sobota, 12 lipca 2014

Ja i klasztor

Kiedys przedstawiajac Wam swoja okolice, Patilla stwierdzila chec przeczytania jak to sie stalo,ze znalazlam sie w klasztorze i co tam robilam...

Do Irlandii zawitalam 27 lipca 2004 roku. Moja pierwsza praca byla znaleziona przez internet i byla dokladnie tu , w malym hoteliku, in the middle of nowhere :)

ten szaro-bialy budyneczek to moje pierwsze miejsce pracy

Mieszkalam wtedy u pracodawcy w domu,ktorego hotelik oddalony byl 4 km,ktore pokonywalam dwa razy lub nawet 4 razy dziennie. To moja droga do domu i dom w oddali.

Pracowalam jako kelnerka.
Dzieki uprzejmosci pewnej Czeszki,ktora pracowala na zmywaku nigdy nie dowiedzialabym sie,ze trzeba wyrobic cos takiego jak PPS ( nasz PESEL) zeby byc zajerestrowanym pracownikiem.
Wtedy uzmyslowilam sobie,ze moj pracodawca nie odprowadza za mnie podatku,a wiec zatrudniona jestem na czarno.
Do reki za 5 dni pracy (z reguly 45-godzinnej) dostawalam 150 euro. Oczywiscie cieszylam sie jak glupia. Pokoj + wyzywienie mialam oplacone. Co prawda nie pozwalal np . robic mi kanapek z kurczakiem tylko z serem i szynka i potem zaczal krecic ostre walki,ze stwierdzilam,ze mam go po dziurki w nosie, baaa moglabym wrecz podac go do Urzedu Skarbowego,bo oprocz mnie jeszcze 4 inne osoby (sami obcokrajowcy) pracowaly na czarno.

Odeszlam wiec do innego hotelu, ktory dawal wiecej pieniazkow,ale praca byla okrutnie ciezka.
Kazdego dnia na 7-13 i powrot 18 do konca. Koniec czasami byl o 22 ,ale z reguly po 23 i tak 5 dni w tyg.
Dlugo tam tez nie posiedzialam,bo jedynie 5 miesiecy.

Przez 2 miesiace nie mialam pracy. Zylam z odlozonych pieniedzy,ktore z dnia na dzien znikaly coraz bardziej.
Dzieki pomocnym Irlandczykom dawalam sobie jakos tam rade.
Pewnego dnia doszly mnie sluchy,ze poszukuja kelnerki w Kylemore Abbey ...
Tutaj troszkę o klasztorze :

Kylemore Abbey (irl. Mainistir na Coille Móire) – opactwo w zachodniej części hrabstwa Galway w Irlandii, nad brzegiem Kylemore Lough, zbudowane w stylu neogotyckim przez Mitchella Henry'ego w 1868 r. (pałac, przekształcony później w klasztor) i w latach 1877-1881 (kościół). Architekt w romantycznej manierze połączył w budynkach opactwa motywy i detale zaczerpnięte ze słynnych obiektów sakralnych Wysp Brytyjskich, m.in. katedry w Norwich. Wnętrze kościoła klasztornego jest bogato zdobione inkrustacjami i witrażami. W pobliżu kościoła znajduje się duży ogród w stylu wiktoriańskim, z pawilonami ogrodowymi i zabytkowymi szklarniami.

W 1920 r. do budynków sprowadzono benedyktynki, które z powodu I wojny światowej musiały opuścić klasztor w Ypres. Uszkodzone w pożarze w 1959 r. zabudowania zostały odbudowane, lecz kilka dziesięcioleci zaniedbań spowodowało silną ich erozję. Budynki z szarego wapienia są restaurowane począwszy od lat 90. XX w. i mieszczą obecnie ekskluzywną międzynarodową szkołę żeńską prowadzoną przez siostry zakonne - dane jednak nie do konca sa prawdziwe,bo szkole zamknieto w 2010 roku.

Zaczelam wiec tam prace w restauracji,ktora jest niedaleko i pracowalam tam wraz z zakonnicami,chociaz bylo tez duzo kucharzy nie majacych nic wspolnego z kosciolem :)
Praca bardzo mi sie podobala,bo zaczynalo sie o 9 rano do 17.
Jednego dnia przyszedl do mnie Manager ,ktory zapytal sie czy chcialabym dodatkowo robic kilka godzin w klasztorze i sprawowac opieke nad dziewczynkami.

Z uwagi na to,ze klasztor znajduje sie w samym srodku niczego stwierdzilam,ze czemu nie. To zawsze okazja by zdobyc nowe doswiadczenie,a i tak nic lepszego do roboty nie bylo.

Zgodzilam sie. I tak konczac prace o 17, szlam sie umyc czy odpoczac do staff house ( zakwaterowanie mialam za darmo w pobliskim baraku dla pracownikow) i o 18 szlam do dziewczynek i bylam u nich do 22. Czasami zdarzalo sie,ze potrzebowali mnie wczesniej, niektore weekendy spedzalam z nimi poza klasztorem.

Szkola byla miedzynarodowa z internatem. Dziewczyny dzielily sie na dwie grupy 9 -13 lat i 14- 17 lat.
Z uwagi na moj mlody wiek (mialam dopiero 20 lat) zakonnice stwierdzily,ze zajme sie ta mlodsza grupa,bo dziewczynki na pewno beda sie mnie bardziej sluchaly,niz te starsze.
Zakonnice prowadzily lekcje. Byly wiec lekcje spiewu, lekcje irlandzkiego itp.
Najwiecej dziewczynek pochodzilo z dalekiej Poludniowej Ameryki, czyli Brazylii, Agrentyny. Bylo tez duzo Hiszpanek i Wloszek. Najwiecej bylo jednak samych Irlandek.
To musial byc szok dla tak malych dzieci tysiace km z dala od rodzicow i ich domu.
Szkola byla masakrycznie droga 8000 euro za polrocze.
Dziewczynki mialy tylko 2 przerwy po pol h,a ich zajecia zaczynaly sie od 8 do 20.
Ja za zadanie mialam przypilnowac ich zeby odrobily lekcje, pomoc ,gdy czegos nie potrafily, chodzic do toalety (nie mogly podczas odrabiania same wychodzic z sali).
Byly panienki,ktore chcialy wspolpracowac,a byly takie,ktore byly znudzone, rzucaly samolocikami, smialy sie i przeszkadzaly innym.
Najwieksza frajde sprawialo mi czytanie listy obecnosci z dziennika.
Notowalo sie w nim takze jak zachowuja sie uczennice.


JA ZAWSZE CHCIALAM BYC NAUCZYCIELKA!

Bywalo,ze musialam przypilnowac,ze kazda jest w swoim lozku,a i czytalam im nawet ksiazki.
W weekendy jezdzilam z nim na basen, chodzilysmy po sklepach, jadalysmy w kawiarni.
Dziewczynki uczyly sie jazdy konno takze.


Niestety pod koniec wrzesnia oznajmiono mi,ze sezon w restauracji sie konczy co oznacza redukcje godzin.
W szkole nie mialam wystarczajaco duzo godzin,by mnie zatrzymac,wiec musialam z bolem serca szukac innej pracy.

Na 'do widzenia' dostalam od dziewczynek 2 pary kolczykow, gumki do wlosow i 3 duze pozegnalne kartki. Szkoda,ze gdzies po drodze mi zaginely ,ale minelo juz tyle lat...
Na jednej z nich napisane bylo :

'..... bylas najlepsza nauczycielka na swiecie - bedziemy tesknic'.

Szkole zamknieto w czerwcu 2010 ze wzgledu na brak uczacych zakonnic ( wszystkie byly juz za stare).


Uczennice w klasztorze zrodlo tu

To byly fajne czasy i milo bylo powspominac :)

Pozdrawiam,
Minia


12 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za ten wpis. Po pierwsze bo ciekawość naprawdę mnie zżerała a po drugie bo to naprawdę interesujące, gdzie jak itd Minia zaczynała. Jesteś strasznie odważna..pracowita... Chylę czoło. Zazdroszczę też tych wszystkich przygód. Poczułam się teraz taka malutka... Ehh no nic miłego wieczoru. Ja czekam na gości, którzy się spóźniają więc uprzyjemniłaś mi ten czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to kiedys powiedzial ktos madry : "mlodosc rzadzi sie swoimi prawami". Ja korzystalam ile wlezie, nie mialam nic do stracenia... :)

      Usuń
  2. Ciekawa historia, masz co wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo interesujące, musiałaś poznać wiele osób na drodze swojej kariery :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega ciekawa historia jak z bajki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byla rzeczywiscie najprzyjemniejsza I najmniej stresujaca praca jaka wykonywalam... ;)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawa ta Twoja historia... uwielbiam takie miejsca jak ten klasztor :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na podstawie tej opowiesci moznaby film nakrecic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuzynka niejednokrotnie twierdzila, ze ja z trzy ksiazki napisalabym tyle w zyciu doswiadczylam ;) fajne wspomnienia...

      Usuń
  7. Bardzo fajne i ciekawe przeżycia Miniu masz:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie historie! Czyta się z zapartym tchem. Wiesz, ja marzę, aby pracować w szkole - od zawsze tak było. Póki co - byłam tylko na praktykach, a dzieci? Pożegnania nigdy nie zapomnę - ryczałam jak bóbr, kiedy wracałam busikiem do domu.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes