środa, 10 października 2018

A mialo byc tak prosto czyli o karmieniu piersia slow kilka




Idealne, okraglutkie, pelne mleka. Cycusie, cycuchy, piersi.
Jakkolwiek chcesz je nazwac.
O karmieniu piersia moglabym napisac ksiazke.
Niby mam swietne predyspozycje,bo piersi do karmienia wrecz idealne.
Kazdy z moich chlopcow nie mial zadnego problem ( nie moge wpisac u,bo klawiatura mi je wymazuje - chyba angielski slownik jest ustawiony)ze ssaniem.
Kazdy z nich pieknie lapal I ssal brodawke.
Oczywiscie,ze chcialam karmic piersia. Znam malo kobiet,ktore od razu po porodzie nawet nie probuja przystawic malego ssaka I przechodza na butelke,ale nie trupami do celu.
Bo karmienie piersia to bardzo wyboista I co dla niektorych kobiet trudna droga.
Moja zaczela sie pierwszy raz 7 lat temu I trwala 9 tygodni. 9 trudnych tygodni.
Nie wspominam karmienia piersia za dobrze.
Pamietam jak dzisiaj kiedy sciagalam mleko I Tesciowa dokuczala mi mowiac,ze moje mleko jest szare,a nie biale,ze jest za chude I,ze dziecko sie nie najada.
Trudny porod, depresja poporodowa, slabe przybieranie Starszaka na wadze widocznie powodowalo,ze mialam malo pokarmu,a na dodatek w 7 tygodniu jego zycia wyszla mu skaza bialkowa.
Dziekuje Mezowi za to,ze pojechal do sklepu, kupil butelki I Nutramigen ( najbardziej smierdzace mleko jakiekolwiek wachalam - wypic bym nie mogla ze wzgledu na odruch wymiotny) I od tamtej pory moj Syn zaczal spac za dnia,a po 3 miesiacu zycia mial tylko jedna przerwe w nocy na karmienie.
Ze Srodkowym mialam zupelnie inne podejscie. Wisialo mi,ze tak powiem,czy karmie piersia czy nie,bo chcialam miec nakarmione I szczesliwe dziecko .
Ale On znowu urodzil sie przedwczesnie.
W szpitalu spedzilismy piec dni,a ja co kilka godzin doczepialam swoje maszyny mleczne do laktatora I sciagalam najwiecej jak moglam,bo on tak potrzebowal mamusinowego mleka.
Cyckowalismy wiec do momentu kiedy zachorowal na zapalenie okrzeli I nie mial sily ssac.
Wyladowalismy w szpitalu na 9 dni gdzie przez 7 byl karmiony przez sonde.
Odciagalam wiec ponownie tyle mleka ile moglam I o ile w szpitalu bylo to latwiejsze,bo maszyna ciagnela obie piersi naraz I tego pokarmu mialam wiecej to w domu laktatorem recznym sciagalam biedne 30-40 ml.
Poza tym bolaly mnie sutki I reka …
Z uwagi na to,ze nocami wracalam do domu by chociaz na chwile zobaczyc sie ze Starszym Synem to pod koniec jego pobytu pielegniarki podawaly mu butle,bo latwiej sie mu oddychalo I szybciej lecialo I mialam problem,bo po powrocie Mlody masakrycznie darl sie przy cycku,wierzchal, nie chcial,a mi sie serce krajalo .Poza tym zlapalo mnie zapalenie piersi I to byl gwozdz do trumny. Kazano mi odstawic go na 10 dni,kiedy bralam antybiotyki I mojego pokarmu z dnia na dzien bylo coraz mniej,az w koncu sie skonczylo.
Powrocily wspomnienia jak beznadziejna jestem Matka,ktora nie moze wykarmic swoich synow,ale po nauczce ze Starszakiem stwierdzilismy,ze na sile wciskac mu cycka nie bedziemy I przeszlismy na butelke.
Nie musze wspominac,ze w wieku 6 miesiecy moj paczek wazyl 10 kg (tak bardzo lubil jesc).
Z trzecim Robaczkiem chcialam karmic jak najdluzej.
Bylam gotowa na wzloty I upadki.
I zaczelo sie cudownie, bezproblemowo. Chodzilam dumna jak paw.
Nunus urodzil sie z waga 3700 g, ktora spadla do 3450 g,ale nadrobilismy ja juz w tydzien,a potem bylo jeszcze lepiej - 350 g tygodniowo to nie lada wyczyn.
Mleko lecialo strumieniami, nocki nieprzespane,ale najedzone dziecko,az do …. 6 tygodnia.
Goraczka prawie 40 stopni, obrzek piersi - zapalenie. Ach, tylko nie to …..
Minia szuka ratunku,ktore odnajduje w ramionach Szczypty.
Szybka porada, rozmowa, telefon do poradni laktacyjnej.
Nie mam sil, nie moge sie ruszac, mam dreszcze,ale Malutki ladnie je z tej chorej piersi.
Do lekarza nie ide,bo nie chce antybiotykow,bo po nich skonczyla sie przygoda ze Srednim.
Walczymy. Maz podaje mi najrozniejsze naturalne specyfiki : imbir, czosnek, kurkume z pieprzem I miodem.
3 dni I jestem jak nowo narodzona.
Karmimy nadal,ale po 3 tygodniach dopada mnie zastoj. Ta sama piers, ten sam obrzek,ale bez goraczki.
Wystarczyl dzien nakladania kapusty I picia specyfikow Meza I zyje nadal,ale po tygodniu znowu to samo.
Znowu obrzek...znowu zastoj.. k..rde!
Zauwazam,ze Malutki slabo ssie ta piers, nastepnego dnia placze, wije sie, denerwuje.
Ja placze z nim,bo niby to 'tylko' karmienie,ale czlowiek sie uzaleznia.
Wiec znowu telefon I piszemy do  Szczypty o poratowanie.
Poki co wiec walczymy,ale nie wiem czy ta walka dlugo potrwa.
Mam dni,ze wierze,ze laktacja wroci I sie unormuje,a mam dni,ze kiedy Malutki placze na tej 'lepszej' piersi tez to mi sie serce lamie I mam straszne wyrzuty sumienia,ze nie mam mleka.
No bo jak by to bylo jakbym byla zwierzeciem I nie wykarmila swojego potomstwa?
Nunek ma juz prawie 11 tygodni. Chcialam leciec do Polski z cyckiem,bo jest latwiej,bo szybciej,a wyglada na to,ze moze bedziemy musieli karmic butla. Wylot juz za 2 tygodnie.
Nie zeby byla zla,bo defakto najwazniejsze to pelen brzuszek jakkolwiek bylby on nakarmiony,ale to nowy pokarm - nowa formula, nie wiadomo jak zareaguje jego brzuszek, czy podpasuje itp.
Nie jestem typem osoby,ktora latwo sie poddaje,ale jesli chodzi o karmienie piersia to szybko potrafie sie zdemotywowac. Wkrecam sobie,ze nie mam mleka,ze jestem kijowa I koniec.
I wiem,ze to nie jest koniec swiata jak nawet sie skonczy,ale chcialam pociagnac do tego 6 miesiaca.
Szczegolnie dlatego,ze tak dobrze nam szlo,ze Fisiu ma piekne pultaski I wiem,ze tak super przybiera na wadze I to tylko na moim mleku.Az serce mi sie raduje. Na 6 tyg wazyl 5300 g , teraz pewnie kolo 6,5 kg.
Musialam sie wyzalic,bo czasami mi ciezko. Maz na szczescie mnie wspiera I ratuje mowiac,ze on tez moze pomoc Fisiowi w oproznianiu jesli zajdzie taka potrzeba  ;-) ale na razie wspomagam sie herbatkami, inka,piciem duzej ilosci wody I czekam na efekty...
Bo ja lubie karmic piersia….. I nie chce jeszcze przestac…

Fisiek 
Pozdrawiam,
Zabiegana Minia

12 komentarzy:

  1. Jaki słodki śliczny Fisiek! Aniołek! Miniu, zapraszam do naszego nowego świata klarciowy-zakatek.blogspot.com 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. O, biedna jesteś. Podziwiam za walkę, mnie by się w imię idei nie chciało. Nie wiem co lubisz w karmieniu piersią, chyba tylko to, że czyni Cię w Twoim mniemaniu lepszą od matek, które sobie tę walkę odpuściły. Warto? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem nuty sarkazmu w twojej wypowiedzi.
      Karmilam butelka takze i nie oceniam ktore karmienie lepsze lub gorsze i tak - wole piersia,bo lubie.

      Usuń
    2. Lavinka, tu nie chodzi o idee. Karmienie piersia jest bardzo wygodne. Nie potrzeba butelek, smoczkow, wody o odpowiedniej temperaturze, odmierzania odpowiedniej ilosci proszku. Piersi ma sie zawsze przy sobie, gotowe do uzycia. ;)
      Karmilam corke 15 miesiecy, a syna 20. Czy czuje sie lepsza od matek, ktore karmily butelka? Nie. Ale jestem dumna ze swojego ciala, ktore normalnie jest pelne niedociagniec, ze COS potrafilo zrobic dobrze, a nawet bardzo dobrze. :)

      Usuń
    3. Niektórzy mogą nie rozumieć, że inni naprawdę lubią karmienie piersią. Ja też do nich należę :)

      Usuń
    4. Dla mnie karmienie piersią też było wygodą a nie jakąś wydumana ideą. Nie lubię takiego podejścia i porównywania. Butelką tez karmiłam, kiedy moje dziecko nie umiało ssać piersi z braku siły na to rodząc się przedwcześnie, ściągałam swoje mleko i podawałam przez butelkę, tez jest to jakiś sposób. Jak przez wyjazd straciłam na trzy dni pokarm, to nie było problemem kupić mleko i rozrobić w butelce. Gdy emocje opadły, pokarm mi wrócił i fajnie, bo było to wygodne, zwłaszcza w nocy.
      A czy warto? pewnie, że warto.

      Usuń
  3. Miniu Kochana, pij jak najwiecej wody (nie wierz w zadne cud-herbatki) i przystawiaj malego jak najczesciej. Nawet jesli po przystawieniu do piersi musisz mu podac butelke zeby dobrze pojadl, to bardzo wazne, zeby piers, nawet pustawa, pociumkal przynajmniej 10-15 minut. Karmienie piersia dziala na zasadzie popyt - podaz. Im wiecej przystawiasz, tym piersi wiecej produkuja.
    Moj Nik swirowal mi zawsze przy lewej piersi, czesto do tego stopnia, ze potem juz zadna mu nie pasowala, a on zloscil sie, krzyczal i odpychal. Znalazlam na to patent. Przy cycku z nim, chodzilam i kolysalam, gora - dol. Takie kolysanie uspokajalo go i zaczynal normalnie ssac. Czasem przy kazdym karmieniu musialam tak wstawac 2-3 razy i robic rundke po pokoju. Upierdliwe to bylo, ale dzialalo! :) Ty na pewno tez znajdziesz sposob na Filipka. A jak nie, to dwojke Starszakow wykarmilas butelka i wyrosli na zdrowych chlopcow. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kilka dni temu o Was myślałam i nawet chciałam pisać co słychać. Może przywołałam Ciebie telepatycznie.
    Kurcze, strasznie wyboista ta droga mleczna - przykro mi, że los Wam tak dokucza.Uważam podobnie jak Ty, że nic na siłę, ale brawa ogromne, że się nie poddałaś. Doskonale rozumiem Twoje rozterki, bo ja też naprawdę polubiłam karmienie piersią i Luca też to lubi i dobrze nam wychodzi, ale niestety nie potrwa już długo ze względów medycznych, o których juz kiedyś wspominałam.
    U mnie, na szczęście, obyło się bez zapalenia piersi - zastoi było kilka (gdy mleka było bardzo dużo a Luca zaczął przesypiać noce) budziłam się z cycem jak kamieniem, ale udawało mi się go ''rozbić'' gorącym prysznicem wprost na pierś tzn. najpierw gorący prysznic skierowany na pierś a nastepnie przystawienie małego. Trzymajcie się cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Minia, mocno przytulam, mimo, że moi synowie już dorosłe byki, pamiętam te chwile karmienia. Każdy przez pół roku. To taka więź matki z dzieckiem, której nie zrozumieją inni. To myśl i wiara, że daje mu się to, co najlepsze, najzdrowsze. Póki się uda walcz, ale nie za wszelką cenę.
    I nigdy! Przenigdy nie myśl o sobie źle jako o matce. Jesteś najlepszą mamą dla swoich synów i basta!

    OdpowiedzUsuń
  6. Miniu najważniejsze w tej Twojej walce jest chęć karmienia i ja głęboko wierzę i Ci Wam kibicuję i wierzę że się uda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam za Ciebie i karmienie piersią kciuki!!! Myśl pozytywnie! Skoro chcesz karmić, to karm. Miniu karm synka swoim mlekiem. Będzie wszystko dobrze. Wierzę w to!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Fisiunio przecudny :)

    Kochana Miniu, jak ja to dobrze znam. Wykarmiłam swoją trójke i nie zawsze było to kolorowe doświadczenie. U każdego coś innego, przeszłam nawet nadrewanie sutków, koszmarny ból, ratowałam też zastoje kapustą, walczyłam laktatorem itd. Wiele poświęcenia, ale jakoś się udało i były też chwile, że karmienie piersią było sielanką i po prostu wygodą.
    Trzymam kciuki, uda się i Wam.
    Jesteś cudowną Mamą :)

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes