sobota, 15 listopada 2014

Kim chcialam zostac w przeszlosci...

Kazda z Nas chciala kiedys kim byc...
Moze piosenkarka, moze aktorka albo lekarzem?

Pamietam jak rozpoczal sie rok szkolny. Pierwsze spotkanie dzieci I rodzicow z nauczycielem. Moja lawka jako prawie jedyna byla pusta. Nikt nie chcial do mnie sie dosiasc. Nie bylismy bogaci, wrecz przeciwnie - dziecinstwo wspominam dosyc gorzko. Po kilkunastu minutach dosiadla sie do mnie dziewczynka pchnieta przez Mame. Miala piekny , dlugi warkocz, kilka piegow na nosie, ciemne , ciekawe oczy. Posiadala nowy, skorzany plecak z dwoma przyszywanymi naszywkami. Jej piornik byl owalny, w srodku miala pachnace gumki, zelowe dlugopisy. Jej kazdy zeszyt mial piekne okladki.
Z boku bylam ja - plecak po siostrze, piornik metalowy, zwykle pisaki I kilka dlugopisow.
Do szkoly zaprowadzana bylam tylko tydzien przez Tate.  Mama w tym czasie byla w szpitalu zakaznym I przez miesiac nie bylo jej w domu.
Z kolezanka zapoznalam sie blizej I na kazdej lekcji siedzialysmy razem.
Okazalo sie , ze mieszka na przeciwko mojego bloku.
Rano wiec wychodzilam wczesniej , by pojsc po nia I razem maszerowalysmy do szkoly.
Czasami wpuszczala mnie do domu, czasami czekalam chwile na klatce.
Lubilam fakt, gdy moglam wejsc chociaz na sekundke do srodka.
W domu pachnialo dopiero co zaparzona kawa. Jej Mama byla ciepla osoba. Widzialam jej sniadanie na ktorego sam widok leciala mi slinka : swieza szynka, ser, pomidorek. U mnie w dzien co dzien bylo to samo... nic na co mialam ochote, nic co nie przyprawialo mnie o chec jego zjedzenia.
Jej mama na do widzenia zawsze szczypala ja za kolanko na szczescie.
Kolezanka dzielila pokoj z bratem. Bylo czysto, przestronnie I tak... spokojnie, bezpiecznie... chcialam tam bywac codziennie, no, ale nie moglam...
Ja nie chcialam wracac do domu.. balam sie Taty... nie czulam sie dobrze, gdy Mamy nie bylo w domu. U Nas nie czulo sie milosci na odleglosc, nie pachnialo kawa I nikt mnie nie szczypal na do widzenia, ale nie bylo zle... po prostu nie tak, jakbym tego bardzo chciala...

W szkole uczylam sie bardzo dobrze. Nauczyciele uwazali mnie za zdolna osobe. Razem z kolezanka z lawki stanowilysmy zgrany duet. Roznica byla tylko klasa spoleczna...ja szara, biedna myszka, a ona z porzadnego domu.
Kolezance zazdroscilam nowych , pachnacych ubran, kolorowych spinek, nowych martensow I starszego brata. Ja mialam starsza siostre, ale przeciez to nie to samo.
Nauczyciele ja lubili - rodzice znani w miescie, bo jej tata byl Prezydentem Miasta.

Kolo trzeciej klasy podstawowki postanowilam, ze moim marzeniem jest zostac...
PANIA MECENAS... tak, taka sama pania Mecenas jaka jest kolezanki Mama.
Chcialam bronic niewinnych, pokrzywdzonych, smutnych, niedoleznych.
Bronic chlopaka ktory sie jakal I rozmawial tylko ze mna, bo ja sie z niego nie smialam, chcialam uchronic od zla innego, ktory nosil okulary I starsi chlopcy niejednokrotnie zabierali mu je z nosa.
Chcialam odmienic ich los, bo mojego sie wbrew pozorom sie nie dalo.
Nie, nie bylam nieszczesliwa, ale jako dziecko nie rozumialam czemu nie moglam miec czegos, co maja wszystkke inne dziewczynki w szkole.
Uczac sie dobrze chcialam pokazac rodzicom, ze jestem wartosciowa mala panienka.
Pragnelam uczucia, zainteresowania, ale zycie bylo ciezkie.
Mama ciezko pracowala, tata prace raz mial, raz nie. Brat urodzil sie chory, Tata byl agresywny, zycie bylo trudne, ale ja nie narzekalam - przeciez bylam tylko dzieckiem.
Czasami bylo mi tylko przykro, ale nie mowilam o tym nikomu, bo po co? Przeciez nic by to nie zmienilo.

W 7 klasie stwierdzilam, ze juz Pania Mecenas nie chce byc, bo nie lubie historii, chociaz niektore dzialy byly interesujace, ale ja nie lubilam zakuwac... nie widzialam siebie pamietajacej te wszystkie kodeksy, ustawy itp.
Znalazlam wiec inne zainteresowanie.

Zaczelam pisac.
Bylam w tym dobra.
Opowiadania, eseje, rozprawki.
Nie bylo na mnie mocnych. Pisalam w domu ksiazki na maszynie do pisania, czasami w zeszytach.
Zawsze pisalam o tym samym...o szczesliwej dziewczynce, ktora mogla pozwolic sobie ma wszystko- na jazde konno, ktora ma piekny dom I psa...a nawet dwa, ktora ma starszego brata I przystojnego chlopaka. Ktora jezdzi na wycieczki. Niby pieniadze szczescia nie daja - fakt, ale je ulatwiaja, pozwalaja na spelnienie swoich marzen, na brak ograniczen..............

Postanowilam wiec, ze bede dziennikarka.
Swoje smutki, mysli, sentencje, zapiski przelewalam na papier.
Byla  z siebke dumna widac efekty mojej pracy.
Potem zapisalam sie na warszaty.
Najbardziej podobala mi sie praca w gazecie. W radiu moj glos troche smiesznie brzmial, a w tv bardzo sie stresowalam.
W liceum z polskiego bylam najlepsza.
Czytano moje prace na glos w klasie jako wzor, wygrywalam konkursy literackie.
Dobrze sie czulam piszac I byc za to doceniana...

Zmienilo sie to jednak w 3 klasie liceum, gdy zmienil sie nauczyciel.
Dla niego nie bylam wystarczajaco dobra. Podcinal po cichu moje skrzydla wymagajac wiecej I wiecej.
Przestalam pisac czerpiac z tego jakakolwiek przyjemnosc, a jedynie tak, by zadowolic wymagania nauczyciela.
Moja prace maturalna ocenil na 4. Bylam bardzo zawiedziona, to byl cios ponizej pasa.

Pomyslalam wiec, ze moze w pisaniu jednak taka dobra nie jestem, wiec dziennikarka zapewne tez nie bede.

Bedac w liceum mialam chlopaka, ktorego Tata byl bardzo zamozny. Ich stac bylo na wszystko.
Jego tata widzac we mnie potencjal , a moze nawet "przyszla"corke inwestowal we mnie jak tylko mogl.
Jedna z jego inwestycji na przyszlosc byla nauka angielskiego.
Pokochalam tem jezyk tak bardzo, ze wieczorami rozwiazywalam sobie zadania, a na swieta poprosilam o slownik Cambridge.
Nauczycielka byla ze mnie tak zadowolona, ze Tata Bylego Chlopaka postanowil wyslac Nas ma kurs jezykowy na 3 tygodnie do Bournemouth.
Wybral Nam angielskie rodziny u ktory mieszkalismy, chodzilismy tam tez do szkoly letniej. Dziekowalam Bogu, ze jest ktos przy mnie kto we mnie wierzy, kto mnie docenia I chce dla mnie dobrze.
Moja Mama dawala Nam duzo milosci, ale wewnatrz byla bardzo samotna. Wiem, ze byla ze mnie takze dumna.
Moj zwiazek z chlopakiem rozpadl sie po 3, 5 latach - 4 miesiace przed moja matura.
Czulam , ze ow facet nie jest egzemplarzem na Meza, meczylo mnie to, ze nikt z jego rodziny nie docenial tego, co ich ojciec dla nich robil.
On 8 lat na emigracji pracowal, by mogli przezyc. Stracil bardzo, bo nie bylo go gdy jego synowie dorastali I moze poprzez pieniadze probowal im to wynagrodzic.
Mi zawsze mowil :" ..... szukaj przyjaciol madrzejszych od siebie, od ktorych czegos sie nauczysz, a nie takich, ktorzy beda zanizac Cie do swojego poziomu".

Na angielski uczeszczalam nadal, chociaz z trzech spotkan w tygodniu stac bylo mnie na tylko jedno.
Mature zdalam na piatke....

I mialam isc na studia. Chcialabym byc nauczycielka, nauczycielka angielskiego...
Taka sama, jaka mialam ja. Usmiechnieta, inteligentna, potrafiaca przetlumaczyc angielska piosenke bez zastanowienia, ale granice otworzyli.... byla praca...

Mialam wiec nie lada dylemat : studia czy praca.

Edukacja to postawa. Uczylam sie dobrze, ale.......

Ale nie moglam dluzej byc w domu, kiedy Tata oswiadczyl, ze jak tylko zaczne studia to mam poszukac pracy na weekendy, bo On mnie utrzymywac nie bedzie....

Pieniedzy w domu nadal bylo tylko tyle, by starczylo na najpotrzebniejsze rzeczy.

Specjalnie nie zdalam na studia, pozyczylam pieniadze od Taty, znalazlam prace przez internet w Irlandii....

I tak tu juz jestem 10 lat.

Czasami zastanawiam sie jakby to bylo, gdybym jednak poszla na studia....
Zaiwestowala w wyksztalcenie....


Co pragne dac moim Synom?


Pelno milosci, poczucie bezpieczenstwa....

Chce by bylo Nas stac na lody, na pojscie do Zoo, na ich potrzeby....

Chce dac im stabiliacje finansowa, miec za co oplacic im studia.

 Chce zeby wiedzieli, ze zawsze jestem dla nich...

Moglabym pomyslec o trzecim dziecku, ale przemawia przeze mnie rozsadek...
Majac wiecej dzieci , niz dwoje nie bylibysmy w stanie prowadzic zycia na takim poziomie jak dzis...

Moim chlopcom chce zapewnic dobry start , a o reszte beda musieli pozniej zatroszczyc sie sami...

A czy beda doktorami, murarzami czy pracowali przed komputerem - to nieistotne...

Mama bedzie z nich bardzo dumna!!!!!!!

19 komentarzy:

  1. Co do ojca to mam bardzo podobne wspomnienia z dzieciństwa. Nie bił nas, ani nic innego, ale tak bardzo nie lubiłam, kiedy mamy nie było. On mnie po prostu przerażał. Z polskiego też byłam najlepsza w klasie i dziś bardzo żałuję, że nie związałam z nim swoich studiów, pracy... Czasami o tym myślę, rozkładam swoje decyzje i to, co na nią wpłynęło, na czynniki pierwsze... Tyle, że to dziś nie ma już sensu- sama sprowadzam się na ziemię.
    To ważne, żeby dzieci czuły, że nie muszą nam niczego udowadniać, że kochamy je i jesteśmy z nich dumne tak po prostu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Miniu, tak się rozpisałam w komentarzu, że wyświetliła mi się informacja o przekroczeniu limitu literek :) Więc napiszę krótko...
    Czytając Twój post, wyobrażałam sobie, jak musiało być Ci smutno.
    U Nas również się nie przelewało, ale zawsze w domu była ciepła atmosfera, okazywanie czułości, miłości. Zawsze rodzice poświęcali Nam swój czas, rozmawiali z Nami. Może nie mieliśmy super wyjazdów gdzieś poza dom, ale były niedzielne spacery i wycieczki do lasu.
    Jestem wdzięczna rodzicom za to, że inwestowali we mnie- nauka j.angielskiego, czy kupno komputera- ciężko mieli, a woleli odmówić sobie i przeznaczyć pieniążki na mnie, chociażby na naukę angielskiego. Zawsze we mnie wierzyli, wspierali i dopingowali.
    Miniu, ujęłaś wszystko to, co powinni zapewnić rodzice swoim pociechom :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro mi, że jako dziecko u siebie w domu nie czułaś miłości. Na przeszłość niestety już nie masz wpływu. Najważniejsze, że teraz czujesz się szczęśliwa z tym co masz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaznalam milosci, ale moze nieodpowiednio duzo , badz za malo od jednego z rodzicow....

      Usuń
    2. Rozumiem, miałam na myśli to, że przykro mi się zrobiło jak odczytałam Twoje zdanie "u nas nie czuło się miłości na odległość". Dlatego cieszę się, że teraz jesteś szczęśliwa i masz dużo miłości od swoich chłopaków tego dużego i tych mniejszych :)

      Usuń
    3. U mnie w domu nie bylo czuc tego bezstroskiego zycia, bo bylo Nam finansowo ciezko . Przekladalo sie to wiec na humory rodzicow I dlugie godziny pracy. Mama miala serce pelne milosci... ja lubilam idealizowac rodziny, ktore obserwowalam. Kolezanki rodzina byla taka o ktorej marzylam, ciepla, usmiechnieta, bez problemow...
      Tak, teraz mam swoja mala rodzinke I daje im duzo milosci, najwiecej ile moge... ;)

      Usuń
  4. Najważniejsze aby byli szczęśliwi i zawsze mogli zgłosić się do mamy ze swoimi zmartwieniami...dom pełen miłości jest lepszy niż ten pełen pieniędzy bez uczucia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj Minia...
    Bardzo jest przykro to czytać, ale cieszę się,że czytając Twoje smutne wspomnienia, doszłąm do pięknej i optymistycznej puenty. Jesteś bardzo mądrą i dobrą dziewczyną, cudowną mamą.
    Wiesz... dzieciństwo to tylko część naszego życia. Straszliwie ważna, wiem!, ale to tylko część. Karta zawsze może się odwrócić, jak to jest w Twoim przypadku. Po chudych latach mogą przyjść grube, lub po prostu po życiu takim, w którym jest się niezadowolonym, przychodza momenty takie, w których powiedzieć można, że jest cudownie!

    Moje dzieciństwo było podobne i w moim rodzinnym domu zmieniło się tylko na gorsze.
    Gdy byłam dzieckiem, tworzyliśmy szczęśliwą rodzinę. MAma, tato, ja i dwie starsze siostry. PRzeprowadzilismy sie od miasta, do bloku. Tata utrzymywał rodzine. Niespodizewanie rozchorowal sie na serce i po kilku zawałach zmarł. Mama, niewykształcona z trójką dzieci zostala sama. Stanela na nogi, znalazla prace i żyło nam się "jakoś". Do czasu, gdy i mama sie rozchorowala. Miałą 5 operacji na kregoslup. Chodzi, ale musi sie oszczedzac. Z pewnoscia nie moze pracowac.
    A mieszkanie trzeba utrzymac. Sam czynsz kosztuje w mom bloku 800 zł miesiecznie, a mama ma 650 zł renty :/ Cienko. W ogóle wiecznie ona dostaje po dupie. Później uslyszala, ze jej najmlodsza córka ma raka...
    Ehhh... noooo... życie. Czasem jest popieprzone, popieprzone po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiscie twoja Mama ma pod gorke...przykro mi... :(

      Usuń
  6. Twoi chłopcy mają bardzo,bardzo mądrą mamę, a i talent do pisania ma się bardzo dobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje slicznie za bardzo mile slowa...az mi sie cieplutko na sercu zrobilo..

      Usuń
  7. Przeszłość Cię jednak wielu rzeczy nauczyła. Przede wszystkim tego, że z pewnością nie popełnisz tych samych błędów, nie powielisz tych zachowań. Jesteś bardzo pozytywna kobitka, mądra i kochana i z pewnością tworzysz dom taki jak w dzieciństwie chciałaś mieć.
    A co do zawodów kim chciałam zostać w przeszłości to mnie się marzyła policjantka, ale taka co biega z bronią za przestępcami i psycholog pracujący w ośrodku dla uzależnionych od narkotyków bądź z przestępcami.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wzruszyłam się niesamowicie. Moja historia jest ciut podobna. Udało mi się zostać w Polsce i mam za co żyć, mamy mieszkanko i dziecko w drodze. Nie stresuje się czy starczy od 1 do 1, ale gdzieś w środku we mnie jest lekki niepokój, bo u nas było dobrze i nagle trach. Szanuje każdą złotówkę i też chciaąłabym zapewnić synkowi to co najlepsze.
    Stresuje mnie tylko, że umowa z obecnym pracodawcą kończy mi się podczas macierzyńskiego - nie wiem czy będę miała gdzie wracać. Ale wymyśle coś. W końcu zawsze coś wymyślę ;)
    Pozdrawiam!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety sa silne ... damy rade sobie ze wszystkim... mam nadzieje, ze po macierzynskim praca bedzie na Ciebie czekala...pozdrawiam!

      Usuń
  9. Och Minia Minia :* ściskam mocno mocno

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi też podcinano skrzydła w szkole, nocami płakałam bo mimo starań zaszufladkowano mnie ze względu na kłopoty z jezykami. Bardzo źle wspominam czasy licealne... ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Pokazałam wszystkim środkowy palec i skończyłam ciężkie studia. Każdy ma swój cel, Ty wyjechałaś i najważniejsze, że jesteś tam szczęśliwa i masz się tym z kim dzielić. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też się bardzo wzruszyłam! Jako dziecko również uwielbiałam odwiedzać takie normalne, pełne domy moich przyjaciół. ,,Kradłam" to ich szczęście i wyobrażałam sobie jakby to było gdyby mój mama nie musiała pracować za dwoje. A nauczyciele niestety bardzo często podcinają skrzydła.

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas w domu sie nie przelewalo, ale problemow tez nie mielismy bo tata pracowal na dwie zmiany (mial dwie prace) i mieszkalismy z dziadkami - przeprowadzilismy sie na swoje (mieszkanie sluzbowe) dopiero gdy mialam ukonczone 7 lat. Bylo tloczno, ale moje dziecinstwo wspominam bardzo dobrze.
    Moj pierwszym wymarzonym zawodem byl lekarz, ale pozniej odkrylam, ze ''noga'' ze mnie w materiach scislych i reakcja na widok krwi zostawiala wiele do zyczenia, wiec idea Ewy w kitlu szybko sama sie rozmazala.
    Nieco pozniej odkrylam moja pasje do podrozowania i poznawania nowych miejsc, wiec zapragnelam zostac przewodnikiem. Zlozylam nawet papiery na AWS, bo tylko tam byl taki kierunek i prawie sie dostaolam. Ostatecznie wyladowalam na administracji, troche przez przypadek, ale doskonale sie tam odnalazlam...zapragnelam po studiach otworzyc wlasne biuro podrozy, ale wyjechalam za granice i choc za rodzina tesknie to nie zaluje! Poza tym od dawna kusila mnie praca w hotelu...na recepcji i kiedys nawet dostalam propozycje od hotelu w Rzymie (los jednak chcial inaczej). Moze wlasnie dlatego uwielbiam czytac Twoje opowiesci z pracy :)

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes