piątek, 5 stycznia 2018

Jaka bylam I jaka jestem?

Juz dawno mialam w planach napisac ten post, ale jak zwykle plan pozostal tylko planem.
Nie nadazam. Od kiedy zaczelam pracowac na caly etat - na nic nie starcza mi czasu.
No, ale to wszystko to my wiemy :-)



Jako dziecko....

O wszystko musialam wiecznie walczyc. Tak to jest , gdy w rodzinie wychowuje sie wiecej , niz jedno dziecko.
Walczylam wiec o uwage , o lepsze stopnie, o zainteresowanie I czas.
Bedac nastolatka przezywalam bardzo burzliwy okres.
Nic mi sie wiecznie nie podobalo, wszystko chcialam robic na moj sposob, klocilam sie z nauczycielkami I trzaskalam drzwiami w domu.
Teraz nazywalabym siebie "rozwydrzona dziewucha", ale im dluzej o swoim zachowaniu, tym bardziej przekonuje sie, ze robilam wszystko, by zwrocic na siebie uwage.
Nie do konca rozumialam te skoki hormonow, dojrzewanie, pierwsze rozterki itp.
Nie mialam "tej" jedynej przyjaciolki , ktorej moglabym sie zwierzyc.
W szkole uczylam sie dobrze,ale uchodzilam raczej za szara myszke
Mialam duze kompleksy jesli chodzi o kwestie finansowe. Nigdy nie bylam ta, ktora rzucala sie w oczy, chociaz bylam dobrze akceptowana w grupie (przewaznie przez meska czesc).
Caly ten okres marzylam zeby stac sie niezalezna, poszukac pracy I wyprowadzic sie z domu.
Kiedy wreszcie uzyskalam swiadectwo dojrzalosci, nic nie stalo mi na drodze zeby wyjechac jak najdalej.
Lata swobody pozwolily mi na doznanie czym jest porazka, ale takze jak odniesc sukces.
Najwazniejsze jednak, ze wszystko zawdzieczalam sobie.
Moja samoocena, ktora byla mocno zanizona w liceum,bardzo sie wzmocnila. Nie dalam sobie w przyslowiowa kasze dmuchac.
Nie bylo dla mnie rzeczy niemozliwych.
Zaczelam o siebie dbac, skonczylam kilka kursow na uczelni, awanansowalam I roslam w wewnetrzna sile,
Moja wiara, ktora silnie praktykowalam w Polsce nagle przestala miec jakiekolwiek zmaczenie.
Juz o nic nie musialam prosic, bo mialam wszystko.
Mialam pieniadze, dobra prace, pelno znajomych, dobre zdrowie.
Ale... nie szanowalam mojego zycia.
Wydawalo mi sie, ze jestem niesmiertelna, ze moje zycie bedzie trwalo wiecznie.
Nic nigdy do konca mnie nie zadowalalo I zawsze znalazlo sie cos na co moglabym publicznie lub w domowym zaciszu ponarzekac.
Narzekanie to bylo moje drugie JA. Bylismy nierozlaczni.
Zawsze chcialam lepiej, nigdy nie bylo wystarczajaco dobrze.....
Nie moglam zyc pelnia zycia,bo zawsze cos stalo mi na drodze.


Jaka jestem teraz?

Moje cale spojrzenie na swiat, zycie zmienilo sie wraz z przyjsciem na swiat moich dzieci, a juz szczegolnie praca w szpitalu, ktora wykonywalam ponad poltora roku.
Tam nauczylam sie zyc z pokora, nauczylam sie dziekowac Bogu za kolejny dzien, jakikolwiek on byl, za to, ze mamy sie dobrze.
Zaczelam doceniac male rzeczy I byc za nie wdzieczna - za usmiech od nieznanej osoby, za przepuszczenie w drzwiach, za sloneczny dzien I kolacje zrobiona przez Meza. Przezylam traume widzac na wlasne oczy jak wiele osob cierpi na tym swiecie, walczy kazdego dnia o oddech, o dzien bez bolu, o ruch reka, o zjedzony posilek.
Poznalam tysiace ludzkich historii, ktorych wiekszosc skonczy sie o wiele za szybko.
Oszalalam na punkcie zdrowia I z osoby, ktorej w ogole "nie zalezalo" na zyciu, nagle kazda wizja choroby przeradzala sie w lek.
Tak silny lek, ze nabawilam sie bardzo silnej nerwicy lekowej, ktora zapanowala nad moim umyslem I cialem.
Zaczelam czytac bardzo duzo psychologicznych ksiazek, zaglebilam sie ponownie w wiare I po dwoch ciezkich latach wyszlam na prosta.
Wierze w to, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny.
Jestem wrecz przekonana, ze ta praca byla dla mnie I tylko dla mnie, bo pokazala mi jaki jest sens naszego zycia.
To nie zalewame imprezy I nocne dancingi, to nie czas spedzony na klotnie I wasnie, to nie czas na wypominanie sobie najgorszych historii z zycia lub obrazanie innych. Zycie nie polega na egoistycznym mysleniu tylko o mnie. Zycie to my.
To energia. My ja tworzymy. My nia jestesmy.....
 Co stworzysz - to wroci do ciebie.
Jesli wysyla sie ciagle negatywna energie, wieczne niezadowolenie, jest sie pamietliwym I wrednym - to czlowiek podupada na zdrowiu, ma problemy I ciagle klody pod nogami.
Wysylajac milosc, szacunek, zrozumienie do drugiej osoby - jestem przekonana, ze dobro do nas wroci.
Kazdego dnia staram sie byc lepsza.
Nie zawsze mi sie to udaje.
Mam gorsze dni, gdzie wredna natura bierze gore, ale staram sie aby moje serce wypuszczalo tylko ta dobra energie.
Zeby starczyla ona dla kazdego, kto potrzebuje milosci, zainteresowania, modlitwy, wspolczucia.
Kazdego dnia produkujac czesci w pracy ,mam wielka nadzieje, ze uratuje czyjes zycie, ze dzieki temu czyjes serce zacznie bic znowu...
Wierze w ludzkie dobro , wierze w ludzi.
(Tak , jak pisalam wczesniej padlo mi na glowe :-)).
Jestem zona wspanialego Meza, dzieki ktoremu mamy dwoch cudownych Synow.
Jestem mama cudownych chlopcow, zdrowych I silnych od pierwszego dnia zycia, ktorzy kazdego dnia ucza mnie jak byc lepsza I bardziej wyrozumiala.
Chce ich wychowac na dobrych I szanujacych zycie facetow.
Chce pokazac im, ze agresja I zloscia nic sie nie wskoraja.
Chce zeby odniesli porazki, ale I poczuli smak zwyciestwa.
Chce dla nich jak najlepiej...


Dojrzalam, zmadrzalam, zrozumialam.
Nigdy nie jest za pozno na wyciagniecie reki po klotni, na odkladana powazna rozmowe , na wyjasnienie nieporozumienia I rozpoczecie od czystej kartki.


Tym wlasnie jest Nowy Rok.

Daje Ci on szanse rozpoczac wszystko na "nowo".

I tego Wam zycze w tym Nowym Roku - na odnalezienie kim naprawde jestescie I czym kierujecie sie w zyciu.

Pozdrawiam,

Minia

5 komentarzy:

  1. Masz rację Nowy Rok to taka czysta karta, kiedy można zacząć od nowa...

    OdpowiedzUsuń
  2. Też zawsze w Nowy Rok robię sobie rozliczenia, kalkuluję, czego pozbyć się z życia, co wprowadzić. Ostatnio neguje się postanowienia noworoczne. Fakt, wypisywanie listy rzeczy do zrobienia też nie sprawdziło się u mnie, ale jednak ten dzień niesie ze sobą silniejszą energię, z której możemy skorzystać, by coś w życiu zmienić. Dla mnie takimi dniami są też: dzień urodzin, pierwszy dzień wiosny, lata, jesieni. Zawsze wtedy mam chwile refleksji nad swoim życiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z opisu jaka byłaś kiedyś przypominasz mi mojego męża :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ja też często narzekałam, ale ostatnio chyba też trochę zmądrzałam i zaczęłam cieszyć się tym co mam, tymi małymi rzeczami, fajnymi chwilami, trzeba doceniać to co mamy, bo szkoda czasu na ciągłe marudzenie :) Życzę cudnego roku dla Waszej rodzinki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie kochana.. Nowy Rok daje nam możliwości na rozpoczęcie "nowego życia" 😘 😘 😘

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes