sobota, 10 maja 2014

Z kotami przez zycie...

Moje dziecinstwo wspominam mile. Nawet jeszcze milej, bo nasze zycie moglismy prowadzic wkolo otaczajacych Nas domowych zwierzakow. To nic, ze z poczatku mielismy tylko rybke, by pozniej opiekowac sie swinka morska Perelka czy zolwiem, ktory byl chory I nie wiem co z nim potem sie stalo. Pozniej znalazlam kotke na klatce schodowej. 3 dni zajelo mi blaganie Taty zeby ja zostawic. Udalo sie ... miala lat 14 kiedy musielismy ja uspic... nie zdazylam sie z nia pozegnac... osobny post o niej jest tutaj ...KLIK

W Irlandii Maz przyniosl kotke do domu w styczniu 2010. Roku w ktorym obiecywalismy sobie milosc, wiernosc I uczciwosc malzenska. Kotka zostala wzieta z Meza kolezanki domu , ktorej kotka sie okocila. Oprocz naszej miala dwa inne. Brat Misii zdech na kocia grype. Misie ledwo odratowalismy, bo tez juz byla chora, gdy wzielismy ja w nasze skromne progi. Teraz ma prawie lat 5 I chyba dobrze jej sie z Nami zyje...


Zanim przeprowadzilismy sie na wies opiekowalismy sie Plamka.
Plamke zauwazylam jednego dnia z balkonu. Nigdy nie widzialam prawie czolgajacego sie kota. Panicznie sie bala, prawdopodobnie ludzi, ktorzy ja skrzywdzili.
Gdziekolwiek sie ruszala to wydawac by sie moglo, ze robila to na palcach... raz rzucilam jej szynke, drugi raz Miski chrupki. W koncu zaczela przychodzic kazdego dnia z rana. Ja bedac juz w ciazy szlam ja karmic... kazdego ranka kolo 7, bralam samochod I jechalam w miejsce, gdzie zawsze czekala,a jesli nie ja to robil to M.
Dokarmialismy ja ponad rok. Jednego dnia przyszlam - nie bylo jej, szukalam , wolalalam, zagladalam pod samochody. Nastepnego dnia bylam tez I kolejnego...

Plamki juz nigdy na oczy nie zobaczylismy :(

Pozniej znalazlam inne kotki, ktore dokarmialismy na osiedlu. Boze ile ich bylo.. byl Szarak I Ksiezniczka, byl Cesarz I kilka innych bez nadanych imion, ktore wrecz szly za Toba do domu, bo byly takie glodne :( . Wtedy do kotkow chodzilam juz ze Starszakiem w wozku I z Malym w brzuchu.

Miejsce w ktorym mieszkalismy zaczelo robic sie ciasne. Dwa pokoje, salon I kuchnia... niedlugo Mlody bedzie chodzil, pani z Agencji Nieruchomosci nagle nie zamierza Nam wstawic rolet, ktore byly cale zagrzybione itp. Zadecydowalismy, ze czas wyprowadzic sie gdzies, gdzie bedzie wiecej miejsca, cisza I duzy ogrod.
Wies... normalnie wyprowadzismy sie na wies I jest Nam tutaj tak dobrze, ze zostajemy jeszcze rok.
Misia pokochala tutaj zycie. Kuweta odeszla w zapomnienie, bo Panienka wychodzi teraz na dwor zalatwiac swoje potrzeby. Potrafi zlapac mysze I dumnie pokazac jej Panstwu.

Pewnego razu zobaczylam czarno-bialego kota. Misia go nie lubila, bila sie z nim chociaz byla od niego znacznie drobniejsza.
Nie lubilam tego kota, bo raz sie tak pogryzly, ze Misii wdalo sie zakazenie w lapke I trzeba bylo szybko jechac do weterynarza.
Jednak pewnego dnia wyrzucajac chleb na taras dla ptaszkow kot pojawil sie znowu I wiecie co?
Zaczal jesc ten chleb... kot jedzacy chleb, cokolwiek, bo jest glodny. Nie moglam na to patrzec. Wyjelam puszke I dalam mu. Bal sie mnie oczywiscie, ale po 2 min wrocil I wszystko zjadl w sekunde. Mijaly dni, a on pojawial sie wieczorami, Misia juz z nim nie walczyla - wrecz przeciwnie nawet lezaly niedaleko siebie, akceptowali sie.
Plamek (bo tak go nazwalismy - Plamka tez byla bialo-czarna) przychodzi teraz z rana I na wieczor.

W piatki Nas nie ma. Ja pracuje na rano, maz tez, a chlopcy jada do zlobka. Nasza Kocia Panienka ma pozostawione uchylone okno, by jesli natchnie ja potrzeba wyjscia z domu to moze to zrobic w kazdej chwili. Tak bylo tez I teraz.
Wrocilismy...dwie miski oproznione..z suchym I mokrym pokarmem, co sie naprawde nie zdarza.
Mlody biega po domu szukajac Misi by sie przywitac. Otwieram drzwi I co widze????????
MYSZ... jejku, prawie wielkosci szczura. Lezy , zdechla, a a Mlody pokazuje paluszkiem, a co to..krzycze.. przybiega Maz, za nim Starszak... Maz hop siup I mysza wyrzucona gdzies tam na zewnatrz.
Plamek przyszedl podziekowac... za to, ze go dokarmiamy. Misia polowala na myszy, z dwie przyniosla do domu, ale to byly male myszki..takie dopiero co niedawno sie urodzily.. to byla mysz... duza , dorosla mysz...

Dziekujemy Ci Plamku bardzo za ten prezent, ale od dzisiaj Misiu I Plamku okno zostawiamy zamkniete, a Ty Panienko w piatki bedziesz siedziec na dworzu dopoki nie wrocimy...

Misia wyleguje sie na slonku :)

Nasz nowy kolega - Plamek ( Biedak, spi na siedzaco)

I kto powiedzial, ze koty nie sa inteligentymi zwierzakami?! :)
Tylko nie wiecej takich prezentow, bo jeszcze zawalu dostane....


Pozdrawiam,
Minia

23 komentarze:

  1. Nie przepadam za kotami, no chyba, że to są malusie kiciusie :) Ale... jak widzę takie wygłodzone, to aż serce ściska i złościć się zaczynam. Jak można zostawić kota, czy też psa na pastwę losu. Mieszkam na wsi- na samym końcu wsi, na uboczu i tutaj co roku przed samymi wakacjami ludzie zostawiają pod płotem psa albo kota... Nie rozumiem ludzi. Po co decydują się na zwierzęta, skoro później zostawiają je. Odbiegłam od tematu troszkę ...
    Widzisz, nawet taka istota jak kot, potrafi okazać wdzięczność :)
    I wiesz co... uważaj, żeby z tego młodych nie było :) Plamek upatrzył sobie Misie i ją pilnuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja nie moge przejsc obojetnie kolo glodnego zwierzatka... no nie moge,. Z reszta moj M. jest taki sam jak ja...

      Usuń
  2. U nas też kocia chałupa... Koty to cwaniaki jakich mało, moja mama tańczy jak jej zagrają ;) Mamy kota i młodszą kotkę, matula zachowuje się jakby to były jej dzieci szał ciał normalnie... chociaż Steff ma czasem rozrywkę jak któryś da się przydybać w kącie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham koteczki ;) chociaz pies tez mi sie marzy... nigdy nie mialam :(

      Usuń
  3. Kocham koty. Nasza kicia też Misia i ona choć nie głodna to je różne dziwne rzeczy, np.kalafiora, zielone ogórki, dżem truskawkowy... W tym roku minie jej 4 roczek. Nie wyobrażam już sobie życia bez niej. I zgadzam się, że koty to mega inteligentne bestie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz dawno stwierdzilam, ze nasze kotki to dalekie kuzynki.. wygladaja podobnie , a I nazywaja sie tak samo :)

      Usuń
  4. Dziękuję, że dokarmiałaś i dokarmiasz bezdomne koty :)
    W głębi duszy życzę Ci i Plamkowi, by i on z Wami zamieszkał i już więcej nie przynosił "podarunków" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pol biedy, ze byl M. On sie myszy nie przydzi, a mi az niedobrze sie zrobilo... ;)

      Usuń
  5. Uwielbiam koty szkoda, że nabawiłam się na nie uczulenia po ciąży...jeden którego mieliśmy miał powołanie fryzjerskie gdy moja ciocia przychodziła to siadał za nią na fotelu i lizal i glaskal jej włosy, uciekł gdy byłam na wakacjach a tata zapomniał zamknąć balkon...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie to musialo wygladac z tym lizaniem... szkoda, ze uciekl :(

      Usuń
  6. O ludzie chyba bym zawalu dostala.
    Nie wynioslam z domu milosci do zwierzat co nie oznacza , iz moglabym jakiekolwiek skrzywdzic lub to, ze ich los jest mi obojetny. Co to to nie!! Steffi ostatnio jest zachwycony psami...Kota nigdy miec nie bedziemy, gdyz M. po 2h z w jednym pomieszczeniu z kotem wyladowalby pod tlenem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra tez nie przepada za zwierzetami. Dla mnie to niepojete, ale widocznie mozna :) naszego kota w Polsce sie bala :) oj tak.. Mikus tez bardzo kocha psiaki, z reszta Szymek tez :)

      Usuń
  7. W końcu chciał się Plamek odwdzięczyć:) Fajny kolo z niego:) No i widzę, ze masz jakieś przyciąganie do kotków;) Nasza kicia siedzi w domku, choć chcemy, żeby wychodziła na dwór, ale chyba najpierw ją wykastrujemy, bo nie chcemy mieć maluszków. Potem z maluszkami problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubie koty , a poza tym jestem strasznie wrazliwa na przemoc wobec zwierzat ...

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nosz cholera jasna napisałam taki gigant koment, a on się nie opublikował masakra :/ Może napiszę go w podobnej formie. To, że kotki lubisz wiem w końcu chustecznik by z ideą przewodnią kotów. Ja jestem bardziej psiara niż kociara wolę psy niż kotki. A na kotki lubię patrzeć z daleka z bliska alergia, może jakby nie alergia to może i kot mieszkał by u nas w domu. Ale jeszcze co do dokarmiaczy osiedlowych kotów jestem przeciwna i zaraz wyjaśnię o co mi chodzi, że bym nie została źle zrozumiana. Mianowicie drodzy dokarmiacze lepiej spożytkowalibyście swoje pieniądze, które wydajecie na te smakołyki dla kiciusiów na sterylizację. Bo tak dokarmiane koty tracą swój instynkt łowcy. Ja nie mam nic przeciwko by dokarmić kitka raz na jakiś czas ale nie dzień w dzień takimi rarytasami. Zdecydowanie lepiej dla tych kiciusiów była by wykonana sterylizacja. Tak więc drodzy dokrmiacze sterylizujmy koty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja kicia zostala wysterylizowana w wieku 5 miesiecy . Dodatkowo ma w uchu chipa, ktory w razie gdy sie zgubi wystarczy zabrac do weterynarza I tam juz beda wlasciciela dane. Jesli chodzi o niedokarmianie to nie do konca sie zgodze. Dokarmiane koty nie traca swoja instynktu.. kot zawsze bedzie kotem - drapieznikiem.. Widac to po mojej kotce, ktora jest kotem 'domowym', a potrafi upolowac kilka myszy. Odnosnie sterylizacji to sie zgodze...dotyczy to I kotow I psow...

      Usuń
  10. Uwielbiam psy... koty..no zal mi tych bezdomnych, ktore zreszta codziennie widuje na parkingu, szczegolnie, ze co chwile pohawiaja sie male..jednak kota w domu bym nie chciala. Jedyny kot, ktory zamieszkac moglby ze mna to kot mojej mamy..bo juz jest w rodzinie...bo sie znamy i dlateho tez, ze dogaduje sie swietnie z Rokudsiem :) Prezentu w postaci myszy bym nie chciala ake gest docenic trzeba ;) la

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, prezent powiedzial za siebie wszystko :) a psa chcialabym tez... tylko duzego, zeby chlopcy mogli na niego' wchodzic' nie obawiajac siem, ze moga go skrzywdzic i bawic sie z nim...zobaczymy...

      Usuń
  11. Moja mama wychowała się na wsi i mówiła, że wielgachne myszy pod drzwiami to były zostawiane w podziękowaniu codziennie :) Ale gdybym zobaczyła coś takiego na środku mieszkania to bym chyba padła! :D

    Nasza Miśka (teraz mieszka z moimi rodzicami:)) nie jest kotkiem podwórkowym tylko typowym kanapowcem, więc raczej myszy nie przyniesie, ale zostawia zabite muchy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas nie ma roku by nam bądź sąsiadom ktoś nie podrzucił zwierzaka. Ale u nas to taka "zwierzęca" chałupa i głodnego zwierzaka zawsze się nakarmi. A mieliśmy też przypadek kota którego karmiłam wlewając mleko do odcietego palca gumowej rekawiczki i robiąc z niej taki "cycek". Kotek był tak mały że nie było innego sposobu zdechł by z głodu bo sam nie potrafił jeść. Wychował się i był u nas 4 lata.

    OdpowiedzUsuń
  13. Plamek jest cudny :) jak skubany tak śpi na siedząco ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham koty. W Bieszczadach mieliśmy 3 koty i dwa pasy. Niestety wyjeżdżając tutaj nie mogliśmy wszystkich zabrać. Przyjechał z nami Lunek, który był naszym pierwszym kotem, uratowanym przed bezdomnością i głodem. Jest wspaniały.

    Nie wyobrażam sobie domu bez kota.
    Mój J. kotów nie lubił, twierdził, że są głupie i kropka. Jednak kiedy przywieźliśmy zimą, dzikiego, zmarzniętego i wystraszonego Lunka, kiedy zaczęła się akcja 'oswajanie' i kiedy Lunek nas zaakceptował-
    to właśnie J. pokochał go najbardziej. Zawsze mówię, że nasza rodzina to nas troje i Lunek.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes