wtorek, 5 lipca 2016

Walczac o swoje...

Kiedys wspominalam, ze jestem niesprawiedliwie traktowana w pracy.
Nie chcialam rozgrzebywac tego tematu, bo stwierdzilam, ze nie powinnismy skupiac sie na tych negatywnych rzeczach.Jestem z natury pesymistka I dopiero ucze sie jak cieszyc sie I doceniac zycie takim, jakim jest. Najlepsza szkola jest moja praca, ktora kazdego , pojedynczego dnia uczy mnie pokory.

I wlasnie dlatego, ze praca jest ciezka sama w sobie to kazdy z pracownikow powinien sobie pomagac, ale tak do konca nie bylo.

Ja doszlam jako praktycznie ostatnia nowa osoba do bardzo zgranej ekipy - co gorsza, w moim miejscu pracy sa same kobiety.
A to niestety powoduje, ze babskie hormony za czesto daja sobie znac I nie ma nikogo kto by mogl je lekko pohamowac.

Szpitalna praca bardzo sie rozni od tej co wykonywalam wczesniej w hotelu.
Tam trzeba bylo byc szybkim, rozmawiac przez telefon, brac rezerwacje, dawac wskazowki osobie, ktora czekala na recepcji itp. Liczy sie jak wiele rzeczy potrafisz wykonywac w jednej minucie.
Recepcja w szpitalu jest rownie ruchliwa, ale trzeba wyjatkowo traktowac pacjenta.
Glupie pytanie "how are you? "(Jak sie masz), moze spowodowac grymas na twarzy ( w koncu nie pojawiamy sie tam dla przyjemnosci).
Niektore dni sa bardzo burzliwe I w naszej poczekalni nie ma miejsc siedzacych, czasami jest spokojnie. Nigdy nie wiadomo na jako dzien sie trafi. Wszystko jest nieprzewidywalne.

Nie zdawalam sobie sprawy jak bardzo wrazliwa osoba jestem, jak duzo historii ludzkich mnie przytlacza, zjada od srodka.
Jak ciezko jest spojrzec komus w oczy o ktorym sie "wie" wszystko. Na co choruje, ile ma lat, czy ma przerzuty.
Najbardziej przezywam mlode osoby, chociaz wszystkich mi zal.
Za duzo biore do siebie, za duzo rozmyslam, za duzo wiem.
W takiej pracy trzeba byc bardzo odpornym psychicznie, trzeba miec nerwy na wodzy. Nie mozna brac niczego o siebie, nie zastawiac sie "dlaczego".
Teraz mam w glowie Amerykanke 60-letnia , ktora przyszla do Nas na rezonans z rakiem zoladka, o ktorym dowiedziala sie dopiero 6 tygodni temu, wtedy, gdy nie mogla jesc I zgubila 12 kg w 2 miesiace.
Niestety po rezonansie wyszlo, ze ma nowotwor zlosliwy, ktory zaatakowal juz kosci.
Ona nawet nie zdaje sobie sprawy, ze pozostalo jej kilka miesiecy zycia( jesli nie tygodni), a lekarze chca ja jeszcze operowac!
Pytam sie po co? Przerzuty sa, wiec zaraz zaatakuja inne czesci ciala, no ale ja medycyny nie ukonczylam.
Troche mnie to wszystko przytlacza,  jestem bardzo lekliwa, ciezko mi sie zrelaksowac...

Wracajac do pracy.
Wieczorami lub w weekendy mam za zadanie m. in. rejestrowac pacjentow, stworzyc rachunki I zeskanowac skierowania do szpitalnego systemu.
Te ostatnie wykonywaly zawsze dziewczyny , ktore umawialy pacjentow, ale sie wypiely I zaczely mi zostawiac coraz wiecej nieskonczonej pracy za dnia, ktora ja musialam nadrabiac.

Jestem zawzieta. Wredna. Naprawde.

Nie podaruje, gdy ktos mi zajdzie za skore.
Bede szczypac, drapac, rozgrzebywac. Nie poddam sie.

Zaczelam zglaszac kierowniczke swoje niezadowolenie dodatkowa praca.

Do tego odkrylam, ze osoby, ktore wykonuja moja prace, gdy ja mam wolne nie robia tego, co ja.

Napisalam jednego maila, drugiego.
W koncu doszlo do rozmowy z kierowniczka I supervisorka.
Rozmawialysmy poltorej godziny.
Managerka w ogole nie rozumiala mojego biadolenia.
Wszystko na co zwrocilam uwage , ona miala jakies smieszne wytlumaczenie.
Powiedziala np, ze kazda z Nas ma inny kontrakt I inne obowiazki.
Zabawne, prawda?
Tzn, ze jak Jessica pracuje to robi tylko rachunki , ale ja juz mam dwa razy wiecej obowiazkow w tym samym czasie.
Wyszlam zniesmaczona, zawiedziona, ze osoba, ktora powinna mnie rozumiec - trzyma z dziewczynami, ktore robia wolniej I przez to maja mmiej pracy, zamiast starac sie znalezc przyczyne czemu zostaje tyle pracy za dnia, ale jej to nie obchodzi.

W pewnej chwili chcialam przejsc sie do prawnika o porade czy czasem nie jestem szykanowana w pracy ( jest jeszcze kilka innych historii, ktore mialy miejsce , ale za duzo musialabym sie rozpisywac).

W koncu za porada Meza oraz kilku znajomych stwierdzilam, ze zagram ich pilka.

Zaczne robic wszystko wolniej I nie bede narzekac na nic.

Zanim jednak wprowadzilam taka zasade w zycie to nagle cos sie zmienilo.

Nagle zaczelam dostawac wiecej godzin(ktore w pewnym momencie ukrocone zostaly do zaledwie 18 h w tyg), a co najwazniejsze - dziewczyny za dnia zaczely zostawiac mi coraz mniej skierowan. Zdarzalo sie, ze w pudle bylo 30-40, teraz mam ok 12-20 dziennie. To spora roznica.

Nie powiem, ze do konca jestem zadowolona z obrotu sprawy wiedzac, ze ktos zastepujac mnie nie wykonuje tych samych obowiazkow,ale wiem, ze trzeba walczyc o swoje.
Zawsze.
Nie pozwolic sie wodzic za nos.
Nie dac sie.

Kierowniczka co prawda nie moze na mnie patrzec, ale ja wreszcie dopielam swego.

Nikt nie ma prawa traktowac Nas nierowno na tej samej pozycji.

Trzeba walczyc..zawsze..a szczegolnie wtedy , kiedy ma sie racje.

A poki co kontynuuje polowanie na prace ...

Tym razem ... do Urzedu Socjalnego.

Obecnie jestem na etapie testow. Jesli je przejde...to odbedzie sie rozmowa kwalifikacyjna.

Czy mi sie uda?

"Jestem kowalem swojego losu".

Wierze w siebie, znam swoja wartosc.

A jesli nie... to nadal gdzies w oddali jest plan "Polska". No I nie spoczne, poki czegos innego nie znajde. Szukam, szukam... moze a nuz cos sie pojawi!

Pozdrawiam,

Minia

7 komentarzy:

  1. Pewnie, że o swoje trzeba walczyć- tak trzymaj! :)
    Trzymam kciuki za nową pracę :* bo praca w Szpitalu Cię wyniszczy- psychicznie!
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczoraj przeczytałam. Dwa razy. I miałam łzy wzruszenia, nerwy, szlag mnie trafiał i dumna byłam. Z Ciebie Minia, z Ciebie. Że dałaś radę stanąć we własnej obronie, pokazać, że nie jesteś głupia gąska, która da się obskubać. Że zawalczyłaś o siebie! BRAWO.

    OdpowiedzUsuń
  3. W dzisiejszym świecie to jest wręcz obowiązek - walczyć o siebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymaj się Dzielna Kobieto i walcz dalej!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. I tak trzymać! Nie można dawać się wykorzystywać ! Ha, taka jestem teraz mądra, a sama też pozwalałam robić się w bambuko przez kilka lat w poprzedniej pracy - aż w końcu się wkurzyłam i rzuciłam to wszystko w cholerę, bo w naszym przypadku dochodził jeszcze mega mobbing i przywłaszczanie sobie przez kierowniczkę należnej nam kasy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Brawo, zgadzam się, że należy walczyć o swoje i pokazać swoją wartość. Powodzenia w szukaniu nowego zatrudnienia.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes