środa, 7 grudnia 2016

Ja, On i Ona

Zawsze miałam wielu znajomych.
Zawsze miałam z kim porozmawiać, pośmiać się, pójść na kawę.
Jednak wraz ze zmianą nazwiska,a także po przyjściu na świat mojego pierwszego Syna wszystko się pozmieniało.
Z wieloma osobami po prostu się poróżniłam.
Z niektórymi po prostu kontakt zanikł.
Z innymi jeszcze drogi się rozeszły, nie było tematów do rozmów.

W poprzedniej pracy w szpitalu miałam znajomą z którą kiedyś pracowałam w hotelu.

Jednak z biegiem czasu ze znajomej , dziewczyna ta stała mi się całkiem obca.

Praca Nas bardzo poróźniła.

Nigdy nie zabiegam o przyjaźń,chociaż staram się ją pielęgnować tak samo jak miłość do bliskich.

Od kiedy jestem Żoną i Matką ciężko znaleźć mi bliską, bratnią duszę.

Może dlatego,że noszę na sobie już jakiś bagaż doświadczeń, może już nie wierzę w przyjaźń do grobu, może przestałam ufać i być łatwowierną jak kiedyś...

A może po prostu przestało mi zależeć?

ON....

Wysoki, ciemnooki, gadatliwy choć nieśmiały zawsze zaczepiał mnie pytając się co u mnie i u dzieci.

Początkowo wydawało mi się,że próbuje ze mną flirtować,ale później zdałam sobie sprawę,że to raczej niemożliwe.

On nie jest zainteresowany kobietami.

Był po prostu bardzo uprzejmy.......


ONA....

Zmęczona, blada, z wieloma piegami na buzi i całym ciele, z lekko wytrzeszczonymi oczami.

Typowa Irlandka.

Siedzi cicho na końcu wielkiego, długachnego stołu i z nikim nie rozmawia.

Zanim ją poznałam ,usłyszałam o niej dużo.

'Psychiczna, na psychotropach, wariatka'.

Trochę się bałam z nią porozmawiać ,bo naprawdę uprzedziłam się do niej,zanim w ogóle ją poznałam.

Bałam się,że nie znajdziemy tematów,że się nie dogadamy,że będzie dziwna.


JA....

Mężatka od sześciu lat, Matka od pięciu.

Emigrantka , troszkę bujająca w chmurach, lubiąca rutynę i organizację.


'Nigdy bym nie powiedział,że masz nerwicę' - słyszałam wielokrotnie z ust różnych ludzi.

Bo po mnie tego nie widać, bo to jest choroba duszy przy której choruje też ciało.

Z zewnątrz uśmiechnięta, młoda kobieta - w środku lękający się wrak człowieka.


Troje jakże różnych ludzi, których łączy jedno.

Doświadcznie.

Każdy z Nas nosi jakiś bagaż doświadczeń.

On ... On jest gejem. Nigdy nie zaakceptowanym przez rodziców,a wręcz odrzucony. Ma niską samoocenę, samotny.

Ona... przeszła załamanie nerwowe i choruje na depresję. Ma 37 lat , bezdzietna samotna panna, której rok temu załamał się świat.

Nie sądziłam,że będę potrafiła odnaleźć język z tak różnymi ode mnie osobami.

Bo co Gej może wiedzieć o rodzinie i 'stara panna'? Bo co ich obchodzą moje dzieci i co porabiałam w weekend?

Jak mylna może być okładka od książki, dlatego nigdy nie powinniśmy się nią sugerować.

Czasami banalnie wyglądająca może mieć niesamowitą treść i przesłanie....

Oni są moimi ulubionymi znajomymi. Tworzymy świetną paczkę.

Jesteśmy wręcz jak świętą Trójca.

Jadamy razem obiady, chodzimy na przerwy, plotkujemy na linii, śmiejemy się, rozmawiamy o sprawach poważniejszych i tych mniej.
Jest przyjemnie, jest wesoło, jest beztrosko.

Zawsze brakowało mi bliskiej osoby w pracy.

Takiej przy której nie muszę udawać, przy takiej , która akceptuje mnie taką, jaką jestem.

Wreszcie z uśmiechem i radością idę do pracy,bo wiem,że tam są oni.

Tak dalecy,a jednak wyjątkowo bliscy.




źródło : internet

Pozdrawiam Was serdecznie,

Minia







8 komentarzy:

  1. ciekawa forma wpisu. Musiałem przeczytać dwa razy, żeby wszystko ogarnąć.:) super

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę takich osób. Ja mam tylko męża. A przydałoby się z kimś pogadać, spędzić miło czas.. Tak zupełnie inaczej niż z mężem. No bo jak z mężem poplotkować? Hehe. Pozdrawiam cieplutko z pochmurnego Poznania:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki mądry, piękny i życiowy post! Zgadzam się z Tobą, że nie powinno się oceniać ludzi po pierwszym wrażeniu czy wyłącznie jakichś zasłyszanych opiniach - bo bardzo często pozory mylą i możemy się nieźle zdziwić. U mnie zazwyczaj wyglądało to tak, że osoby stosunkowo najbardziej do mnie "podobne" i takie, które darzyłam największym zaufaniem - potem okazywały się tego zaufania niegodne. Natomiast największe wsparcie i pomoc otrzymałam od ludzi, po których nigdy bym się tego nie spodziewała...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciesze się razem z Tobą, że masz w pracy bratnie duszyczki, bo w końcu jak by nie było w pracy spędzamy większość dnia więc dobrze jest do niej iść z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobno geje to najlepsi przyjaciele kobiet. I zdaje się że tak jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo sie ciesze, ze masz takich znajomych w pracy! W miejscu, gdzie spedza sie wieksza czesc dnia, dobrze jest miec wlasnie doborowe towarzystwo! :)

    Ja tez mam kolege geja - pracujemy w jednym biurze! ;) Ale z nim od poczatku mialam dobry kontakt. Od momentu, kiedy w starym budyku, trafilo mu sie biurko zaraz obok mojego. Nie znam drugiej, tak pozytywnie nastawionej do swiata osoby. :)

    I podobna sytuacje jak Ty, mialam z dziewczyna, ktora dzielila ze mna biuro przed kolega - gejem. ;) Kiedy pracowalam w laboratorium, wydawala mi sie oschla, troche zarozumiala. Bez chlopaka, bez rodziny, troche dziwaczka. Kiedy przeniesli ja do kontroli jakosci i dowiedzialam sie, ze bedzie ze mna dzielic biuro, bylam zla, oj bardzo zla. ;) A potem okazalo sie, ze lepiej poznana, tamta dziewczyna jest wspaniala osoba. Owszem, indywidualistka, ale ciepla, przyjacielska i z poczuciem humoru. Odeszla od nas z pracy 4 lata temu i bardzo mi jej brakuje...

    OdpowiedzUsuń
  7. To świetnie, że udało Ci się znaleźć w nowym miejscu bratnie dusze! Muszę przyznać, że u mnie dość długo to trwało. Wcześniej było wszystko normalnie, miałam przyjaciół z którymi chętnie spędzałam czas i za którymi ogromnie tęskniłam, kiedy musiałam się przeprowadzić jakieś 300 km stamtąd. A w nowym miejscu dłuuugo nie mogłam trafić na bratnie dusze, wszystkich mijałam codziennie bez emocji, nie interesowali mnie. Pomyślałam, że pewnie w ten sposób bronię się przed kolejnym zranieniem - tu gdzie mieszkam też już długo nie zabawię, o czym wiedziałam od początku. Dzisiaj szczególnie lubię coraz więcej ludzi z otoczenia, ale to już prawie 10 lat... Mimo wszystko, dobrze, jest jak jest, bo przyjaciół nie szuka się na siłę. Oni przychodzą podobnie, jak nasi mężczyźni, jak miłość ;-) A dzisiaj zwróciło moją uwagę, że mieszkałaś kiedyś w Bydgoszczy, jak dzisiaj ja (prawie, bo ja pod Bydg.) :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie Minu ujęłaś słowach Waszą relację.
    Powtarzam, że prawdziwych przyjaciół poznaje się ... gdy zostaje się rodzicem.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes