środa, 28 listopada 2018

Historia kupna naszego domu. Uwaga tasiemiec (jak nigdy)

Nie moge w to uwierzyc...
Wreszcie po ponad dwoch latach udalo sie nam kupic dom...
Nasz dom...
Ale od poczatku...

W lutym znalezlismy dom,w ktorym poczulismy sie 'jak u siebie',ale kto nas czyta to wie,ze niestety,ale musielismy z niego zrezygnowac,bo wiele rzeczy bylo nie do przeskoczenia ( ktos jednak sie na niego skusil,bo zostal w koncu sprzedany w polowie lipca).
Nam przede wszystkim nie podobala sie bardzo duze pekniecie na jednej ze scian, bardzo podmokly ogrodek oraz,ze scieki polaczone byly z dwoma innymi domami i byly na one laczone na granicy tej posesji co oznaczalo by,ze jesli cos by sie zatkalo to my musielibysmy z tym sobie poradzic,bo jak sie udowodni sasiadowi,ze zapchal kibel? ;-)

Wtedy bylam juz w 16 tygodniu ciazy i bardzo,ale to bardzo marzylo mi sie przeprowadzic do nowego domu zanim urodzi sie Malutki.

Ale nie bylo Nam dane...

W sierpniu znalezlismy drugi dom,ktory wydawal sie nasz.
Niedaleko tamtej wioski, na malym osiedlu, 700 m do szkoly. Wioska miala dwa sklepy, poczte i kosciol.
Dom byl naroznikowy,wiec na samym koncu osiedla dzieki czemu moglibysmy miec troszke prywatnosci.
Co dla Nas jest istotnie wazne to jak polozone sa domy . Slonca tutaj co kot naplakal,wiec idealnie bylo by miec dom ze strony poludniowej. Tamtej lezal jakos dziwnie,ale podobal sie Nam w srodku.
Mial duzy kominek i back boiler ( nie wiem jak to po polsku przetlumaczyc),ale w zasadzie kiedy palilo sie w piecu cieplo rozprowadzane bylo po calym domu.



Domek 120 m2 , fajny ogrodek z tylu. Jednak duzo odswiezania.
Obejrzelismy go w piatek, dalismy oferte czyli zaoferowalismy dokladnie tyle, ile chciala wlascicielka,a w poniedzialek M. odbiera telefon,ze sprzedaz nieaktualna,poniewaz wlascicielka zadecydowala sprzedac dom jakiemus czlonkowi rodzinie.
Dla mnie to znowu byla szpila w noge. Malutki byl juz na swiecie, zima zblizala sie duzymi krokami,a my nadal stoimy w miejscu.
Pozwolenia na wziecie kredytu wygasaja,wiec co nuz musimy wracac do banku i przedstawiac dokumenty,ktore poswiadcza,ze jestesmy w stanie go splacac.
M.tak sie zdenerwowal,ze zadzwonil do agentki z ktora widzielismy sie w piatek,ze oferujemy 15k euro wiecej i czy wlascicielka nie zastanowilaby sie jeszcze raz.
Zgodzila sie,wiec ponownie zatrudnilismy inzyniera,ktory mial sprawdzic jak konstrukcyjnie trzyma sie ten dom,ale...
w miedzyczasie..
Wiem - jestem szalona
Jestem katoliczka i wierze w Boga,ale nie powiem,ze lubie od czasu do czasu zapytac sie tarota o pewne sprawy.
W akcie desperacji ( Maz nic o tym nie wiedzial) ,znalazlam pewnego pana,ktory takim czyms sie zajmuje.
Zapytalam wiec dokladnie kart czy Nam w ogole jest dane znalezc dom w Irlandii czy moze to nie jest nasze miejsce jak ciagle Nam cos pod nogami sie placze i wyzsza sila nie pozwala Nam na zaden zakup.
Czekalam z niecierpliwoscia na odpowiedz jak dziecko na przyjscie Gwiazdora.
Dla niektorych to sciema,a dla mnie to jakas wytyczna ,ktora moge sie zasugerowac.
Pan Grzegorz,bo tak mial na imie - odpisal mi bardzo szybko i dal wyczerpujaca odpowiedz.
'To nie ten dom!!!!' - napisal. 'Bedzie inny', 'zle szukamy', 'podazamy zla droga - dom bedzie na koncu swiata'.
Dalo mi to duzo do myslenia.
Dom,ktory ogladalismy zdal pod wzgledem konstrukcyjnym,ale niestety trzeba bylo by w niego wlozyc z 20 k co dalo by nam juz bardzo wysoka cene jak na taki dom,ktory jest daleko od miasta itp.
Kazalam Mezowi zrezygnowac i glupio sie z tym pozniej czulam,ze dalismy wlascicielce nadzieje,ale w koncu to nie ubranie,a zakup na dlugie lata.
I wtedy otworzylam po raz kolejny przegladarke i znalazlam go....


I juz od razu wiedzialam co pan G. mial na mysli piszac,ze na koncu swiata.
W tej wiosce bylismy juz wczesniej, nawet na tym samym osiedlu dwa lata temu.
Zarzekalam sie,ze w zyciu tam nie zamieszkam,bo jest na koncu swiata ( in the middle of nowhere).
45 min w jedna strone do pracy na dwa samochody to jakis zart.
Ceny tych domow byly 30 k euro nizsze niz teraz.
Pisze wiec do M.ze ma zadzwonic i sie umowic,zebysmy mogli zobaczyc w srodku jak wyglada ten dom.
Cena byla tak atrakcyjna na jak na nowo wybudowany ( tj zostal wybudowany w 2007 ,ale dopiero teraz zostal oddany do uzytku. Jak wiemy w 2008 r Irlandia przeszla kryzys gospodarczy i cala budowlanka padla . Ludzie zostali bez pracy,a domy puste,bo nie bylo za co je wykonczyc).
Nie wiem czemu,ale wirtualnie chcialam normalnie wysciskac pana G. Moze to podswiadomosc,moze zbieg okolicznosci,a moze naprawde tamten dom nie byl dla nas pisany.
Umowilismy sie na 17,ale tuz przed naszym wyjazdem ( 40 min drogi od nas ) zadzwonil wlasciciel ( my myslelismy,ze to osoba z agencji),ze bedzie spozniony i,ze mamy byc na 18. Dobrze,ze nas uprzedzil,bo jazda z 2miesiecznym dzieckiem i czekanie na niego nie wydawala mi sie dobrym pomyslem.
Jednak kiedy dojechalismy na miejsce, go ciagle nie bylo. Kiedy po 20 min sie do niego dodzwonilismy to powiedzial,ze drzwi sa otwarte i mamy sobie obejrzec w srodku,a on bedzie za 15 min. Po irlandzku jednak za 15 minut to bylo w koncu 40 .
Ale dom piekny. Pokochalam go od pierwszego wejrzenia.
Czysciutki, pachnacy, taki maly - nasz. Ma tylko 106 m2,ale my wlasnie chcielismu na poczatek - cos malego,ale naszego.
Wlasciciel sie w koncu pojawil . Obiecal podokonczac kilka rzeczy ( brakuje bramki w ogrodzie, w kuchni dokrecic zmywarke itp.),a nawet pomalowac nam sciany na kolory ,ktore chcemy jesli zaplacimy za farby ( bo nie wiem czy wiecie,ale w Irlandii maluja wszystko na magnolie - wszedzie jest tak zolto,ze wydaje mi sie,ze mieszkam w wariatkowie).
Zaoferowalismy mu wiec cala kwote , ktora chcial ( widzielismy go w czwartek) i czekalismy na odpowiedz z jego strony,ktora nadeszla dopiero w niedziele wieczorem,ze sprzeda Nam ten dom.
Nawet nie wiecie jak bardzo sie ucieszylam....
Ale...
To dopiero poczatek...
To byl 17 wrzesien.
Nastepna kwestia bylo zaplacenie depozytu,ktory wynosi 10 %  wartosci domu. W naszym przypadku bylo to 15 k euro.
Jednak dwa lata temu wprowadzono w Irlandii lekkie ulatwienie dla osob kupujacych dom pierwszy raz i na nowe budownictwo lub nowo wybudowane dom na wlasnej ziemi , rzad doplaca 5 % czyli my dajemy od siebie tylko 5,a panstwo kolejnie 5. Trzeba jednak spelniac kryteria. Trzeba rozliczyc sie z placenia podatku z poprzednich 4 lat i doplacic jesli zaplacilo sie go za malo. My bylismy w szoku,bo okazalo sie,ze mielismy nadwyzke w postaci tysiaka. Milo!
Pozniej trzeba upewnic sie,ze osoba,ktora wybudowala dom jest na liscie uprawnionych i,ze my zaplacilismy wystarczajaco duzo skladek,zeby starczylo na te pozostale 5%.
Duzo tlumaczenia, duzo papierow,ale to nic. Zostawic sobie w kieszeni 7,5 klocka na wyposazenie domu to sprawa warta swieczki,wiec dzialamy.
Zaplacilismy depozyt, zwrocilismy sie do banku po zatwierdzenie kredytu pod ten dom,a tam?? SCHODY.
Nio prosze panstwa,u Nas nigdy nic za latwo pojsc nie moze.
Bo KBC ma problem,bo niedaleko osiedla plynie rzeczka ( w Irlandii szczegolnie w okresie zimowym pojawiaja sie sztormy z bardzo obfitym deszczem co powoduje zalania) i banki nie chca udzielac pozyczek na domy,ktore sa ryzykowne pod tym wzgledem.
Czekamy wiec na odpowiedz prawie dwa tygodnie kazdego dnia majac nadzieje,ze bank w koncu podejmie dezycje.
W miedzyczasie jest wylot do Polski. Szybko myslimy i zarywajac noc drukujemy wszystkie niezbedne papiery do zlozenia podania do kolejnego banku liczac na to,ze bedzie szybka pilka i bedziemy miec plan awaryjny. Dzien przed wylotem udajemy sie do Ulster Banku,gdzie przemila pani kierownik nie moze sie nadziwic co zajmuje KBC tyle czasu jak my jestesmy idealnymi kandydatami na kredyt. Nie przeszkadzal jej nawet fakt,ze jestem na macierzynskim i,ze wczesniej bylam na zwolenieniu lekarskim.
Babka ogarnieta, w poniedzialek kiedy nadal goscilismy sie w Polsce wyslala Nam maila,ze przyznano nam kredyt,ze juz wyslali do domu osobe,ktora wykonala valuacje ( valuation) czyli ocenila czy cena domu jest faktyczna do jej stanu i,ze nawet rzeczka nie stanowi problemu i,ze tak.. dadza Nam kredyt na ten dom! ale stracilismy ponad 3 tygodnie.
KBC oczywiscie odezwalo sie po moich 'grozbach' ( w piatek przed Ulsterem) ,gdy napisalam,ze zadzwonie do Glownej Siedziby w Dublinie i zloze skarge na przeciaganie sprawy i trzymanie nas w niepewnosci.
Najgorsze co moze byc to fakt,ze dzieci codziennie sie pytaly,a mamo czy to juz? kiedy mozemy sie przeprowadzic? powiedziec w szkole?a my co mielismy odpowiadac,ze bank wstrzymuje decyzje?
Stwierdzilismy wiec,ze pomimo w koncu zaakceptowania faktu przez KBC i zaoferowania nam kwoty pieniezniej do jej zakupu - wybralismy Ulster.
Lepsze oprocentowanie 2,3% na dwa lata , 1,5k do reki na zaplate podatku za nieruchomosc ( 1% wartosci domu ,ktore trzeba zaplacic) i za darmo valutation ( za ktore my placilismy 130 euro) wygladalo bardzo korzystnie,a co najwazniejsze - konkretna babka,ktora zalatwila Nam kredyt w tydzien!
No to mamy juz koncowke pazdziernika,a tu nadal sprawy tocza sie bardzo wolno.
Wlasciciel domu nie odpowiada na smsy, jest niedostepny wiekszosc czasu.
Od 3 tyg staramy sie dowiedziec ile puszek farby musimy kupic zeby pomalowac mieszkanie - bez odzewu.
Dwa razy pojechalismy do domu zmierzyc pokoje,bo dom oprocz kuchni - jest pusty. Tylko same sciany ( oprocz toalety).


Znalezlismy tez polskiego stolarza,ktory zrobi nam szafy przesuwne na wymiar i szafki z szufladami pod schodami,by zaoszczedzic jak najwiecej przestrzeni ( bo nie powiem,ze bedzie troszke ciasnawo).
Poza tym dom ogrzewany jest pompa ciepla powietrze - woda.
Wiecej na ten temat mozna poczytac TU
To super nowoczesny system ,ktory pozwoli nam szybko ogrzac dom i zaoszczedzic na ogrzewaniu ( co w przypadku oleju bylo prawie jak samobojstwo) lub w czasie lata szybko ochlodzic mieszkanie ( co tu raczej nie grozi).
Ale zeby tak kolorowo nie bylo do kazdej pozyczki trzeba zakupic polise,w ktorej w razie smierci zanim splaci sie kredyt,ubezpieczalnia oddaje bankowi twoja polowe.
Na formie bylo mnostwo pytan odnosnie naszego stanu zdrowotnego. Pytano sie o cisnienie i cholesterol,ktore moj Maz ma zawsze podwyzszone od x lat, o operacje, wizyty u lekarza.
Na samym dole malym druczkiem wypisane zostalo,ze jesli sie na formie sklamalo to ubezpieczalnia ma prawo zerwac kontrakt i nie wyplacic pieniedzy.
M.wzial sobie wiec na powaznie wypelnianie formy i wypisal tyle,ze ubezpieczalnia kazala mu szczegolowo rozpisac sie na dany temat . Kiedy to bylo ,jak, gdzie, dlaczego.
Ja oczywiscie znowu tetno 100 uderzen/ min ,ze jesli nie przyznaja nam tego ubezpieczenia to bank nie udzieli nam pozyczki i kolo sie zamyka.
48 h niepewnosci i jest.... - przyznali Nam ( tutaj brawa dla M. ktory pieknie wyslizgnal sie z odpowiedziami . Sam sie smial,ze kiedy dostaje w pracy maile z skarga na dany produkt to umie wyjsc z sytuacji bez szwanku).
No,ale nadal nic sie nie ruszylo. Nadal nie wiemy ile potrzebujemy farb, nadal nie wiemy kiedy dac wypowiedzenie z domu,w ktorym mieszkamy teraz,a mieszkamy 5 i pol roku,wiec nie mozemy wyprowadzic sie hop siup.
Zadzwonilam do nowej szkoly ,rozeznalam sie z tematem odnosnie Afterschool dla chlopcow jak ja wroce do pracy. Ich nauczycielka bedzie nasza sasiadka. Ten swiat jest taki maly,a Irlandia w szczegolnosci. Chlopcy wiec beda dobrze ja znali i miejmy nadzieje dobrze sie na lekcjach zachowywali. Mam nadzieje,ze do nowej szkoly pojda juz po przerwie swiatecznej.
Fisia do zlobka nie oddam,bo nie ma miejsca. Nie do konca wiem co jeszcze z nim zrobimy.
Przydalaby sie moze jakas osobka na osiedlu,ktora by sie nim zajela na 2h,ale watpie,ze taki ktos sie znajdzie. Bedzie chyba musial jezdzic ze mna,ale wtedy M. nadal bedzie musial konczyc o 15.40 co nie podoba sie jego kierownikowi,bo tak robimy juz ponad dwa lata.
Zaraz po macierzynskim biore zalegly urlop z 2018 roku, potem chyba wezme tydzien z nowego i miesiac bezplatnego. Chcemy zmienic tez samochod na jakiegos diesela,wiec im dluzej w domu z Fisiem tym lepiej ( zaluje,ze nie ma tutaj tak dobrze jak w Pl gdzie jest roczny macierzynski z dobrymi pieniazkami).

Wlasciciel domu jakis nieogarniety,bo nie odpisuje na maile,a telefon zazwyczaj wylaczony albo nie odbiera.
To wszystko powiem szczerze nie ulatwia Nam kupna i idzie jak krew z nosa.
Czasami przypomina sie historia Iwosi,chociaz przy niej nasza i tak jest bardziej kolorowa.
Za kazdym razem kiedy cos sie zaczyna ukladac to nagle pojawiaja sie przeszkody i brniemy wolno . Do przodu ,ale wolno.

Naszym planem jest przeprowadzic sie kolo 15 grudnia,ale wszystko zalezy od tego jak szybko wlasciciel,ktory wybudowal to cale osiedle naprawi lub dokonczy rzeczy,ktore mamy na rozpisce od inzyniera ( dokladnie 20 podpunktow).

Potem musimy zlozyc podanie do banku o wyplacenie tej kwoty za dom do naszego adwokata,ktory z reka na sercu jest taki ogarniety i taki szybki,ze jak ktos potrzebuje na niego namiary to z przyjemnoscia je dam i wtedy dostaniemy klucze.

Troszke juz poszalelismy z zakupami. Zamowilismy kanape naroznikowa ,rozkladana z Polski,ale ze sklepu stacjonarnego w naszym miescie. Kupilismy tez lozko king - size na ktore nie moge sie wrecz doczekac.
Chlopcom lozka z Austrii i materace leca do Nas tez.
Pralka czeka na instalacje,bo dopoki nie mamy kluczy to jej tam nie zanosimy.
Dzisiaj zamowilam rzymskie rolety,wiec zakupowy szal pal trwa.

Na sam koniec tejze dlugiej historii zamowilam tez cudowne pozegnalne kartki dla moich ukochanych sasiadow.
Jednym z nich mieszkajacy tuz obok nas jest Mark. Uwielbiam go nad zycie. Tak pozytywnego i kochanego faceta juz dawno nie spotkalam. Jest samotnym mezczyzna zyjacym z dwoma kotami. Jest naszym najlepszym przyjacielem. Bardzo go szanuje i cenie.
Kartka wiec musiala byc zwiazana z jego kotami,bo jakze inaczej.
Zamierzam kupic jeszcze jakis bon upominkowy do TkMaxxa,bo wiem,ze lubi tam chodzic.



Druga sasiadka,ktora bardzo lubie i szanuje jest pani E,ktora opiekowala sie chlopcami w czasie mojego porodu,a takze rok temu kiedy M.nie mogl codziennie sie ze mna pod parkingiem dziecmi wymieniac. Duzo jej zawdzieczam. Czasami przypomina mi moja Mame, ma dobre serce.
Az zal opuszczac takich kochanych sasiadow...



Dla niej zakupilam tulipany robione z materialu,bo wiem,ze ona lubi takie rzeczy,a poza tym ma piekny dom,wiec beda tam pasowaly.

Jesli szukacie kogos do zrobienia dla Was cudownej kartki, pieknego haftu czy slicznej torby lub poszewki - udajcie sie do Eli.
Wszystkie jej prace sa godne podziwu. Zapraszam Was w jej imieniu i polecam z czystym sumieniem!

--------------------------------------

Mam nadzieje,ze kolejny post bedzie pod tytulem : ' MAMY JE' (te klucze)
Poki co czeka nas bardzo intensywny czas, nieczesto stresujacy,bo zostalo zaledwie niecale 4 tygodnie do Swiat,ale miejmy nadzieje,ze sie uda...

Uda sie Nam byc w nowym domu na.... Swieta!


--------------------------------------

Pozdrawiam Was cieplo,

Minia

12 komentarzy:

  1. Jej WSPANIAŁE wieści!!! Moc gratulacji :) Cudowne uczucie, prawda :)
    Tasiemca doczytam nieco później bo gnać musze, ale już chciałam się wspólnie z Tobą pocieszyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na raty ale doczytalam :)) I czytając pomyślalam sobie, Boże biedni, tez tak się z każdą bzdura muszą naszarpac żeby coś zdobyc, a tu bach, piszesz ze podobnie jak u Iwosi :)) Tez by mi przy wypełnianiu tego ubezpieczenia tętno rosło, rany ile to jest stresu co. Ale utarliscie nosa przynajmniej KBC hehe. Bezlitosne przeciąganie.
      No i zwrot podatku jeszcze wam się trafił :) A gdybyście nie szykowali się do tego kredytu i tego nie odkryli, to by was nikt nie powiadomił??
      Właściciel mocno nie powazny, jak można że swym klientem nie utrzymywac kontaktu? Mam nadzieję że wam żadnego numeru nie wywinie. Trzymam PRZEOGROMNE kciuki!! Czekam na TEN post :)) i cieszę się razem z wami całym serduchem :))
      Kartki wspaniałe, cudowny tez gest z waszej strony, super!!
      Z macierzyńskim w Polsce zalapalam się z Tola na ten roczny i to też do końca nie bylo wiadomo co i jak, bo byłam jedna z tzw matek pierwszego kwartału, ale na szczęście podpisali dla nas tez ta ustawę wtedy :) z Tymonkiem mialam tylko 5 Msc macierzyńskiego, pomyśleć że kiedyś były tylko 3 Msc.. Teraz roczny macierzyński, ale nie wiem czy wiesz, nie jest niestety wypłacane twoje wynagrodzenie w 100%,jak to było przy tych krótszych. Ale jest i to się liczy. Wychowawczy niestety nadal bezpłatny.

      Usuń
    2. Miniu, wszystko ok u Was? Ściskam i cały czas kciuki trzymam !! :)

      Usuń
    3. Trzymaj jeszcze trzymaj..czekamy na przelanie funduszy z banku do adwokata,ktory zaplaci wlascicielowi za dom. Poki co ,co chwile brakuje im jakis dokumentow..:-/

      Usuń
    4. No to nie puszczam :)

      ach ta papierologia...

      Usuń
  2. Gratulacje wspaniale wiesci :) my odebralismy klucze 15 grudnia 2016 wiec zycze Wam zeby i dla Was 15.12 okazal sie szczesliwy. Pozdrowienia z Donegalu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miniu, z zapartym tchem czytałam! Cieszę się razem z Wami. Piękny ten dom! Mam nadzieję, że uda się Wam przeprowadzić do Bożego Narodzenia! Trzymamy z Klarą mocno kciuki! ✊

    OdpowiedzUsuń
  4. Kciuki wciąż zaciśnięte, serce się raduje.
    Muszą być (klucze) nie ma innej opcji.
    Dziękuję za zaufanie i takie!!!! dobre słowa

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne wiadomości i pamiętaj jestem pierwsza w kolejce by Was odwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam z wypiekami na twarzy! Cieszę się z Wami, że w końcu się udało i trzymam kciuki abyście na święta byli już na swoim!

    OdpowiedzUsuń
  7. Miniu, cudowna wiadomosc! Wspaniale, ze wreszcie znalezliscie swoje "miejsce na ziemi"! Trzymam ogromne kciuki, zebyscie zdolali przeniesc sie do Swiat!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejuniu, jejuniu!!! Dzieje się u Was sporo! Bardzo si cieszę, że zaraz dostaniecie klucze do swojego domku! Brawo dla Was, że w końcu się udało! Czekam na kolejny post!!!!

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes