piątek, 26 lutego 2016

Strzał w dziesiątkę,czyli wymarzona szkoła dla moich dzieci

Szkoła podobała Nam się od dawna. Mała, zgrabna, przyjemna dla oka,z tradycją. Tylko 92 uczniów.
W środę miałam przyjemność poznać nauczycieli, zobaczyć klasę i dowiedzieć się więcej o nauczaniu 5latków.
Oto czego się dowiedziałam.


zdjęcie od strony ulicy

Szkoła istnieje od 1936 roku. Jest szkołą katolicką ( toteż zdziwiłam się,że na podaniu do niej widnieje miejsce i data Chrztu Świętego ucznia),chociaż wszystkie dzieci bez względu na wyznanie lub jego brak są mile widziane.

Nazwa irlandzka szkoły to FUARCHOILL - czyli orzech,dlatego też szkoła ma liście orzecha w swoim godle.

Na zebraniu pojawiło się może 10 par i dwóch samotnych rodziców ( ja i jeszcze jeden Pan). Jak się później dowiedziałam ten Pan mieszka w mieście,ale szkoły mają długie listy oczekiwania + niestety,ale im więcej dzieci tym większe szanse na bullying (przemoc równieśnicza). 
Postanowił więc zawozić swoje córki tutaj do Nas na wieś.

Ja z wyglądu byłam najmłodszą Mamą,ale tego mogłam się spodziewać . Większość Irlandek ma swoje pierwsze dziecko grubo po 30tce,a nawet bliżej 40 tki.
Wyglądałam więc najmłodziej i czułam się lekko nieswojo. Oprócz mnie (Polki) była jeszcze jedna Hinduska rodzina. Resztę stanowili Irlandczycy, chociaż jestem pewna,że jeszcze więcej dzieci dołączy zanim dojdzie do września.

Zebranie rozpoczął przywitaniem Dyrektor Szkoły,a później zaczęła mówić nauczycielka maluszków  ( Junior/ Senior Inflants 5-6latków).
Pauline,bo tak ma na imię od razu mi się spodobała.
Miłe usposobienie, otwarta, szczera. Gdybyście widziały z jaką pasją i radością opowiadała o swoich pupilach. Aż się mi buzia sama uśmiechała.

Szkoła posiada uniformy,więc każde dziecko wygląda tak samo.
Granatowe spodnie (najlepiej na gumkę), granatowy sweterek z logiem szkoły i żółte polo pod spodem.
Wszystko musi być podpisane. Lunchbox, sweter, a nawet buty.

Zajęcia rozpoczynają się o 9.20 i trwają do 14.
Dzieci mają dwie przerwy lunchowe. Jedna od 10.50 do 11.00 i zabawa od 11.00 - 11.10 oraz druga na posiłek od 12.30 do 12.40 i zabawa od 12,40 do 13,00.
Ponieważ dwóch uczniów w szkole ma alergię na orzechy - wszystkie produkty z orzechami przynoszone do szkoły są zabronione.
Toalety są w sali - jedne dla chłopców, drugie dla dziewczynek,więc nie będą musieli chodzić nigdzie po korytarzach.

Jeśli chodzi o samo nauczanie.
Zaczniemy od angielskiego.
Nauka mówienia ,czytania i pisania.
Największy nacisk jest na mowę.
Poza tym dzieci wszystkie książki mają w klasie,a jedyne co zabierają do domu to zadanie domowe ( od poniedziałku do czwartku) w plastkowym folderze. Zadania domowe nie powinny zająć więcej niż 10 minut.
Jeśli nauczyciel chce skontaktować się z rodzicem zostawia w plecaczku liścik.

Ciekawą formą jest nauczanie języka.
Otóż będą się go uczyć fonetycznie.

Poprawna wymowa w języku angielskim to klucz do bezproblemowej komunikacji z osobami posługującymi się tym językiem. Fonetyka odgrywa w procesie nauki wymowy pierwszoplanową rolę. Czym jest fonetyka? Jest to dział lingwistyki, który zajmuje się badaniem dźwięków występujących w ludzkiej mowie. Do tego działu zaliczamy również akcent.www.ingless.pl

Poznają więc kilka samogłosek i spółglosek i będa z nich budować wyrazy.
Więc np, literka S (es) będzie poznawana jako (sss).

Po akcetowaniu można więc bez problemu poznać,że osoba z którą się rozmawia nie pochodzi z tego kraju ( mi czasami zdarza się błędnie akcentować co niektóre wyrazy i przez to Irlandczycy od razu wiedzą,że akcent jest wschodnioeuropejski :P ).

Nauczycielka dała Nam kilka wskazówek jak przygotować takie Maluchy do szkoły.
Przede wszystkim muszą opanować trzymanie długopisu czy kredek. Używać nożyczek. To wszystko powoduje,że mięśnie paluszków stają się wyćwiczone.
Powiedziała,że dobrze by było żeby dziecko potrafiło napisać swoje imię,ale nie ma presji. Wszystkiego nauczą się w szkole.
Miło było by gdyby dziecko potrafiło zapinać swoją kurteczkę,bo często będą wychodzić na dwór (mają bardzo fajne boisko).

Szkoła uczy metodą Aistear .

Czyli nauka poprzez zabawę. Taką metodę stosują dzieci w Montessori,które są teraz.
Np. poznają literkę S (Spring - wiosna).
Opowiadają o ptaszkach, budują gniazdka z patyków, sadzą żonkile w doniczkach , podlewają je codziennie, rozmawiają na temat dopiero co narodzonych owieczek, koników, piesków , kotków itp.
Dzieci tworzą zwierzątka z papierowych talerzyków. Rozwijają się.

Poza tym szkoła od czasu do czasu zaprasza muzyków ( gra na harfie i skrzypcach),by dzieci miały okazję posłuchać czegoś nowego. Zapraszani są sportowcy ( Rugbiści, Atlecy), dzieci uczą się irlandzkiego tańca.

No i własnie.
Oprócz matematyki o której napiszę za chwilę - dzieci osłuchują się z irlandzkim.
Nie ma książek,ale nauczycielka będzie używała czasami dwóch języków, będzie śpiewała i czytała.
Sama stwierdziła,że język irlandzki jest przemiły dla ucha i zabawny,bo reguła wyklucza regułę. Czeka mnie więc nauka irlandzkiego (chociaż mam bliską koleżankę, która urodziła się na Aran Islands - malutka irlandzka wysepka na zachodzie kraju,więc to jej język ojczysty),która w razie potrzeby Nam pomoże.

Matematyka.
Dzieci będą uczyć się liczyć do 10 ( Starszak umie już do 20). Podejrzewam,że w niektórych rzeczach będzie o wiele szybciej rozwinięty ,niż w pozostałe dzieci. Chyba najbardziej obawiam się o mowę,ale wierzę w mojego Synka i wiem,że poradzi sobie równie dobrze jak Irlandzkie dzieci.
Poza tym będą tworzyć figury przestrzenne w 2D i 3D ( z patyczków koktajlowych i pianek - mashmallows).
Będą mierzyć, liczyć , dodawać - wszystko poprzez zabawę.
Będą układać rzeczy w zbiory ( najpierw pod względem koloru, potem kształtu, długości, rodzaju).
Nauczycielka stwierdziła,że matematyka to nie tylko książka.
To także czas. Warto więc dziecko oswoić z zegarem,że np o 20 idziemy spać, a o 9 .20 zaczyna się szkoła ( Starszak i Misio wiedzą takie rzeczy już dziś).
Poza tym będąc w Supermarkecie Starszak uwielbia czytać ceny, porównywać, wyliczać czy starczy mamie pieniążków ( co jest przezabawne... zobaczy cenę mięsa 4,99 euro - i lamentuje,że to drogo).
Pauline zwróciła więc uwagę,że warto angażować dziecko w zabawę w sklep, rozmawiać, fascynować się i poznawać. Odkrywać z nimi co nuż nowe rzeczy,bo dzieci w tym wieku chłoną wiedzę jak gąbka.


źródło ; internet

Na spotkaniu byłam prawie 2 h i pomimo,że znowu złapało mnie zmęczenie i ledwo co widziałam na oczy to wyszłam wniebowzięta. Na sam koniec otrzymałam jeszcze świecącą kamizelkę dla Starszaka ( duży nacisk jest na STAY SAFE,ponieważ w ubiegłych latach kilkoro dzieci zginęło tragicznie w drodze do szkoły)


Starszak dumnie prezentuje swoją nową zdobycz


A budząc się następnego ranka ( spotkanie było na 19.30,a wróciłam dopiero po 21 jak już chłopcy spali) pierwsze o co zapytał się czy spodobała mi się szkoła....

Spodobało Synku.... będziesz uwielbiał do niej chodzić!


Starszak się uśmiechnął od ucha do ucha. Już ja go znam !!!!




7 komentarzy:

  1. Super, że w końcu znalazłaś taką szkołę, która Cię oczarowała :)
    Dobrze też, że prócz szkoły jako ogółu, nauczycielka zrobiła na Tobie wrażenie- dobre wrażenie :)

    Ostatnio miałam okazję zobaczyć nowo otwarte przedszkole przy szkole w miejscowości, do której się przeprowadzamy i wstępnie Hania miałaby tam uczęszczać. Byłyśmy na balu, miałam okazję poobserwować nauczycielki i zachowanie dzieci. Jako, że sama jestem z wykształcenia nauczycielem, oceniam dość surowo (zazwyczaj). Co przykuło moją uwagę? Nauczycielka miła, ale brak jej zaangażowania w swoją pracę. Klasa nie ozdobiona, dzieci (3 latki) głównie skupione na zabawach między sobą niż na konkretnych kierowanych przez nauczyciela.
    Ja wiem, że to przedszkole i że tam dzieci głównie się bawią, ale rolą nauczyciela jest inicjować zabawy, pracować z dziećmi.
    Moja dwulatka potrafiła wykonać wszystkie polecenia podczas zabaw, znała piosenki ruchowe, podczas, gdy pozostałe dzieci stały i patrzyły się na nauczycielkę- nie rozumiały polecenia kręcimy się w drugą stronę, robimy kółeczko, czy pociąg. Nawet nie znały takich piosenek jak woogie boogie, czy kaczuchy- ok nie wszędzie zaznajamiają z tymi piosenkami, ale ... to są chyba takie najpopularniejsze ruchowe piosenki, uniwersalne, a dzieci nie były nawet osłuchowo z nimi zaznajomione. Stały i patrzyły się na nauczycielkę, która nawet nie próbowała zachęcić dzieci. Tylko moja Hanka z nauczycielką tańczyła do tych piosenek, które akurat zostały włączone na balu. Zabawnie to wyglądało. Grupa 12 przedszkolaków stoi i patrzy, a nauczycielka z moją dwulatką tylko tańczy...
    Mój mąż z moją ciocią (która jest emerytowaną nauczycielką) stwierdzili, że świadczy to tylko o tym, że ja ze swoim dzieckiem więcej robię w domu, niż nauczycielka z dziećmi (starszymi) w przedszkolu, nie wspominając już o rodzicach...
    Pani dyrektor Nas namawia do zapisania Hani do przedszkola, ale my zbyliśmy ją tym, że jestem również nauczycielem i tak jestem w domu i wolę mieć jeszcze oko na córkę, poza tym, mamy jeszcze czas na podjęcie decyzji.
    Poważnie zastanawiam się co to będzie, gdy będę musiała zdecydować. Do wyboru mam albo wiejskie przedszkole i szkołę, do której z pod drzwi i pod drzwi zawozi autobus szkolny, albo ... przedszkola i szkoły w mieście oddalonym o 20 km.
    Gdy zobaczyłam brak zaangażowania tej nauczycielki, to zrobiło mi się żal tych dzieci i mało mnie złość nie spaliła, że ona w tej szkole pracuje i nie stwarza odpowiednich warunków do rozwoju dzieci.
    I jeszcze dodatkowo rodzice... że oni nie zauważają, że coś jest nie tak. Nie wiem, czy to wynika z tego, że ludzie ze wsi mniej wymagają, czy aż tak ufają nauczycielom.

    Jak zwykle się rozpisałam :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci, ze z opisu bardzo mi sie szkola Twoich chlopakow spodobala! Szkoda, ze nie moge wyslac do niej Potworkow! ;)

    Fajnie, ze nauka bedzie sie odbywala przez zabawe, ze nie ma nacisku. Mi juz w tutejszym przedszkolu nie podoba sie parcie na nauke liter oraz pisania... Tutaj chca, zeby dziecko idace do zerowki, potrafilo podpisac sie imieniem oraz nazwiskiem i najlepiej umialo zapisac swoj adres (hehe, z tym Potworki dluuugo beda mialy problem, bo nazwa naszej ulicy pochodzi od imienia jakiegos Niemca i jest dosc trudna do napisania). Z drugiej strony wiem, ze tez maja bardzo duzo zajec praktycznych, gdzie przeprowadzaja drobne eksperymenty, robia butelki do mierzenia np. poziomu opadow w miesiacu, hoduja gasiennice i na wiosne wypuszczaja motyle, itd. :)
    U nas szkola jest duzo wieksza, bo klas zerowkowych bedzie 3 lub 4, a jeszcze sa roczniki klas od I do IV. U nas tez "bullying" jest sporym problemem, ale mam nadzieje, ze zacznie sie duuuzo pozniej.
    Tak naprawde przyszlej nauczycielki Bi jeszcze nie poznalam, to chyba nie bedzie rozstrzygniete az do wrzesnia. Przed rozpoczeciem roku szkolnego, maja tu cos co nazywa sie "meet your teacher day", kiedy dzieci przychodza do szkoly na okolo godzine, zeby poznac swojego nauczyciela.
    Wokol naszej szkoly nie ma chodnikow (to dosc powszechne tutaj) i dzieciom nie wolno chodzic pieszo. Albo jezdza autobusami, albo rodzice musza je przywozic autami. W sierpniu jest wiec "schoolbus orientation", gdzie dzieci ucza sie jak bezpiecznie wsiadac i wysiadac oraz zachowywac sie w autobusie. Nas to w tym roku jeszcze nie dotyczy, bo bedziemy odwozic Bi razem z Nikiem, ktorego przedszkole jest po drugiej stronie ulicy. Ale mam nadzieje, ze od nastepnego roku beda juz dojezdzac razem autobusem. Z powodu braku chodnikow, autobus zatrzymuje sie pod samym domem. Koszmar dla kierowcow, bajka dla rodzicow. :D

    Ty bedziesz sie uczyc irlandzkiego, a ja bede musiala przypomniec sobie podstawy hiszpanskiego (mialam go 3 lata w liceum), bo zerowka zaczyna tu wlasnie nauke tego jezyka. :)
    Mnie troche (na zapas) martwia wymogi samodzielnosci dzieci. Jedna z pan podczas ostatniego spotkania spedzila chyba z 15 minut marudzac, ze dzieci idace do "kindergarten" nie potrafia sie same ubrac i zapakowac ksiazek do plecaka. Rozumiem, ze autobus czeka, albo pora wyjsc na dwor, a panie maja 20 dzieci, ktorym musza pomoc, ale kurcze, dzieciaki zaczynajace zerowke czesto nie maja jeszcze 5 lat, to czego one sie spodziewaja? O Bi zreszta jestem spokojna. Ona jest naprawde niesamowicie samodzielna. Ale z Nikiem bedzie problem. Jak narazie nie potrafi nawet porzadnie podciagnac portek po sikaniu. Nie ma mowy zeby sam zapial sobie kurtke. ;)
    Ale poza tym to tak naprawde niewiele wiem o szkole Bi. We wtorek jest kolejne spotkanie. Znow zdobede garstke informacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niech synek będzie tak zadowolony z tej szkoły jak mama! Już dziś życzę wielu sukcesów w nauce!

    OdpowiedzUsuń
  4. zapowiada się mega fajnie, szkoda, że u nas wsyzstkie szkoły "na jedno kopyto"

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję wyboru szkoły. Ja jeszcze decyzji nie podjelam.. teoretycznie mogę mego przedszkolaka zostawić i chyba tak zrobię. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Brawo! Dobry szkolny start jest z pewnością na wagę złota!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ Ty jesteś obcykana w temacie. Małe szkoły mają swój urok, super, że tak świetnie trafiliście.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes