wtorek, 14 kwietnia 2015

Niby nic strasznego, czyli kryzys wieku sredniego...


Kiedys smialam sie z Meza,ze ciagle wynajduje jakies chorobska,ze wiecznie cos mu dolega.

Bylo to w 2011 roku, kiedy Maz skonczyl 30 lat. Ja wtedy nosilam pod sercem Starszaka I wierzyc nie moglam w to,ze czlowiek autentycznie potrafi wymyslec sobie choroby ni stad , ni zowad.

Potem Maz zapomnial,ze boli go palec,ze serce kuje,a na glowie ma jakas brzydka kurzajke.

Problemy zdrowotne, ktore powstawaly predzej czy pozniej zostawaly rozwiazywanie lub nigdy nie ujrzaly swiatla dziennego,bo najwyrazniej zniknely samoistnie,bo przestawal o nich myslec.


--------------------------

Ja nigdy nie przywiazywalam duzej wagi do zdrowia,a po urodzeniu sie moich chlopcow - zatracilam sie calkowicie oddajac im kazda swoja chwile. Nigdy nie pomyslalam o sobie.
Wydawalo mi sie,ze tak wlasnie jest,ze taka jest Mama. Oddaje cala siebie dla nich...swoich dzieci.

Kiedys z obrzydzeniem myslalam,ze jak moja Mama moze jesc po Nas obiad. Teraz ? Sama wsuwam wszystko to,co chlopcy nie dokonczyli I zostawili na talerzu. To takie normalne....

Jak kazda Mama - moglam czuwac przy chlopcach cala noc ,gdy bywali chorzy. Bylam pierwsza,gdy chlopcy mnie potrzebowali.

Nie wiem dlaczego wiele z Was uwaza,ze jestem silna kobieta.

Nie,nie jestem....

Swiat mnie przeraza. Ludzie mnie przerazaja. Klamstwo mnie przytlacza.

Boje sie...

smierci, chorob, nieznanego....

Jestem miekka jak wata. Gdy dzieje sie cos zlego z chlopcami to staram sie nie panikowac,a myslec jak najbardziej racjonalnie,ale czasami mi sie to nie udaje.

Dobrze,ze mam bardzo madrego I spokojnego Meza, ktory nie panikuje praktycznie w ogole.

Bo ja od kiedy mam chlopcow - ciagle sie boje.

Wszedzie sie slyszy o chorobach, o bezsensownej smierci, o znieczulicy, zaginieciach, porywach, atakach, tragediach.

Czlowiek chcac nie chcac przetwarza te informacje I je analizuje.

Staram sie podchodzic do wszystkiego z dystansem. Zrobilam sie bardzo wrazliwa,wiec nie czytam o chorych smiertelnie dzieciach ani o np. zle traktowanych zwierzetach,bo wiem,ze nie zapomne o tym,ze te mysli beda we mnie siedzialy I mnie dusily .... od srodka.
Nie jestesmy w stanie kontrolowac pewnych sytuacji np. na swiecie, takich,ktore sa od Nas niezalezne i z tymi myslami jakos sobie radze.

Jako Mama staram sie robic wszystko,by moje dzieci byly zdrowe I szczesliwe.

Ale przeciez przed wszystkim ich nie uchronie, chociazbym nadstawiala sie pierwsza I brala wszystko na klate.

Jestem przewrazliwiona,a kazda nowa powstajaca rzecz u chlopcow np. Mlody mial trzy dni plamy na policzkach ala alergia,a ja juz widzialam 'szkarlatyne'- przyprawia mnie o przyspieszone bicie serca I nudnosci.

--------------------------


Nie dbam o siebie,a moze nie do konca jak dbac powinnam.

Doba ewidentnie jest dla mnie za krotka.

Musze tyle zrobic..... w koncu kazda z Nas wie,ze oprocz pracy trzeba sie zajac takze domem.

Kto posprzata, poodkurza, zrobi pranie, wywiesi pranie, zrobi obiad, pomyje naczynia,a przy okazji nie spusci oka z dwoch malych Lobuzow?

Pierwszy wstrzas.ze potrzebuje powiedziec STOP I zwolnic tempo bylo kiedy nie moglam oddychac, kiedy kaszel powodowal dusznosci,ze w koncu sie poddalam I udalam do lekarza,ktory nie mogl nadziwic sie,ze jak ja moglam jeszcze pracowac w takim stanie.
No sama sie teraz sobie dziwie....

Gdy chlopcy chorowali - chorowalam I ja.
Moj organizm nie do konca jeszcze byl na tyle odporny ,by dac rade chorobom.

Przed samym wyjazdem zlapala Nas jelitowka. Mnie trzymala 4 dni, chlopcow tylko dwa.
Tydzien wczesniej walczylismy z duszacym kaszlem ,a Mlody mial I jednodniowa goraczke.
Spalam wtedy tyle, ile moglam (czasami 4 h - czasami 6 godzin), bralam chlopcow do siebie do lozka,bo latwiej bylo mi monitorowac cala sytuacje I czuwac,gdy byla taka potrzeba.
Nie pamietam zebym przespala np.5 godzin bez pobudki od narodzin Starszaka.

Potem wylot do Polski - intensywnie jak nigdy,bo przeciez to tylko 5 dniowy wyjazd.

Zaraz pozniej praca I wyjazd na weekend.

W niedziele po powrocie do domu czulam sie swietnie.

Kolo 21 kladlismy chlopcow do snu. Akurat mylismy chlopcom zeby,gdy usunal mi sie grunt pod nogami. W glowie zakrecilo mi sie tak,ze myslalam,ze zaraz zemdleje. Nogi mi zmiekly, nie mialam kontroli nad moim cialem. Modlilam sie tylko o to bym nie stracila przytomnosci,bo nigdy tak sie jeszcze nie stalo.
Strasznie sie wystraszylam.
Nie moglam sie uspokoic. Serce bilo jak oszalale. Zaczelam pic wode,bo malo pilam,a przeciez tyle chodzilismy w ZOO.
Czulam sie jakby ktos zabral mi wszystkie sily witalne. Nie wiedzialam co mam zrobic,by poczuc sie lepiej. Pierwszy raz widzialam mojego Meza,ktory panicznie sie o mnie martwil, ktory nie wiedzial jak mi pomoc. Po kilku godzinach uspokoilam sie na tyle , by zasnac I pojsc na 7 rano do pracy.

Normalne jest to,ze jak zaboli Nas glowa to bierzemy leki przeciwbolowe,a co zrobic,gdy ma sie zawroty? polozyc? wypic cos? oddychac? jak sie zachowac? Dlaczego tak sie stalo?

Dzien po zaslabnieciu minal dobrze,chociaz notorycznie o tym calym incydencie myslalam.
 Nie moglam uspokoic mysli, mialam wrazenie,ze chodze jak slon,a glowa jest ciezka.
Serce co nuz spowalnialo lub przyspieszalo tak ,ze czulam je az w gardle, zatykalo mi uszy jakbym miala problem z cisnieniem. Maz uspokajal jak mogl mowiac, ze sobie wkrecam I, ze mam przestac o tym myslec, bo zawroty wroca....

We wtorek poszlam do pracy ,bo czulam sie normalnie chociaz do normalnosci bylo mi daleko.
Po poltorej godziny poczulam sie slabo - przyspieszony oddech, uczucie goraca, a potem drgawki, znowu zakrecilo mi sie w glowie, zrobilo ciemno przed oczami no I to serce!..... musialam zwolnic sie z pracy I  pojechac do szpitala.


I tak jak mialam raczej negatywna opinie o irlandzkiej sluzbie zdrowia to teraz uchylam  jej czola (dodatkowo ciesze sie,ze od lipca w zycie wejdzie upragniona przeze mnie ustawa o darmowej sluzbie zdrowia dla dzieci do 6 roku zycia - NARESZCIE!)

Byl piekny dzien, na Izbie Przyjec nie bylo za duzo oczekujacych pacientow.

Pielegniarka wziela mnie z miejsca, co sie rzadko zdarza.

Sprawdzila cisnienie, a palca wziela probke krwi do sprawdzenia poziomu cukru.

Zaraz potem kazala mi sie rozebrac I podlaczyla mnie pod kabelki robiac mi EKG serca.

Pozniej kazala poczekac w poczekalni. Wtedy tez zadzwonilam do Meza,ze zapewne poczekam sobie kilka godzin zanim zobaczy mnie lekarz.

Nic bardziej mylnego. Nie skonczylam rozmawiac z Mezem,a pielegniarka wola mnie I wrecza cala dokumentacje wysylajac mnie do ACUTE UNIT, czyli ala pogotowia z niskim narazeniem zycia.

Tam pielegniarka mierzyla mi cisnienie na siedzaco I stojaco ,ktore wyszlo podobnie I usmiechala sie mowiac,ze to wazne,ze cisnienie nie spada mi,gdy stoje.

Mi do usmiechu nie jest,ale staram sie byc twarda. Jestem w szpitalu, jestem w dobrych rekach.

Po chwili daja mi lozko I ta sama pigula pobiera mi krew - duzo krwi. Na pytanie czy ktos na mnie czeka w domu zaczynam plakac.

TAAAK! Czekaja.... 

Po jakis 15 min przychodzi do mnie konsultant chyba z Indii (duzo ich tutaj w Irlandii).

Przeprowadza wywiad. Zainteresowal sie moja" pikajaca tetnica "o ktorej pisalam Wam kiedys wczesniej.

Byl przy mnie dobre 20 minut. Sprawdzal moj wzrok, moje naturalne odruchy.

Wyslali mnie na przeswietlenie klatki piersiowej,ktore mialam zrobione w trybie natychmiastowym.

Pozniej przyszla Irlandka ,glowna lekarka wraz z konsulantem,ktory przeprowadzal ze mna wywiad,ktora stwierdzila,ze z medycznego punktu widzenia nic mi nie dolega,ale trzeba poczekac na wyniki krwi.

Stwierdzila potem,ze moim problemem nie jest cukier,a sol.

Za malo protein... za malo soli....

Za duzo na glowie, za szybki tryb zycia,za szybkie spalanie kalorii.

Kazala jesc duzo (z czym nie do konca sie zgodze,bo jem - naprawde jem - moze jedynie nie za wartosciowo) I wziac zycie w swoje rece znajdujac czas na relaks.

Wyniki krwi wrocily - nic sie nie dzieje.

I wiecie co?

Od tego momentu jakby kamien spadl mi z serca,chociaz miewam jeszcze chwile,ze zrobi mi sie slabo i zaczynam ponownie sie denerwowac...

Bo czlowiek ma glupie mysli,a strach ma duze oczy...

Zycie jak nigdy ma dla mnie sens. Moi chlopcy (mali I duzy) sa wszystkim co mam,sa moim szczesciem,sa moja podpora, moja radoscia... mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia na tym swiecie..
Przeraza mnie fakt,ze 30 lat juz prawie za mna. TRZYDZIESCI!!! Przeciez ja niedawno dzieckiem bylam... a teraz? sama je mam i drze o nich kazdego dnia.... kryzys wieku sredniego jak nic.

Teraz kontroluje co jadam. W torebce mam zapas orzechow w razie slabszego samopoczucia,a gdy znowu nogi zrobia sie miekkie to juz wiem co zrobie.......Staram sie nie wyolbrzymiac ,gdy czuje sie dziwnie,a traktowac to jak cos normalnego... a jak sie powtorzy to....

Bede oddychac. Wolno... gleboko... bo nic sie nie dzieje.... tak po prostu mlode,zabiegane kobiety maja.......


Pozdrawiam i do uslyszenia,
Minia

28 komentarzy:

  1. Boże... Musiałaś nieźle się wystraszyć. Ja pewnie zaczęłabym się żegnać ze światem. Ale jeśli chodzi o strach... To ciągle z nim walczę staram sobie nie wkrecac ale z marnym skutkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz dawno sie tak nie balam...to bylo straszne ;/

      Usuń
  2. Czytałam z przerażeniem...
    Jesteśmy podobne i nawet w tym samym czasie los Nami potrząsł.
    Dobrze, że wszystko w porządku :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, nie zazdroszczę - musiałaś się nieźle przestraszyć, co zapewne dodatkowo potęgowało napięcie.

    Osobiście raz miałam przypadek tachykardi, gdy leżałam na podtrzymaniu. Położna dając mi tabletkę wytłumaczyła, że najprawdopodobniej pierwsza dawka takową spowoduję. Tak też się stało. A ja mimo, iż leżałam w szpitalu i powiedziano mi, że taka najparwdopodobniej będzie reakcja organizmu, byłam przerażona, nie panowałam nad sobą i cała się trzęsłam...okropne doświadczenie, ale teraz już wiem co znaczy tachykardia.

    Przytomność straciłam raz - poranek po porodzie gdy poszłam do łazienki.Na szczęście mąż mnie zdąrzył złapać.

    Straram się nie nakręcać na choroby, ale marnie mi to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie bede tlumaczyla sobie tego nieznanego terminu,bo niepotrzebnie bede sobie jeszcze cos wkrecac. Tak, masz racje. Nie dosc,ze sie przestraszylam to jeszcze bardzo spanikowalam. Okropnosc :/

      Usuń
  4. Cieszę się, że już wszystko ok.. dbaj o siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczelam I poki co widze efekty...gdybym jeszcze tylko mogla sie wyspac to bylo by super!

      Usuń
  5. Miniu ja jestem ogromną panikara i przy każdej Natalkowej chorobie potrafię nie spać nocami i czuwać, więc doskonale Cię rozumiem! Rozumiem też, że łatwiej powiedzieć "zwolnij" niż to zrobić bo sama mam z tym ogromny problem. Ech my 30stki ;) ;) ;) aż strach pomyśleć co będzie po 50tce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, mam nadzieje,ze z wiekiem bedzie latwiej :P

      Usuń
  6. Miałam taki moment jak moja mama zaczęła ciężko chorować i w niedługim czasie i ja. Zaczęłam się bardzo, bardzo bać. Dopóki nie trafiłam do szpitala i nie okazało się, że przecież i tak na nic nie mamy wpływu. Nauczyłam się być silna i z pokorą podchodzić do życia a jednocześnie nie szukać chorób, nie szukać strachu. Tak jak Ty nie czytam o katowanych psach i dzieciach bo jestem na to zbyt wrażliwa. Codziennie uczę się żyć inaczej, myśleć pozytywnie, nie martwić się- to naprawdę zmienia perspektywę, choć teoretycznie wciąż jesteśmy w tym samym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze podchodzilam do zycia z pokora. Wspolczulam biednym, pomagalam potrzebujacym, modlilam sie za chorujacych. Staralam sie zyc zgodnie z sumieniem, z sercem. Ta lekcja nauczyla mnie,ze zycie jest kruche,i,ze w jednej sekuncie wszystko moze sie zmienic... niekoniecznie na lepsze...

      A pozytywne myslenie duzo tu daje ,dlatego tez staram sie nie wymyslac problemow I zyc z usmiechem na twarzy....

      Usuń
  7. czytałam z wielkimi oczami. Dobrze że to tak się skończyło. A przy okazji przebadano Cię, co jest ważne - profilaktyka!
    I nie wiem czy Cię pocieszę :) ja mam 38 lat, do 30 roku życia praktycznie nie chorowałam, nawet się mało przeziębiałam, apteczke miałam prawie pustą.. skończyłam 30 lat i od razu przyplątał się półpasiec.. i potem jeszcze kilka innych dziwnych przypadłości, kolejne ciąże już niełatwe i zaczęłam odwiedzac coraz więcej lekarzy i apteczka się zapełniła.. tak to już bywa :)
    Ale tak jak piszesz, nie można nic bagatelizowac, trzeba żyć rozsądnie, bo odtkąd są dzieci to sens życia mocno się wyostrza.
    O chorych dzieciach czytam, bo staram się im pomóc na różne sposoby. Nic mi nie da moje dobre samopoczucie jak nie przeczytam, bo co one mają powiedzieć, ich samopoczucie jest tragiczne.. a my czasami możemy naprawdę wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby stalo to sie tylko raz to bym do szpitala nie pojechala,ale ze zaslablam dwa razy w przeciagu tylko dwoch dni to musialam. Zaluje,ze nie zrobili mi przeswietlenia glowy,bo dawno temu bardzo sie uderzylam (na glowie mam wyczuwalne siniaki?),ale poki zawroty nie wracaja to nie mysle o tym.

      Musisz byc silna psychicznie zeby takie cos czytac. Ja jestem bardzo tkliwa, bardzo wrazliwa... nie dalabym rady nie myslec o tym co czytam, nie mowiac juz zeby o tym zapomniec... :/

      Usuń
    2. Jestem niestety bardzo slaba :(
      Bardzo czesto zasnac mi ciezko po takich historiach, mysle non stop o tych dzieciach, ale to chyba poprostu motywuje do dzialania.

      Usuń
  8. Jednym słowem przemęczenie i stres dał o sobie znać...teraz musisz dbać o siebie bardziej w końcu chłopcy muszą mieć mamę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ciagle powtarza mi moj Maz o chlopcach :) Tak, musze sie wziac za siebie... porzadnie!

      Usuń
  9. Nosz, wcięło mi posta! Chciałam Ci napisać, że moim skromnym zdaniem po 30-stce, to nie łapie się żadnego kryzysu :) Przynajmniej ja tak uważam. Mam skończone 33 latka i niedługo urodzę trzecie dzieciątko :) Nie mam zamiaru poddawać się żadnemu kryzysowi :) A Tobie Kochana życzę dużo zdrówka!!! Zwolnij, zadbaj o siebie!!! Wiem, że jako żony i matki dbamy w pierwszej kolejności o tych naszych najbliższych, ale kto o nich zadba jak nas zabraknie? Musimy i o siebie dbać, badać się co jakiś czas, żebyśmy miały siły zajmować się i troszczyć o tych naszych najbliższych :) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również się strasznie wszystkim przejmuję, martwię i stresuję.
    Kiedys tak nie było,odkąd urodziłam Michasia zmieniłam sięstrasznie...
    Problemy, choroby...nie jestem już taka jak kiedyś....to mnie przeraża...

    Zapraszam na super konkurs!
    http://wymarzona-rodzinka.blogspot.com/2015/04/z-okazji-100-go-postu-konkurs-z.html

    OdpowiedzUsuń
  11. W całej tej przykrej sytuacji dobrze się stało, że lekarze tak Cię gruntownie przebadali i postawili diagnozę. Widzisz Minia, musisz O SOBIE też pamiętać. Musisz zadbać i o siebie.
    Trzymaj się mocno!

    OdpowiedzUsuń
  12. Matko, wspolczuje! Niezle musialas sie wystraszyc! Ja pewnie widzialabym juz zawal, wylew, albo cos z tych spraw! Ciesze sie, ze przyczyna okazal sie "zwyczajnie" intensywny tryb zycia. Zwolnij Minia, Twoj chlopcy potrzebuja zdrowej i silnej mamy! :*

    Co do strachu o dzieci, jest on mi doskonale znany. Gdzie jakas plamka im wyskoczy, ja juz ogladam ich od stop do glow, czy to nie wysypka. Kazdy przedluzajacy kaszel wywoluje panike czy to juz nie zapalenie oskrzeli... :(

    OdpowiedzUsuń
  13. OMG! Jak Czytałam pomyślałam że to.problem z ciśnieniem.. Dobrze ze.nic Ci nie jest, że to już zostało wyjaśnione! Dbaj o siebie! POWODZENIA!

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę tutaj podobieństwo do mnie, bardzo, bardzo duże. W odbieraniu świata i w tym, że się boisz o wszystko.
    Dobrze, że wszystko wróciło do normy.
    Od kiedy urodziłam dziecko, mam co jakiś czas napady paniki. Bardzo jest to podobne do tego co opisałaś. Na szczęście już sobie umiem powoli z nimi radzić, ale bywa to kłopotliwe w życiu codziennym.
    Pozdrowienia Miniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak sie ciesze,ze w tych 'atakach' I slabosciach nie jestem sama. Pozdrawiam Ciebie rowniez!

      Usuń
  15. Dziecino kochana, dbaj o siebie. Dziecino, bo co to jest 30 lat:) Piękny, młody, bardzo młody wiek!

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziecino kochana, dbaj o siebie. Dziecino, bo co to jest 30 lat:) Piękny, młody, bardzo młody wiek!

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes