piątek, 13 stycznia 2017

Koledzy, którzy nie chcą się bawić....

W sumie miałam pisać o czymś innym, czymś bardziej przyjemnym i miłym,ale dzisiejsza rozmowa poprzez łzy z moim Starszym Synkiem uświadomiła mnie,że chyba mamy problem....

Wynajmujemy od trzech lat fajny domek na wsi.
Od około roku poważnie przyglądamy się mieszkaniom na sprzedaż aby wreszcie znaleźć swój własny kąt.
Niedaleko Nas jest malutka katolicka szkoła do której zapisałam Starszaka w lutym ubiegłego roku.
Szkoła bardzo mi się spodobała,bo była kameralna, rodzinna, ciepła z małą ilością uczniów.
 W ostatniej jednak chwili zmieniłam swoje zdanie i w czerwcu postanowiliśmy 'przenieść' Starszaka do większej szkoły,która oddalona jest od Nas 6 km (niedaleko przedszkola do którego chodzili chłopcy).
Sugerowałam się tym,że Starszak będzie miał starych kumpli z przedszkola,a z uwagi,że jest z natury nieśmiałym chłopcem - szybciej się zaaklimatyzuje.
Tak też zrobiliśmy i 1 września z uśmiechem na twarzy pomaszerował do szkoły.
Do teraz biję się z myślami czy była to dobra decyzja. Szkoła nie ma 'afterschool' czyli nie ma miejsca,gdzie dzieci mogły by zostawać po lekcjach. W związku dziecko trzeba odebrać o 14 ( 5-6 latki) lub 15 ( 7 latki i starsze). W ten sposób jestem 'uziemniona' pracą na wieczory,bo kto zaopiekuje się moim Synkiem i odbierze go ze szkoły?
Mogłabym użyć serwisu przedszkola (tak jak robię to w piątki) i zawozić go rano, a przedszkolanki zawiozły by go i odebrały,ale taka przyjemność kosztowałaby Nas ( Młody musiałby zostawać w przedszkolu całoetatowo) 1200 euro. Dostając do ręki np.1500 e nie zostawało by mi tylko 300 e na miesiąc na życie. Za przedszkole trzeba płacić nawet kiedy jest zamknięte , kiedy dzieci chorują itp.
Po prostu nie opłaca się i koniec!!

Wracając do szkoły...
Starszak jest bardzo pojętnym chłopcem. Super sobie ze wszystkim radzi, mówi po angielsku płynnie i wyraźnie.
Pani Nauczycielka jest z niego zadowolona, podoba jej się jak pięknie współpracuje w grupie, jak jest otwarty i delikatny wobec innych dzieci,
Jest wychowany....

Starszak z charakteru przypomina mi Męża. Nie lubi całusów i uścisków, chociaż wiem,że gdzieś tam w środku serduszka podoba mu się to.
Nie potrafi do końca wyrażać swoich emocji,chociaż coraz częściej powtarza Nam ,że nas kocha...

W szkole przez pewien okres bawił się ciągle z dwoma dziewczynkami.

Chyba tylko raz wspomniał mi kiedyś ,że nie miał się z kim bawić.

Dzisiaj pracowałam krócej,więc dzień co dzień wypytywałam się chłopców jak im minął dzień.

Wtedy Starszak się rozpłakał i przez łzy powiedział,że nie miał się z nikim bawić,że każdy ma swojego przyjaciela,że Evie bawi się z Allie, a Jack z Thomasem,a Ava z Brianą,a kiedy on podchodzi to oni nie życzą sobie żeby się do nich dołączył.

Łkając mówił,że lubi wszystkie dzieci i jest mu przykro,że oni go odpychają.

Serce stanęło mi w gardłe.....

Jak mam wytłumaczyć zachowanie jego kolegów?

Jak mam przekonać innych do zabawy z nim?

Czym się różnimy? Czy jesteśmy inni?


Pamiętam jak dzisiaj gdy to ja zaczynałam szkołę podstawową.
Nie byłam bogata, bardziej mogłabym zaliczyć się to tej grupy ludzi poniżej średniej krajowej.
Ale miałam czyste ubrania, świeże śniadanie w plecaku i ....dobrze się uczyłam.
Pamiętam jak dzisiaj mój pierwszy dzień szkoły. Szybko usiadłam do byle jakiego ławki .
Dzieci wybierały siedzenia, po kilku chwilach juz praktycznie wszystkie siedziały w pozajmowanych swoich miejscach ,a obok mnie.... stało puste krzesło.

Czekało na koleżankę/ kolegę,ale było puste....

W końcu ktoś zdyszany wbiegł do klasy. To była piegowata, bardzo ładna i z bogatej rodziny Gośka.

Zajęła miejsce obok mnie,bo tylko te zostało wolne.

Zaprzyjaźniłysmy się od razu i przyjaźniłyśmy się długie lata ( od 4 lat jednak bardzo się poróżniłyśmy i wysyłamy sobie jedynie życzenia na urodziny).

Wszędzie chodziłam z nią. Ona była duszą towarzystwa, ja szarą myszką. Chciałam przebywać z jej znajomymi, chciałam mieć to co ona. Jako nastolatka miałam kompleks niższości.....
Wszystko jednak zmieniło się w liceum.
Tam nie zabiegałam o znajomych - tam ich po prostu miałam.
Byłam towarzystka,ale nie natrętna. Nie szukałam 'przyjaciół' na siłe i tak mi zostało do teraz.
Nie mam przyjaciół.....
Jestem za to bardzo pewna siebie. W sumie nie wiem skąd to mam, Może dlatego,że wierzyłam w swoje możliwości, nigdy się nie poddawałam, wierzyłam,że potrafię/umiem/wiem.
To samo dotyczyło się mniemania o sobie.
Wiedziałam,że jestem urokliwą dziewczyną .
Może nie pięknością, może nie modelką,ale podobałam się mężczyznom.
Nikt NIGDY nie potrafił mi odebrać własnej samooceny.

Mąż zawsze był odrzucany przez kolegów, stał z boku, był nieśmiały, niepewny siebie.
I na starość ma może kilku ,których policzyć może na palcach jednej ręki.



Próbowałam pocieszyć Starszaka mówiąc : 'pobaw się sam', 'nie martw się', 'na pewno jest ktoś kto chciałby się z Tobą pobawić',ale im więcej mówiłam ,tym On bardziej płakał.

Nie można zmuszać nikogo do zabawy,ale dlaczego odrzucają moje dziecko, które naprawdę jest towarzyskie i skore do zabawy?
Czy chodzi o naszą narodowość?
Przecież mnie też większość Mam Irlandek nie poznaje na ulicy,a na imprezach urodzinowych zamienią kilka słów?
Pamiętacie jak trudno było mi zorganizować przyjęcie urodzinowe dla niego? Jak mało przyszło dzieci?

Starszak potem wspomniał,że chciałby żeby Młody chodził z nim do klasy albo Clara ( nasza polsko-irlandzka koleżanka),że jest mu bardzo źle.

W lutym organizowany w szkole jest tydzień przyjaźni.
Zastanawiałam się teraz dlaczego w ogóle taki tydzień występuje,ale teraz chyba już wiem.
Może jest więcej dzieci , które mają podobny problem do mojego Synka?
Może czują się gorsze, samotne, źle?

Wiem,ze koledzy/ koleżanki są prawie tak samo ważni jak rodzina.
To bardzo ważnę żeby wszystkie dzieci budowały między sobą pozytywne relacje.
Jeśli są  one słabe to może odbić się to na niskiej samoocenie mojego Synka,a tego nie chcę.
Poza tym może to odbić się także na jego 'nauce'.

Nie chcę żeby czuł się gorszy,bo taki nie jest!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie wiem co mam zrobić... mam pustkę w głowie....

Czy w Polsce też spotkałyście się z podobnym odsunięciem i jak temu zaradzić?

Najchętniej zmieniłabym mu szkołę,ale on jak tylko to słyszy to zalewa się łzami.

I co ja mam teraz robić ? i myśleć?

Bardzo mi przykro.............................

źródło internet

18 komentarzy:

  1. Czytam to i rycze. To o czym piszesz t

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TO mój ukryty lęk. Bardzo mi przykro ale nie mam pojęcia co można w takiej sytuacji zrobić. Boję się ze ja też mogę mieć takie problemy. .....ja mogę wiele znieść ale gdy pomyślę ze mój kochany synek mógłby się tak czuć....tym bardziej że ja nie mam znajomych. ...kiedyś miałam ale pozrywalo się wszystko. ...byle tego wzorca nie przenieść na dziecko. ..trzymaj się.

      Usuń
  2. Wzruszyłam się czytając Twoje słowa. Niestety dzieci potrafią być okrutne - niestety. Może spróbuj porozmawiać z nauczycielem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacja w ktorej dzieci odpychaja Starszaka wystepuje tylko na przerwach. Wtedy tez nauczyciele na ingeruja w relacje pomiedzy nimi. Wiem jednak, ze duzo nalezy od nauczycielki, ktora powinna wychwycic takie "niemile" sytuacje I probowac zblizyc odepchnietego ucznia od grupy. Mam wielka nadzieje, ze Starszakowi uda sie znalezc bratnia dusze...

      Usuń
  3. daje do myślenia. Wiesz nie wolno się poddawać.. Mi obecnie zostało trzech przyjaciół.. reszta to znajomi, którzy są bo są. Nigdy za dziecka nie byłem jakiś cichy, wręcz odwrotnie. zawsze wokól mnie dużo się działo. byłem w centrum. Nie z powodu kasy, ładnych ubrań czy coś. U nas na wsi nikt na to nie patrzył. Znam jednak osoby, które były skryte, ciche i nieśmiałe, jednak później wszystko się zmieniało na lepsze. Wiesz jak możesz pomóć. Co prawda ekspertem nie jestem i nie znam kultury Irlandii, ale może pomyśl o zapisie dziecka na coś co jes popularne w Twoim regionie. U mnie np takim czymś było Taekwondo. Nawet jak przychodził ktoś nowy, to był wspierany przez grupę. Nikt nie był odtrącany i wszyscy byli jacyś zrzyci.. Nie musi to być sport walki. Pomyśl o tym w czym Twoje dzieci przejawiają jakieś zdolności, lub co sprawia im radość. To działa:) Nie załamuj się, tylko działaj. Ja trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez sie nad tym zastanawialismy. Najlepiej cos gdzie moze moglby grac w grupie np pilka nozna czy rugby - moj Starszy Syn nie lubi przegrywac, wiec ciezko moglby zniesc walke "sam na sam". Starszak pieknie rysuje, ma swietnie wypracowana mala motoryke. Lubi konie.

      Usuń
  4. Minia czytałam, I znów wróciłam. Trudno mi powiedzieć i ci doradzić,bo wiem, że twoje matczyne serce doskonale wie co ma robić. Po prostu musisz być przy nich wspierać i tłumaczyć. to na pewno minie. Mam nadzieję, że to jest taki okres u dzieci. Ale nie oszukujmy się to rodzice kształtują dzieci. A one będąc w domach słuchają o czym mówią rodzice i przynoszą to potem na siebie. Więc jeśli wśród Anglików toczą się rozmowy złe o Polakach, to jak mają reagować dzieci, kiedy nie słyszą dobrych słów. nie wiem czy tak jest, podejrzewam. Myślę też że strasznie źle czujesz się i ty i mąż z tym wszystkim tęsknicie za krajem za Polską za rodziną ale wiesz doskonale, że tam teraz jest twoje życie i miejsce. Pamiętaj nie ilość, ale jakość przyjaciół się liczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspieram , tlumacze I za kazdym razem serce mi sie kraje....

      Usuń
  5. Jest mi bardzo przykro, że Twoje dziecko przez to przechodzi. Chyba nie ma nic gorszego dla matki, niż smutek i cierpienie jej dziecka. Bo to cierpienie ... jest mu przykro, czuje żal i gorycz. Sama boję się takich sytuacji - Oli dopiero zacznie przedszkole, nigdy nie odgadniemy co na nich tam czeka.

    Dzieci bywają okrutne, nauczyciele też bywają różni... są ulubieńcy i są też mniej lubiani uczniowie. I to jest przykre... :(

    W pierwszej chwili pomyślałam, byście zorganizowali jakieś fajne zajęcie po szkole, zaprosili kilka dzieci na małe przyjęcie... może właśnie z okazji dnia przyjaźni?

    Trzymajcie się tam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykro mi strasznie, że dotyczy to jednego z Miniowego Robaczka. U nas czasem też zdarzają się nie miłe sytuacje w przedszkolu sytuacja z dziś rana Lulcia myjąc ząbki mówi do mnie a wiesz mami, że tu wymienia imiona dziewczynek z przedszkola, że powiedziały do mnie, że nie myję zębów i śmierdzę, ręce mi opadły na głupotę tych dziewczynek, na spokojnie wytłumaczyłam, że to nie prawda, że przecież myje ząbki ma je zdrowe, ładne, bielutkie i to samo ze śmierdzeniem powiedziałam, że jeśli sytuacja się powtórzy ma pójść do Pani powiedzieć, a dziewczynką powiedzieć, że ich rodzice z nimi porozmawiają. Więc niestety, ale dzieci są okrutne ja mimo wszystko powtarzam mojej Lulci, że nie może powielać takiego zachowania są inne metody na ich rozwiązanie. A co do Starszaka może dobrym pomysłem będzie zapisanie go na inne zajęcia sportowe czy do jakiegoś klubu, a co z tą szkołą polską w weekendy ? Głęboko wierzę, że uda mu się znaleźć prawdziwego przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  7. To jeden z większych koszmarów dzieci (i rodziców rzecz jasna też). Mieliśmy podobną sytuację w przedszkolu, kiedy przeprowadzaliśmy się w trakcie roku szkolnego i córka zmieniała przedszkole. Grupa była już zżyta ze sobą i faktycznie Młoda wracała do domu z płaczem, bo nikt nie chciał się z nią bawić. Serce mi pękało. Na szczęście to szybko minęło i w końcu dzieciaki ją polubiły i w pełni zaakceptowały. Nie wiem czy to ją wzmocniło, czy nie, ale teraz ona w ogóle nie zraża się ewentualnym odrzuceniem. Np. na placu zabaw czy w nowym miejscu sama zaczepia nieznajome dzieci, przedstawia się i pyta czy się z nią pobawią. Często od razu zyskuje towarzysza do zabawy, choć czasami tez spotyka się z niemiłym warknięciem albo jest w ogóle ignorowana. Nie zraża się tym zupełnie, wzrusza ramionami i próbuje z kimś innym. Za każdym razem jestem w szoku. Podziwiam ją, bo sama byłam strasznie nieśmiała, i jako dzieciak nigdy sama do nikogo pierwsza nie zagadałam :/ Teraz Młody idzie do przedszkola i marzę o tym, żeby był odważny jak starsza siostra :)
    Pomysł z zorganizowaniem jakiegoś spotkania po lekcjach dla dzieci i Twojego synka wydaje się całkiem rozsądny (też to rozważałam kiedy córka nie mogła się przebić przez początkowy mur niechęci w przedszkolu). Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem Ciebie kochana w 100%! I Twojego synia też! Kiedy my się przeprowadziliśmy do naszego domku, w trakcie roku szkolnego, nasz najstarszy wylądował w nowym całkiem miejscu, w nowej szkole, z nowymi kolegami, z nowymi nauczycielami! Wszystko nowe! Podeszłam do tego w lekki sposób, wydaje mi sie, ze nawet za lekki trochę, bo powtarzałam synkowi, że on jest nowy - reszta w klasie się już znała, więc skoro dzieci z początku podchodziły rozmawiać, wypytywać, trochę się bawić,a le po 3-4 dniach już bawiły się same, a on stał z boku i kiedy chciał włączyć się do zabawy, to słyszał, ze nie chcą się z nim bawić. Dodatkowo starszaki zaczęły dokuczać na przerwać mojemu synowi, potem nawet psoty zaszły tak daleko, że musiałam interweniować w szkole! Psoty się uspokoiły, ale mam wrażenie, że choć najstarszy chodzi tu do szkoły już 4 rok, to młodszy, który rozpoczął naukę w tutejszej zerówce i teraz jest w 2 klasie, to młodszy lepiej radzi sobie z kolegami. Choć nie ma przyjaciół młodszy, ma wielu kolegów, nawet w dużo starszych ! A mój starszak ma małą klasę, bo z nim jest 11 osób i choć niby wszyscy się lubią, to synio nie raz i nie dwa nawet teraz potrafi mi się żalić, że nikt nie chce się z nim bawić na przerwach. Że oni wolą pogadać o grach na x-boksy czy plejki, a on nie bardzo jest wtedy w temacie, bo takowego sprzętu nie mamy! A jak on zapoda jakiś temat rozmów, to nie gadają z nim. Ale to są takie dni, bo w inne dni sami podchodzą do mojego pierworodnego, żeby pogadać, pobawić się. Teraz jest już trochę inaczej, ale z początku sam mnie kilkakrotnie prosił, bym go spowrotem przeniosła do szkoły, w której zaczął sie uczyć! I nie pomagały tłumaczenia, że 60km go codziennie wozić nie będę, skoro tutaj szkoła jest na miejscu! Nie wiem dlaczego tak czasem te nasze dzieci czują się odsunięte. Czy to przez ich nieśmiałość?, nieasertywność?, no sama pojęcia nie mam - dlaczego! Ale najlepiej porozmawiać z pedagogiem czy psychologiem w szkole - nam to pomogło, przynajmniej na tyle, że starszak przestał płakać, kiedy nikt nie chciał się z nim bawić i przestał prosić o przeprowadzkę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem co poradzić, ale myślę, że Starszak nie jest jedynym dzieckiem, które znalazło się w podobnej sytuacji. Z relacji rodziców wiem, że we Włoszech zdarzają się przykre sytuacje w szkołach, ale dzieci są już nieco starsze. Mam nadzieję, że to szybko minie . Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam to i jest mi tak strasznie przykro...Sama miałam w podstawówce spore problemy z nawiązywaniem nowych znajomości - przyjaźniłam się bliżej tylko z jedną dziewczynką, a kiedy ona się przeprowadziła do innego miasta i zmieniła szkołę, to mój świat dosłownie runął na kawałki. Długo nie mogłam się po tym pozbierać. Potem - w gimnazjum, liceum i na studiach - miałam sporo różnych znajomych - ale z czasem wszyscy się gdzieś wykruszyli i aktualnie z nikim nie utrzymuję kontaktu.

    Nie wiem, co mam Ci poradzić. Wydaje mi się, że pierwszym krokiem w takiej sytuacji powinna być rozmowa z wychowawcą - i próba ustalenia, dlaczego inne dzieci się tak zachowują. Może nauczycielka powinna przeprowadzić jakąś lekcję poświęconą właśnie przyjaźni, koleżeństwu, pomaganiu sobie nawzajem - żeby jakoś dzieci uwrażliwić i uświadomić, że takie zachowania mogą być bardzo raniące.

    OdpowiedzUsuń
  11. Och Miniu, jaki to smutny wpis. Nawet sobie nie wyobrażasz jak ja się boję czegoś takiego jak moje maluchy pójdą do szkoły.
    Smutne to wszystko, myślisz że to ma podłoże rasistowskie? Możliwe, powiem ci o naszej podobnej niegdyś sprawie.
    Jak się przeprowadzaliśmy pod Warszawę, Zuza miala zacząć gimnazjum, nowa szkoła, nowe znajomości..okazało się że była jedyną "obca",reszta to dzieciaki z podstawówki które przeszły do gimnazjum, które znały się od małego. Nawet sobie szybko znalazła koleżanki i weszła w towarzystwo, lecz była jedna dziewczyna, która przeżyć nie mogła, że Zuza jest z Warszawy, a w zasadzie jej mocno snobistyczni rodzice tego znieść nie mogli. Jakby to co najmniej jakaś różnica było, skąd jesteś. Jej rodzice mieli taki wpływ na swoją córkę, że dziewczyna zaczęła z zazdrości i i dziwnej zawiści dokuczać Zuzi, że jest z Warszawy , z bloków itd oczywiście nie przebierając w słowach. Na początku Zuza jakoś to znosiła i nic nam nie mówiła, ale z czasem dziewczyna zaczęła jej grozić i nastawiać wszystkich przeciwko. Przeżyłam to bardzo, moje dziecko próbowało zmagać się z tym samo, ale widziałam że jest coś nie tak, że coś ją gryzie, wymusiłam więc co i jak i zareagowałam. Poszłam od razu do nauczycielki, pokazałam smsy z groźbami, sprawa poszła do dyrektora i rodziców dziewczyny... Ale tacy ludzie jak oni pokazują swoją kulturę w pełni w takich sytuacjach i zrobili wszystko aby nie skonfrontować się z nami, ba nawet nie było słowa przepraszam. Wpadli za to na pomysł aby zmienić szkołę córce, aby sprawa nie wyszła na jaw i nie było obciachu.. ja wtedy zaczepilam ta dziewczynę i powiedziałam co o tym myślę, ostrzegając ja. Była potulna jak baranek. Wystraszyła się, jej wcześniejsza głupia odwaga nagle zniknęła. Sprawa poszła z czasem w zapomnienie.
    Wiem, że to troszkę inna sytuacja, ale problem podobny i ból serca matki taki sam. Na pewno trzeba reagować, zaczelabym od rozmowy z nauczycielem, pedagogiem, może to coś pomoże. Nauczyciele powinni jakoś dzieciaki nakierowywac na to aby traktować wszystkich równo. Nam się trafiła cudowna wychowawczyni, to dużo.
    Smutne są te podziały na świecie, obecna sytuacja na świecie wcale w tym nie pomaga, mam wrażenie że jeszcze bardziej to się teraz uwypukla :(
    Miniu, trzymam ogromne kciuki za rozwiązanie problemu.
    Przytulam :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Powiem Ci Minia, ze znam ten problem z autopsji. Dzieciaki sa okrutne i Bi spotyka sie z podobnym zachowaniem. Niby lubi wszystkie dzieci, niby dzieci lubia ja, ale czasem wieczorem wspomina, ze kolezanki nie chcialy sie z nia bawic. Tutaj jednak znam troche sytuacje i wiem, ze prowodyrem jest niejaka Kayleigh. Na poczatku roku obserwowalam ja kilka razy na placu zabaw i widzialam co to za ziolko. Jest starsza (poszla do zerowki jako 6-latka), w domu jest mlodszym dzieckiem i w dodatku jedyna dziewczynka. Widac, ze jest rozpuszczona i nauczona, ze dostaje co chce. Trzeba jednak przyznac, ze ma charyzme i inne dziewczynki (w tym moja Bi) lgna do niej jak muchy do lepca. A ona sobie wybiera kompanki i np. mowi Bi, ze ona nie moze sie z nimi bawic, bo to gra tylko dla 6-latkow. Bi dopytuje sie kiedy w koncu skonczy 6 lat, ale wiem, ze wtedy Kayleigh znajdzie sobie inny powod, zeby sie z nia nie bawic...
    Z drugiej strony, pewnego razu dopytywalam sie Bi, dlaczego nie pobawila sie z innymi dziewczynkami. Bi odpowiadala, ze np. Brooke bawi sie z Alice, Marci z Lexi, itd. Ale kiedy w koncu trafilam na imie dziewczynki, ktora sie akurat z nikim nie bawila, Bi oswiadczyla, ze ona nie chciala sie z nia bawic. Ona chciala Kayleigh albo Brooke albo Lune. I tak to sie kreci...
    Ja sama zawsze bylam bardzo niesmiala i nie mialam zbyt wielu kolezanek. Zawsze bylam troche na uboczu, samotna. M. tez nie jest zbyt towarzyski. Moje dzieciaki wiec nie mialy tego po kim odziedziczyc. Ale nie wydaje mi sie zeby bylo to wynikiem naszej narodowosci. Nie wiem dlaczego niektore dzieci sa bardziej lub mniej popularne. Chyba wszystkie sa rownie towarzyskie i wesole, ale z jakiegos powodu grupa niektore odrzuca...
    Tak naprawde, jako rodzice, niewiele mozemy zrobic. Jedyne to wspierac, zapewniac, ze nasze dzieci sa wspaniale i (jak radza wyzej) zapisac dzieciaki na jakies sporty, zeby wypracowac w nich pewnosc siebie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakbym czytała o swoim synu. Tylko my mieszkamy w PL.Ale..Marcinek jest nowy- w sensie tamte dzieci znał się już cały poprzedni rok,a on dołączył od września. Ale sytuacja ta sama. Przychodzi do domu i mówi że nie ma z kim się bawić. Jest towarzyski, otwarty. Gdy byliśmy w Gdyni latem sam pięknie nawiązywał przyjaźnie. A tu nic. Dzieci mają już swoje kręgi i nie za bardzo chcą go do nich wpuścić. Też mi go cholernie żal, dlatego rozumiem Cię w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz co, aż prawie się poryczałam.
    Rozumiem twoją bezsilność, no bo jak takiemu maluchowi wytłumaczyć, jak pomóc mu opanować takie emocje?!
    Wiesz, moja Hania lgnie do dzieci, niestety nie wszystkie chcą się z nią bawić. Zawsze tłumacze jej, zę nie każdy może mieć ochotę się z nią bawić, tak jak ona czasem nie ma ochoty zjeść marchewki. Niby jej tłumaczę, ale i tak za każdym razem to samo - płacz.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes