poniedziałek, 23 maja 2016

Jak Nam w tej Polsce było?

Wakacje dobiegły końca.
Nie do końca były to wakacje dla mnie i Męża,ale chłopcom bardzo ,ale to bardzo się podobało.

Polska przywitała Nas piękną pogodą. Taką, na którą każdy się pod nosem uśmiecha. Ciepło, słonecznie, wręcz letnio.

Pomimo,iż pierwszego dnia podróży spałam zaledwie kilka godzin to koniecznie musiałam iść z chłopcami pobawić się na plac zabaw.

Zaczęłam przypominać sobie czasy z dzieciństwa.

Place zabaw, blokowiska, dużo dzieci, rodzeństwo/ kuzynostwo niedaleko....

Zaczęłam więc po cichu analizować,a co jeśli...

No właśnie... ta myśl przeszybowała przez moją głowę bardzo szybko...

A co by było jeśli porzucilibyśmy Zieloną Wyspę i wrócili do Polski?

Pierwszy raz bowiem czułam się inaczej,niż zawsze.

Zawsze w Polsce tęskniłam za Irlandią,za naszym domem, za spokojem, rutyną, codziennością,a teraz?

Teraz próbowałam się Polską zachłysnąć, nacieszyć zanadto.

Gdziekolwiek nie szłam z chłopcami to ktoś Nas życzliwie zaczepiał,

Staneliśmy raz pod blokiem przygladąjąc się kotkom to starsza Pani zaczęła Nas zagadywać i głaskać Misia po główce. A to jakiś Pan mnie zaczepił,że synusie to chyba do Męża podobni,a gdzie indziej ktoś otworzył Nam drzwi, przytrzymał drzwi do windy.
Małe gesty,które cieszą.
Nawet na lotnisku,kiedy bramka zapiszczała na przechodzącego Starszaka strażnicy celni byłi bardzo mili i robili wszystko,żeby przeszukiwany Starszak czuł się komfortowo i beztresowo.
W Urzędzie przy składaniu wniosku dla nas czworga,Panie były serdeczne ( co się rzadko zdarza). Jedna zagadywała Męża,że jej Syn zjechał z Irlandii po 11 latach,a druga próbowała rozwiązać mój problem z dowodem (który został w Bydg unieważniony,ale jednak nie został,bo nie mogła złożyc mojego wniosku). Dzięki uprzejmości i byciu na telefonie przez 15 minut, Urzędniczce udało się złożyć mój wniosek i dzięki temu przy najbliższej okazji odbierzemy dowody i będziemy mogli legitymować się polskimi dokumentami.

 Poczułam się więc jak w Irlandii ..... jak w domu....

Bez zbytecznej uszczypliwości, bez niemiłych komentarzy... po prostu - każdy jest wobec siebie życzliwy. Nie zauważyłam tego wcześniej,a może miałam za wysokie oczekiwania?

Nawet udało Nam się dostać do przychodni na Europejską Kartę Zdrowia. I to za darmo!
W której byłam w szoku,bo na miejscu robione było EKG ,a w Irlandii wysłano by Nas do szpitala,bo nie ma takiego sprzętu w gabinetach lekarskich.

Chłopcy byli oczywiście w centrum zainteresowania i o dziwo bardzo im się to podobało.

W pierwszym tygodniu nieśmiali, w drugim nadrabiali i nie można było zrozumieć co mówili tak się przekrzykiwali.
Oczywiście nadal po angielsku,chociaż nauczyli się wielu nowych słów,aż do dzisiaj jestem w szoku.
Co prawda zdań nie tworzą,ale słówka to już coś.

Np. nauczyli się liczyć po polsku do 10. Jestem wielce zaskoczona i do dzisiaj się zastanawiam gdzie to usłyszeli.

Na dworze jak Starszak Młodemu uciekał to wołał go po imieniu mówiąc : STÓJ... a później CHODŹ :)

Szybko przyzwyczaili się do babcinych warunków i masakrycznie wkurzającego kościoła, który dzwonił przez pół minuty o 6.30 i przez dwie minuty o 7.00 budząc nas codziennie. Śmiałam się więc,że dzwon jest naszym budzikiem.

W Bydgoszczy spędziliśmy dwie noce u mojej Mamy.
Była też okazja na czas tylko z nią,kiedy Mąż wybrał się z chłopakami na spacer,a jej partner pojechał umyć samochód. Moja Rodzicielka wyjęła lakiery, pomalowałyśmy sobie paznokcie, pogadałyśmy od serca.... Jaka wielka szkoda,że nie mogę mieć tego na codzień.

Miałam też przyjemność spotkać się z moją znajomą,która oczekuje drugiego Synusia.

W sobotę jadąc do mojej siostry pogoda zaczynała się psuć,a w niedzielę jak pisałam w poście poniżej było już tylko 10 'C i mokro.

Chłopcy z kuzynami tak szaleli,że nie mogłam ich spuścić chociaż na chwilę z oczu.

W poniedziałek udaliśmy się do mojej kuzynki,która niedawno kupiła cudowne 100 m2 mieszkanie w bloku.
Miniowe Robaki pokochały ich psa,którego nazywali Świnką,bo chrumkał jak ona,a z ich córeczką i synkiem szybko odnaleźli wspólny język.
Bardzo lubię do nich przyjeźdźać,bo naszych rozmów nie ma końca.
Jesteśmy sobie bardzo bliskie i pomimo dzielących Nas kilometrów - zawsze o sobie pamiętamy.

Wtedy też wzięło mojego Męża na sprawdzanie prac w Polsce.

Jak kiedyś pisałam - w jego zawodzie na całym świecie poszukują specjalistów do każdej, większej firmy. Jestem więc przekonana,że pracę dostałby od ręki.
Niestety,ale na żadnej z ofert płaca nie została wyszczególniona, a dobrze było by wiedzieć ile mniej więcej oferują. Mąż szuka takiej ok 5 tys do ręki ,która jest kwotą osiągalną do zdobycia.
Dla mnie znalazł w Bydgoszczy pracę kierownika recepcji w hotelu,której wynagrodzenie oscyluje w 4-6 tys zł.

Jeśli trafilibyśmy takie pracę w których mielibyśmy razem z 7 tyś na rękę na miesiąc  - moglibyśmy wrócić od razu.

Tylko czy to jest realne?

Dlaczego potrzebujemy tak dużo - bo jeśli wracać to kupować mieszkanie.

A jak kupować mieszkanie to musielibyśmy wziąć kredyt,a kredyt + rachunki wyniosły by Nas z tysiąc lub póltora,a jeszcze samochód ,a może dwa,a wyżyć jeszcze trzeba.

Nie wiem jak realistyczne są te wysokie wynagrodzenia,ale wierzę,że Mąż bardzo łatwo znalazłby pracę.

Myśleliśmy o mojej rodzinnej Bydgoszczy,do której jest w miarę blisko do Torunia,a osiedle Fordon,które uwielbia moj Mąż i na którym mieszka moja Mama, położone jest w centrum lasu.
Dodatkowo na osiedlu jest żłobkek po szkołę podstawową i gimnajzjum, wszędzie sklepy, poczta, a nawet dentysta i przychodnia.

Przez głowę przeszedł też Tczew. To miasto,do którego jest jedynie godzina jazdy do Bydgoszczy,a 44 minuty do Elbląga. Ma też idealne połączenie do Gdańska, Gdynii lub Starogardu Gdańskiego.
Ogłaszają na dzień dzisiejszy 4 prace w zawodzie Męża,ale niestety dla mnie było by ciężko zapewne coś znaleźć,bo to małe miasto.

Co więc robić?

Chłopcy nie mówią po polsku, Jeśli mielibyśmy wracać to najpóźniej za rok,. Starszak poszedłby do zerówki,więc podłapałby język.

Co przemawia za powrotem?

Tęsknota.

Nawet nie wiecie jak fajnie jest ot tak zadzwonić sobie do siostry,a i Mama zadzwoniła do mnie na pogaduchy. Jedyną osobą,która dzwoni do mnie w Irlandii to mój M.
No i z pracy lub przedszkola zadzwonią czasami jeszcze.

Chcę moim dzieciom dać wszystko to,co najlepsze.
Chcę dać im radosne dzieciństwo, chcę by znali swoją rodzinę i spędzali z Nią jak najwięcej czasu.
Cały czas mam przed oczami pacjentó,których czas jest policzony.
Ja chcę żyć,a nie żyć - wegetować.
Mąż do pracy, ja do pracy... a z tego naszego 'rozrzutnego ' życia oszczędności nie za wiele,ale też nie chcę niczego rzucać,bo wyprowadzka to duże słowo.
Tutaj jesteśmy 12 lat. W Polsce musielibyśmy zacząć od zera. Nie mamy nikogo,kto by Nas przygarnął na miesiąc lub dwa zanim znajdziemy pracę, nikt by Nas nie utrzymywał. To bardzo poważny krok i musi być on niesamowicie dobrze przemyślany. Ja bardziej sceptycznie myślę o powrocie.

Więc pytanie do Was....

Realistycznie, opartych na doświadczeniach Mam, Mężatek, Panienek, Córek itp.

JAK SIĘ WAM MIESZKA W POLSCE?

Nadarzyła się okazja . 
Jestem po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej - została jeszcze druga. Najważniejsza.
W ogóle się nie  spodziewałam. Mąż od razu mówił,że praca obstawiona,a jednak odezwali się...

Trzymajcie kciuki.
Bo jeśli tą pracę otrzymam - to POWRÓT może już nigdy nie być planem do zrealizowania,bo byłaby to praca od poniedziałku do piątku . Weekendy wolne.

Wszystko zależy czy mi się uda... a wierzę,że szanse mam,chociaż na to miejsce jest wiele kandydatek.

Pozdrawiam Was ciepło i załączam kilka zdjęć znad polskiego morza,a dokładnie Stegny:





Uściski,

Minia







21 komentarzy:

  1. No to naprawdę poważna decyzja przed Wami. Nie chcę niczego sugerować, bo to wszystko zależy od konkretnego regionu, wykształcenia i rynku pracy na danym terenie. W naszej okolicy ( na Dolnym Śląsku prowincjonalnym, położonym dość daleko od Wrocławia) perspektywy znalezienia pracy raczej marne - porządną można dostać tylko po znajomości albo jakimś niesamowitym fartem. Ja skończyłam studia z wyróżnieniem, mam tytuł mgr i 5 lat spędziłam w galerii handlowej, sprzedając bieliznę i robiąc za brafitterkę...Gdyby nie to, że M. ma względnie dobrą pracę i prowadzi z teściem rodzinną firmę to sami pewnie zastanowilibyśmy się nad emigracją. A odnośnie tej ludzkiej życzliwości - na co dzień raczej się zbyt intensywnie nie objawia moim zdaniem ;)Tak czy siak - dobrych decyzji i powodzenia w rekrutacji ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak czy siak, decyzję podjąć musicie sami o ewentualnym powrocie do Pl. Jak się mieszka w Pl? Kochana, mój mąż zarabia ok 3000zł na rękę i jakoś stać nas na spłatę kredytu za dom, mamy samochód w który trzeba co jakiś czas i zatankować i władować dodatkową kasę, bo coś się popsuje, a jest nas 5 i jakoś nie głodujemy - nawet drobne przyjemności są od czasu do czasu. Ja tam nie narzekam - pewnie, zawsze mogło by być lepiej, ale cóż, i tak sie cieszę, że mężu pracuje, a ja mogę zająć się dziećmi i domem - choć do pracy z chęcią bym wróciła :) No i jedno wiem na stówę - w życiu z PL bym się nie wyprowadziła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Decyzja należy do was, ja jestem zdania, że tam jest nasz dom gdzie my jesteśmy. Ja sobie nie wyobrażam wyjazdu szczególnie, ze moi rodzice są chorzy, ale gdy ich zabraknie kto wie, może opuścimy Polskę. Zarobki, idzie zarobić mając fach w rękach, który jest potrzebny w danej chwili. Dzieci szybko by przywykły szczególnie w rodzinnym otoczeniu wśród kuzynostwa, język podłapali by w trzy miga, choć ja osobiście bym przeprowadziła się przed wakacjami, żeby w ciągu wakacji mieli okazję podszlifować polski zanim pójda do szkoły/przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miniu! Przede wszystkim fajnie, że urlop Wam się udał. Na pewno przywieźliście fajne wspomnienia.
    Co do tego, jak się teraz żyje w PL. Hmm, pewnie ile nas się odezwie, tyle odczuć :)
    Dużo zależy od tego, do jakiego standardu życia jesteście przyzwyczajenie i jakie macie oczekiwania. I nie ma w tym nic złego, jeśli wysokie- bo w sumie- dlaczego by nie?
    Nam żyje się znacznie ciężej niż kiedy Eliza była mała. Fakt, mamy teraz dwoje dzieci, ale myślę, że Lila aż tyle pieniędzy więcej nie pochłania. Zwyczajnie- pensje raczej nie idą w górę, a ceny co chwilę. Na pewno gdybym poszła do pracy i zarabiała trochę więcej niż najniższa krajowa, to byłoby też inaczej.
    Miej też na względzie sytuację polityczną w naszym kraju, a tak jak wiesz- jest specyficzna i nie wiadomo co tu będzie za jakiś czas :) To tak trochę z przymrużeniem oka, ale nie do końca :)

    Dobrych decyzji Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się bardzo, że urlop Wam się udał.
    Piękna pogoda.. dzieci wypoczete- to najważniejsze.
    Jeżeli o pracę w Polsce, to jest ciężko.. decyzja ta pewnie nie jest łatwa.. sama nie wiem jaka bym podjęła. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się bardzo, że urlop Wam się udał.
    Piękna pogoda.. dzieci wypoczete- to najważniejsze.
    Jeżeli o pracę w Polsce, to jest ciężko.. decyzja ta pewnie nie jest łatwa.. sama nie wiem jaka bym podjęła. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bym nie wracała, powrot do Polski to jak cofnięcie się w rozwoju. Aż sama łapie się za głowę w jakim my kraju żyjemy, kraina absurdu

    OdpowiedzUsuń
  8. Miniu, aż mi się łezka zakręciła. tak dobrze Cię rozumiem, tę tęsknotę za normalnymi pogaduchami przez telefon. Za miłym gestem, słowem. Ech trzymam kciuki aby wyszło tak, jak pragniesz. A jeśli wrócisz - to coś czuję, że będzie spotkanie..... czego życze nam obu> Pozdrawiam Cię mooooocno

    OdpowiedzUsuń
  9. Ohohho, takiego obrotu sprawy bym się nie spodziewała - normalnie jestem w szoku, ale rozumiem Was. Osobiście marzy mi się mieszkanie w Polsce, ale w moim wypadku jest to nierealne (z różnych względów).
    p.s. Tczew to moje miasto rodzinne - tam się wychowałam i tam zawsze z rodością wracam, ale masz rację z pracą dla Ciebie mógłby być problem, bo hoteli na poziomie brak (nie jest to miasto turystyczne) - no chyba, że jako pracownik administracyjny w którejś z fabryk, gdzie podobno i płace są całkiem całkiem.

    NO i naturalnie mocno trzymam kciuki za powodzenia na rozmowie.Jeśli ją dostaniesz to będzie czarno na białym, że powrót nie jest Wam pisany.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak człowiek raz wyjedzie to potem zawsze się tęskni. A to za swoją ojczyzna a po powrocie, za miejscem w którym się mieszkało. Mój mąż mieszkał przez 8 lat w Londynie, ja krócej i z przerwami na studia. W każdym razie chociaż w Polsce nam dobrze, zawsze robi się dziwnie na myśl o Londynie. To taka tęsknota połączona z zastanowieniem jakby nam tam było? jednak często dochodzę do wniosku, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. A tęsknota ma to do siebie, że bardzo łatwo idealizujemy. W każdym razie powodzenia w wyborach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziekuje Wam za komentarze.
    Im dluzej sie zastanawiam , tym bardziej odbiegam od tematu powrotu.
    Moze gdybym jeszcze byla panienka to zmiany nie byly by dla mnie traumatyczne. Dla chlopcow jednak - owszem.
    Nie wiem czy polska rzeczywistosc pozwolilaby Nam zyc na poziomie, na ktorym zyjemy teraz.
    I pomimo tego, ze serce mi sie kraja gdy chlopcy kazdego dnia pytaja kiedy lecimy do Baby to wydaje mi sie, ze lepsza przyszlosc czeka ich w Irlandii..
    Obawiam sie obecnych rzadow w Polsce, bo nie wiadomo co bedzie za kilka lat... I tak jak trafnie napisala Aleksandra - tesknota powoduje, ze czesto idealizujemy .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie kochana!! Zawsze możesz zrobić rajd po Polsce i odwiedzic wszystkie koleżanki blogerki

      Usuń
    2. Dokladnie kochana!! Zawsze możesz zrobić rajd po Polsce i odwiedzic wszystkie koleżanki blogerki

      Usuń
  12. Szczerze gdybym miała możliwość to sama chętnie też bym wyjechała z kraju za granicę.
    Zdjęcia piękne, aż Wam troszkę pozazdrościłam.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. A my żałujemy, że nie wyjechaliśmy za granicę, gdy mieliśmy taką możliwość. Teraz boimy się takiej zmiany, no bo są małe dzieci, kończymy budowę Naszego M, mąż ma stałą pracę... wiemy, że sobie tu poradzimy, a tak wyjechać i nie wiedzieć, czy Nam się poszczęści, to za duże ryzyko.
    Rozumiem Twoją tęsknotę za Polską, ale jeśli żyje Wam się lepiej za granicą, to po co to wszystko zostawić? Gdybyś została dłużej w Polsce, zobaczyłabyś, jak bardzo tęskno Ci za Irlandią i za poziomem na którym teraz żyjecie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, że ja bym chciała Was mieć na wyciągnięcie ręki :* Wierzę, że podejmiecie najlepszą decyzję.

    OdpowiedzUsuń
  15. I jeszcze dodam mnie dobrze tu w tej PL mam tu rodzinę, przyjaciół, znajomych i nie zmieniłabym jej na nic innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym nie wyjezdzala nigdy to w Polsce tez pewnie bylo by dobrze. Najgorszy jest ten pierwszy krok i podjecie decyzji.. :-/

      Usuń
  16. Jak pomyślę że miałabym tu wszystko zostawić...ale z drugiej strony jesteście w innej sytuacji. Ja bm wróciła. Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Z głodu nikt tu nie umiera. A szczerze mówiąc ten dobrobyt Wasz opiera się na wakacjach zagranicznych bo jak mówisz oszczędności nie macie... stąd też ludzie wyjeżdżają. Stać nas na wakacje. Ale to ja i ostatnio moje sentymentalne podejście. Może się nie znam i nie wiem jaki dobrobyt jest w Irlandii ale czy na tyle duży żeby tęsknić za swoim domem rodzina...

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapomniałaś, że w Fordonie mieszka też Twój brat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapomnialam. Nie mialam numeru zeby sie z bratem skontaktowac. Nikt z rodziny nie mial.

      Usuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes