wtorek, 20 stycznia 2015

Czy czytacie ulotki lekow oraz czy wiecie co jecie?


Nie powiem,ze ostatnio stalam sie bardzo przewrazliwiona na punkcie tego,co jemy I tego co zazywamy,gdy jestesmy chorzy.

Nie od dzisiaj wiadomo,ze naturalnie to najzdrowiej - czy to tyczy sie jedzenia, czy leczenia sie.

Zyjemy w swiecie, gdzie dominuja srodki masowego przekazu. Im glosniej o czyms, tym lepiej.

W gazecie znajdujemy ulotki, w radiu slyszymy nowa reklame, a w TV jestesmy w stanie zobaczyc ja wizualnie.

Powiem Wam,ze w szoku bylam,gdy zobaczylam,ze w Polsce co druga reklama to reklama jakiegos leku.

Moglabym stwierdzic,ze Polacy to lekomani,a firmy farmaucetyczne rosna na potege.
 Aptek jest juz prawie tyle, co kosciolow ( prawie na kazdej ulicy).

Bedac akurat u fryzjera przeczytalam interesujacy artykul o firmach farmaceutycznych, ktore osiagaja rocznie takie zyski jak PKP Szwajcarii.
 ( Szwajcaria jest 16 najbogatszym panstwem na swiecie)

Powstajac wiec co nuz nowe leki, nowe suplementy diety, nowe 'bezpieczne' leki itp.

Wymyslane sa nowe 'chroniace ' szczepionki .

 Ostatnio w poczekalni u lekarza widzialam ulotke w ktorej zalecane jest szczepienie sie na krztusiec juz w ciazy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Czyli dziecko jeszcze sie nie narodzilo,a my juz wstrzykujemy mu 'trucizne'.

Im wiecej czytam o szczepionkach tym bardziej wierze w to, ze szczepionki nie powstaly by nas chronic, ale powoli zniszczyc. Nie... nie jestem zwolenniczka szczepien, ale nie nazwalabym sie zagorzala przeciwniczka.
Po prostu mam oczy i uszy otwarte... czytam, doszukuje sie I analizuje fakty.

Tak samo jak leki :

Ile znam osob,ktore zaczelo brac leki I zamiast sie im polepszac to zdrowie zaczelo szwankowac.

Mamy taka osobe w rodzinie.

Serce, nadcisnienie. Nie bylo zle - zaczelo sie brac leki,ktore zle dzialaly - zastepowalo sie nowymi.

Ile u Was w rodzinie jest starszych osob,ktore bierze bynajmniej garsc lekow codziennie?

Ta tabletka jest na serce, ta na oslone, ta na zgage,a ta,bo lekarz powiedzial,ze tak bedzie lepiej......

Zastanowcie sie sami co z Nami I nasza glowa robi swiat.

Szczepie sie,bo robia to wszyscy,bo tak jest nakazane,ale czy udowodniono,ze szczepienia sa w 100 % bezpieczne, nieszkodliwe?

Gdy urodzilam chlopcow chcialam zaszczepic ich na gruzlice.
W Polsce ''na dzien dobry'' dziecko przeciez witane jest tak na swiat,a tu?

Oni tutaj nie szczepia (akurat w tym miescie gdzie mieszkam wycofali ta szczepionke).

Dlaczego? Bo zachorowanie na gruzlice jest bliskie zeru.

Wiecie jaka bylam zla? Chcielismy szczepic w Polsce,bo jak to... no trzeba !!! Musze! a co jesli chlopcy zachoruja?

W Irlandii szczepienie nie jest obowiazkowe,ale wskazane.


Niektorzy lekarze za przepisywanie leku z danego koncernu dostaja wynagrodzenie - przewaznie w postaci bonow czy bizuterii.

Sama bylam niechcacy swiadkiem ,gdy kiedys u ginekolog zawital przedstawiciel znanej firmy z branzy antykoncepcyjnej ,ktory zostawil Pani Doktor prezent.

Kiedys ciekawilo mnie czemu ciagle przepisuja mi ten sam antybiotyk. Teraz juz wiem.

Wracajac do tematu ulotek w lekach.

Czy kiedykolwiek przeczytalas co przepisuje twojemu dziecku lekarz?

Albo jaki lek dostalas Ty?


Zapewne pamietacie moj wpis o antybiotyku,ktory prawie spowodowal,ze przewroce sie I nie wstane. Skutkow ubocznych bylo wiecej ,niz zalet tego leku.

Biorac go mialam bezdechy, bole glowy, stany depresyjne, jednego dnia czulam sie senna,a drugiego budzilam sie w nocy I nie moglam zasnac przez kilka godzin.

Ten 'antybiotyk' zdzialal cuda,bo pokonalam charczenie w plucach zaledwie po jednym dniu,ale wykonczyl mnie psychicznie!
A potem czytam w internecie,ze lek ten (mniejsza dawka) przepisywany jest 2 letnim dzieciom!!!!!!!!!

Kiedy chlopcy sa chorzy, Matka jak to Matka jest tak zdesperowana,ze szuka pomocy w lekach.

Bylam tak sflustrowana,ze poprosilam kolezanke,by pozyczyla mi syrop Neosine tak czesto przez Was polecany,bo dziala na wirusa,bo jest skuteczny...

Kiedy przeczytalam ulotke rece zaczely mi sie trzasc,a Maz powiedzial,ze w zyciu tego syropu nie poda dziecku.
Przyklad :

NEOSINE - ULOTKA :

Lek w postaci syropu przeciwwirusowy i zwiększający odporność.

Skład

Substancją czynną leku jest inozyny pranobeks (kompleks zawierający inozynę oraz 4 acetamidobenzoesan 2-hydroksypropylodimetyloamoniowy w stosunku molarnym 1:3).
1 ml syropu zawiera 50 mg inozyny pranobeksu.
5 ml syropu zawiera 250 mg inozyny pranobeksu.
Pozostałe składniki to: metylu parahydroksybenzoesan, propylu parahydroksybenzoesan, sacharoza, kwas cytrynowy bezwodny, wodorotlenek sodu, glikol propylenowy, aromat bananowy AR 0010, woda oczyszczona.
1 ml syropu Neosine zawiera 663 mg sacharozy. Należy wziąć to pod uwagę u pacjentów chorych na cukrzycę.
Lek zawiera cukier sacharozę.

Lek zawiera parahydroksybenzoesan metylu i parahydroksybenzoesan propylu.

Czy chociaz jedna z Was rozumie co jest skladem tego leku???

Przeciwwskazania:

  • jeśli pacjent ma uczulenie na substancję czynną lub którykolwiek z pozostałych składników tego leku
  • jeśli pacjent ma aktualnie napad dny moczanowej lub zwiększone stężenie kwasu moczowego we krwi
  • nie należy stosować leku u dzieci poniżej 1 roku życia
  • lek może wpływać na zdolność prowadzenia pojazdów i obsługiwania maszyn

Działania niepożądane:

Często (u 1 do 10 osób na 100):
  • przemijające zwiększenie stężenia kwasu moczowego we krwi;
  • podwyższenie aktywności enzymów wątrobowych lub stężenia azotu mocznikowego we krwi;
  • nudności, wymioty;
  • ból brzucha;
  • wysypka skórna (czerwone, swędzące grudki na skórze);
  • ból głowy, zawroty głowy;
  • zmęczenie lub złe samopoczucie;
  • bóle stawów.
Niezbyt często (występują u 1 do 10 osób na 1 000):
  • biegunka;
  • zaparcia;
  • nerwowość;
  • senność lub trudności w zasypaniu (bezsenność);
  • wydalenie dużej ilości moczu (wielomocz).

 

Wybaczcie,ale ja nie dalabym tego leku nikomu !!!

Sklad : farmaceutka nie jestem,ale ilosci inozyny mnie przerazaja (zwiazek chemiczny).
Poza tym dzialan nieporzadanych jest tyle,ze az strach go brac.

Staram sie podawac w miare naturalne syropy, homeopatyczne.

W poprawianiu odpornosci staram sie chlopcow hartowac, w domu nasza temperature nie przekracza 19'C, mieszkanie wietrzymy codziennie,a gdy chlopcow zlapie wirus to ratuje ich probiotykami.

Ostatnio przestalam podawac Lipomal,poniewaz mozna znalezc w nim sladowe ilosci alkoholu.


Zdrowie jest najwazniejsze,a zachowac je mozemy jedyne dzieki stosowaniu supplementow diety jak najbardziej naturalnych lub samej natury np. soku z cebuli itp.
JEDZENIE :
Temat rzeka.
Nie wiem jak Wy,ale ja zawsze zastanawiam sie co zrobic lub co kupic chlopcom na sniadanie.
Jogurty sa wiec swietna opcja,bo sa smaczne ,ale czy zdrowe?
Ostatnio kupilam serek homogenizowany znanej firmy I co przeczytalam w skladzie ? :

cukier, syrop glukozowo - fruktozowy? Smietanka?

 No samo zdrowie!

Ograniczamy cukier - glownego zywiciela raka. W Meza rodzinie rakow nie bylo, u mnie sa same. Najbardziej chyba boje sie raka piersi, bo mojej babci siostra miala, a I moja babcia od strony ojca wykryla guza - nowotwor lagodny. Jestem wiec w gronie obciazenia genetycznego.

Co przepisali babci ? Tabletki ze skrobia.... cukrem!!!!!

Zainteresowanych odsylam do filmow : "The Truth About Cancer".Bardzo duzo interesujacych rzeczy mozna sie z niego dowiedziec.

Od kolegi kupilam niedawno kilogram polskiego, lipowego miodu. Zamierzam porzucic cukier krysztalowy (przewaznie slodze tylko lyzeczke) I przerzucic sie na slodzenie - miodem.

Wiemy co siedzi w parowkach,ale staram sie kupowac te, ktore posiadaja najwiekszy procent miesa. Wiadomo,ze doszukujac sie chemikalii w zywnosci - tak naprawde znajdziemy je wszedzie.

Staram sie myslec racjonalnie . Ograniczylismy slodycze, kupujemy ketchup z 50% mniejsza iloscia cukru.

Platki na sniadanie to tylko Rice Krispis lub Cheerios

 

ktore posiadaja tylko 10g weglowodanow na 100 g,w przeciwienstwie do wszystkich innych, ktore maja po 20g czy 30g.

Slawne na wyspach platki : Kellog's Special K - reklamuja sie ,ze platki nie maja w sobie cukru,ale juz nic nie wspominaja o zawartych w nich tluszczach.

Soki dla dzieci bez dodatku cukru - a w srodku same slodziki.

Zywnosc przemodyfikowana genetycznie - az strach dotykac....


Z lekiem robie zakupy. Nie wiem co kupowac,bo wychodzi na to,ze wszystko co jemy jest 'trucizna'.

Staram sie kupowac jak najwiecej owocow,bo sa zdrowe.

Jajka z hodowli,gdzie kury biegaja wolna,a ziemniaki tylko organiczne.

Czy tylko aby na pewno to co reklamuja,ze jest organiczne jest nim naprawde?


Najchetniej sama uprawialabym ziemie, sadzila warzywa I owoce I miala wlasna farme....

Tylko,ze tak sie nie da...

Czytajcie ulotki, czytajcie sklad zywnosci....  dla dobra, waszego dobra.... zdrowia...

A podawajac dzieciom leki podwojnie sie zastanowcie czy na pewno sa bezpieczne , a moze da sie bez tego obejsc?


Pozdrawiam,
Minia








22 komentarze:

  1. No kochana...poruszasz bardzo ważne tematy. Ja od początku starałam sie zwracać szczególną uwagę na to co jem w ciąży, bo na pewno przekłada się to na nic nie winnego maluszka...

    To samo jeśli chodzi o leki - absolutne minimum.
    Wyczerpałaś temat :)

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, ze dbasz o siebie I o rodzinke!!! Tak powinno byc.

      Usuń
  2. Leki to temat rzeka. Miniu, wiesz, że będąc w Polsce dokładnie na to samo zwróciliśmy z mężem uwagę. Blok reklamowy to jak reklama apteki.

    W stosunku do syna uzywamy niezbednego minimum.- paracetamol na gorączkę i ból. Antybiotyk był dwa razy (zapalenie drog moczowych 2 lata temu i grudniowe zapalenie oskrzeli). Mimo początkowych obiekcji, cenię bardzo naszą pediatrę - nie rzuca się dziko na antybiotyki, jest bardzo zachowawcza w temacie. Niestety już po raz drugi w ciagu miesiaca musieliśmy podac sterdy do inhalacji i raz bentelan.

    Na zapchany nochal używamy kropli na bazie srebra koloidealnego. Innych tu nie ma. Leki na bazie chlorowodorku ksylometazoliny (Otrivin, Nasivin itp...) są tu niedostępne w formie dla dzieci czyli do 6 roku życia. Gdy chciałam sprowadzić z Polski mój mąż zagłebił się w lekturę i stanowczo stwierdził, iż synowi tego nie poda - artykuły specjalistyczne były naprawdę przerażające, włącznie z zapadnięciem w śpiączkę niemowlaka (przypadkowe zażycie). Generalnie zauważyłąm, iż we Wloszech niewiele osób zażywa Otrivinu i jemu podobnych. Moj mąż pierwszy raz zaserwował sobie te krople będąc już ze mną. Ja ograniczam ich użycie gdy nochal mnie mocno męczy w nocy. Będąc w Polsce kupiłam Nasivin soft przeznaczony od 3 miesiąca życia (szok) tak na wszelki wypadek. Podobnie jest we Wloszech z syropami dla dzieci - jest jeden na bazie miodu i cytryny.

    Co do jedzenia to sprawa jest jeszcze cięższa, bo jeść w końcu musimy. Staram się porownywac etykiety i kupować np. parówki z najwiekszą zawartością mięsa (93%). Stefano pije jedynie wodę, herbatek i soków nie lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do dzisiaj mam problemy z zatokami. Kiedys namietnie uzywalam Ibupromu Zatoki I kropli do nosa. Im byly silniejsze, tym lepsze. Teraz od kilku lat mecze sie z katarem , bo wpsikiwac nic nie chce. Chlopcom kropelki to ostatecznosc, a I tak sobie nie daja.

      Usuń
  3. Miniu to na 3 powinnas podzielic ten post bo nie sposob o wszystkim napusac krotko. Powiem Ci, że zupełnie nie zgadzam się, co do szczepionek. Irlandia jest być może "w innej strefie" podawania szczepień. Poczytaj o historii europy jak proste choroby ktore dzis zostały powstrzymane przez szczepienia zdziesiątkowały ją. Zresztą starsi ludzie pamiętaja, jak np moja babcia gdy dzieci chorowały na chorobę heino medina- pozniej to były kaleki!!! Wiec prosze nie pisz ze szczepienia to samo ZŁO.

    Co do raka: największym prawdopodobieństwem jest zachorowania jest prawdopodobieństwo genetyczne. A więc nie ma na co czekać tylko zrobić badanie genetyczne! Sobie i chłopcom. W polsce jeśli jest to linia prosta badanie jest darmowe. Jeżeli nie to chyba żadne pieniądze nie będą ważniejsze niż życie w niepewności czy gen sie posiada czy tez nie...

    Co do leków w PL się zgadzam a aptek jest jeszcze więcej jak Kosciołow. Zwykle tabletki przeciwbolowe ktore ja uzywam czesto, powoduja utrate pamieci...
    Co do jedzenia musialabys sama je wytwarzac bo produc sa tak sprytni ze nigdy nie masz pewnosci (a i samemu gdy sie sadzi warzywa itd nie da rady nie opryskac)
    Ufff sorki za bledy pisze z tel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczepienia sa oczywiscie temat kontrowersyjnym. Ja nie naleze ani do przeciwnikow szczepien ani do zwolennikow. Tak, jak pisalam. Szczepie, bo tak trzeba ? Ale w zyciu nie zaszczepilabym siebie czy meza na grype, krztusca czy rotawirusy.

      Ja to lubie wszystko na raz ;)

      Piszesz o badaniu markerow tak? Poki co staramy sie jesc zdrowo, a to polowa sukcesu w walce z nowotworem. Oby nigdy Nas nie dopadl.

      Usuń
    2. Nie wiem jak dokładnie to się nazywa wiem, że mama mojej przyjaciółki zmarla na raka. Ta wreszcie odważyła się pójśc do lekarza pierwszego kontaktu i ten dalej pokierował na TO badanie. Wiem, że czeka teraz na wyniki. Dzięki temu będzie pod lepszą kontrolą gdyby tfu okazało się że gen posiada.

      Usuń
  4. I ja mam lekkiego fioła na punkcie żywności. Zawsze sprawdzałam skład parówek, dżemów...Leki również zawsze sprawdzam ulotki. Ostatnio byłam chora i dostałam antybiotyk bardzo silny i tabletki wykrztuśne... 3 razy pytałam, czy dla matek karmiących są i lekarz mnie zapewniał, że tak. Kupiłam, w domu przeczytałam ulotkę, na jednym i drugim zabronione kobietom w ciąży i karmiącym piersią! Nie, że należy się skonsultować z lekarzem lub farmaceutom, tylko ZABRONIONE! Leki poszły do kosza... zaczęłam stosować amol, czosnek, cebulę, inhalacje i po dłuższym czasie mi przeszło. Lekarza rodzinnego oczywiście zmienię...
    Tak samo denerwują mnie reklamy tych wszystkich syropów... Taki na przykład Pulneo- powinien być zabroniony, ponieważ zawiera w sobie substancje zabronione w produktach dla dzieci... a mimo to rodzice bez namysłu kupują..

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznaje, ze na poczatku bylam w szoku jak w Stanach "leczy" sie choroby dzieci, czyt. w ogole sie ich nie leczy. Troche potrwalo zanim to przetrawilam i stwierdzilam, ze moze to i lepiej. Kiedy czasem czytam na polskich blogach ile syropkow i innych lekarstw dostaja dzieci, u ktorych lekarz nie stwierdzil nic poza mocnym przeziebieniem i zaczerwienionym gardlem, to wlos mi sie na glowie jezy. Juz przywyklam do tego, ze dla dzieci sa tu tylko leki homeopatyczne i to dopiero od 2 roku zycia, dla mlodszych nie ma NIC. Syropki sa na bazie miodu i cytryny, a krople do nosa to zwykly roztwor soli fizjologicznej. Antybiotyki podaje sie w ostatecznosci, kiedy wyraznie widac zakazenie bakteryjne. Nie powiem, czasem te zasady kosztowaly mnie sporo nerwow, np. kiedy Bi miala goraczke niemal 41 stopni, a lekarka stwierdzila wirusowke, kazala zbijac temperature i czekac... ;)
    Co do skladu leku, ktory przytoczylas, to nazwa nie jest mi obca, bowiem pracuje w branzy farmaceutycznej. ;) Kazdy lek to chemia, swinstwo i lepiej unikac tego za wszelka cene jesli sie da... Wziewne sterydy tak namietnie podawane dzieciom w Polsce, wcale nie sa wbrew pozorom lepsze...
    Szczepionki, to tak jak piszesz, temat kontrowersyjny... Ja jestem zwolenniczka, ale tych obowiazkowych. W koncu mieszkam w kraju gdzie zlatuja sie miliony nielegalnych imigrantow Bog wie z jakiego zacofanego kraju, nie bede ryzykowac, ze moje dziecko cos "zlapie". Natomiast stanowczo odmawiam wszelkich dodatkowych szczepien, jak np. przeciw grypie. Na szczescie u mojej pediatry nie naciskaja. Mam jednak kolezanke, ktorej lekarz synka powiedzial, ze jesli malego nie zaszczepi na grype, to moze sobie poszukac innego pediatry, wyobrazasz sobie?!
    Hehe, mnie tez namawiali jeszcze w ciazy z Nikiem, zebym zaszczepila sie przeciw krztuscowi, tlumaczac, ze dziecko zdobedzie odpornosc juz zyciu plodowym, a tak pierwsza dawke dostanie "dopiero" w wieku 2 mies. ;)
    Zywnosc to temat rzeka... Ja poszlam inna droga i nieczesto czytam etykietki. Nie chce sie stresowac, bo WSZYSTKO jest nafaszerowane chemia! Po prostu staram sie unikac gotowych produktow i polproduktow, wszystko gotowac od podstaw (wiesz, ze "tubylcy" kupuja gotowe buliony jako podstawe zup, bo ciezko im ugotowac rosolku?! A sklad tych bulionow to 1/4 tablicy Mendelejewa!). Mam nadzieje, ze w tym roku juz definitywnie znowu zaloze wlasny ogrodek warzywny. I nie zgodze sie z Patilla - pryskanie mozna ograniczyc do minimum. Ja pryskalam tylko w ostatecznosci i na poczatku wzrostu roslin, zeby mialy czas oczyscic sie z toksyn. I zbieralam plony. Moze nie spektakularne, ale wlasne warzywka mialam. Porazke ponioslam tylko z brokulami. ;)
    Marza mi sie tez wlasne kury... Teraz, kiedy przefinansowalismy pozyczke za dom na ktorszy termin, wiec juz raczej tu zostaniemy, moze spelnimy z M. to marzenie... :) Chetnie hodowalabym tez wlasna krowe, bo moje dzieci pija mleko litrami, no ale to juz malo realne... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można ograniczyć...ale jednak widzisz trzeba prysnąć to raz. Druga prawa deszcz. Trzecia zależność ziemi, klimatu itp u mnie bez oprysku ani rusz, marchewę zjadają mrówki że o reszcie nie wspomnę

      Usuń
  6. Czytam ulotki i seria antybiotyków by mi wykończyła dzieci, wróciłam do starych metod i dopóki działają dopóki je stosuje...Co do lipomalu u chłopców działa cuda wraz z stropem cebulowym, a co do alkoholu w większości specyfików domowej roboty był dodawany, nawet dzieciom nalewki z ziół i spirytusu w kroplach podawali i były o niebo zdrowsze niż teraz. Moja babcia sama zioła zbierała i robiła takie krople i nalewki, na grypę miała sposób jak takim badziewiem posmarowała to czuć cie było z kilometra, ale dwa dni w łóżku i po chorobie. Żałuję, że gdy chciała przekazać swoją wiedzę byłam zbyt zajęta żeby ją słuchać. Jej napary, maści, syropy przepadły...

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam, czytam i jeszcze raz czytam etykiety, ulotki, składy i używałam i używać będę Neosine nadal, ale w ostateczności kiedy domowe sposoby zawiodą. Bo jestem zdania, że Neosine jest mniejszym złem i mniejsze spustoszenie zrobi w organizmie mojego dziecka niż którykolwiek antybiotyk.
    Farmaceutką nie jestem, ale zgłębiłam temat substancji czynnej leku Neosine i znalazłam to:
    "Inozyna pranobeks należy do grupy farmakoterapeutycznej leków przeciwwirusowych ogólnego zastosowania. Oprócz działania przeciwwirusowego, potwierdzonego zarówno w warunkach doświadczalnych in vitro, jak i w badaniach klinicznych, ma ona również działanie immunomodulacyjne - pobudza odpowiedź odpornościową gospodarza, normalizując niedostateczne lub wadliwe mechanizmy odpowiedzi komórkowej i humoralnej."
    Co do jedzenia to już o tym pisałam słodyczy nie ma są suszone owoce, parówek nie jemy, jogurty tylko naturalne z dodatkiem dżemu własnej roboty, dużo owoców, wędliny czy pasztety często robię własnej roboty, staram się jak mogę. A co do włąsnych warzywek z własnego ogródka to opryski jak opryski, ale czytałam kiedyś artykuł żeby zostać producentem eko to gleba, na której będzie rosnąć żywność eko jest badana i nie może być na niej oprysków i innych w niej ingerencji 10 lat jak dobrze pamiętam. Wszystko z umiarem nie przeskoczymy wszystkiego, a niestety w dzisiejszych czasach władze Państwa pozwalają nas świadomie truć wprowadzając i zatwierdzając żywność z GMO.Więc nie unikniemy tego. Po za tym jak nabawiłam się kiedyś alergii spytałam mojej Pani alergolog skąd w dorosłym wieku alergia na produkty, które kiedyś mogłam jeść, a ona, że alergia to choroba XXI wieku ze względu na to, że żywność jest tak wyjałowiona. I ostatni rzecz to pamiętam jak Lulcia dostała skazy białkowej moja mama powiedziała wtedy, że za jej czasów nie było mowy o skazie białkowej, nie słyszało się o tym, a dziecko, które nie mogło jeść mleka matki dostawało zwykłe mleko krowie, a dziś słyszymy z TV i od pediatrów podawaj mleko krowie powyżej 3 roku życia pytam się dlaczego kiedyś dzieci dostawały i żyją. To samo z tymi wszelkimi kaszkami i płatkami opływającymi w cukry i tłuszcze, a czemu nie sięgnąć po stare sprawdzone, najzdrowsze płatki owsiane, jęczmienne, gryczane, ryżowe, kasze mannę, ryż na mleku. A pampersy do dziś trwają badania nad tym jakie skutki uboczne mogą wywoływać u dzieci je noszące, więc wiadomo wszystko można by wziąć pod lupę, ale wtedy chyba byśmy musieli żywić się powietrzem choć i ono w dzisiejszych czasach nie najzdrowsze jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... Pampersy już czytałam, że będą przyczyniać się do bezpłodności w przyszłości. Co tu dużo mówić nie uciekniemy od tego

      Usuń
  8. Ostatnio ja, Korda i Kapek chorujemy, co chwila, przez pogodę. Czym się leczymy ? Syropem z cebuli i czosnku. Małemu podajemy jeszcze wit C, wapno choroba znika tak szybko jak przychodzi. Lekarz chwali.
    Jeszcze syrop z malin !

    OdpowiedzUsuń
  9. Ilość reklam leków jest faktycznie przerażająca! Można by pomyśleć, że istnieją tabletki na dokładnie wszystko Na szczęście tak nie jest. Ulotki czytam, od antybiotyków trzymam się z daleka jak tylko się da. Czasami oczywiście się nie da, jak w przypadku ropnej anginy. Na szczęście chorujemy b.rzadko, ale to wynika z "zaawansowanego" wieku...

    OdpowiedzUsuń
  10. Nasz klient brał jakiś powszechny lek na kręgosłup przez 20 lat, potem miał 2 lata przerwy i znowu wziął - w ten sam dzień wylądował na SOR-ze z zapaścią, tętno 200, prawie odjechał. Nie ma żartów z tymi lekami. Ja unikam jak nie muszę, Pulpetowi też podaję jak trzeba. Jeśli chodzi o żywność to nie dajmy się zwariować, słyszałam o babce która tak właśnie do tego podchodziła - tego nie zje, tamtego nie zje, bo to ma sztuczne - i w końcu zachorowała na jakąś chorobę psychiczną. Oczywiście lepiej jeść marchewkę z ogródka niż tą zmodyfikowaną genetycznie z supermarketu, ale nie popadajmy też w paranoję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam ulotki, szczególnie te, dotyczące leków dla dzieci. Staram się też uzupełniać wiadomości o znalezione np. w internecie. To ważne, mieć śniadość co przyjmujemy, szczególnie dziś, gdy toniemy po prostu w ofertach leków i suplementów. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam już ten post, kiedy go opublikowałaś, ale nie mogłam skomentować. Nie wiem dlaczego. To wszystko ważne o czym piszesz, ale jak we wszystkim- UMIAR i zdrowy rozsądek. Pewnie, że kiedy można- leczę naturalnie, i siebie, i dziewczyny. No ale- nie zawsze da się poprzestać na miodzie i herbacie z malinami.

    Co do żywności... Hmm, czy w ogóle jest coś zdrowego co jemy? Nawet jeśli nie pryskamy, to jest jeszcze gleba, zanieczyszczenie środowiska...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytam, sprawdzam. Zwłaszcza, że mała ma alergię na mleko, a mleko znajduje się ... nawet w musztardzie. Do pediatry jeździmy prywatnie bo nigdy jeszcze nie zlecił nam antybiotyku. Lekarz rodzinny zlecał co raz, po czym było jeszcze gorzej. Przyznam, ze syrop Neosine podawałam Córce. Zlecił go właśnie nasz pediatra jako lepsze zło niż tradycyjny antybiotyk.
    Staram się do wszystkiego podchodzić ze zdrowym rozsądkiem i nie wpadać w paranoję, ale gdy się człowiek przyjrzy składom... ręce opadają.
    To prawda, ze w Pl co krok to apteka, co reklama to reklama leku. Suplementy są tutaj już na wszystko. A o zdrowym żywieniu mówi się niewiele. Reklamuje się wielkie koncerny zamiast małych, regionalnych firm (bo tych nie stać na reklamę).
    Mamy to szczeście, ze mamy działkę. I swoje warzywa i owoce. To duży plus.
    Co do szczepionek - szczepię, ale nie na wszystko. Również konsultuję się z pediatrą Córki. Staram się czytać informacje z różnych źródeł.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja jestem fanatyczką zdrowego żywienia i stylu życia. Używam tylko organicznych kosmetyków, czytam wszelkie możliwe etykietki i w miarę możliwości wszystko kupuję bio, z certyfikatami. Polecam Ci na śniadanie zastąpienie tych płatków owsianką, kaszą jaglaną- nie znam składu płatków, które podałaś, ale obawiam się, że mają mnóstwo cukru, być może wzmacniacze smaku, za pewne ogromną ilość sodu, czyli soli.
    Ja staram się bardzo dbać o naszą dietę. Jemy dużo kasz, makarony i ryż pełnoziarniste- pieczywo również, poję nas czystkiem, zamiast masła stosuję olej kokosowy dla małej, oczywiście podaję tran, oleje do sałatek tylko nierafinowane, cukier ograniczam do minimum, a jak muszę do małej słodzę ksylitolem, stewią lub melasą (podobnie rzecz się ma z ciastami, choć najczęściej do ciast kupuję cukier trzcinowy, żeby nie zbankrutować).
    Nie pojmuję jak ludzie mogą jeszcze spożywać np. pizzę z Bierdonki czy kupować słodycze typu Marsy i inne "przenawożone" łakocie. To mnie przeraża. Ja dla mojej córy od mojej mamy dostaję zapas słodyczy z "Bio Ania" (herbatniki, płatki orkiszowe, kruche ciasteczka), gdy czasem na coś ochotę to sobie to podjada. Ostatnio znalazła jakieś zapodziane kinder czekoladki- wariowała z radości, więc pozwoliłam jej zjeść i co? Ugryzła, powiedziała, że niedobre i tatuś po niej zjadła. TO mój OSOBISTY SUKCES, bo kiedyś się nimi zajadała, a teraz tylko gorzka czekolada, albo skromne herbatniki :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow :) podziwiam... tak staramy sie wyrzucic "smieciowe" jedzenie z naszego zycia. Poki co, powoli, ale idziemy w dobrym kierunku :)
    Mozna sie na Was wzorowac, ze mozna :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Raz nie popatrzyłam na skład Toddler Crispies, mielonych płatków dla dzieci od 8 miesięcy. Dziecko stwiwrdziło, że pyszne. Papa spróbował i głośno zażyczył sobie pudełka dla siebie bo takie dobre. Chwilę potem rzucił okiem na skład: 40g cukru w 100g suchego produktu. 40%! Poważnie, więcej się nie dało?! Przeczytałam wszystkie pudełka różnych marek na tej półce i wszystkie są takie, koszmar jakiś. Jedna marka ma nie mieloną owsiankę dla dzieci i w dodatku organic, całe szczęście, że choć tu cukru nikt nie sypał do produkcji. Kupujemy tylko ich od tamtej pory. Wszyscy rodzice w Irlandii, których znam dawali swoim dzieciom twarde ciasteczka Rusks. Raz też kupiłam ząbkującej Misi ten kultowy produkt. Skład z ilością cukru też chciał mnie zwalić z nóg. Jajka też kupuję tylko od szczęśliwych kur. Pozdrawiam z Cork.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes