środa, 17 grudnia 2014

Kot I mysie przeznaczenie...

Na nude nie narzekam.

Przy chlopcach musze miec oczy, uszy I nie wiadomo co jeszcze otwarte, ale powiem Wam, ze I z kotem na brak rozrywki nie marudze.

Koniec roku 2009

Nie pamietam dokladnie co ja robilam w Polsce? Bylam na Swieta? A moze po?
Moj tamtego czasu Narzeczony zadzwonil do mnie I spytal sie czy chcialabym miec kota.
"Oczywiscie, ze tak" -stwierdzilam bez zastanowienia.
Pozniej jednak nadeszly mnie watpliwosci...  no , bo przeciez duzo podrozujemy, kto zajmie sie kotem, gdy Nas nie bedzie?, a kto Nam wynajmie ladne mieszkanie, gdy coraz wiecej wlascicieli nie chce wynajmowac mieszkan , gdy ktos posiada zwierzaka.

Kiedy wrocilam do naszego apartamentu w kuchni zastalam miseczki.
Kota nigdzie jednak nie bylo.
M. wytlumaczyl mi, ze jego kolezanki kotka sie okocila I ma trzy kotki do wydania.
Po krotkiej rozmowie " zazyczylam " sobie bialo-czarnego.
W domu, w Polsce mialam typowego dachowca, wiec dla odmiany zapragnelam kotka z innym odcieniem sierci.
Po kilku dniach M. wrocil do domu z ..... dachowcem...
Mala, smieszna kuleczka z rozowym noskiem.
Jejciu, jaka Ona byla urocza.


 
Po dwoch dniach jednak bardzo psikala I miala zimny nosek. Zabralismy ja do weterynarza. Okazalo sie, ze kocia zlapala kocia grype I jeszcze kilka dni I zdechlaby. Jej bialo - czarny brat niestety nie przezyl tej choroby.
Po kilku zastrzykach kocia wrocila do siebie I zylo Nam sie z nia bardzo dobrze.
W 2010 roku wyszlam za maz po czym pod koniec roku dowiedzialam sie, ze nosze pod sercem cud zwany dzieckiem.

W 2011 w maju, postanowilismy sie przeprowadzic, bo mieszkanie w apartamencie doprowadzalo mnie do szewskiej pasji. Moglam zrozumiec glosna muzyke w nocy, imprezy co weekend, ale szpilek nie znosilam (Irole nie sciagaja butow w gosciach).. I  resztki papierochow, ktore znajdowaly sie na naszym balkonie.
Raz, pozbieralam je wszystkie , kupilam popielniczke, ladnie je tam polozylam, zadzwonilam dzwonkiem...I odeszlam... 
O dziwo wiecej opalkow papierosow na balkonie nie znalazlam.
Po cichu marzyl mi sie maly domek z ogrodkiem, w spokojnej okolicy.
Taki tez znalezlismy zaledwie 3 min samochodem od tego apartamentowca.
Cieszylam sie , ze kot wreszcie bedzie mogl pochodzic po ogrodku, a nie siedziec na smyczy na balkonie .
Puszczac jej wolno - nie puszczalam, bo zapewne by sie zgubila ( 3 razy zerwala Nam sie ze smyczy I maz cudem ja znalazl na innym osiedlu). Nie potrafila samam do Nas wrocic...

Dobrze sie Nam tam mieszkalo, zaraz drzwi obok mieszkala polska para z dwojka chlopcow. Ja krotko pozniej po porodzie Starszaka dowiedzialam sie, ze jestem ponownie w ciazy.

Kotka chlopcow nie zaczepiala, wrecz ignorowala. Nigdy nie wskakiwala do lozeczka, nie drapala... unikala ich jak mogla.

Mieszkanie jednak zaczelo byc dla Nas za male. Po porodzie Mlodego I burzliwych pierwszych miesiacach , postanowilam z Mezem poszukac innego domu.. moze z 3 pokojami, a nie dwoma jak wtedy. Moze gdzies poza miastem.

W koncu dalismy wymowienie I zaczelismy poszukiwac nowego domu.
Maz znalazl , na wsi, w spokojnej okolicy, 16 km do centrum, domek 90m2.
Wyprowadzilismy sie z usmiechem na twarzy. 
Obydwoje cenimy sobie prywatnosc, spokoj, cisze. Wies jest idealna...

Kotka poczatkowo byla trzymana na smyczy, ale Maz sie w koncu zlitowal I ja puscil. Mi to serce myslalam, ze wyskoczy, bo co jesli ucieknie? Albo sie zgubi?

Ale kota mamy madrego. Do dnia dzisiejszego nie oddala sie od domu dalej niz 50 m. 
W nocy nie wiem. Probuje ja nie wypuszczac, bo wiem, ze koty oddalaja sie od domu nawet do km lub dwoch, a te dzikie potrafia przejsc nawet 5.
Puszczamy ja wiec kolo 5 rano I po 8 z reguly wraca. Za dnia spi do 13, potem nie wchodzi do domu , az do momentu jak chlopcy pojda spac :) przesypia noc w domu I nad ranem znowu wychodzi...



 

Jak juz kiedys pisalam kotka uwielbia polowac (jak przystalo na drapieznika). Przyniosla kilka myszy, a nawet ptaka.
Dobra dziewczynka....


Gdy ktoregos dnia..

Cos robie w kuchni. Z boku mamy duze, szklane drzwi. W sumke troche bez sensu, bo niby taras jest, ale brzydki, a drzwi otwieram tam tylko, by wziac mopa z wiadrem z dworu. Przez te drzwi ucieka bardzo duzo ciepla.. 
No nic, jestem w kuchni cos tam robie..I patrze na Misie, a ona w buzce ma myszke.
Myszka mloda, mala, zywa. 
Kotka sie bawi, nie zamierza jej raczej zjesc.
Bawi sie I bawi, ze zaczyna mi sie tej myszki robic zal.
Postanawiam wiec otworzyc drzwi, by pojsc po kotke, zamknac ja w domu I wtedy mysz ucieknie.
Jak sie zdziwilam , gdy otwierajac drzwi Ona wpada jak oparzona do srodka...
Mysz..nie kot!!!!!!

Mysz w domu..o matko... nie brzydze sie ich, ale juz widze okruszki jedzenia na podlodze po Mlodym, juz wyobrazam sobie noc I mysz biegajaca, a za mysza kotka...
Kotka oczywiscie wparowala do domu zaraz za nia I zaczela sie gonitwa...

Za mysza kot, a ja za kotem... 
Chlopcy akurat ogladali bajke w innym pokoju i nie mieli zielonego pojecia co sie dzieje.

Mysz schowala sie pod fotelem. Kotka nie moze do niej dojsc, wiec ja przesuwam ten cholerny fotel , by zlapac mysz sama I ja wyrzucic, ale ona juz ucieka gdzies indziej.
Kotka zlapala ja na chwile po czym w ramach zabawy wypuscila ja z pyszczka.

Mysza znowu na wolnosci!!!!

W koncu weszla pod framuge jakos tak, ze mialam wrazenie, ze weszla za sciane... 

Wymyslilam wiec, ze pozaklejam tasma wszystkie szpary w framugach I mysz nie wyjdzie.
Kotka juz olala sprawe, bo mysz sie nie rusza, wyjac jej stamtad nie moze to Ona sobie pojdzie I mnie z tym wszystkim zostawi... dzieki wielkie!!!!
Meza oczywiscie nie bylo, byl w pracy...
Nie minelo 15 minut , slysze, ze mysz drapie ...probuje wyjsc z tego samego miejsca co weszla...

Starszak podlapal, ze mamy mysz w domu I, ze mam ja ratowac,

Super, dzieki Synus.. musze ja stamtad wyjac I wyniesc...

Ubralam wiec rekawice, wzielam maly woreczek do zamrazania jedzenia I odklejac tasme klejaca probowalam ja zlapac w delikatny sposob I wlozyc do worka.

Jejciu, stresowalam sie ta akcja strasznie, no ale musialam to zrobic...

Jest!!!

Zlapalam, wlozylam do woreczka I wraz ze Starszakiem wypuscilam na zewnatrz...

Nawet nie wiecie jak bardzo sie ucieszylam, ze nie ma jej juz w domu, I ze ma szanse na troche zycia...


★★★★★★



Nastepnego rana pod drzwiami kuchennami lezala zdechla myszka....

Biedna, nie uciekla od swojego przeznaczenia.... 

★★★★★★


14 komentarzy:

  1. :) Piękna kotka!! Zakochałam się po uszy!
    Co do podarków, mojej mamie też się zdarzyło mnie żywy podarek (dwa razy), jeden raz to pies wyłapał. Osobiście częściej mam żywe gady (płazy?) w domu w postaci żab, albo jaszczurek, zdarzyło się też kilka piór niewiadomego pochodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczna kotka. Wygląda jak tygrysica, ciekawe ma ubarwienie.
    Mój mąż powiedzialby pewnie w tym momencie - dobry kot. Spelnia swoją kocią rolę, robi to, do czego zostala poniekąd stworzona.

    Ja cichutko przyznaje Ci racje - biedna myszka....
    Ale takie jest prawo natury.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale cudna kotka! Niezłą miałaś przygodę :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba bym zwariowała jak ta mysz by mi wleciała do domu nie byłabym taka odważna jak Ty a kicia słodka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale słodka Kicia :) No i z myszą niezła przygoda - oby więcej myszek do domku się nie dostało, bo potem ciężko się ich pozbyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam koty...no ale mój mąż niestety nie :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Az mi sie zal zrobilo tej myszki... :(

    Ale koteczke macie przepiekna!
    Moj kolega opowiadal kiedys jak jego kotka przytargala do domu KROLIKA! A kiedy go wypuscila z pyska okazal sie zywy! Troche sie naganiali zanim udalo im sie wykurzyc z domu intruza... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczny kociak :)
    My też mamy kota, czarnego. Istny łowca! Wiedziałam że dom, piwnica, strych to wszystko wiąże się z myszami! Poza tym na naszej działce pełno jest nornic (poobgryzane marchewki) i kretów. Jak się okazało nasz Mietek radzi sobie z nimi doskonale! :D Jest to kot podwórkowy, większość czasu spędza na zewnątrz i w piwnicy. No ale ostatnio go wykąpałam i spał z nami :D Mruczał pół nocy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Pilnuje żeby szkodniki nie chodziły zbyt blisko domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. niezła historia... tyle wysiłku na marne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Heh ciekawa historia z tą myszką, taki już los pisany. Ja też wychowałam się z kotami, rodzice nadal mają jednego przybłędę dachowca. Też chciałam mieć, chociaż w bloku dachowiec ciężkie życie by miał, więc dostałam domowego Brytyjczyka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przepadam za kotami, ale Wasz jest na prawdę służby i bardzo mądry. Mysle, że jeśli kotu poświęci się uwagę i czas, to będzie wierny i kochający, podobnie jak pies :). A myszka biedna, ale taką jest natura...

    OdpowiedzUsuń
  13. Urocza ta Wasza kotka! Trzeba przyznać, że życie ze zwierzakami jest dużo ciekawsze. Choć nie zawsze całkiem łatwe. My od lat załatwiamy wakacje "pod psa"...Ale jak tu żyć bez czworonoga?

    OdpowiedzUsuń
  14. Fanką kotów nie jestem, ale post przeczytałam od dechy do dechy :)

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes