czwartek, 9 sierpnia 2018

Macierzynstwo . Trzy rozne historie tej samej mamy.

Stworzenie rodziny bylo dla mnie od zawsze priorytetem,a wszystko inne mialo o wiele mniejsze znaczenie. Od malenkosci chcialam miec cudownego 'ksiecia' i kilkoro dzieci. To bylo moje marzenie i zawsze twardo do niego dazylam.
Moze dlatego,ze jestem romantyczka i wrazliwa dusza, ktora swoje miejsce na ziemi moze znalezc tylko przy boku kochajacej osoby.
Moim najwiekszym szczesciem jest wiec moj maz i nasze cudowne dzieci.
Jednak moje wyobrazenia na temat macierzystwa nie zawsze byly uslane rozami,a na niektore drogi byly bardzo wyboiste

Pierwsza ciaza :

Zaszlam w nia po 6 miesiacach starania ( a tak naprawde trzech,bo pierwsze trzy byly po prostu ,a moze akurat - bez zadnej spinki).
Kiedy sie dowiedzialam - bylam przeszczesliwa. Pierwsze wymarzone nasze dziecko.
Na poczatku ciazy zostalam jednak poinformowana,ze wokol dzidziusia jest duzo krwiakow i mam jak najwiecej odpoczywac.
Zrezygnowalam wiec natychmiastowo z pracy i udalam sie na zwolnienie na ktorym bylam az do rozwiazania.
Czulam sie dobrze, czytalam duzo ksiazek i poradnikow odnosnie ciazy i macierzynstwa.
W miedzyczasie planowalam przylot Mamy,a kiedy w maju oglosila,ze poznala mezczyzne swoich marzen ,cieszylam sie razem z nia. Zaslugiwala  na szczescie jak nikt inny.
W 37 tyg lekko krwawilam,ale nic sie z tego nie wywiazalo.
Urodzilam kilka dni pozniej przekraczajac magiczny 38 tydzien ciazy.
Porod rozpoczal sie bolami krzyzowymi i cieknacymi wodami plodowymi.
Na porodowke wzieto mnie z 3 cm rozwarciem,ale meczylam sie ponad 6 h zanim Starszak pojawil sie na swiecie.
Nie byl to prosty porod. Stracilam bardzo duzo krwi po ktorej zaslablam. Starszaka glowa widoczna byla w kanale ,a ja parlam przez ponad 1,5 h i nie moglam go wypchnac. Skurcze przestaly byc regularne i silne ,wiec podano mi dozylnie okscytocyne, ktora w ogole nie podzialala.
Suma sumarum urodzilam Go naturalnie,ale mialam pekniecia drugiego stopnia, ktore zszywano jeszcze godzine.
Po powrocie do domu mialam przy sobie Meza na 3 tygodnie i dzieki Bogu,bo bez niego nie poradzilabym sobie sama.
To On zmienial mu pieluszki, kapal go i nosil ,gdy zaszla taka potrzeba.
Ja dbalam o to,by brzuszek byl najedzony. A czesto nie byl,bo gdzies w glowie mialam zakodowane,ze dziecko je co 3 h i tak tez go karmilam.
Starszak wiec byl notorycznie glodny, za dnia w ogole nie spal,a jesli spal to na moich rekach,a ja wine zwalalam na kolki.
Na dodatek zaczal miec wysypke,wiec ograniczylam caly nabial jedzac codziennie to samo tj chleb z dzemem na sniadanie, a na obiad ziemniaki z kurczakiem i marchewka.
Bylam zagubiona.
Mama nie przyleciala,bo sie zakochala,a tak bardzo na nia liczylam.
Tak bardzo chcialam miec ja przy swoim boku, Miec kogos przy kim moglabym sie czegos nauczyc, z kims pogadac. Czulam sie samotna .
Macierzynstwo mnie przeroslo - dopadla mnie depresja poporodowa o ktorej wiecej pisalam : TU
Pozniej przyleciala Tesciowa, ktora chciala dobrze,ale przy niej moja choroba jeszcze bardziej sie poglebila. To Ona pokazala mi sie jak sie owija noworodka zeby bylo mu jak w 'brzuchu', to Ona kazala ogarniac dom i znalezc sobie cos do roboty,kiedy dziecko spi,a ja jedynie co chcialam to spac. I sprawdzac czy moje dziecko zyje,bo to moglam robic co chwile. Siedziec obok niego i sie w niego wpatrywac. Czulam sie koszmarnie. Czulam sie niegodziwa matka, beznadziejna,ktora nie potrafi ukoic placzu wlasnego dziecka.
Moje cycki nie dawaly rady,az w akcie desperacji Maz pojechal po mleko i butelki,po ktorych Starszak wreszcie najedzony - zaczal spac w ciagu dnia.
Poleglam w gruzach.
Bylo mi tak strasznie psychicznie ciezko.......
Pozniej wszystko sie unormowalo i wreszcie moglam cieszyc sie macierzynstwem na nowo....

Druga ciaza  :

W drugiej ciazy wszystko dzialo sie z nienacka.
Zaszlam w ciaze nie wiadomo dokladnie kiedy ( owulacja przesunela mi sie o dwa tygodnie).
Pamietam,ze wracajac do pracy po 6 miesiacach juz informowalam mojego kierownika,ze nosze pod sercem druga kuleczke.
W tej ciazy w ogole sie nie oszczedzalam i zylam naprawde na wysokich obrotach.
Zawsze oganialam mieszkanie przed wyjsciem do pracy, szlam na przystanek autobusowy w szpileczkach ,a i w robocie biegalam po schodach w dol i w gore co chwilke.
Czulam sie nader dobrze oprocz jakis tam nudnosci. Nie mialam czasu na lezenie ani odpoczynek,bo w domu mialam male dziecko.
W 32 tygodniu ciazy lekarka w szpitalu powiedziala,ze bardzo obnizyl mi sie brzuch i musze zaczac o siebie dbac,bo inaczej urodze przedwczesnie.
Mi te slowa obily sie tylko o uszy i do teraz mam wyrzuty sumienia. Nadgorliwosc. Bo ja jeszcze musialam tyle rzeczy ogarnac w pracy zanim odejde. Nerwy,bo klienci wymagajacy,a i ja mialam coraz mnie cierpliwosci. A pozniej czop i biegunka gdzie przez mysl mi przeszlo,ze ja jeszcze mam 5 tygodni do rozwiazania.
Pojechalam wiec nastepnego dnia do lekarza po zwolnienie,ale bylo juz za pozno.
Kilka godzin pozniej , tulilam juz mojego 3kg wczesniaka.
Pamietam,ze lezac spanikowana na lozku spojrzalam na zegar i zastanawialam sie jaka jest dzisiejsza data. Synek mial byc 2 listopada,a urodzil sie 25 wrzesnia.
Wyskoczyl niezapowiedzianie, bez wczesniejszego uprzedzenia. Otworzyl oczka po 15 min jakby chcial zobaczyc ten swiat, na ktory bardzo mu sie spieszylo.
Nie zabrali mi go,ale wlozyli do inkubatora ,bo charczal po karmieniu.
Nastepnego poranka lekarz stwierdzil,ze Mlody jest malo aktywny,a po pobraniu krwi ze stopki okazalo sie ,ze niebezpiecznie spadl mu cukier i musza zabrac go na Intensywna Terapie.
Dla mnie po raz kolejny to byl cios ... silny cios ponizej pasa.
Przezylam traume.
Plakalam,gdy widzialam go popodlaczanego roznymi kablami, w raczce mial welflon,a w nosku rurke.
To bylo cos strasznego i kazda Mama,ktorej dziecko bylo na Intensywnej Terapii wie o czym mowie.
Mlody jest jednak silnym facetem i po 5 dniach wrocilismy do domu.
Radosc nie trwala jednak dlugo,bo po 5 tygodniach zachorowal na krztusiec ( glupia Ja zaszczepilam Starszaka,a ta szczepionka posiada zywe wirusy) i Mlody zaczal sie dusic, siniec, nie mogl oddychac.
Zostawili nas na oddziale i leczyli samym tlenem.
Po raz kolejny widzialam mojego Synka z rurka przy nosie ,a nawet dwoma,bo nie jadl z piersi,by sie nie meczyc.
Po raz kolejny plakalam po nocach i obwinialam siebie o wszystko. O to,ze nie dbalam o siebie, o to ,ze powinien byc w brzuchu dluzej i to ewidentnie moja wina.
Ta szrama na sercu na dlugo pozostawila slad.
Nawet teraz , po kilku latach, kiedy to wspominam to gula stoi mi w gardle......


Trzecia ciaza :

Wiek ma znaczenie.

Na kolejne dziecko zdecydowalismy sie dopiero kilka lat pozniej.
Do konca nie bylismy nigdy przekonani i odsuwalismy decyzje z roku na rok.
Nie powiem,ze wygodnie jest miec dwoch Synow z 13 miesieczna roznica wieku,ktorzy robia to samo,chodza do tej samej szkoly i na te same zajecia.
Ciezko bylo nagle powrocic do pieluszek.
I jeszcze ja... znerwicowana, przewrazliwona Mama.
Osoba, ktora doszczetnie zniszczyla praca w szpitalu , ktora jak nigdy potrzebowala swojej bezpiecznej przystaniowej rutyny i spokoju psychicznego.
Niejednokrotnie pytalam sie Meza jak sobie dam rade z nerwica lekowa?
Przeciez ciaza to bedzie koszmar,a po porodzie umre ze stresu.
Maz jednak we mnie wierzyl. Wiedzial,ze dzieki dziecku ,ktore nosze pod sercem - zadbam o swoje zdrowie psychiczne i mial racje.
O trzeciego Skarba staralismy sie tylko 3 miesiace.
Czulam sie niezle,chociaz bywalam bardzo zmeczona pracujac na pelen etat i majac juz dwojke zywotnych Synow.
W tej ciazy co nuz pojawialy sie nowe problemy ,ktore tylko rozbudzaly moje leki i niepokoje.
Balam sie masakrycznie,ze nie uda utrzymac mi sie malenstwa albo,ze ponownie urodzi sie przedwczesnie.
Z tego powodu po intensywnym krwawieniu w 23 tygodniu ,postanowilam przejsc na zwolnienie.
Ciaza tak naprawde cieszylam sie 'pelna geba',gdy przekroczylam 30 tydzien.
Wtedy wiedzialam,ze cokolwiek by sie dzialo - dzidzia jest w miare duza i silna na przezycie.
W 35 tygodniu mialam jakis wyciek wod plodowych, ktore wcale nimi nie byly,ale ja bylam gotowa.
Mialam juz lozeczko,wozek, spakowana walizke. Pozniej okazalo sie,ze mam anemie i koniecznie musze szybko zmagazynowac zelazo bym miala wystarczajaco duzo czerwonych krwinek.
Moze Nunus o tym wiedzial,bo swoje wielkie wejscie mial 3 dni przed 40 tygodniem ciazy.
Tyle kazal mi na siebie czekac.
Jest bardzo za mna,a ja za nim. Zakochalam sie w nim od pierwszego wejrzenia, dotyku, pocalunku.
Taki idealny, taki nasz...
Porod byl 'boski',a Nunek idealny.
Majac juz doswiadczenie z poprzednich porodow i byciem Mamo ,doskonale wiedzialam jak nakarmic dziecko zeby bylo najedzone czy ukoic jego placz.
Pierwszy raz poczulam sie szczesliwa, spelniona, spokojna.
Moze to wiek,a moze doswiadczenie,a moze zmiana myslenia i nie nakladanie na siebie ciaglej presji bycia idealna.
Wreszcie korzystam z macierzynstwa pelna geba.
Bez depresji i bez traumy.
Po prostu - moj nowonardzony syn i ja. Tak naturalnie , spokojnie, bez presji i nacisku.
Ciesze sie,ze go mam. Ciesze sie,ze go mamy. Ze jest nasza czescia, ze wniosl w nasze zycie radosc i szczescie.
Ze dzieki niemu pokazalam mojej nerwicy srodkowy palec i doskonale wiem,ze jestem w stanie nad nia zapanowac.
Ze nie ma granic - to my je sobie stawiamy.
Wszystko jest w naszych glowach.
Dziekuje Ci Niuniusiu,ze jestes z Nami. Duzo Ci zawdzieczam....



Jestem spelniona.


Kocham Was ogromnie chlopcy!



Wasza Mama Minia





4 komentarze:

  1. A ja obie ciaze z Potworkami mialam takie same - spokojne i bez komplikacji. I nawet nudnosci specjalnie nie mialam. ;) Obie przenosilam o tydzien i w obu pracowalam do ostatniego dnia (ale prace mialam lekka - biurowa). Niestety, obie zakonczyly sie rowniez dlugimi, ciezkimi porodami, a w przypadku Nika w koncu cesarka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajne chłopaki. Miniu, gratuluję Wam serdecznie i wszystkiego dobrego Wam życzę. Moje ciąże były inne, porody także i macierzyństwo też zupełnie inne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana miałaś trochę tych przykrych przeżyć, ale ciesz się tym co teraz masz i co teraz jest! Też jestem po 3 porodach, też mam 3 synów i wiem, że tak jak każda ciąża była inna, tak i poród każdy był inny i do tego każde dzieciątko jest inne a jednak tak samo kochane przez rodziców :) A tak poza tym to przystojniaki z Tych Twoich synków :) Śliczne zdjęcie :)
    P.S. Nie wrzucaj więcej fotek malutkiego, bo mi się jeszcze dzieciątka zachce i co?????? Hi, hi, hi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczni są! Cała trójeczka! Poryczałam się. Chyba hormony robią swoje.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes