sobota, 6 sierpnia 2016

Bardzo zawiedziona....

Im chłopcy starsi, tym częściej staram się przypomnieć sobie siebie w ich wieku.

Przed oczami mam rozpoczęcie szkoły jako pierwszoklasistka.

To był trudny dla mnie okres. Po tygodniu od jej rozpoczęcia , Mama zachorowała na żółtaczkę i przebywała ok. 6 tygodni w Szpitalu Zakaźnym. Musiałam więc 'radzić' sobie sama i do szkoły lub z maszerować bez rodziciela,ale tak mi się to tylko przypomniało na marginesie.

Pamiętam jak dzisiaj,że zasiadając w ławce,większość z nich była już zajęta. Usiadłam więc z boku nie przejmując się zbytnio,że miejsce obok mnie jest nadal puste.

Miewałam kompleks niższość z uwagi na nasz materialny status. Rodzice kupili niedawno co mieszkanie, ojciec porzucił pracę na kolei, rodzicom było ciężko finansowo.

Nie miałam nowego plecaka, moje ubrania nie były z oryginalnymi metkami, a w śniadaniu nie zawsze widniał świeży chleb.

W końcu na sam koniec dosiadła się do mnie urocza, piegowata Małgosia.

Rodzice adwokaci, piękny skórzany plecak, pachnące długopisy i śliczny piórnik w pieski.

Szybko się z nią zaprzyjaźniłam. Okazało się,że mieszkamy na tej samej ulicy,więc to z nią chodziłam i wracałam ze szkoły.

W późniejszych klasach zaczęła się rywalizacja o moją jedyną przyjaciółkę,bowiem była ona bardzo rozrywkowa, towarzystka, uśmiechnięta.

Ja starałam się ją naśladować, chciałam słuchać Nirvany jak ona i nosić oryginalne martensy.

Chciałam mieć znajomych, czuć się dowartościowana ( aż sama nie wierzę ,że to piszę).

Nadszedł czas wyboru liceum. Wybrałam inne,niż ona. Do dzisiaj pamietam,że wychowawczyni,która mnie 'nie trawiła' wyśmiała mój wybór szkoły tłumacząc,że je 1 miejsce na 8 osób i moje szanse są nikłe.

Wtedy zaczęłam w siebie tak naprawdę wierzyć.
Nikt od tamtej pory nie był w stanie mnie poniżyć, zagiąć, upokorzyć. Wmówić,że na coś nie zasługuję,że nie dam rady...
Ja wiedziałam,że dostanę się do tej sportowej szkoły i tak też było.
Byłam tą jedną z ośmiu osób ,która otrzymała swoje miejsce w klasie.

W liceum było już mi o wiele łatwiej z zapoznawaniem nowych kolegów i koleżanek.

Wtedy wybrano mnie na Zastępcę Przewodniczącego pomimo tego,iż znaliśmy się wszyscy zaledwie kilka dni.

Nie miałam od tamtej pory już żadnych problemów z nawiązywaniem bliższych znajomości.

Nasza klasa podzielona była na dwie grupy ( my mieliśmy pływaków, koszykarki i parę siatkarzy - druga była bardziej 'cool' z siatkarkami, koszykarzami i osobami,które trenowały lekkoatletykę). Nasza grupa była bardzo zgrana.Tworzyliśmy świetny skład. Wszyscy byliśmy sobie bardzo bliscy.

...................................................................

Dlaczego jestem zawiedziona?

Dlaczego jestem zła? zniechęcona? smutna?


Albowiem zaproszenia rozdane ponad tydzień temu.

Starszak już wszystko rozumie, sam zaplanował sobie co chce w swoje Urodzinki robić.

Postanowiliśmy wyprawić je na sali zabaw,bo tak sobie zażyczył. To jedyny dzień w roku w którym staję na głowę,bo był najpiękniejszy z możliwych.
Z przyjemnością zaprosiłabym babcie, kuzynów i całą resztę rodziny,ale nie mam jak.
Zadecydowaliśmy więc,że zaprosimy małych przyjaciół z przedszkola.
Sami uczestniczyliśmy w 5 imprezach.

Zaproszonych zostało 10 dzieci. Otrzymałam jedno potwierdzenie ( + wiemy,że Klara będzie ,bo impreza organizowana jest w miejscu pracy jej rodziców), i cztery odmowy. Pozostaje mi tylko 5 dzieci do odpowiedzi.

W najgorszym wypadku oprócz chłopców będą dwie dziewczynki tylko.

Czy wiecie jak się czuję? Jakby ktoś kopnął mnie z całej siły w d..pę.

Jestem zawiedziona postawą rodzica,który tłumaczy się,że mają weekend zajęty,bo jadą odwiedzić kuzynostwo.

Widziałam jak Starszak przeżywał ostatnią imprezę,że już on niedługo będzie miał 'party' i przyjdą dzieci z prezentami,a On będzie dmuchał świeczki na wybranym przez siebie torcie, będzie miał dużego balona i będą się goście z nim świetnie bawić.

Czuję się koszmarnie wiedząc,że będzie wypatrywał swoich gości, których NIE MA.

Próbuję mu tłumaczyć,że dzieci wyjeżdżają na 'wakacje' , tak jak my lecieliśmy do Polski,ale wiem,że kiedy nadejdzie ten dzień - On na pewno na swój sposób to przeżyje.

Do imprezy został tylko tydzień.
Irlandczycy oczywiście dadzą mi znać na ostatnią chwilę. Jestem zła, jestem tak bardzo rozgoryczona,że tylko przekleństwa cisną mi się na usta.

Nie wierzę,że połowa dzieci nagle jedzie do Dublina, Kilkenny czy Bóg wie gdzie i nie może się pojawić na dwie godziny na urodziny swojego kolegi.

Może zawiniłam ja. Może powinnam bardziej się z nimi integrować,ale właśnie pokazali jak bardzo zależy im - rodzicom na relacjach.

Niestety, Polak na wyspach nigdy nie będzie Irlandczykiem. Obawiam się,że nigdy do końca Nas tutaj nie zaakceptują.

Ja od stycznia staram się zmienić pracę i jak widać - z bardzo marnym skutkiem.

Zauważam,że powstaje niewidzialna granica pomiędzy nacjami.. zaczynam się dusić, zaczyna mi się robić niedobrze.

Ciągle rozważam powrót do Polski, jestem bardzo niezdecydowana.

Każdy rodzic chce dać swoim dzieciom wszystko co najlepsze.

Ja chcę dać im dobre śniadanie do śniadaniówki, chcę żeby mogli się wybrać z nami do kina, chcę zamówić im 'Happy Meala' ,chcę kupić im psa i w końcu odnaleźć nasze miejsce na ziemi.

Chcę żeby nie mieli nam nigdy za złe,że podjęliśmy złe wybory.

Chcę zagwarantować im dobry start w życiu żeby nigdy nikt nie nazwał ich 'gorszymi' lub 'innymi'.

Nie przyjęcie zaproszeń przez dzieci z którymi chodził do przedszkola każdego dnia jest bardzo krzywdzące,a już w szczególności,że chłopcy byli na każdej urodzinowej imprezie.

Rodzice powinni się wstydzić takiego zachowania szczególnie,że zaproszenia rozdane były prawie 3 tygodnie przed przyjęciem.
Jak ja mam się na nich spojrzeć? jak mam spojrzeć im prosto w twarz pytając się bezpłciowo ' How are you?', jak mam otworzyć się na relacje z nimi na które w ogóle im nie zależy? Nawet Fiona (Irlandka) , matka czwórki,która sprząta u mnie w pracy powiedziała,że jest jej przykro,że tak wyszło, że tak być nie powinno i to naprawdę jest smutne....

Nie wiem co powiem Starszakowi w dniu Urodzin.
I tu nie chodzi o żadne prezenty,bo rodzice są od tych najbardziej wyczekanych,ale oto,że jest ktoś obok - o obecność. Dla dziecka to bardzo istotne!

Mam nadzieję,że będzie tak podekscytowany całym dniem ,ze nie zauważy,że kogoś im brakuję,a rodzice postarają się jak najmocniej mogą żeby zastąpić mu babcię, dziadka, ciocię , wujka i całą resztę ( dobrze,że Starszak ma chociaż brata).

Jestem bardzo rozczarowana.... i 'm so gutted!

zródło internet

aa wielka szkoda,bo studiuję właśnie naukę pozytywnego myślenia..... egh...




16 komentarzy:

  1. Bardzo mi przykro i mam nadzieję że jednak pozostałe dzieci przyjdą. Ale bardzo boli nas jeśli coś dotknie nasze dziecko, boli bardziej niż by dotknęło nas.

    Może jednak rozwazycie powrót do kraju. Polska to zawsze Polska, to kraj naszych przodków, tu się urodzilismy.

    Za granicą zawsze będziemy obcy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi bardzo. A jesteś pewna, że naprawdę nie mieli innych planów - choćjak zaproszenia rozdane dużo przed czasem to mogliby sobie wszystko lepiej zorganizować. No nie wiem co powiedzieć. My w tym roku urodzin nie wyprawialiśmy, ale też mi przeszło przez myśl ''co jak zaproszę a nikt nie przyjdzie''. Na pocieszenie dodam, iż w grupie u Stefano jest prawie 30 dzieci, były imprezy gdzie dzieciaków było pełno, a były tez urodziny gdzie przyszła garstka - 5dzieci. Nie wiem od czego to zależy? Od terminu?

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutna sprawa. Ale wyobraź sobie, że u nas w Polsce również tak jest. Moja Bratanica ma 12 lat. Po raz pierwszy zdecydowała się zaprosić kolegów i koleżanki z klasy na urodziny. Co prawda do domu, ale wszystko miało siew odbywać na dworze na tarasie pod dachem, wiosną było przyjemnie. Życzyła sobie, żeby babcia upiekła tort, były w planach przekąski, chipsy i takie tam. Jak to młodzież ;) na m-c przed urodzinami zaproszenia rozdała w klasie. Miało być 15 osób, 12 potwierdziło. Młoda miała zaplanowane wszystko, rodzice i dziadkowie mieli ich jakoś zabawiać trochę, gdyby się nie kleiło. Dzień urodzin Bratanicy to akurat była sobota. Wszyscy czekali. Pojawiła się...dwójka! dzieci. Możesz to sobie wyobrazić?! Rodzice po fakcie, na zebraniu, pytani czemu nie przyszli mówili że "ah, zapomniałem-łam". Młoda bardzo to przeżyła i zapowiedziała, że to był pierwszy i ostatni raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że takie urodziny to trochę pompowanie na siłę. Na urodziny powinna przychodzić rodzina i tyle. Ewentualnie bliskie koleżanki do dzirwczynek i koledzy do chłopców po Max kilka osób które się naprawdę znają a nie zaprosić całą klase i dziwić się ze nie przyjdą. Rodzina nie zawiedzie. U mnie na urodzinach zawsze byli dziadkowie, ciocia z wujkiem, kuzyni. I zawsze się udawało.jak byłam starsza zapraszalam też trzy przyjaciółki z klasy,i nigdy nie przezylam rozczarowania ze ktoś nie przyszedl

      Usuń
    2. No, ale nie każdy ma możliwość zaprosić babcię, ciotkę czy kuzynkę. A dzieci emigrantów też chcą celebrować swoje święto.
      Jako dziecko obchodziłam urodziny podobnie to Ciebie, w gronie rodzinnym. Teraz praktycznie nie obchodzę bo we Włoszech urodziny dorosłych przechodzą bez echa. Urodziny syna, póki co obchodzimy z rodziną męża, ale też w dwóch turach bo rodzina skłócona.

      Usuń
    3. Dokladnie tak jak pisze Ewiczka. Mysle, ze wiekszosc z nas w dziecinstwie obchodzilo urodziny w gronie rodziny (chociaz np. moje obie babcie oraz chrzestni mieszkali daleko i nigdy na urodziny nie przyjezdzali) i najwyzej z kilkorgiem bliskich przyjaciol. Ale czasy sie zmieniaja. Nawet w Polsce, jedna z moich siostrzenic oraz dzieci kuzynek, maja przyjecia w salach zabaw na ktore zapraszana jest wiekszosc klasy. A my coz, nie mamy na miejscu praktycznie rodziny, nie ma wujostwa i kuzynow, ktorych mozna zaprosic. Poza tym, synkowi jest wszystko jedno, ale corka napatrzyla sie na przyjecia kolegow z przedszkola i tez dopytuje, kiedy bedzie jej imprezka. I szczerze, z perspektywy gospodyni i matki, wole takie przyjecia w sali zabaw. Dla dzieci wiecej zabawy, a dla mnie bez stania trzy dni przy garach i sprzatania pobojowiska. ;)

      Usuń
    4. Nie no jak akurat jestem zdania, że dla 12letniej dziewczynki koleżanki i koledzy to bardzo waży element świętowania... Widzę to już nawet po Lilce, która teraz będzie obchodzić raptem 4urodziny. Wyobraź sobie, że jakiś czas temu sama mnie zapytała, dlaczego u Niej było tak mało dzieci na urodzinach (tylko kuzynostwo, czyli oprócz Niej i Elizy troje dzieci). Bardzo mnie tym zaskoczyła, ale potem zorientowałam się, że słyszała, jak Eliza planowała już swoje urodziny. I uwierz mi Megi, że dla 10latki rówieśnicy są równie ważnymi gośćmi co dziadkowie, chrzestni...

      Usuń
  4. Dorośli ludzie i takie numery? Odwolalabym i zaproponowała inne urodziny. Może wyjazd gdzieś? Serce pęka na samą myśl. .. :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobry pomysl- cos WYJATKOWEGO!
      Moze to wynagrodziloby ewentualne rozczarowanie?

      Usuń
    2. Tez przeszla mi taka mysl przez glowe, ale On juz od dawna zyje swoja impreza, ze po prostu nie moglabym teraz tego odmowic.
      Mlodszemu wyprawiac urodzin juz nie bedziemy , bo go sie da jeszcze namowic na cos innego. Czekam juz tylko na trzy osoby do potwierdzenia. Jedna sie wykruszyla, druga potwierdzila, wiec poki co mamy 3 gosci. Szok :-(

      Usuń
  5. Miniu - nigdy nie wyprawiałam dzieciom urodzin. miały tylko roczek i 18-stkę. I to w obrębie rodziny. Dla mnie te urodzinowe party na salach, w Mc to takie sztuczne i nadmuchane. Na pokaż. Bo oni robią to i ja... Dla twoich synów ważni będą ci co przybędą. Nie martw się. Będzie im może smutno, ale myślę, że to Ty bardziej się martwisz niż oni.
    Nie ważne ilu - ważne, że WIERNI. Tacy są przyjaciele
    Glowa do góry - będzie dobrze.
    I pytaj się ich, jak im mija dzień - bo Tobie każdy niech mija fantastycznie!
    Przytulam po polsku - mocno, szczerze i od serca :) Ela

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale wiem co czujesz w jednej i drugiej sytuacji. :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie dziwie sie, ze czujesz sie zawiedziona... Mi tez bylo rok temu strasznie przykro, kiedy zaprosilam na urodziny Bi chlopczyka, ktory wowczas chodzil z nia do opiekunki. Z jego mama zawsze nam sie fajnie, choc w biegu gadalo i pomyslalam, ze moze to byc tez okazja na blizsze zapoznanie. Tamta mama oraz jej maz sa akurat Polakami i bardzo bylam zaskoczona, ze nawet nie raczyli odpowiedziec. Zrozumialabym odmowe, jakas wymowke, a tu kompletna olewka. :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Przykra sytuacja i dla Ciebie i dla Synka, choć tak jak piszesz- jest cień szansy, że przejęty powagą dnia, jednak nie zauważy... Choć tu już różnie może być. Dzieci, które bywały na urodzinach u innych dzieci, mają już jakąś świadomość i najpewniej zauważy, że nie wszyscy przybyli.

    Rozumiem jak bardzo Ci przykro i wszystkie inne emocje. To, co dotyczy naszych dzieci, dotyka nas po stokroć, a ta sytuacja jest naprawdę przykra.
    Nie wiem co Ci doradzić. Mam nadzieję, że uda się stworzyć taki klimat, że Synek i tak będzie wspaniale te urodziny wspominał.
    Trzymaj się Miniu :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety znana mi sytuacja...dzieci już dorosłe, nie pamiętają, ale ja-owszem. Cóż, w ogólnym rozrachunku, największą krzywdę robią rodzice dzieciom lekceważąc takie zaproszenia. Budowania więzi trzeba nauczyć, dla młodych ludzi, którzy nie wynieśli tej umiejętności z domu bywa to ogromnie trudne.
    Może jednak nie będzie tak źle? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie, rodzice się nie popisali. Nie dziwię się, że jest Ci smutno i przykro - i że obawiasz się o to, jak Synek przyjmie zaistniałą sytuację. Myślę, że my będziemy obchodzić kolejne urodziny Bąbla raczej w gronie rodzinnym - bo wiem po sobie, że z tą tzw. "integracją" z innymi rodzicami bywa naprawdę różnie i z własnego dzieciństwa pamiętam, że wynikało z tego zazwyczaj więcej nieporozumień, niż korzyści dla dzieci.

    Odnośnie tej granicy, o której piszesz - dla mnie była ona wyczuwalna nawet podczas naszych krótkich zagranicznych wyjazdów (np. do Pragi czy Berlina). Niektórzy tamtejsi obywatele jak tylko usłyszeli z naszych ust język polski - to od razu krzywo na nas patrzyli, a sprzedawcy wręcz zaczynali krążyć za nami po całym sklepie, jakby obserwowali, czy nie chcemy czegoś ukraść :/ Dziwne to i krzywdzące - tym bardziej, że sama nigdy nie reaguję w ten sposób na obcokrajowców, których spotykam na polskich ulicach...

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes