czwartek, 1 listopada 2018

Powrot z 'wakacji'

Chcialabym pisac wiecej, ale czasu brak.
Od kiedy mamy Fisia nie wiem ktory jest dzien tygodnia, dni leca jeden po drugim tak szybko, ze za chwile juz swieta, a dopiero co bylo lato. Jestem normalnie w szoku :-)
Jesli chodzi o poprzedni post to karmimy dalej. Kilka dni pozniej po jego napisaniu znowu mialam silne zapalenie piersi z obrzekiem i wysoka goraczka.
Maz powiedzial, ze juz ostatni raz mnie ratuje I, ze wiecej 'zmiluj sie' dla moich cyckow nie bedzie. Na szczescie nastepnego dnia czulam sie juz normalnie.
Znalazlam tez fajna strone z filmikiem na ktorym pokazane jest manualne sciaganie mleka . Powiem Wam, ze bardzo mi to pomoglo. Nie moge oczywiscie zapomniec o mojej kochanej Szczypcie, ktora zawsze wspierala mnie I motywowala do kontynuacji karmienia. Moja Kochana Kinia tez sie odezwala nazywajac siebie delikatnie laktacjomaniaczka :-) I ona mnie takze wspierala.
To bardzo mile I budujace wiedzac, ze ma sie kogos kto wesprze I poradzi.
Dziekuje kochane :-*

Wracajac do tematu.
Nie ma to jak super szczescie panstwa Sz.
Rok temu w lipcu trafilismy na najgorsze lato przez ostatnie 13 lat, a bylismy az 3 tygodnie.
Tym razem nawet nie zasluzylismy na 'zlota, polska jesien', gdzie temperatury byly bliskie 20' slupka.
Nieeee.
My przylatujemy I ma byc mokro I wietrznie I zimno.
I tak tez bylo.
Poza tym Fisia meczyly zielone kupy (podejrzewalam wirusowke ), Starszak wysypke I dreszcze tylko Mlody byl ok.
Ten wyjazd jakos w ogole mi nie pasowal, no ale slowo sie rzeklo, bilety kupilo.
Zabralam wiec zimowe kurtki oraz buty przygotowujac sie na iscie zimowa aure.
Z domu wyruszylismy samochodem o 2 w nocy.
Maly cala droge przespal budzac sie na lotniskowym parkingu.
Chlopcy zas nie zmruzyli oka.
Na lotniskj bylismy po 5, oddalismy bagaze I powoli udalismy sie w kierunku bramek.
Fisiek byl aktywny do praktycznej samego wejscia na poklad samolotu, ktory niestety byl opozniony 40 minut przez pasazerke, ktora w ostatniej chwili wpuscili do zelaznego ptaka.
Lotnisko w stolicy jest bardzo ruchliwe. Samoloty laduja I startuja co 1 lub 2 min.
Musielismy czekac wiec na luke I udalo sie nam wystartowac tak jak wczesniej napisalam dopiero po 40 minutach.
Chlopcy nie zmruzyli oka w samolocie, a Fisiek przespal polowe lotu.
Ladowanie bylo jedno z gorszych, bo tego "cudownego" dnia byla wichura nad polskim morzem I ladowalismy przy 100 km/h wietrze.
Nice.
Chlopakom sie podobalo, Fisiu spal, a mi pocily sie rece ze strachu, ale dolecielismy szczesliwie.
Na lotnisku jednak sobie poczekalismy, bo przy kontroli paszportowej sprawdzali paszporty bardzo szczegolowo, tak szczegolowo, ze az w pewnej chwili rece mi wiedly od trzymania spiacego 7 kg klocka na rekach.
Kiedy wreszcie przeszlismy przez kontrole, czekala nas 45 minutowe oczekiwanie na bagaz, a potem jeszcze 1, 5 h podrozy w drodze do domu.
Zamknelismy sie wiec w 12 h podrozy. Tego dnia nie robilismy wiec juz nic. Wszyscy padlismy po 20 .
Na czas naszego przylotu Babcia z Dziadkiem wyprowadzili sie do M, starszej siostry.
I to byla bardzo dobra decyzja, ktora ulatwila nam bardzo zycie.
Chlopcy w taka "irlandzka" pogode nie mieli za bardzo co robic, wiec ostro nam 'dokuczali' biegajac po pokojach, skaczac z kanapy czy grajac w pilke uzywajac do tego maskotki. Czasami az mialam stracha, ze zaraz policja przyjdzie I bedzie kazala uciszyc mi dzieci. Sasiedzi pewnie zachodzili w glowe,ze mieszkanie zawsze ciche z uwagi na emerytow, a tu nagle halas I wrzask anglojezycznych domownikow.
Kolejne dni uplywaly nam bardzo szybko. Codziennie odwiedzalismy czlonkow rodziny M. Bylam takze na kontroli poporodowej u ginekologa. Wszyscy slicznie sie wyczyscilo, macica ladnie jest skurczona, jajniki maja juz pecherzyki , ale zaden jeszcze nie dojrzal, a scianki pochwy? Do natychmiastowej naprawy czyli operacji plastycznej, a juz myslalam, ze moze fizjoterapia mi pomoze, a tutaj czarno na bialym koniecznie do korekty, co mnie niezmiernie zasmucilo, aczkolwiek spodziewalam sie tego. Cytologii nie zrobilam, poniewaz mam wysokie ph od karmienia piersia i lekkie uplawy, wiec wyniki moga byc mylace.Czekam tez na wizyte w moim szpitalu I ich opinie na ten temat.

U dermatologa tez bylam, bo 3 lata nie sprawdzalam swoich znamion, a M.co chwile znajduje jakies , ktore mu sie nie podobaja.
Na szczescie nawet te ciemniejsze, grubsze, plaskie lub male sa w porzadku I nic do wyciecia nie ma.
To bylo tyle na temat kontroli.

Chrzest odbyl sie 28 pazdziernika.
Jak pisalam wczesniej Brat, ktorego prosilam na Ojca Chrzestnego wycofal sie z tej roli I po klotni odrzucil moje zaproszenie I sie nie pojawil.
Siostra natomiast nie raczyla nawet odezwac sie , zeby nas poinformowac, ze nie przyjada. Od kiedy zaszlam w ciaze , praktycznie odezwala sie do mnie tylko raz, a pogratulowala Fisia tylko na Meza facebooku.
Nie wiem o co jej chodzi I pewnie sie nie dowiem.
Przyjechala tylko moja kochana Mama z Januszem (oni nigdy nie zawodza) oraz moja przybrana kuzynka. To dziewczyna, ktora jest corka mojej Mamy przyjaciolki. Znamy sie wiec od malenstwa. Jest w moim wieku I to ona postanowila przyjechac z rodzinka z Bydgoszczy tylko po to,by zobaczyc Fisia I przybrac chwilowo role mojej siostry, ktora mnie tak strasznje zawiodla.
Nawet nie wiecie jak boli fakt, ze czasami obce osoby sa blizsze , niz wlasna rodzina, ktora ewidentnie pokazala mi gdzie ma mnie I moja rodzine.
Serce mnie boli, bo zawsze dawalam z siebie wszystko. Dzielilam sie czym moglam, pisalam zawsze pierwsza, wspieralam.
A dostalam co? Srodkowy palec.
Walczyc o nich nie bede, nie bede sie narzucac....
M. rodzina pojawila sie w komplecie oprocz jego Taty, ktory ma ostatnio straszne dusznosci, malo sie porusza I wydaje mi sie, ze dlugo zyc nie bedzie juz.
M.siostra przejechala ponad 800 km samochodem z malym synkiem mlodszym od Fisia o tylko 4 dni zeby razem z nami cieszyc sie z takiego szczegolnego dnia jakim byl Chrzest.
Mozna? Jak sie chce to wszystko mozna.
Pogoda dopisala, na termometrach bylo kolo 10'C, ale nie padalo.
Przy oddawaniu podpisow w zakrystii okazalo sie, ze Chrzestny nie ma zaswiadczenia, ze moze nim zostac. Chyba jakims sposobem nam to umknelo, wiec M.musial isc do ksiedza I sie tlumaczyc co stalo. Na szczescie ksiadz nie robil wiekszych problemow chociaz przepytal H. jak policjant - gdzie mieszka, czy zonaty itp.
Fisio w polowie mszy zasnal podobnie jak jego bracia. Byl bezproblemowy.
Pozniej udalismy sie do restauracji, gdzie zachwycona bylam jedzeniem, dekoracja stolu oraz kelnerami.
Top klasa normalnie. Nie dziwota, ze ma pierwsze miejsce w miescie na TripAdvisorze.
Kazdy zachwycal sie moim Malym Sloneczkiem.
Cieszylam sie, ze po raz kolejny wszyscy moglismy zasiasc do wspolnego stolu I spedzic ten czas razem.
Po obiedzie Mama zajechala jeszcze do Nas I siedzieli do 22, a nastepnego dnia juz do niej pisalam, ze bardzo za nia tesknie.
Jest mi bardzo bliska I brakuje mi jej na codzien, ale wiem, ze jest szczesliwa, wiec niech korzysta poki moze.
Zaprosilismy ich wstepnie do Irlandii jak tylko kupimy dom, bo cos sie dzieje, ale na razie nic wiecej nie napisze,
Pobyt w Polsce sie udal, a bylam nastawiona na najgorsze.
Przeziebilam sie , bo na dworze kilka stopni, a w Biedronce kilkanascie I czlowiek sie zgrzeje . Takie roznice temperatur to tylko w Polsce.
Jakos tutaj I w sklepie I na zewnatrz podobnie :-)
Ceny powalaja na lep. Gdybym chciala jesc tyle organicznych owocow lub produktow co tu to pewnie z 2000 zl bym potrzebowala,bo ceny sa identyczne jak tu, a place w Pl o wiele nizsze.
Z ubraniami nie lepiej - ceny wysokie, bardzo, wiec M. kupil sobie tylko kurtke.
Poczekamy na wyprzedaze..
Powrotna droga byla jakas latwiejsza, a moze juz bezstresowa,bo wracamy do siebie.
Najbardziej wiec ciesze sie, ze Fisiu ochrzczony, pobyt odbyty bez wiekszych przygod.
Teraz mozemy skupic sie na innycn sprawach typu wakacje I dom...
Bo kto wie..moze juz na Swieta bedziemy mieszkac w naszym domu...
Oby.

Pozdrawiam,
Minia

9 komentarzy:

  1. Już się zaczęłam zastanawiać czy u Was ok i czy już wróciliście. Fajnie, że tak wszystko się Wam układa. Najważniejsze że jesteście zdrowi :) Klara też przespała swój chrzest. Jej kuzyn darł się całą mszę hihi pamiętają to wszyscy i do dziś opowiadają że mało co nie został ochrzczony, bo wychodzi z nim z kościoła haha. W temacie rodziny.. Powiem Ci że zauważam podobne zachowania u moich teściów. Jakby łaskę robili.. Brak słów. Najbardziej żal mi męża.

    Pokaż Fisia :) Masz fotki z chrztu jakieś? Był mały Elegancik? 😃 buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. To tego właśnie Wam życzę- świąt we własnym domku :)
    Co do rodziny... Nie wiem właściwie co napisać, jakoś nie szokuje mnie to już szczególnie- zewsząd słyszę podobne historie, u nas w rodzinie też nie lepiej...
    Zdrówka dla Was wszystkich :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kciuki za własny domek zaciśnięte

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę i już po chrzcie! A niedawno rodziłaś, a tutaj już takie wielkie święto było! Buziaki dla Fisia :) Nie wiem co opuściłam, ale jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj na moje pytanie - dlaczego masz pochwę do naprawy? No i trzymam kciuki za domek!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zyjesz Miniu teraz w innym wymiarze :) tak po cichutku bardzo Ci tego zazdroszczę, mimo, że męczący to był czas, to ja za nim mocno tęsknię :)

    Cieszę się, że Chrzest udał się. Brat i Siostra... zupełnie nie wiem co napisac. Ogromnie przykre to musiało być dla Ciebie. na szczęście inni stanęli an wysokości zadania i to się liczy, widac to oni są Wam przychylni i nie ważne, że to nie najbliżsi.

    Tak, z lataniem tak już jest, niby chwila w powietrzu, a całe te zamieszania na lotniskach mega komplikują i wydłużają.

    Aj z tą pogodą, faktycznie nie macie szczęścia. Po tak pięknej złotej jesien, było kilka dni brzydkich, poczym na 1 listopada wróciła ona znowu w pełnej krasie, ale dziś już znowu szaro i buro.
    Z grzaniem w sklepach, masz rację, czasami przeginają, ale to chyba po tym, jak kiedyś pracownicy mocno się skarżyli, że w nich po prostu marzną siedząc na kasie. I wtedy też było źle ;)

    Za domek trzymam mocno kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi przykro, Miniu, ze wlasne rodzenstwo tak Cie potraktowalo... Ludzie, ktorzy powinni byc, poza rodzicami, najblizsi... :(

    O matko! A co sie stalo (jesli mozna spytac, jak nie, to nie odpowiadaj :D) Twojej pochwie?! Brzmi strasznie!

    O, not zycze powodzenia z domem! Nie dziekuj, zeby nie zapeszyc! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaniedbanie krocza przy porodach. Zepsuli to teraz musza naprawic :-(

      Usuń
  7. Cudowne wiadomości, a z rodzinom Miniu niestety wiem jak to jest u nas sprawa podobna jest ale od strony męża i siostra i matka odwrócone od brata/syna i tez sie nie pojawiły na chrzcie Nusi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam post już jakiś czas temu, ale nie lubię komentować z telefonu. W ogóle jakaś zakręcona jestem, bo byłam przekonana, że podróż do Polski dopiero przed Wami.
    Ciesze się, że chrzciny się udały, choć przykro mi że niektórzy bliscy zawiedli. Na niektóre rzeczy niestety nie mamy wpływy, ale przynajmniej wiecie, że Ci którzy przybyli zrobili to z przyjemnością.
    Za domek trzymam mocno kciuki!

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes