piątek, 20 listopada 2015

Z pracy wziete czyli historie ludzkich nieszczesc

Nie wiem czemu, ale od kilkunastu miesiecy chodzila za mna praca w praktyce lekarskiej, na recepcji u dentysty czy tez w szpitalu.

Nie do konca zdawalam sobie sprawe, ze moja praca bedzie tak trudna do wykonywania.
Dla przypomnienia pracuje na recepcji w miejscu gdzie wykonujemy rezonans magnetyczny I tomografie komputerowa.
Pracuje wieczorami, w poniektore weekendy, a w piatki z reguly od 9 do 20.
Wtedy napatrze sie najwiecej I tego dnia najbardziej nie lubie.
Kazdego dnja bowiem przyjmujemy bardzo duzo pacjentow publicznych z pobliskiego szpitala.
Dzien wczesniej wieczorami przygotowuje liste pacjentow, robie rachunki itp.
Niektorych lekarzy nazwiska pamietam jak nigdy : Blaskova, Breen, Keane.
Sa oni jednymi z nielicznych, ktorzy najczesciej referuja pacjentow z nowotworami.
Chcac nie chcac czytam skierowanie,  czasami wysylam raporty ...
Jestemw stanie przelknac , gdy widze, ze  choruje starsza osoba.
Tlumacze sobie, ze na cos kazdy musi umrzec, ze ten ktos zycie swoje przezyl.
Gorzej, gdy widze roczniki mojego Meza, a nawet osoby mlodsze ode mnie.

Tak bylo tez tym razem.

Polka, rocznik 82.
Przychodzi na rezonans, dwa dni pozniej ma robiony tomograf.
Wieczorem jest spokojnie.
Wchodzi usmiechnieta, z krotkim wlosami.
Przedstawia mi sie, zmieniamy jezyk z angielskiego na polski.
Doskonale wiedzialam z czym przyszla - rak piersi.
Pytam sie jej, chociaz wiem, ze boje sie sluchac, ze boje sie nowotworow, ze nie wiem jak zareaguje sluchajac czyjegos nieszczescia.
Ale ona usmiechnieta, szczesliwa.
Za chwile do pomieszczenia wchodzi jej dwoch synkow I Maz.
"Badalam piersi co miesiac " - mowila
"Male mam, wiec wszystko szybko mozna bylo wyczuc " - kontynuowala.
"Pewnego razu po powrocie z wakacji wyczulam guzek, cos jak gwozdz. Od razu zrobiono mi przeswietlenie, biopsje I pod koniec dostalam dawke chemii. Nowotwor okazal sie zlosliwy. Mialam juz 4 operacje, czekam na jeszcze kilka, jestem po 8 cyklach chemioterapii" -  opowiada. 
Przebakuje, ze trzymam za nia kciuki. Nie wiem co mam powiedziec.
Patrze na jej rodzine, szczesliwa, usmiechnieta w obliczu ludzkiego nieszczescia.
Nie moge nadziwic sie jej sily, radosci, usmiechu, determinacji.
Pol roku temu zycie jej przewrocilo sie do gory nogami, ale ona nie poddala sie, a stawila czolo przeciwnosci losu, ze sie nie poddala, a walczy... dzielnie walczy...

Zycze jej duzo zdrowia! Niech Bog ma ja w opiece.



======================


Wchodzac na recepcje w oczy rzuca mi sie kobieta w srednim wieku (pozniej dowiaduje sie, ze ma 37 lat) czekajaca na tomografie.
Wlosy krotkie, dopiero niedawno odrosly po chemioterapii.
Nerwowo puka noga, widze,ze jest bardzo zdenerwowana.
To ja musze zaprowadzic ja do pokoju I przygotowac do scanu.
Kladac sie na stol zaczyna plakac.
Robi mi sie slabo.
Przezywam razem z nia.
Wiem dlaczego ma to badanie, dlaczego przezywa.
Radiograf musi znalezc dobra zyle. Pyta sie wiec , ktora piers zostala usunieta.
"Lewa" - odpowiada zaplakana. Szukamy wiec dobrej zyly w prawej rece. Pozniej wolamy lekarza, ktory decyduje sie wkuc w zyle u nog. Jestem tego wszystkiego swiadkiem. Targaja mna rozne emocje - niemoc, bezsilnosc, smutek, zal.
Widze jak bardzo ciezko jest sie jej pogodzic z "wyrokiem".
Ale my jako pracownicy nie mozemy dac poznac o sobie, ze jest nam przykro. Musimy byc silni - za dwoch.
Badania zrobione...

Dostaje raport.
Rok po chemioterapii - przerzuty - na kosci.

Nie wiem co myslec, nie wiem jak to wszystko wytlumaczyc.
Nie rozumiem...
Nie wiem dlaczego tak jest...

Dwie rozne osoby z ta sama choroba.
Polka, ktora pozytywnym nastawieniem "oszukala" raka I poki co cieszy sie , ze nowotwor odpuscil.
Irlandka, ktora zalamana nie moze sie ogarnac.
Wiem, ze nastawienie duzo daje.
Organizm walczy...
Gorzej, gdy sil brak, nie ma nadzeii...

Zaglebiam sie w tym temacie, ale staram sie nie nakrecac, nie sprawdzac, nie szukac.
Zyc...
Tak zyc...

=============


Pacjentow mamy roznych.
Mielismy dzisiaj Pana, ktory ma 93 lata.
Byla tez Pani, ktora nosila perulke, bo stracila wszystkie wlosy.
Byl Starszy Pan ktory przypominal mi mojego dziadka, z ktorym nikt nie czekal w poczekalni tylko pielegniarka, ktora opiekowala sie nim w pobliskim szpitalu.
Chcialabym uscisnac, pocieszyc, przytulic, ale nie moge.
Wiec usmiecham sie , opowiadam jakies historie, zadaje pytania by rozluznic atmosfere.
Wiem, ze jestem tam dla nich...do wyplakania, do pogadania. I chce tam byc!

Najgorsze sa jednak dni, gdy slysze.......

PANI P. Nie przyjdzie dzisiaj na przeswietlenie. Zmarla dzis rano.

Miala 56 lat.......




11 komentarzy:

  1. Dobrze, że potrafisz zachować zimną krew. Potrafisz pogadać, odciągnąć choć na chwilę uwagę. Tacy ludzie, jak Ty to bohaterowie dnia codziennego. O których nawet nie wiemy...a są i borykają się z tą najgorszą stroną życia.

    Nie chce myśleć o tym, co napisałaś. Nie mogę gdyż sama bardzo wszystko przeżywam w środku. Mimo, że na zewnątrz tego nie widać.

    Życie jest kurewsko niesprawiedliwe.

    Bądź silna Miniu, jak do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy dałabym radę w takiej pracy... Widać, że i Ty cierpisz, ale pewnie po powrocie do domu musisz w jakiś sposób o tym zapomnieć. Tej wiosny coś mnie naszło i dużo czytałam o raku, wyglada na to, że nastawienie gra kluczową rolę w przebiegu choroby i procesie zdrowienia. A także pogodzenie się z życiem i wybaczenie. Jednym zdaniem - negatywne emocje to ogromna przeszkoda i dużo ludzi, którzy wyzdrowieli, twierdzi, że stało się to dzięki temu, że przewartościowali swoje życie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciężko mi cokolwiek napisać. .. Sama też dużo o tym myślę. .. jak to jest. .
    21 czerwca robiliśmy Natalkowe urodzinki. Jej dziadek był, siedział z nami przy stole. W przeciągu dwóch miesięcy Jego stan pogorszyl się... tak w zasadzie z dnia na dzień... 23 sierpnia mieliśmy świętować naszą 7 rocznicę ślubu. Tego dnia Teśc zmarł. Dla mnie jest to niepojete jak szybko rak potrafi zabić.
    Podziwiam Cię, że dajesz radę dla chorych wsparcie jest na wagę złota.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko zależy od nastawienia. Słyszałam o człowieku, któremu lekarze po diagnozie dali najdalej pół roku życia. On postanowił ze nie da się pogrążyć smutkowi i będzie się cały czas śmiał. Oglądał na okrągło filmy komediowe, kabarety, a rok później śmiał się z diagnozy tych lekarzy. Będąc w szpitalu u małego tez się wiele naoglądałam i wiem jakie to szczęście trafić na ludzkiego lekarza czy pielęgniarkę, którzy potrafią uspokoic i podnieść na duchu, a nawet dotknąć. Bo przyjdzie taka co z grubej rury wygarnie co jest nie tak i sobie pójdzie, nie licząc się z uczuciami rodzica i wtedy człowiek sam robi się chory

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczęłam czytać, ale chyba nie przebrnę przez te historię. Ja bym chyba nie dała rady pracować w takim miejscu, jest zbyt słaba psychicznie co ludzkie nieszczęście.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś bardzo dzielna! Myślę,że swoją życzliwością robisz wiele dobrego...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nastawienie jest ważne, pewnie, ale nie decydujące.
    Miałam przyjaciela, Pawła.
    On miał w kości udowej mięsaka Ewinga.
    W głowie nadzieję.
    W sercu maleńkiego synka.
    I miał 26 lat, gdy zmarł.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miniu, jakie emocjonujący post... ciężko bez łez go przeczytac.
    tak mi się nasunęło, że często ludzie oczekują od lekarzy innego podejścia niż takiego "chłodnego" lekarskiego... ale oni przecież walcza z tymi emocjami tak jak Ty, a czasami ich się w ogóle pozbywaja, aby... nie zwariować, inaczej nie mogliby leczyć.
    Podziwiam Cię, jesteś silna. Ze swoją wrażliwością w połączeniu z siłą jaką posiadasz, mogłabyś pracowac w hospicjum, tam ktoś taki jest potrzebny dla tych pacjentów.

    A swoją droga, to jest okrutne, że tyle nieszczęść, ciężkich chorób dotyka młodych ludzi, a najgorsze, że i dzieci... z tym nigdy nie będę umiała się pogodzić. Często to wlasnie Ci najmlodsi mają tą siłę do walki, której nie umiemy pojąć, ale są też takie momenty, kiedy przychodzi zwątpienie, żal, tak jak u tej Irlandki.. smutne to wszystko, choroby nowotworowe, ale i nie tylko one, są takie trudne ;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciężką masz pracę jesteś tak blisko ludzkiego nieszczęścia, ale również i szczęścia, to nie łatwe być z emocjami taki emocjami obok, bo jak napisałaś jako pracownik nie możesz pokazać pacjentom tego co z nimi przeżywasz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Do niektórych zawodów po prostu trzeba mieć predyspozycje. I nie chodzi tu o umiejętności, ale o pracę z ludźmi i możliwość odcinania się od problemów innych. Osobiście wiem, że po tygodniu - albo nawet po jednym dniu na oddziale onkologicznym, załamałabym się. Podziwiam ludzi, którzy nie tylko przekazują takie "wyroki", ale potrafią później być oparciem dla pacjenta. Bo to jest bardzo ważne, by w takich sytuacjach nigdy nie być samemu.
    Z kolei Tobie bycia świadkiem tej przykrej strony codzienności współczuję, bo nawet jeżeli nie jesteś wystawiona na "pierwszą linię", to wierzę że musi Ci być równie ciężko...

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeraża mnie to i tak bardzo żal mi tych ludzi........

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes