piątek, 22 stycznia 2016

Dlaczego będę szukała nowej pracy - Szpital v Hotel

zrodlo internet


zrodlo internet


Pamiętam jak bardzo chciałam zmienić branżę z hotelarskiej na szpitalną. Pamiętam jak bardzo sceptycznie wypowiadała się Ala ,która twierdziła,że takie miejsce wcale nie jest prostym miejscem pracy.
I miała Kobitka rację!

Otóż mija 9 miesiąc mojej pracy i nachodzą mnie pewne refleksje.

Kiedy zgodziłam się na przyjęcie tej oferty pracy ,najbardziej zależało mi na wyjście z branży hotelarskiej.
W Irlandii pracodawcy lubią szufladkować i jeśli ma się np. doświadczenie w hotelarstwie to bardzo ciężko dostać się np na recepcję do gabinetu lekarskiego albo chociażby do jakiejś prywatnej firmy,bo im się wydaje ,że jest się dobrym tylko w danym miejscu.

Ofertę więc musiałam przyjąć,bo po pierwsze - wypaliłam się ,po drugie - chciałam zobaczyć czy dam sobie radę, czy nauczę się pojęć lekarskich/ słów medycznych, po trzecie - miałam dosyć hoteli.

Praca sama w sobie jest do ogarnięcia i uważam ją za 'łatwiejszą' jeśli chodzi o administrację.

Praca w hotelu jest pracą dynamiczną, szybką, wymagającą podejmowania różnych decyzji w krótkim czasie. Przez hotel w którym pracowałam przewijało się czasami 100 osób dziennie. Telefon nie przestawał dzwonić, rezerwacje nie chciały przestać przychodzić,a ja miałam jeszcze tysiące innych zajęć do zrobienia.

Rececja w ośrodku rezonansu magnetycznego i tomografa komputerowego jest spokojniejsza wieczorami. Telefon zadzwoni może z 10 razy,nie mam rezerwacji,chociaż rachunki do zrobienia.
Płatności za prześwietlenie są,ale wszystko to pestka w porównaniu do poprzedniego miejsca pracy.

Moim problemem są godziny.
W hotelu sama ustalałam sobie grafik, znałam go na miesiąc wprzód dzięki czemu mogłam umówić się z koleżanką na kawę, do fryzjera.

Tutaj z reguły robiony jest z tygodnia na tydzień. Nie mam nad nim żadnej kontroli, z reguły pracuję 6 dni w tygodniu, czasami 5,ale wolne dni mam porozrzucane (przeważnie środy i soboty).Poza tym zmiany są trudne,bo mają po 3, 4, 8 a nawet 12 godzin

Im dłużej tam pracuję tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego,że dla tych 'extra euro' nie warto tracić życia.
Naprawdę!!!! Ja naprawdę dużo tracę. Męża widuje tylko w przejściu,

Ja chcę ten czas spędzić z rodziną. A tak każdego wieczoru muszę iść do pracy. To nic,że na 3 h, Muszę się ubrać i wyjść.
Czuję się uwięziona, czuję się stłamszona.
Chcę zwolnić, chcę znaleźć taką pracę, która dostarczy mi 100 % przyjemności.

Recepcja na której pracuje zadowala mnie, ponieważ nie muszę zagadywać,sztuczno się uśmiechać, odpowiadać na tysiące pytań.
Tam jestem dla pacjentów. Chcą porozmawiać - porozmawiam, chcą siedzieć w spokoju - tak ich zostawiam.
Nie jestem typem osoby,która zagaduje, której buzia nie może się zamknąć,więc w to miejsce wpasowałam się idealnie.

Pieniądze są też o niebo lepsze ,niż w hotelarstwie i pracując 3/4 etatu wychodzę finansowo jakbym pracowałam na cały etat,a moze nawet i jeszcze więcej.

Ale co z tego jak to tak naprawdę jedyny plus tej pracy.

Choroby z którymi spotkam się tam na codzień i kierownictwo to największy minus tej pracy i dlatego też postanawiam w tym roku znaleźć coś nowego.
Nie do końca wiem w którą stronę chciałabym pójść. Powrót do hotelu rozważam,ale musi być o przynajmniej 4 gwiazdkowym standardzie i nie niższym stanowisku niż kierownika zmiany recepcji lub całego hotelu.
Lubię mieć kontrolę we własnych rękach, podejmować decyzję i kierować ludźmi.
Szpital może już nie,ale np praktyka lekarska? Może tam czułabym się lepiej?


Niestety,ale z kierowniczką nie mam za dobrych układów.
Nie wiem do końca dlaczego. W poprzednim miejscu też bardzo trudno było mi nawiązać kontakt z inną kobietą,a z facetami dogadywałam się idealnie.
Z początku myślałam,że może chodzi o wygląd.
Irlandki do urodziwych nie należą,a ja może nie piękna,ale szczupła,zadbana.
Ale teraz myślę sobie,że widocznie są tu pewne objawy rasizmu.
I pomimo tego,że Irlandczycy są kulturalni i tolerancyjni to są dwulicowi. Wszystko jest super ekstra,a potem obgadują za plecami.
I pomimo tego,że byli pierwsi by przyjąć Syryjczyków,a nawet dać im dach nad głową we własnym mieszkaniu to po zamachach w Paryżu już połowa ankietowanych ich nie chce,bo boi się terroryzmu,
Wydaje mi się więc,że moja kierowniczka obcokrajców nie trawi (chociaż sama pracowała dwa lata w Nowym Yorku i niby doskonale wie jak to jest być z innego kraju) , bądź też z uwagi,że jestem ostatnią osobą, która została zatrudniona - wyładowuje swoje żale i niechęc na mnie.
Ale za długo tu jestem żeby pozwolić sobie na takie traktowanie,więc pomiędzy Nami jest silna linia spięcia.
Ciężko znaleźć mi z nią wspólny język.

Praca w takim miejscu nie jest więc zdrowa ze względu na relacje,ale także i miejsce samo w sobie.

Intenstywnie zacznę rozglądać się więc w marcu.
W maju lecimy do Polski. Cudownie było by więc wrócić z wakacji i przyjść do nowej pracy. Chłopcy już nie mogą doczekać się wylotu,a i ja odliczam tygodnie też.

Mam na oku jeden hotel niedaleko mnie. General Manager napisał,że jest 'very impressed' moim Cv i koniecznie da mi znać jak tylko pojawi się jakaś wyższa rola na recepcji.

Nie żaluję,że pracuję w szpitalu.
W pewnym sensie dobrze,że tam jestem,bo otworzyło mi to oczy na bardzo wiele spraw o których wcześniej nie miałam pojęcia.
Pozwoliło mi docenić życie takie jakim jest, szanować rodzinę i kochać jeszcze mocniej każdego dnia. Nie tracić energii na głupoty,a cieszyć się życiem.

Pozwoliło poszerzyć wiedzę na temat nowotworów, na temat szczepionek i utwierdzić w przekonaniu,że chemioterapia to samo zło !!!!!!

Nie wiem w którą stronę pójdę.

Jestem osobą pewną siebie, nie potrzebuję nikogo do motywacji. Umiem siebie maksymalnie zmotywować, dodać sobie skrzydeł. Mój Mąż zawsze się ze mnie śmieje,że mierzę wyżej ,niż jestem tego warta,ale to nic. On ma niskie poczucie wartości - ja nie.Taka już jestem.Rozpoczynając karierę jako kelnerka , pracuję teraz w państwowym szpitalu na recepcji. I jestem z siebie dumna! Naprawdę. I pewnie to żadna rola CEO ,ale osiągnęłam coś i jest mi z tym dobrze.

Długa droga za mną,ale jeszcze dłuższa przede mną...

Kto wie w jakim miejscu będę jeszcze pracować ....

Pozdrawiam Was na chorobowym.
Wzięłam wczoraj i dzisiaj wolne,bo nie mam sił.
Od dwóch tygodni męczymy się z wirusem ( wirus opryszczki panuje w przedszkolu) i pomimo,że żadnych wyprysków chłopcy nie mają to gorączkują bardzo wysoko. Starszak miał gorączkę 5 dni i w końcu odeszła w niepamięć to teraz Młody gorączkuje,a i mnie łamie jak na grypę.I tak w kołko coś. Jeden przestanie to drugi zacznie...
I jeszcze doszedł kaszel i katar... i tylko leżeć i kwiczeć.....

Help!

Minia



12 komentarzy:

  1. Wirus opryszczki? U Was też? Mi wywaliło na ustach dwie, a Młody gorączkował wysoko i też przez 5 dni. Byliśmy u lekarza i okazało się, że jemu ten wirus umiejscowił się w gardle. Co najlepsze zaraz po tym dostał kataru i kaszlu no w kółko chory już myślę o wizycie u immunologa.

    Co do pracy trzymam kciuki, myślałam że ta praca Cię bardziej satysfakcjonuje pomimo jej trudnego charakteru. Dużo zdrowia dla Was!

    P.S Wróciłam, ale chyba po zmianie adresu nie będą się wyświetlać wpisy na bieżąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakis sposob sprawia mi satysfakcje, ale na dluzsza mete nie jestem w stanie pracowac tylu godzin, ile jest wymagane, bo to nienormalne.
      A ten wirus jest okropny. Juz dawno chlopcy nie byli tacy chorzy!!!

      Usuń
  2. Przesyłam moc uścisków :* Zdrówka dla Was kochani :*
    Ostatnio się zastanawiałam nad swoją przyszłością, pracą... i u Nas jest na odwrót. To mój mąż bardziej wierzy w moje możliwości, niż ja sama. Wolę się poddać, zrezygnować, niż w ogóle spróbować. Mąż- jak to mówi- znam Cię doskonale i wiem, że sobie poradzisz. I nie wiem czego bardziej się boję, że faktycznie poradzę sobie, czy tego, że jednak nie podołam...
    Co do pracy, od początku podziwiałam Cię, że się zdecydowałaś, bo jednak mimo wszystko taka praca jest monotonna, a dodatkowo Ty jesteś wrażliwą osobą, która wszystkie te przypadki przeżywa.
    Sama pracowałam na recepcji w MOP-sie. Co prawda różnią się od siebie te branże, ale ... każdego dnia spotykałam różnych ludzi, których było mi najzwyczajniej w świecie żal :/ dotknięci przez biedę, choroby, skrzywdzeni przez los, a czasem nawet i najbliższych...

    Jesteś bardzo zorganizowaną kobietą i wierzę, że jakoś przeorganizujesz swoje życie tak, by Ty i Twoi bliscy byli szczęśliwi :)

    Trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz racje Milenko. Z moja wrazliwoscia bardzo trudno pracowac w takim miejscu.
      Mam nadzieje, ze uda mi sie przeogranizowac zycie chociaz troszeczke.
      Calusy.

      Usuń
  3. Ważne, że spróbowałaś i wiesz z czym dana praca się wiąże. Masz porównanie i wierzę, że znajdziesz coś odpowiedniego. Co da Ci się satysfakcję i więcej czasu dla rodziny bo to w gruncie rzeczy najważniejsze. Tego życzę! I zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie. Sprobowalam I teraz wiem jak to jest. Dziekuje I pozdrawiam.

      Usuń
  4. Zdrówka, zdrówka i zdrówka Wam życzę! U nas podciąganie nosków i trochę kaszlu, ale poza tym jest ok - i niech tak zostanie! Zazdroszczę Ci tej umiejętności wiary we własne siły i możliwości! Z taką samomotywacją zajdziesz Miniu daleko!!! I tego Kochana Ci życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno znajdzieszprace która będzie bardziej odpowiednia, w końcu trzeba lubić to co się robi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w jakis sposob lubie to , co robie, ale chcialabym znalezc prace, ktora w pelni mi odpowiada. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Życzę Ci abyś szybko znalazła pracę, która jest Ci w stanie zapewnić zarówno spełnienie zawodowe, jak i dać czas spędzony z rodziną.
    p.s. Wirus opryszki? Współczuje! My dla odmiany mamy szkarlatynę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miniu, najważniejsze, żebyś dobrze czuła się w miejscu pracy, zwłaszcza, że sporo czasu tam spędzasz. Trzymam kciuki, żebyś znalazła coś, w czym dobrze się odnajdziesz. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes