poniedziałek, 27 października 2014

Sprawozdanie z naszego wypadu. UWAGA - dlugo !

18.10 - sobota

Wyjechalismy dokladnie o tej godzinie co chcielismy , czyli o 8.00

Mlodszy Syn polegl w aucie pierwszy I zasnal na poltorej godziny.
O dziwo Straszak nie zmruzyl oka, co sie rzadko zdarza.
Na dublinskie lotnisko dojechalismy okolo 10.20
Wylot byl o 13.20, wiec mielismy rowne 3 h na spokojna odprawe I  czas by cos zjesc.
Godziny minely Nam ekspresowo I nim sie obejrzelismy - nastala pora wylotu.
Powiem Wam, ze pierwszy raz zaraz kilka minut po stracie wpadlismy w turbulencje, ze w pewnym momencie naprawde sie denerwowalam. Samolotem strasznie rzucalo, a ja w glowie mialam czarne mysli. Slow Meza jednak nigdy nie zapomne , ktory spokojnym slowem oznajmil, ze co najwyzej zginiemy wszyscy i, ze bedziemy w niebie razem.Starszak po kilkunastu minutach od startu w najlepsze sobie drzemal. Mlody jednak nie zamknal oczu nawet na chwile, ale byl wyjatkowo grzeczny. Lecielismy z wiatrem , wiec lot ku Ojczyznie zajal nam tylko 2, 5h. Po wyladowaniu musielismy wynajac jeszcze samochod, zanim wiec pojawilismy sie w rodzinny miescie Meza dochodzila godzina 19.00. Niestety Mlody w samochodzie padl I byl klopot by polozyc go wieczorem, ale jakos udalo Nam sie go ululac troszke pozniej.

19.10. - niedziela

W niedziele mielismy jechac do zoo albo Dinoparku. Nie pojechalismy nigdzie.
Powodem dla ktorego sie nigdzie nie wybralismy to niezdecydowanie szwagierki. Gdy pojawili sie u Tesciowej bylo grubo po 11. Zanim podjelismy jakakolwiek decyzje byla 12, a to juz prawie czas na lunch. Wyszlo na to, ze pojdziemy do parku niedaleko, gdzie jest duzy plac zabaw. Nie rozpaczalam za dlugo, bo wczorajsze podrozowanie dalo Nam wszystkim we znaki.
A niedziela byla piekna. Cieplo, slonecznie I tak jesiennie.
Nie plac zabaw zdobyl serca chlopakow, a liscie... tak, liscie z drzew, pelno lisci....
Wieczorem udalam sie do polskiego kosciola, ale o tym napisze notke kiedys indziej...
Pozniej do Tesciowej zwalila sie cala Mezowska Rodzina. Dla Mlodego bylo to ewidentnie za duzo. Dostawal wiec histerii, ze wiekszosc czasu musialam z nim wychodzic na klatke , by go uspokoic. Nowe twarze, nowe miejsce spowodowaly, ze Mlody byl strasznie zdezorientowany - I co mu sie Biedakowi dziwic...

20.10 - poniedzialek

 Zabralismy chlopcow na spacer, a potem do Galerii Handlowej w ktorej nic nie bylo.
Po obiedzie pojawila sie siostra M. z synkiem Igorkiem, ktory jest zaledwie 6 tyg mlodszy od Mlodego. Jesli mialabym doliczyc Mlodemu 5 tygodni o ktore urodzil sie za wczesnie -  mozna powiedziec, ze urodzili sie prawie w tym samym czasie. Niestety ten sam wiek powoduje, ze w ogole sie nie dogaduja. Igorek za to bardzo polubil Starszaka I vice versa....

21.10- wtorek

To wyjazd do Bydgoszczy. Wyjechalismy ok 10.30.
Dojechalismy kolo 13 - prosto do mojej Babci.
Na dzien dobry Mlody nie chcial wchodzic I panicznie sie rozplakal ( chyba ma troszke problemy z adaptacja w nowym otoczeniu). Starszak zadomowil sie jednak jak nigdy nic. Babcia pomimo prawie 80 na karku ugoscila Nas pieknie. Obiad zrobila pyszny, a i nawet deser sie znalazl. Pojawil sie takze i moj Tato. Pozniej dolaczyla takze I ciocia. Kazdy chcial zobaczyc moich kochanych , malych Lobuziakow.
Po 16 ruszylismy do Siostry, gdzie juz czekali chlopcow kuzyni.
To bylo pierwsze miejsce do ktorego Mlody nie bal sie wejsc, chociaz ostatni raz byl tam majac 6 miesiecy.
Chlopcy byli wniebowzieci. Najstarszy Syn siostry opiekowal sie cala trojka, a ja znalazlam chwile na wypicie cieplej kawy. W domu maja takze kotka, wiec Starszak co chwile chcial ja brac na rece.
Nie obylo sie jednak bez incydentow, gdy Mlody spadl z 6 schodow. Na szczescie nic powaznego mu sie nie stalo.
Cala czworka chlopcow zasnela razem w jednym , duzym lozku, a ja mialam chwile na pogaduchy z Siostra. Chwile, bo bylam naprawde padnieta..... a szkoda,bo tak rzadko kiedy mamy czas tylko dla siebie.

Starszak z siostrzanym koteczkiem
22.10 - sroda

W srode bylam bardzo zajeta. Chlopcow zostawilam na chwile z Siostra , a wraz z Mezem udalam sie na zakupy. Zakupy rozpoczelismy na kawie I ciescie u Sowy.
Zakupow sie nie doczekalam, bo zapomnialam wziac czegos z domu I musielismy wrocic sie do Siostry.

Pozniej spotkalam sie z dawno niewidziana kumpela z ktora fanastycznie minal mi czas. Nawet nie wiem kiedy dobiegla 15 I musialysmy sie pozegnac. Buzie Nam sie jednak nie zamykaly, a ja po cichu cieszylam sie, ze ponownie zlapalysmy miedzy soba swietny kontakt.

Po 15 do miasta dojechal Brat I wraz z nim wybralismy sie do mojej siostry mieszkania, gdzie po 17 szybko zbieralismy sie by odwiedzic moja kuzynke.

Kuzynka ma 3 letnia coreczke Oliwke, ktora jest przeurocza. Nadaje jak Mloda Stara. Jest przeslodka. Moglabym z nia rozmawiac dnie I noce. Chlopcy byli zachwyceni jej zabawkami. Byl takze Ich pies, ktory powodowal duuzy usmiech na buzkach chlopcow. Bardzo mile spedzilismy wieczor, z reszta jak zawsze u nich.

23.10 - czwartek

(Juz mnie palce bola od pisania - zmeczylyscie sie juz troche czytaniem ? :))

W czwartek Maz ponownie podjal probe wyjazdu do Galerii na zakupy. Na chwile wpadlismy do siostry , by wyruszyc do domu mojej kolezanki z dawnych lat.
K. przywitala Nas cieplo, ale u chlopcow wystapil kryzys. Mlody nie chcial przez pierwsze dobre kilka minut zejsc z rak, a kiedy juz troszke ochlonal to ciagle klocili sie o zabawki. Do zabawy mieli 4 letniego Jasia, ktory jest strasznie dobrze wychowanym chlopcem. Byl taki ulozony I grzeczny !!! Slodziak maly.

Nie bylismy jednak u nich za dlugo, bo moja Mama czekala na Nas z obiadem.
M. kupil jej duzy bukiet kwiatow, a ja dla jej Meza mialam butelke wytrawnego wina.
Wejscie oczywiscie popsul Mlody , ktory mial kryzys albo juz dosyc podrozowania.
Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszylam sie na jej widok. Jest szczupla, zadbana, opalona I co najwazniejsze.... szczesliwa, a przeciez tego dla niej chcialam, nieprawdaz? Cieszylam sie wiec razem z nia....

W tym dniu mialam zaplanowane 3 wazne wizyty na ktore zawiozl mnie tak jak ustalilismy wczesniej - Maz Mamy.

Na pierwszy ogien - dermatolog. Bardzo sie denerwowalam !!!!

Rozebralam sie, a doktor pierwsze co - no Pani to chyba z 200 ich ma. Usmiechnelam sie nerwowo. Zaczal je badac pytajac czy w rodzinie ktos mial czerniaka. Serce zaczyna mi bic szybciej, Bada kazdy z kolejna. Nic, cisza, nie komentuje. Mowi cicho, ze one wszystkie sa normalne, niezagrazajace mojemu zyciu. Najgorsze sa te nowo powstale. Oj, tu cos mam... zaznaczyl na plecach. Tylko jeden !!!!! Tylko jeden, aktywny, wiec do szybkiego usuniecia.... kamien mi spadl z serca.
Zapewne te 3 co usunelam wcale nie musialy byc usuniete. Najadlam sie stresu, a po nich zostaly mi blizny , chociaz Doktor stwierdzil, ze Chirurga ktory mi je robil mialam swietnego. Kontrola co pol roku, maksimum rok.
"Przyjde na pewno" - odrzeklam z sercem na dloni, ze NiC sie nie dzieje!!!!!!!!!!!

Minia jak to Minia umowila sie do ginekologa pol godziny od dermatologa. Przyjmowali w tym samym budynku, wiec nie musielismy nigdzie jezdzic.
Wizyta rzeczowa, pani ginekolog konkretna I delikatna.
Wyniki cytologii przesle do Irlandii, a co . Wroce do niej na pewno, bo pozwolila mi sie pozbyc uporczywego kompleksu.

Na 18.30 mialam USG piersi w prywatnym szpitalu.
Naleze do grona kobiet podwyzszonego ryzyka, gdyz babci siostra zmarla na raka piersi oraz jej mama, a u mojej babci u ktorej bylismy 3 miesiace temu usunieto lagodnego guza wraz z cala piersia.
Balam sie tej wizyty rownie mocno jak tej odnosnie znamion.
Kobitka z twarzy surowa, ale nie po mimice oceniac sie powinno czlowieka. Przeprowadzila wywiad, recznie zbadala piersi ( prawie dostajac zawalu, ze mam guza , ktory po kilku sek okazal sie zebrem ) :)
Zrobila usg piersi, a takze wezlow chlonnych. Nic sie nie dzieje!!!!! Wszystko jest dobrze, ale profilaktycznie chcialaby mnie widziec co roku.... przyjde....
Wrocilismy z powrotem do Mamy.

24.10 - piatek

To czas powrotu do M. rodziny. Wyjechalismy po 11.30, wiec dojechalismy na godzine 14. Na 15.30 mielismy umowionego Stomatologa, bo Dentysta w Irlandii jest masakrycznie drogi.
Pani Doktor sie zapomnialo I przyszla pol godziny pozniej (otworzyla gabinet tylko dla Nas). Na stolku siedzialam 1, 5 h. Mialam tylko jedna dziurke, ale problemem okazal sie jednak kamien, ktory czyscila godzine!!!!
Zmartwila mnie mowiac, ze wyglada na to, ze mam jakas chorobe nazebia, bo kamien zbiera sie nawet pod dziaslami, a zeby nie sa w nich gleboko osadzone, wiec jak przylece mam sie udac do lekarza specjalisty.
Poza tym ostatnio bardzo stresuja mnie te wezyki, ktore wssysaja sline, bo wielkokrotnie wmawiam sobie, ze musze przelknac sline I zaczynam panikowac, ze slina nie jest wchlaniana jak byc powinna. Nie jest prosto miec otwarta buzie przez 1, 5 h.... ; (

25.10 - sobota

Ten dzien byl dniem mniej intensywnym, ale za to bardzo glosnym. Otoz cala rodzina ponownie zebrala sie , by wszyscy razem mogli sie spotkac , pojesc I pogadac.
Zeby dobrze na takie spotkanie sie przygotowac ( 10 doroslych I 5cioro dzieci) postanowilismy wziac chlopakow na przejazdzke. Chcialabym zeby Mlody przymknal oko, bo zapowiadal sie dlugi I ciezki dzien dla takiego szkraba.
Plan sie powiodl. Misiu zasnal po 20 minutach, a lacznie spal ich 45. M.w tym czasie zabral Starszaka na poczte wyslac zalegla "niespodzianke" do pewnej Pani, a ja czekalam w samochodzie. Wracajac do domu zalapalismy sie akurat na obiad.
Misiu juz tak nerwowo nie zareagowal na tylu gosci jak wczesniej, ale nadal byl troszke zdezorientowany. Starszaka widywalam od czasu do czasu tak bardzo byl zajety zabawa z kuzynami I kuzynkami.
Rodzinka poszla do domu po 18, a chlopcy padli jak muchy po 21 (probujemy klasc ich tak jak w domu tylko, ze u Nas jest godzina w tyl czyli o 20 czasu irlandzkiego).
Ja z Mezem planowalam pojsc na obiad, ale zadecydowalam, ze ten wieczor spedze w domu z tabletem na kolanach. M.wybral sie wiec do kolegi ze szkoly sredniej by pograc sobie troche na playstation. Ach, ci faceci ;)

26.10 - niedziela

Ostatni dzien w Polsce przed naszym powrotem.
Te dni byly dla Nas bardzo intensywne. Wiem, ze teraz nawet ciesze sie, ze wracamy, ale zapewne za miesiac czy dwa znowu troche zatesknie. Ciesze sie, ze chlopcy juz coraz bardziej swiadomi ladnie bawili sie z napotkanymi dziecmi I, ze byli dzielni.
Ze poznali nowe twarze i miejsca, ze pojedli nowe jedzenie I, ze pospali w innych lozkach. Ze bylo inaczej...inaczej , niz zawsze....
Ostatni dzien spedzilismy u M.siostry, ktora ma synka Igorka.
A tak dzieci zasnely u babci w ostatnia noc w Polsce


27.10 - powrot. Wyjazd o 6.45, dojazd do domu po 16 (czyli 17tej pl czasu).

Chyba nie musze pisac jak bardzo jestem zmeczona ?
Dlatego juz koncze I zycze Wam milego tygodnia,

Pozdrawiam,
Minia


26 komentarzy:

  1. Następnym razem, gdy będziesz w PL to musimy się.koniecznie spotkać!! Fajnie, ze wizyta Wam się udała!

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznan musi znalezc sie na mojej liscie, bo mam tam stara znajoma z IE, ktora chcialaby, jeszcze kiedys zobaczyc... Aniu, moze uda sie to w przyszlym roku. Ten wypadl byl mega intensywny, ze teraz ziewam, a tu dzieci juz wstaly, sniadanie trzeba zrobic...I jeszcze do pracy dzisiaj...

      Usuń
  2. Najbardziej trzymałam kciuki za tą wizytę u dermatologa! A to był dermatolog-onkolog? Pytam bo jak już Ci kiedyś pisałam też mam zamiar wybrać się na wizytę.. No i super że cały wyjazd udany :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dr.n. med , ale sprawdzil mi kazdy jeden . Poza tym bylam u niego wczesniej I uwazam go za bardzo dobrego lekarza...

      Usuń
  3. Cieszę się, że wizyta się udała i że nie musisz się martwić o swoje zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślałam, że spotkasz się też ze swoją Mamą. Ale wypad intensywny i najważniejsze, że Ty się uspokoiłaś, dzięki lekarzom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elus, spotkalam sie w czwartek. Nocowalismy u niej takze ;)

      Usuń
  5. Alez intensywny wypad. Nudzic to sie na pewno nie nudziliscie z tak napietym grafikiem. Bardzo sie ciesze, ze wszystko co zaplanowane udalo sie zrealizowac. Podziwiam Cie rowniez, bo ja to zwykle sobie naplanuje rzeczy a pozniej odkladam wszytsko na ostatnii minute i zrealizowac uda mi sie moze polowe.
    Super, ze wyniki dobre. Historia z kamieniem nazebnym przypomniala mi, ze musze sie koniecznie umowic do denstysty. Ostatnio sie tu nasluchalam jak zonie kuzyna M. powypadalu kolejno wszytskie zeby wlasnie przez kamien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Stomatolog pow.mi ,ze tak drastycznie u mnie nie jest,zeby zeby wypadaly,ale lepiej zebym przeszla sie do specjalisty :)

      Usuń
  6. Ale mieliście intensywny wypad, ale fajnie że wszystko się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko sporo tego było...Dobrze, że jednak w większości na strachu się skończyło...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze! Jestem pod wrażeniem, że tyyyle spotkań, tyyyle wizyt i wszystko w sumie się udało! No co do humorku młodszego, tak czasem dzieci mają, ale ogólnie wszystko ok i to najważniejsze:) Teraz sobie już u siebie odpoczniecie i tak jak napisałaś, niedługo znów zatęsknicie za Pl i tym całym rodzinnym galimatiasem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie,ze udalo mi sie zrobic wszystko (oprocz ZOO) co zaplanowalam,ale nawet jeszcze dzis jestem padnieta :)

      Usuń
  9. Lo matulu, co za intensywnosc! Nie dziwie sie, ze padasz teraz z nog! Przydlaby Ci sie urlop po urlopie! :)

    Bardzo sie tez ciesze, ze wszystkie wizyty lekarskie przyniosly dobre wiesci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez, oj z glowy odeszly mi wszystkie zle mysli :) uff :)

      Usuń
  10. Intensywny wypad. Pewna pani dziękuję za niespodziankę :) Dziś doszła. Bardzo fajne wszystko. Czy dobrze się domyślam, że śliczna kartka z kotkiem była robiona przez Twoją zdolną siostrę? Dziękujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super,ze doszla :) Kartke z kotkiem zakupilam w aukcji charytatywnej u Zosi ( Szczypty kolezanka ma chora coreczke) . Pomyslalam wiec,ze zapewne sie z niej ucieszysz,bo jestes kociara jak I ja. A swieczki z wosku pszczelego robil recznie moj kolega.

      Usuń
    2. Tak o Zosi pamietam, oddawaliśmy jej 1% podatku i osobno na jej konto w fundacji wysłaliśmy pieniądze :) To ta kartka tym bardziej szczególna. A świeczki jak zobaczyłam od razu wiedziałam, że z wosku pszczelego :) W podstawówce miałam koleżankę, której ciocia miała pasieke i robiła też świeczki :) Super sprawa :)

      Usuń
  11. Chyba wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej!:) Wszyscy narzekają na polską służbę zdrowia a i tak wszyscy się tu leczą czy naprawdę jest tak źle Miniu za granica? I mam pytanie bo piszesz o znamionach a ja w sumie mam jedno na plecach spore i nigdy się tym nie przejmowałam a lubię się opalac...kurcze nie mów ze do dermatologa muszę...nam to kilka lat:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w Polsce potrzebne sa tylko pieniadze. Na NFZ sie nie leczylam wieki,wiec nie pamietam juz jak to jest. Mi sie podoba,ze umawiam sie w terminie mi odpowiednim, robie badania, place I jest gotowe. Tutaj musialabym czekac wieki na publiczna opieke, badz zaplacic dwa/trzy razy wiecej za wizyte ,niz w Polsce.

      Mi ten dermatology mowi,ze nie te duze znamiona,a male czarne z wielka iloscia czarnego pigmentu sa niebiezpieczne - aczkolwiek powinno sie badac kazde znamie,ktore budzi niepokoj (zmienia kolor, ksztalt, krwawi , jest czerwone itp.)

      Usuń
  12. nieźle, ja to po takim wypadzie bym ze dwa tygodnie musiała odpoczywać :D
    Najważniejsze, że jesteście zadowoleni :) pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z pracy teraz nadaje...ale jutro wolne :)

      Usuń
  13. Miniu! Cudownie! Żeby wszyscy podchodzili do zdrowia i profilaktyki tak jak Ty! Pięknie! Po prostu jestem wniebowzięta tym, ze znalazłaś w Polsce czas na te wszystkie badania i ze to zrobilas!
    Bo widzisz, dzis caly swiat zyje w biegu. Ludzie pracuja, maja dzieci, prowadza dom, lataja miedzy dwoma krajami, maja czas na wycieczki, a rzadko znajdują ten czas na swoje zdrowie, na kontrole i na tak ważną profilaktykę! Takie czasy.
    A Ty- jestes wzorem do naśladowania!

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj tam, oj tam, ciągle się nie kłócili o te zabawki. Było dobrze :). A, że Mały miał kryzys to normalne - tyle emocji w tak krótkim czasie..
    Mnie najbardziej rozbroił Starszak, gdy dał Tobie buziaka, jak zaczęłaś mówić podniesionym głosem. Ma chopak sposób na mamę :).
    Buziaki!!!
    K.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes