczyc prace. Ja jednak chce jeszcze popracowac bynajmniej do tego 32 tygodnia.
W tym miesiacu dowiedzielismy sie,ze pod moim serduszkiem mieszka kolejny hojnie obdarzony mezczyzna. Lekarz nie pozostawia mi zadnych nadzieii na dziewczynke.



Pod koniec tego miesiaca zaczelam czuc lekkie kopniaczki. Cudowne uczucie!
Obejrzelismy takze dom jakies 30 minut jazdy od Nas ,ktory chcielibysmy kupic. Zaplacilismy wiec depozyt i czekamy na rozwoj sytuacji.

Marzec :

To niespodziewany powrot zimy i czerwony alert, ktory powoduje chaos na wyspie.
Ludzie w panice wykupuja chleb,  mleko, mieso i jajka.  W sklepach puste polki! W rzeczywistosci stan alarmu trwal tylko jeden dzien,ale dzieki niemu nie musielismy isc ani do szkoly,ani do pracy.




W szpitalu okazuje sie ,ze Synus zostal chlopczykiem idealny w kazdym calu, 360 g szczescia.
Wychodze z USG szczesliwa i spokojna.
Dopada mnie jednak niesamowite zmeczenie i coraz ciezej mi sie pracuje wieczorami.
Nasza oferta odnosnie kupna domu zostala zaakceptowana i czekamy na inzyniera, ktory sprawdzi dom pod wzgledem konstrukcji. Nie mozemy sie doczekac!
Mezus z uwagi na ciagle nudnosci robi gastroskopie ,ktora na szczescie nie wykazuje zadnych zlych zmian w tresci zoladkowej,a jednynie bakterie Helicobacter Pyroli , ktora czesto zamieszkuje uklad pokarmowy. Dwutygodniowa kuracja antybiotykowa przyniosla efekty.
W Sw Patryka zaczynam krwawic. Duzo. Udajemy sie szybko do szpitala, gdzie niezbyt przyjemny lekarz informuje mnie,ze nie wiadomo skad leci i jesli zaczne rodzic to dzidzia nie przezyje.
Za to pielegniarki sa bardzo kochane i pocieszaja,ze zaraz po mnie czekaja 4 ciezarne w tym 3 krwawiace i,ze czesto sie to zdarza. Dostaje dwa tygodnie zwolnienia!

Kwiecien :

Siedze w domu i sie oszczedzam. Boje sie. Nie chce stracic Mojego Syneczka. Udaje sie ponownie na prywatna wizyte do ginekologa, ktory nie jest zadowolony z szyjki, ktora skrocila sie poltora cm w przeciagu 6 tygodni i jest miekka i pod zadnym pozorem nie pozwala mi juz wrocic do pracy. Z uwagi na przedwczesny wczesniejszy porod i prawdopodobienstwo wczesniejszego tego porodu,a takze z uwagi na moj wiek i trzecia ciaze wydaje mi sie,ze ma racje i przechodze na urlop chorobowy. Malutki ma juz 850 g i pieknie rosnie.
Pod koniec miesiaca mialam wykonane Echo Serca i zalozony holter z uwagi na szybkie tetno.
Inzynier sprawdzil dom i niestety sa w nim konstrukcyjne bledy. Z bolem serca rezygnujemy wiec z zakupu,a moja wizja zamieszkania w nowym miejscu przed porodem jest coraz bardziej odlegla.

Maj :

W maju zrobilismy sobie nasze male wakacje. Z poczatku mial byc Donegal,w koncu wypadlo na Ring of Kerry.
Musze jednak uwazac,bo pobolewa mnie podbrzusze i kregoslup. Gdzies tam w glowie caly czas mam wizje przedwczesnego porodu. Wypad byl cudowny i trafilismy na bardzo ladna pogode.






W maju kupujemy takze 'nowy' drugi samochod. Pod koniec miesiaca do Irlandii wreszcie zawitalo slonce na dluzej i termometry wskazuja nawet 23'C . Moje serce jednak coraz gorzej znosi te 'nasze upaly' i bardzo szybko sie meczy. Tetno 100 uderzen / minute to normalka, ktore czuc jak pulsuje w gardle co powoduje u mnie lekkie ataki paniki.
W Dzien Matki robie sobie ciazowa sesje zdjeciowa. To moja tradycja ciazowa ;-)



Czerwiec :

Nadal jest cieplo i pieknie. Az za cieplo,bo malutki grzeje mnie podwojnie.
Korzystamy wiec poki mozemy z cudownej pogody,a chlopakow wystawiamy w ogrodzie basen.


Pod koniec czerwca 'cos' mi wycieklo,wiec jedziemy do szpitala z podejrzeniem wycieku wod plodowych. W szpitalu jednak test wypadl negatywnie,ale chca mnie zostawic na obserwacje,bo mam podwyzszona temperature (37,7 'C?) i tetno 120 ud/min.
Na szczescie nic juz wiecej nie wycieklo,ale zrobiono mi USG , ktore orientacyjnie podalo wage Malutkiego 2,5 kg w 35 tygodniu . Pod koniec miesiaca po kilku deszczowych dniach znowu powrocily upaly i Irlandia topila sie w sloncu ( 30'C) i ja tez.

Lipiec :

W tym miesiacu wiele sie dzieje. Ostatnie dni slonca i wypad na koralowa plaze.



Jest mi juz bardzo ciezko i z niecierpliwoscia wyczekuje narodzin mojego trzeciego Robaczka, zaczynam wiec pic liscie malin oraz wiecej sie ruszac.
W moje urodziny moj Maz zaprasza mnie na pyszna rybke . Do terminu porodu pozostalo tylko 11 dni. Chlopcy uczeszczaja na Summer Camp na Pet Farme co daje mi chwile wytchnienia. Dzien przed porodem udaje sie do kolezanki i nie moge powstrzymac sie od jedzenia ciasta marchewkowego. I nie wiem czy to jego 'wina',ale w nocy budze sie z bolem brzucha i plamieniem. Budze Meza i po 6 rano jedziemy do szpitala. Juz wiem,ze za kilka godzin przywitam mojego Najdrozszego Syneczka.



Synus postanowil przywitac sie z Nami tylko trzy dni wczesniej ,niz wstepny termin z OM.
Porod bolesny,ale szybki bez znieczulenia.
Kochamy Go nad zycie! 
W lipcu kupilismy tez bilety na samolot do Polski,bowiem chcemy wyprawic Chrzciny pod koniec pazdziernika.

Sierpien :

Fisio pieknie przybiera na cycku,bo az 350 g dziennie . Po dwoch tygodniach Syncio wazyl juz 4220 g,a startowal z waga 3480 g ( stracil 100 g na starcie).
 W sieprniu najstarszy Miniowy Robaczek konczy 7 lat. Z okazji jego Swieta kupujemy mu nowy rower.  Sto lat w zdrowiu i radosci Najdrozszy!!!!


Zlozylismy podanie dla Fisia o paszport.
Malutki meczy sie troszeczke z kolkami i nie akceptuje smoczka.

Wrzesien :

We wrzesniu zapisuje Fisia na masaz dla niemowlakow ,ktory okazuje sie strzalem w dziesiatke. Malutki jest zrelaksowany i dobrze po nim spi. 
Niestety,ale zlapalam zapalenie piersi - silne zaczerwieniony , bolacy cycus z bardzo wysoka goraczka. Nie jestem w stanie funkcjonowac,wiec Maz bierze urlop. Leczy mnie naturalnymi sposobami i dzieki niemu wracam do swiata zywych. Niedaleko pozniej ,bo po dwoch tygodniach znowu to samo - ta sama piers, obrzek i goraczka. Nie poddajemy sie, karmimy dalej. Szczypta pociesza, motywuje i wspiera. Kinia takze ( dziekuje).
Fisiu wreszcie polubil smoczka. To duze ulatwienie,bo wreszcie moge isc na miasto nie stresujac sie,ze bedzie wrzeszczal w nieboglosy.
We wrzesniu znalezlismy 'NASZA' chatke. Zlozylismy wiec propozycje kupna. Jest nowa, pachnaca i piekna. 
Sredni Synus obchodzi 6 Urodzinki. Zyczymy mu radosci i zdrowka! jest bardzo pogodnym dzieckiem i kocha Malutkiego brata nad zycie.
Dodatkowo Urzad Skarbowy zwrocil Nam 1000 euro Cudowny zastrzyk gotowki!





Pazdziernik :

Chlopcy chodza na zajecia nauki plywania ,ktore bardzo lubia.
Fisiu staje sie coraz madrzejszy,chociaz nadal nie widzi swiata poza cycusiem i Mama.
Zapalenie prawej piersi powraca,ale na szczescie bez goraczki. Udaje mi sie je wyleczyc w dwa dni.
Starszak przynosi do domu wirusa. Fisio ma katar i kaszel,ale szybko sie pozbywa przeziebienia.
Poza tym Starszak narzeka na bol zeba , ktory okazuje sie byc popsuty i musi zostac wyrwany.
Pod koniec pazdziernika lecimy do Polski,ktora wita nas pochmurna, deszczowa pogoda.
Tescie udostepniaja Nam swoje mieszkanie, dzieki czemu mieszka nam sie przyjemnie i milo.
Chrzciny sie udaly i pomimo,ze rodzenstwo mnie zawiodlo to moja Mamusia i kuzynka nie.
Fisio podobnie jak jego bracia zasnal w polowie mszy i spal az do polowy obiadu. Byl bardzo kochany! Zdjec niestety nikt praktycznie nie robil,ale mamy nagrany film co jest takze tradycja ( dzieki uprzejmosci wujka Jacka).


Listopad :

W listopadzie czeka nas duzo emocji. Jestem coraz blizej zakupu domu i mamy wielka nadzieje,ze bedziemy w stanie przeprowadzic sie przed Swietami. Kontakt z wlascicielem jest jednak utrudniony i ciezko sie z nim wspolpracuje.
Wirusy opanowaly dom i chlopcy sa bardzo podziebieni. Mnie bardzo bola zatoki.Pod koniec tego miesiaca chlopcy ida na impreze swiateczna z naszego miejsca pracy . Powoli ogarnia nas szal zakupowy. Mieszkanie jest pomalowane na kolory, ktore my wybralismy, kupujemy stol z krzeslami itp. Marzenie wlasnego domu jest coraz blizsze. 

Grudzien :

W grudniu Misio ma silna angine i nie obywa sie bez antybiotyku. Fisio charczy i kaszle,wiec zabieram go do lekarza,ale osluchowo jest czysto. Karmie piesia nadal i jestem z siebie naprawde dumna. Nigdy nie pomyslalabym,ze jestem w stanie karmic go 'tak dlugo'.
Maz udaje sie na Christmas Party,a kilka dni pozniej po stresujacych dniach oczekiwania na bank na przelanie funduszy do kupna domu ,w koncu to robia.

20 Grudnia stalismy sie pelnoprawnymi wlascicielami domu !!!


Wreszcie po ponad dwoch latach poszukiwan, tysiaca przejechanych kilometrow i wielu upadkow w koncu odnalezlismy nasze miejsce.
Jestesmy przeszczesliwi spedzajac pierwsze Swieta w nowym domu z nowym czlonkiem rodziny!




To byl cudowny rok !

Jaki bedzie 2019?

Oby nie gorszy.
Spokojny.
Szczesliwy.
Zdrowy


Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Kochani!!!

Sciskam Was mocno,

Minia

czwartek, 20 grudnia 2018

Congratulations!

Just done, you and Emilia now legally own your new home!  
You can pick up keys from the builder whenever you like!


Taka wiadomosc otrzymal moj Maz od naszego prawnika przed chwila


---------------------------------------------

Stalo sie.
20.12.2018 zostalismy wlascicielami domu !

----------------------------------------------

Przed samymi swietami, bez choinki, na kartonach. To niewazne.

Wazne,ze razem!!!

Wazne,ze na swoim!!!!

---------------------------------------------

Trzy miesiace wyjete z zyciorysu. Stresujace i intensywne!


--------------------------------------------

Kochani, z okazji zblizajacych sie Swiat Bozego Narodzenia zycze Wam milosci, radosci, pociechy z siebie, ciepla i zdrowia.
Niech te Swieta beda magiczne !


Sciskam Was mocno,

Minia


środa, 28 listopada 2018

Historia kupna naszego domu. Uwaga tasiemiec (jak nigdy)

Nie moge w to uwierzyc...
Wreszcie po ponad dwoch latach udalo sie nam kupic dom...
Nasz dom...
Ale od poczatku...

W lutym znalezlismy dom,w ktorym poczulismy sie 'jak u siebie',ale kto nas czyta to wie,ze niestety,ale musielismy z niego zrezygnowac,bo wiele rzeczy bylo nie do przeskoczenia ( ktos jednak sie na niego skusil,bo zostal w koncu sprzedany w polowie lipca).
Nam przede wszystkim nie podobala sie bardzo duze pekniecie na jednej ze scian, bardzo podmokly ogrodek oraz,ze scieki polaczone byly z dwoma innymi domami i byly na one laczone na granicy tej posesji co oznaczalo by,ze jesli cos by sie zatkalo to my musielibysmy z tym sobie poradzic,bo jak sie udowodni sasiadowi,ze zapchal kibel? ;-)

Wtedy bylam juz w 16 tygodniu ciazy i bardzo,ale to bardzo marzylo mi sie przeprowadzic do nowego domu zanim urodzi sie Malutki.

Ale nie bylo Nam dane...

W sierpniu znalezlismy drugi dom,ktory wydawal sie nasz.
Niedaleko tamtej wioski, na malym osiedlu, 700 m do szkoly. Wioska miala dwa sklepy, poczte i kosciol.
Dom byl naroznikowy,wiec na samym koncu osiedla dzieki czemu moglibysmy miec troszke prywatnosci.
Co dla Nas jest istotnie wazne to jak polozone sa domy . Slonca tutaj co kot naplakal,wiec idealnie bylo by miec dom ze strony poludniowej. Tamtej lezal jakos dziwnie,ale podobal sie Nam w srodku.
Mial duzy kominek i back boiler ( nie wiem jak to po polsku przetlumaczyc),ale w zasadzie kiedy palilo sie w piecu cieplo rozprowadzane bylo po calym domu.


Domek 120 m2 , fajny ogrodek z tylu. Jednak duzo odswiezania.
Obejrzelismy go w piatek, dalismy oferte czyli zaoferowalismy dokladnie tyle, ile chciala wlascicielka,a w poniedzialek M. odbiera telefon,ze sprzedaz nieaktualna,poniewaz wlascicielka zadecydowala sprzedac dom jakiemus czlonkowi rodzinie.
Dla mnie to znowu byla szpila w noge. Malutki byl juz na swiecie, zima zblizala sie duzymi krokami,a my nadal stoimy w miejscu.
Pozwolenia na wziecie kredytu wygasaja,wiec co nuz musimy wracac do banku i przedstawiac dokumenty,ktore poswiadcza,ze jestesmy w stanie go splacac.
M.tak sie zdenerwowal,ze zadzwonil do agentki z ktora widzielismy sie w piatek,ze oferujemy 15k euro wiecej i czy wlascicielka nie zastanowilaby sie jeszcze raz.
Zgodzila sie,wiec ponownie zatrudnilismy inzyniera,ktory mial sprawdzic jak konstrukcyjnie trzyma sie ten dom,ale...
w miedzyczasie..
Wiem - jestem szalona
Jestem katoliczka i wierze w Boga,ale nie powiem,ze lubie od czasu do czasu zapytac sie tarota o pewne sprawy.
W akcie desperacji ( Maz nic o tym nie wiedzial) ,znalazlam pewnego pana,ktory takim czyms sie zajmuje.
Zapytalam wiec dokladnie kart czy Nam w ogole jest dane znalezc dom w Irlandii czy moze to nie jest nasze miejsce jak ciagle Nam cos pod nogami sie placze i wyzsza sila nie pozwala Nam na zaden zakup.
Czekalam z niecierpliwoscia na odpowiedz jak dziecko na przyjscie Gwiazdora.
Dla niektorych to sciema,a dla mnie to jakas wytyczna ,ktora moge sie zasugerowac.
Pan Grzegorz,bo tak mial na imie - odpisal mi bardzo szybko i dal wyczerpujaca odpowiedz.
'To nie ten dom!!!!' - napisal. 'Bedzie inny', 'zle szukamy', 'podazamy zla droga - dom bedzie na koncu swiata'.
Dalo mi to duzo do myslenia.
Dom,ktory ogladalismy zdal pod wzgledem konstrukcyjnym,ale niestety trzeba bylo by w niego wlozyc z 20 k co dalo by nam juz bardzo wysoka cene jak na taki dom,ktory jest daleko od miasta itp.
Kazalam Mezowi zrezygnowac i glupio sie z tym pozniej czulam,ze dalismy wlascicielce nadzieje,ale w koncu to nie ubranie,a zakup na dlugie lata.
I wtedy otworzylam po raz kolejny przegladarke i znalazlam go....


I juz od razu wiedzialam co pan G. mial na mysli piszac,ze na koncu swiata.
W tej wiosce bylismy juz wczesniej, nawet na tym samym osiedlu dwa lata temu.
Zarzekalam sie,ze w zyciu tam nie zamieszkam,bo jest na koncu swiata ( in the middle of nowhere).
45 min w jedna strone do pracy na dwa samochody to jakis zart.
Ceny tych domow byly 30 k euro nizsze niz teraz.
Pisze wiec do M.ze ma zadzwonic i sie umowic,zebysmy mogli zobaczyc w srodku jak wyglada ten dom.
Cena byla tak atrakcyjna na jak na nowo wybudowany ( tj zostal wybudowany w 2007 ,ale dopiero teraz zostal oddany do uzytku. Jak wiemy w 2008 r Irlandia przeszla kryzys gospodarczy i cala budowlanka padla . Ludzie zostali bez pracy,a domy puste,bo nie bylo za co je wykonczyc).
Nie wiem czemu,ale wirtualnie chcialam normalnie wysciskac pana G. Moze to podswiadomosc,moze zbieg okolicznosci,a moze naprawde tamten dom nie byl dla nas pisany.
Umowilismy sie na 17,ale tuz przed naszym wyjazdem ( 40 min drogi od nas ) zadzwonil wlasciciel ( my myslelismy,ze to osoba z agencji),ze bedzie spozniony i,ze mamy byc na 18. Dobrze,ze nas uprzedzil,bo jazda z 2miesiecznym dzieckiem i czekanie na niego nie wydawala mi sie dobrym pomyslem.
Jednak kiedy dojechalismy na miejsce, go ciagle nie bylo. Kiedy po 20 min sie do niego dodzwonilismy to powiedzial,ze drzwi sa otwarte i mamy sobie obejrzec w srodku,a on bedzie za 15 min. Po irlandzku jednak za 15 minut to bylo w koncu 40 .
Ale dom piekny. Pokochalam go od pierwszego wejrzenia.
Czysciutki, pachnacy, taki maly - nasz. Ma tylko 106 m2,ale my wlasnie chcielismu na poczatek - cos malego,ale naszego.
Wlasciciel sie w koncu pojawil . Obiecal podokonczac kilka rzeczy ( brakuje bramki w ogrodzie, w kuchni dokrecic zmywarke itp.),a nawet pomalowac nam sciany na kolory ,ktore chcemy jesli zaplacimy za farby ( bo nie wiem czy wiecie,ale w Irlandii maluja wszystko na magnolie - wszedzie jest tak zolto,ze wydaje mi sie,ze mieszkam w wariatkowie).
Zaoferowalismy mu wiec cala kwote , ktora chcial ( widzielismy go w czwartek) i czekalismy na odpowiedz z jego strony,ktora nadeszla dopiero w niedziele wieczorem,ze sprzeda Nam ten dom.
Nawet nie wiecie jak bardzo sie ucieszylam....
Ale...
To dopiero poczatek...
To byl 17 wrzesien.
Nastepna kwestia bylo zaplacenie depozytu,ktory wynosi 10 %  wartosci domu. W naszym przypadku bylo to 15 k euro.
Jednak dwa lata temu wprowadzono w Irlandii lekkie ulatwienie dla osob kupujacych dom pierwszy raz i na nowe budownictwo lub nowo wybudowane dom na wlasnej ziemi , rzad doplaca 5 % czyli my dajemy od siebie tylko 5,a panstwo kolejnie 5. Trzeba jednak spelniac kryteria. Trzeba rozliczyc sie z placenia podatku z poprzednich 4 lat i doplacic jesli zaplacilo sie go za malo. My bylismy w szoku,bo okazalo sie,ze mielismy nadwyzke w postaci tysiaka. Milo!
Pozniej trzeba upewnic sie,ze osoba,ktora wybudowala dom jest na liscie uprawnionych i,ze my zaplacilismy wystarczajaco duzo skladek,zeby starczylo na te pozostale 5%.
Duzo tlumaczenia, duzo papierow,ale to nic. Zostawic sobie w kieszeni 7,5 klocka na wyposazenie domu to sprawa warta swieczki,wiec dzialamy.
Zaplacilismy depozyt, zwrocilismy sie do banku po zatwierdzenie kredytu pod ten dom,a tam?? SCHODY.
Nio prosze panstwa,u Nas nigdy nic za latwo pojsc nie moze.
Bo KBC ma problem,bo niedaleko osiedla plynie rzeczka ( w Irlandii szczegolnie w okresie zimowym pojawiaja sie sztormy z bardzo obfitym deszczem co powoduje zalania) i banki nie chca udzielac pozyczek na domy,ktore sa ryzykowne pod tym wzgledem.
Czekamy wiec na odpowiedz prawie dwa tygodnie kazdego dnia majac nadzieje,ze bank w koncu podejmie dezycje.
W miedzyczasie jest wylot do Polski. Szybko myslimy i zarywajac noc drukujemy wszystkie niezbedne papiery do zlozenia podania do kolejnego banku liczac na to,ze bedzie szybka pilka i bedziemy miec plan awaryjny. Dzien przed wylotem udajemy sie do Ulster Banku,gdzie przemila pani kierownik nie moze sie nadziwic co zajmuje KBC tyle czasu jak my jestesmy idealnymi kandydatami na kredyt. Nie przeszkadzal jej nawet fakt,ze jestem na macierzynskim i,ze wczesniej bylam na zwolenieniu lekarskim.
Babka ogarnieta, w poniedzialek kiedy nadal goscilismy sie w Polsce wyslala Nam maila,ze przyznano nam kredyt,ze juz wyslali do domu osobe,ktora wykonala valuacje ( valuation) czyli ocenila czy cena domu jest faktyczna do jej stanu i,ze nawet rzeczka nie stanowi problemu i,ze tak.. dadza Nam kredyt na ten dom! ale stracilismy ponad 3 tygodnie.
KBC oczywiscie odezwalo sie po moich 'grozbach' ( w piatek przed Ulsterem) ,gdy napisalam,ze zadzwonie do Glownej Siedziby w Dublinie i zloze skarge na przeciaganie sprawy i trzymanie nas w niepewnosci.
Najgorsze co moze byc to fakt,ze dzieci codziennie sie pytaly,a mamo czy to juz? kiedy mozemy sie przeprowadzic? powiedziec w szkole?a my co mielismy odpowiadac,ze bank wstrzymuje decyzje?
Stwierdzilismy wiec,ze pomimo w koncu zaakceptowania faktu przez KBC i zaoferowania nam kwoty pieniezniej do jej zakupu - wybralismy Ulster.
Lepsze oprocentowanie 2,3% na dwa lata , 1,5k do reki na zaplate podatku za nieruchomosc ( 1% wartosci domu ,ktore trzeba zaplacic) i za darmo valutation ( za ktore my placilismy 130 euro) wygladalo bardzo korzystnie,a co najwazniejsze - konkretna babka,ktora zalatwila Nam kredyt w tydzien!
No to mamy juz koncowke pazdziernika,a tu nadal sprawy tocza sie bardzo wolno.
Wlasciciel domu nie odpowiada na smsy, jest niedostepny wiekszosc czasu.
Od 3 tyg staramy sie dowiedziec ile puszek farby musimy kupic zeby pomalowac mieszkanie - bez odzewu.
Dwa razy pojechalismy do domu zmierzyc pokoje,bo dom oprocz kuchni - jest pusty. Tylko same sciany ( oprocz toalety).


Znalezlismy tez polskiego stolarza,ktory zrobi nam szafy przesuwne na wymiar i szafki z szufladami pod schodami,by zaoszczedzic jak najwiecej przestrzeni ( bo nie powiem,ze bedzie troszke ciasnawo).
Poza tym dom ogrzewany jest pompa ciepla powietrze - woda.
Wiecej na ten temat mozna poczytac TU
To super nowoczesny system ,ktory pozwoli nam szybko ogrzac dom i zaoszczedzic na ogrzewaniu ( co w przypadku oleju bylo prawie jak samobojstwo) lub w czasie lata szybko ochlodzic mieszkanie ( co tu raczej nie grozi).
Ale zeby tak kolorowo nie bylo do kazdej pozyczki trzeba zakupic polise,w ktorej w razie smierci zanim splaci sie kredyt,ubezpieczalnia oddaje bankowi twoja polowe.
Na formie bylo mnostwo pytan odnosnie naszego stanu zdrowotnego. Pytano sie o cisnienie i cholesterol,ktore moj Maz ma zawsze podwyzszone od x lat, o operacje, wizyty u lekarza.
Na samym dole malym druczkiem wypisane zostalo,ze jesli sie na formie sklamalo to ubezpieczalnia ma prawo zerwac kontrakt i nie wyplacic pieniedzy.
M.wzial sobie wiec na powaznie wypelnianie formy i wypisal tyle,ze ubezpieczalnia kazala mu szczegolowo rozpisac sie na dany temat . Kiedy to bylo ,jak, gdzie, dlaczego.
Ja oczywiscie znowu tetno 100 uderzen/ min ,ze jesli nie przyznaja nam tego ubezpieczenia to bank nie udzieli nam pozyczki i kolo sie zamyka.
48 h niepewnosci i jest.... - przyznali Nam ( tutaj brawa dla M. ktory pieknie wyslizgnal sie z odpowiedziami . Sam sie smial,ze kiedy dostaje w pracy maile z skarga na dany produkt to umie wyjsc z sytuacji bez szwanku).
No,ale nadal nic sie nie ruszylo. Nadal nie wiemy ile potrzebujemy farb, nadal nie wiemy kiedy dac wypowiedzenie z domu,w ktorym mieszkamy teraz,a mieszkamy 5 i pol roku,wiec nie mozemy wyprowadzic sie hop siup.
Zadzwonilam do nowej szkoly ,rozeznalam sie z tematem odnosnie Afterschool dla chlopcow jak ja wroce do pracy. Ich nauczycielka bedzie nasza sasiadka. Ten swiat jest taki maly,a Irlandia w szczegolnosci. Chlopcy wiec beda dobrze ja znali i miejmy nadzieje dobrze sie na lekcjach zachowywali. Mam nadzieje,ze do nowej szkoly pojda juz po przerwie swiatecznej.
Fisia do zlobka nie oddam,bo nie ma miejsca. Nie do konca wiem co jeszcze z nim zrobimy.
Przydalaby sie moze jakas osobka na osiedlu,ktora by sie nim zajela na 2h,ale watpie,ze taki ktos sie znajdzie. Bedzie chyba musial jezdzic ze mna,ale wtedy M. nadal bedzie musial konczyc o 15.40 co nie podoba sie jego kierownikowi,bo tak robimy juz ponad dwa lata.
Zaraz po macierzynskim biore zalegly urlop z 2018 roku, potem chyba wezme tydzien z nowego i miesiac bezplatnego. Chcemy zmienic tez samochod na jakiegos diesela,wiec im dluzej w domu z Fisiem tym lepiej ( zaluje,ze nie ma tutaj tak dobrze jak w Pl gdzie jest roczny macierzynski z dobrymi pieniazkami).

Wlasciciel domu jakis nieogarniety,bo nie odpisuje na maile,a telefon zazwyczaj wylaczony albo nie odbiera.
To wszystko powiem szczerze nie ulatwia Nam kupna i idzie jak krew z nosa.
Czasami przypomina sie historia Iwosi,chociaz przy niej nasza i tak jest bardziej kolorowa.
Za kazdym razem kiedy cos sie zaczyna ukladac to nagle pojawiaja sie przeszkody i brniemy wolno . Do przodu ,ale wolno.

Naszym planem jest przeprowadzic sie kolo 15 grudnia,ale wszystko zalezy od tego jak szybko wlasciciel,ktory wybudowal to cale osiedle naprawi lub dokonczy rzeczy,ktore mamy na rozpisce od inzyniera ( dokladnie 20 podpunktow).

Potem musimy zlozyc podanie do banku o wyplacenie tej kwoty za dom do naszego adwokata,ktory z reka na sercu jest taki ogarniety i taki szybki,ze jak ktos potrzebuje na niego namiary to z przyjemnoscia je dam i wtedy dostaniemy klucze.

Troszke juz poszalelismy z zakupami. Zamowilismy kanape naroznikowa ,rozkladana z Polski,ale ze sklepu stacjonarnego w naszym miescie. Kupilismy tez lozko king - size na ktore nie moge sie wrecz doczekac.
Chlopcom lozka z Austrii i materace leca do Nas tez.
Pralka czeka na instalacje,bo dopoki nie mamy kluczy to jej tam nie zanosimy.
Dzisiaj zamowilam rzymskie rolety,wiec zakupowy szal pal trwa.

Na sam koniec tejze dlugiej historii zamowilam tez cudowne pozegnalne kartki dla moich ukochanych sasiadow.
Jednym z nich mieszkajacy tuz obok nas jest Mark. Uwielbiam go nad zycie. Tak pozytywnego i kochanego faceta juz dawno nie spotkalam. Jest samotnym mezczyzna zyjacym z dwoma kotami. Jest naszym najlepszym przyjacielem. Bardzo go szanuje i cenie.
Kartka wiec musiala byc zwiazana z jego kotami,bo jakze inaczej.
Zamierzam kupic jeszcze jakis bon upominkowy do TkMaxxa,bo wiem,ze lubi tam chodzic.



Druga sasiadka,ktora bardzo lubie i szanuje jest pani E,ktora opiekowala sie chlopcami w czasie mojego porodu,a takze rok temu kiedy M.nie mogl codziennie sie ze mna pod parkingiem dziecmi wymieniac. Duzo jej zawdzieczam. Czasami przypomina mi moja Mame, ma dobre serce.
Az zal opuszczac takich kochanych sasiadow...



Dla niej zakupilam tulipany robione z materialu,bo wiem,ze ona lubi takie rzeczy,a poza tym ma piekny dom,wiec beda tam pasowaly.

Jesli szukacie kogos do zrobienia dla Was cudownej kartki, pieknego haftu czy slicznej torby lub poszewki - udajcie sie do Eli.
Wszystkie jej prace sa godne podziwu. Zapraszam Was w jej imieniu i polecam z czystym sumieniem!

--------------------------------------

Mam nadzieje,ze kolejny post bedzie pod tytulem : ' MAMY JE' (te klucze)
Poki co czeka nas bardzo intensywny czas, nieczesto stresujacy,bo zostalo zaledwie niecale 4 tygodnie do Swiat,ale miejmy nadzieje,ze sie uda...

Uda sie Nam byc w nowym domu na.... Swieta!


--------------------------------------

Pozdrawiam Was cieplo,

Minia

piątek, 16 listopada 2018

Starsi bracia w roli glownej czyli o wywiadowce.



Nie bede zaczynala posta jak zawsze,ale jestem w glebokim szoku,ze zblizamy sie do konca listopada!
Nie pisze juz tak czesto jak kiedys - zaledwie 2 w porywach do 3 postow w miesiacu,ale nie mam czasu.
Kazdy wolny czas spedzam z najczesciej Najmlodszym albo staram sie nadgonic obowiazki,ktore czasami mnie wrecz przytlaczaja, no ale coz.

Kilka dni temu odbyla sie wywiadowka u chlopakow.
Obydwoje rozpoczeli swoja edukacje w wieku 5 lat.
Starszak wiec chodzi juz trzeci rok do szkoly,a Mlody drugi.
W szkole co roku zmienia sie nauczyciel,ktory prowadzi wszystkie przedmioty tj angielski, irlandzki, wf ,geografie i 'science'.
Starszaka klasa jest bardzo liczna w tym roku i ma az 30 uczniow. U Misia jest troszke mniej,bo 24.
Starszaka nauczycielki wczesniej nie znalam tj widzialam ja kilka razy,ale nigdy nie mialam z nia do czynienia. Misiowi trafila sie wice dyrektorka,ale przygladajac sie jej z boku mozna odniesc wrazenie,ze jest bardzo zakrecona.
Jak zwykle Maz stwierdzil,ze on sie chlopcami zaopiekuje,a ja mam isc na wywiadowke.
Wywiadowki sa indywidualne. Dla kazdego rodzica poswiecone jest 10 minut.
Jesli do szkoly uczeszcza rodzenstwo to godziny sa rozplanowane tak,zeby rodzic widzial tego samego dnia dwoch nauczycieli ,dzieki czemu nie musi jezdzic dwa razy.
Moje spotkanie wiec bylo na 14.50 u Misia,a potem na 15.20 u Starszaka.
Nie mialam jakis wiekszych obaw co do edukacji chlopakow.
Mlodszy ma malo zadan. Pani nie pisze zadnych notatek do rodzicow ( jak bywalo rok wczesniej),a dziecko samo mowi mi,co ma zadane ( co jest troche dziwne,no,ale tak jest).
Starszak ma znowu dzienniczek, w ktorym sam pisze co jest zadane. Z reguly odrobienie Nam zadania domowego zajmuje nam max. 30 min. Codziennie ma do przeczytania ksiazke i wypelnienie kartki z pytania do tekstu, napisanie 5 zdan dziennie z nowymi slowkami,z ktorych ma co tydzien sprawdzian ( czyli 20 nowych slow na tydzien musi zapamietac i napisac ,gdy pani je glosno wymawia), uzupelnienie zadan w ksiazce ( moze byc to z matematyki, irlandzkiego, religii lub angielskiego) i tabliczka mnozenia.
Lekcje z reguly odrabiamy od razu po przyjsciu ze szkoly. Taki uklad jest w miare wygodny,bo Malutki z reguly spi, ja robie jedna reka obiad, a druga slucham zadan ze szkoly. Chlopcy jeszcze do niedawna chodzili na basen,a w srody maja judo,wiec wieczory sa pozajmowane.
No,ale wracajac do wywiadowki.
Pani M. jest Mlodym zachwycona. 'He is a true gentelman' - jasne! mysle sobie,ale niech jej bedzie. To juz druga nauczycielka,ktora mowi,ze jest kulturalny i dobrze wychowany.
Pani bardzo go lubi . Chwalila go przede wszystkim za piekne pismo i budowe zdan. Misiu bez problemu dodaje i odejmuje oraz uzywa irladzkiego.
Jedyna rzecz,ktora pani zauwazyla ubogie slownictwo nad ktorym chce zebym ja popracowala.
Ja znowu lekko sie oburzylam i odpowiedzialam jej,ze jestem pewna,ze przebywajac z rowiesnikami Misiu szybko podlapie nowe angielskie slowka. Nie chce naciskac na angielski,bo nie dosc,ze to jest ich ojczysty jezyk to maja go wszedzie ; w TV, na podworku , w szkole itp.
Wytlumaczylam jej wiec,ze chcialabym zeby chlopcy byli w stanie mowic takze po polsku,wiec w domu porozumiewamy sie tylko po polsku.
Misiu ma kontakt z trzema jezykami ( polski, angielski  i irlandzki). Oczywiste jest wiec to,ze nie bedzie umial je wszystkie perfekcyjnie w wieku 6 lat.
Nauczycielka bardzo go ogolnie wychwalala,wiec z wywiadowki wyszlam zadowolona.

Do Starszaka troche balam sie isc. Nie zebym miala jakies z nim problemy,ale ta nauczycielka jakos mi nie przypasowala,no ale nie zebym ja skreslala. Dam jej szanse.
Wziela mnie wczesniej,bo ktorys z rodzicow sie spoznil co mi bylo bardzo na reke.
Powiedziala,ze jest ze Starszaka bardzo zadowolona.
Sprawdziany pisze bardzo ladnie. Z reguly maja tylko jeden lub dwa bledy przy literowaniu nowych slowek. Jest jednym z najlepszych uczniow z matematyki,ale ma tendencje do spieszenia sie przez co robi glupie bledy. Poza tym pieknie czyta co jest prawda. Sama jestem w szoku,ze robi to tak plynnie! I nie ma juz tajemnic,bo bez problemu potrafi przeczytac moje angielskie smsy.
Ma ambicje i jest dla siebie wymagajacy. Gdy cos mu nie wyjdzie to podobno jest dla siebie surowy i siebie wyzywa albo uderza sie po glowie.
Ladnie pisze historie oraz uczestniczy w zajeciach. Jest bardzo dobry w ogolnej wiedzy i pani podoba sie to,ze bardzo dobrze radzi sobie z irlandzkim. 'Very impressive' - rzekla.
Doczepila sie jednak pisowni Starszaka,ktory rzeczywiscie pisze niedbale i brzydko co jest zawsze powodem do wywyzszania sie Mlodego.
Nauczycielka powiedziala,ze zle trzyma olowek,ale nie jest juz w stanie tego zmienic ,wiec ma nadzieje,ze popracuje nad lepsza pisownia.
Wyszlam z sali wiec bardzo zadowolona,ze chlopcy ponownie Nas nie zawiedli i ,ze dobrze odnajduja sie w szkole i maja naprawde dobre wyniki.
Pochwalilam ich pozniej i wycalowalam,ze sa tacy madrzy.

Bez bicia stwierdze,ze opieka nad Najmlodszym zabiera Nam duzo wspolnego czasu. I to nie dlatego,ze jest wymagajacy,ale dlatego,ze chce byc przy nas ciagle blisko.
Chlopcy na sile probuja zwrocic na siebie uwage robiac nie raz glupie rzeczy.
Ja znowu niewyspana i w ciaglym pospiechu troszke ich zaniedbuje,ale wierze,ze wkrotce wszystko sie zmieni. Przed Nami Swieta. M. ma wolne. Mi macierzynski konczy sie z dniem 7 stycznia,ale z uwagi na niewykorzystany urlop to pracy wracam w polowie lutego.
W poniedzialek potrzebuje duzo zacisnietych kciukow.
Jestesmy juz tak blisko,ze az boje sie,ze to tylko sen....
Nasz dom... jest tam.... i czeka....



Pozdrawiam Was cieplo i biegne do Maluszka, ktory za tydzien konczy 4 miesiace. WOW!

Minia

czwartek, 1 listopada 2018

Powrot z 'wakacji'

Chcialabym pisac wiecej, ale czasu brak.
Od kiedy mamy Fisia nie wiem ktory jest dzien tygodnia, dni leca jeden po drugim tak szybko, ze za chwile juz swieta, a dopiero co bylo lato. Jestem normalnie w szoku :-)
Jesli chodzi o poprzedni post to karmimy dalej. Kilka dni pozniej po jego napisaniu znowu mialam silne zapalenie piersi z obrzekiem i wysoka goraczka.
Maz powiedzial, ze juz ostatni raz mnie ratuje I, ze wiecej 'zmiluj sie' dla moich cyckow nie bedzie. Na szczescie nastepnego dnia czulam sie juz normalnie.
Znalazlam tez fajna strone z filmikiem na ktorym pokazane jest manualne sciaganie mleka . Powiem Wam, ze bardzo mi to pomoglo. Nie moge oczywiscie zapomniec o mojej kochanej Szczypcie, ktora zawsze wspierala mnie I motywowala do kontynuacji karmienia. Moja Kochana Kinia tez sie odezwala nazywajac siebie delikatnie laktacjomaniaczka :-) I ona mnie takze wspierala.
To bardzo mile I budujace wiedzac, ze ma sie kogos kto wesprze I poradzi.
Dziekuje kochane :-*

Wracajac do tematu.
Nie ma to jak super szczescie panstwa Sz.
Rok temu w lipcu trafilismy na najgorsze lato przez ostatnie 13 lat, a bylismy az 3 tygodnie.
Tym razem nawet nie zasluzylismy na 'zlota, polska jesien', gdzie temperatury byly bliskie 20' slupka.
Nieeee.
My przylatujemy I ma byc mokro I wietrznie I zimno.
I tak tez bylo.
Poza tym Fisia meczyly zielone kupy (podejrzewalam wirusowke ), Starszak wysypke I dreszcze tylko Mlody byl ok.
Ten wyjazd jakos w ogole mi nie pasowal, no ale slowo sie rzeklo, bilety kupilo.
Zabralam wiec zimowe kurtki oraz buty przygotowujac sie na iscie zimowa aure.
Z domu wyruszylismy samochodem o 2 w nocy.
Maly cala droge przespal budzac sie na lotniskowym parkingu.
Chlopcy zas nie zmruzyli oka.
Na lotniskj bylismy po 5, oddalismy bagaze I powoli udalismy sie w kierunku bramek.
Fisiek byl aktywny do praktycznej samego wejscia na poklad samolotu, ktory niestety byl opozniony 40 minut przez pasazerke, ktora w ostatniej chwili wpuscili do zelaznego ptaka.
Lotnisko w stolicy jest bardzo ruchliwe. Samoloty laduja I startuja co 1 lub 2 min.
Musielismy czekac wiec na luke I udalo sie nam wystartowac tak jak wczesniej napisalam dopiero po 40 minutach.
Chlopcy nie zmruzyli oka w samolocie, a Fisiek przespal polowe lotu.
Ladowanie bylo jedno z gorszych, bo tego "cudownego" dnia byla wichura nad polskim morzem I ladowalismy przy 100 km/h wietrze.
Nice.
Chlopakom sie podobalo, Fisiu spal, a mi pocily sie rece ze strachu, ale dolecielismy szczesliwie.
Na lotnisku jednak sobie poczekalismy, bo przy kontroli paszportowej sprawdzali paszporty bardzo szczegolowo, tak szczegolowo, ze az w pewnej chwili rece mi wiedly od trzymania spiacego 7 kg klocka na rekach.
Kiedy wreszcie przeszlismy przez kontrole, czekala nas 45 minutowe oczekiwanie na bagaz, a potem jeszcze 1, 5 h podrozy w drodze do domu.
Zamknelismy sie wiec w 12 h podrozy. Tego dnia nie robilismy wiec juz nic. Wszyscy padlismy po 20 .
Na czas naszego przylotu Babcia z Dziadkiem wyprowadzili sie do M, starszej siostry.
I to byla bardzo dobra decyzja, ktora ulatwila nam bardzo zycie.
Chlopcy w taka "irlandzka" pogode nie mieli za bardzo co robic, wiec ostro nam 'dokuczali' biegajac po pokojach, skaczac z kanapy czy grajac w pilke uzywajac do tego maskotki. Czasami az mialam stracha, ze zaraz policja przyjdzie I bedzie kazala uciszyc mi dzieci. Sasiedzi pewnie zachodzili w glowe,ze mieszkanie zawsze ciche z uwagi na emerytow, a tu nagle halas I wrzask anglojezycznych domownikow.
Kolejne dni uplywaly nam bardzo szybko. Codziennie odwiedzalismy czlonkow rodziny M. Bylam takze na kontroli poporodowej u ginekologa. Wszyscy slicznie sie wyczyscilo, macica ladnie jest skurczona, jajniki maja juz pecherzyki , ale zaden jeszcze nie dojrzal, a scianki pochwy? Do natychmiastowej naprawy czyli operacji plastycznej, a juz myslalam, ze moze fizjoterapia mi pomoze, a tutaj czarno na bialym koniecznie do korekty, co mnie niezmiernie zasmucilo, aczkolwiek spodziewalam sie tego. Cytologii nie zrobilam, poniewaz mam wysokie ph od karmienia piersia i lekkie uplawy, wiec wyniki moga byc mylace.Czekam tez na wizyte w moim szpitalu I ich opinie na ten temat.

U dermatologa tez bylam, bo 3 lata nie sprawdzalam swoich znamion, a M.co chwile znajduje jakies , ktore mu sie nie podobaja.
Na szczescie nawet te ciemniejsze, grubsze, plaskie lub male sa w porzadku I nic do wyciecia nie ma.
To bylo tyle na temat kontroli.

Chrzest odbyl sie 28 pazdziernika.
Jak pisalam wczesniej Brat, ktorego prosilam na Ojca Chrzestnego wycofal sie z tej roli I po klotni odrzucil moje zaproszenie I sie nie pojawil.
Siostra natomiast nie raczyla nawet odezwac sie , zeby nas poinformowac, ze nie przyjada. Od kiedy zaszlam w ciaze , praktycznie odezwala sie do mnie tylko raz, a pogratulowala Fisia tylko na Meza facebooku.
Nie wiem o co jej chodzi I pewnie sie nie dowiem.
Przyjechala tylko moja kochana Mama z Januszem (oni nigdy nie zawodza) oraz moja przybrana kuzynka. To dziewczyna, ktora jest corka mojej Mamy przyjaciolki. Znamy sie wiec od malenstwa. Jest w moim wieku I to ona postanowila przyjechac z rodzinka z Bydgoszczy tylko po to,by zobaczyc Fisia I przybrac chwilowo role mojej siostry, ktora mnie tak strasznje zawiodla.
Nawet nie wiecie jak boli fakt, ze czasami obce osoby sa blizsze , niz wlasna rodzina, ktora ewidentnie pokazala mi gdzie ma mnie I moja rodzine.
Serce mnie boli, bo zawsze dawalam z siebie wszystko. Dzielilam sie czym moglam, pisalam zawsze pierwsza, wspieralam.
A dostalam co? Srodkowy palec.
Walczyc o nich nie bede, nie bede sie narzucac....
M. rodzina pojawila sie w komplecie oprocz jego Taty, ktory ma ostatnio straszne dusznosci, malo sie porusza I wydaje mi sie, ze dlugo zyc nie bedzie juz.
M.siostra przejechala ponad 800 km samochodem z malym synkiem mlodszym od Fisia o tylko 4 dni zeby razem z nami cieszyc sie z takiego szczegolnego dnia jakim byl Chrzest.
Mozna? Jak sie chce to wszystko mozna.
Pogoda dopisala, na termometrach bylo kolo 10'C, ale nie padalo.
Przy oddawaniu podpisow w zakrystii okazalo sie, ze Chrzestny nie ma zaswiadczenia, ze moze nim zostac. Chyba jakims sposobem nam to umknelo, wiec M.musial isc do ksiedza I sie tlumaczyc co stalo. Na szczescie ksiadz nie robil wiekszych problemow chociaz przepytal H. jak policjant - gdzie mieszka, czy zonaty itp.
Fisio w polowie mszy zasnal podobnie jak jego bracia. Byl bezproblemowy.
Pozniej udalismy sie do restauracji, gdzie zachwycona bylam jedzeniem, dekoracja stolu oraz kelnerami.
Top klasa normalnie. Nie dziwota, ze ma pierwsze miejsce w miescie na TripAdvisorze.
Kazdy zachwycal sie moim Malym Sloneczkiem.
Cieszylam sie, ze po raz kolejny wszyscy moglismy zasiasc do wspolnego stolu I spedzic ten czas razem.
Po obiedzie Mama zajechala jeszcze do Nas I siedzieli do 22, a nastepnego dnia juz do niej pisalam, ze bardzo za nia tesknie.
Jest mi bardzo bliska I brakuje mi jej na codzien, ale wiem, ze jest szczesliwa, wiec niech korzysta poki moze.
Zaprosilismy ich wstepnie do Irlandii jak tylko kupimy dom, bo cos sie dzieje, ale na razie nic wiecej nie napisze,
Pobyt w Polsce sie udal, a bylam nastawiona na najgorsze.
Przeziebilam sie , bo na dworze kilka stopni, a w Biedronce kilkanascie I czlowiek sie zgrzeje . Takie roznice temperatur to tylko w Polsce.
Jakos tutaj I w sklepie I na zewnatrz podobnie :-)
Ceny powalaja na lep. Gdybym chciala jesc tyle organicznych owocow lub produktow co tu to pewnie z 2000 zl bym potrzebowala,bo ceny sa identyczne jak tu, a place w Pl o wiele nizsze.
Z ubraniami nie lepiej - ceny wysokie, bardzo, wiec M. kupil sobie tylko kurtke.
Poczekamy na wyprzedaze..
Powrotna droga byla jakas latwiejsza, a moze juz bezstresowa,bo wracamy do siebie.
Najbardziej wiec ciesze sie, ze Fisiu ochrzczony, pobyt odbyty bez wiekszych przygod.
Teraz mozemy skupic sie na innycn sprawach typu wakacje I dom...
Bo kto wie..moze juz na Swieta bedziemy mieszkac w naszym domu...
Oby.

Pozdrawiam,
Minia

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes