sobota, 17 maja 2014

Autobiografia

Moi rodzice mają troje dzieci.
Ja byłam tym środkowym, wyczekiwanym i bardzo planowanym.
Z wyglądu podobna i do Mamy i do Taty.

Jako mała dziewczynka miałam w sobie coś ,że ludzie chcieli koło mnie przebywać, coś we mnie widzieli, czuli... nie wiem co to było.
Już w pierwszej klasie podstawowej zostałam wybrana jako Przewodnicząca Klasy.
Miałam tą przyjemność bycia pasowaną na Ucznia na samym środku sali gimnastycznej.
Pamiętam jak dumnie tam stałam pomimo tego,iż Mama zrobiła mi dwie kitki z brzydkimi, czerwonymi kokardami ,który nie znosiłam!!!
Później w trzeciej klasie dostałam najważniejszą rolę do odegrania na apelu z okazji Dnia Nauczyciela.
Rola ta miałam 2 strony A5 do nauczenia na pamięć,więc było to nie lada wyzwanie.
Pamiętam te palce w górze,że każda dziewczynka chciała grać rolę Nauczyciela,a nasza wychowawczyni powiedziała słowa,których nigdy nie zapomnę...
"Ja widzę tylko jedną osobę,która będzie najodpowiedniejsza do tej roli ' - i powiedziała moje imię.
Cieszyłam się,że to mi powierzyła tak ważną funkcję - wiedziałam,że jej nie zawiodę.

W moim domu nie było za bogato. Ot żyliśmy normalnie, czasami lepiej, czasami skromniej.
Od maleńkości pokazywałam pazurki, stawiałam na swoim, twardo trzymałam się swojego zdania.
Rodzina za mną nie przepadała. Ulubienicą babć zawsze była Moja Siostra. Ja nigdy, bo to odpyskowałam, to trzasnęłam drzwiami. Niezłe ziółko ze mnie było....

Potem 7 klasa podstawówki - hormony, dojrzewanie... Czarne paznokcie, włosy też pofarbowane na czarno, martensy i dzwony. Bunt ... ale nadal uczyłam się wzorowo, choć zachowanie miałam tego roku nieodpowiednie i przez to Rodzicielka nie puściła mnie na wycieczkę klasową nad czym naprawdę bardzo ubolewałam.

Lepiej żyłąm z Tatą. Po ojcu odziedziczyłam charakter.... coraz częściej zauważam podobieństwo do jego zachowania. Potrafię wybaczyć,ale nigdy nie zapomnę... jestem spokojna,ale gdy ktoś stąpnie mi na nogę to potrafię oddać i to dwa razy mocniej. Mamie nie podobało się to,że miałam takie fory u Taty,więc próbowała to ukrócić. Z nią wtedy darłam koty.

Później liceum.
Po raz kolejny zostałam mianowana tym razem Zastępcą Przewodniczącego pomimo,iż uchodziłam za spokojną i niezbyt towarzyską osobę (a takie osoby raczej nie są zauważane przez innych). Nie lubiłam się wychylać, nie wywyższałam się, nie robiłam nic takiego żeby być cool.
Oczywiście nadal kochałam kwiatki, czernie, długie spódnice, martensy, sztruksy , Nirvanę  itp,ale na lekcjach siedziałam cicho, uczyłam się systematycznie, bardzo dobrze...
Miałam też swoje grono znajomych w klasie ,dzięki którym moja samoocena się podwyższała.
Nigdy nie byłam dla siebie krytyczna,ale całe życie zamartwiałam się i smuciłam,że moje życie do najłatwiejszych nie należy.
Było mi przykro,że na śniadanie jadłam dwudniowy chleb z pasztetem,a ktoś mógł kupić sobie hot- dog'a w szkolnym sklepiku.
Wtedy też zapragnęłam samodzielności, zapragnęłam wziąć swoje życie na barki, skończyć szkołę i zrobić coś dzięki czemu może byłabym w stanie dać mojej rodzinie trochę lepsze życie ,niż prowadziliśmy .
Mój Tata wychowywał nas surowo. Każdy musiał do domu wracać o 21 i nie było mowy,że dłużej. Jeśli się spóźniłam to pas. Do dzisiaj mam do niego wielki żal,że każdy problem rozwiązywał biciem. Bo to nie rozwiązanie,a jedynie jego odreagowanie na stres lub złość.

Jak wiecie zaraz po maturze ruszyłąm w świat do Irlandii. Tam też pracowałam jako kelnerka, by później awansować na recepcję aby stać się po czasie kierownikiem ,a teraz od kilku miesięcy pracuję w księgowości.
Życie w obcym kraju, z daleka od rodziny, od polskiego języka było ciężkie i trudne z początku.
Musiałam nauczyć się pokory, spokoju, cierpliwości. Nie raz wylałam miliony łez z tęsknoty... później było już mi tylko łatwiej. Pokochałam ten kraj, tych ludzi, którzy pokierowali, pokazali, nauczyli...

Czuję się dojrzalsza o milion doświadczeń, wiem,że jestem w stanie poradzić sobie sama w każdej sytuacji,wiem,że tylko uporem, siłą i wytrwałością doszłam do czegoś. Dla kogoś nic specjalnego, dla mnie samej osiągnęłam dużo i jestem dumna z samej siebie. Nigdy nie potrzebowałam nikogo do motywacji, do chwalenia. Wierzyłam w siebie, w swoje możliwości i tak mam do dziś...

Gdybym miałabym podjąć decyzję o wyjeździe teraz to nie wiem czy byłabym na tyle szalona, odważna jak wtedy. Ja, szara myszka, szczupła, spokojna....
Z resztą zobaczcie same ..... z góry przepraszam za jakość zdjęć,ale takie jakieś niewyraźne wyszły..

1995 r. ja ta w czerwonym bolerku - Siostra obok na Mikołajkach w ZUS-ie (miejscu pracy mojej Mamy)

1999 r.zdjęcie górne -ja z kuzynką urodzoną w tym samym roku,co ja. Ja w ciemnych włosach... 
Na dole chwalę się komputerem,który kupil Tata ;)

Rok 2001 
Na wycieczce w Londynie

No i ja teraz... zdjęcie robione w lipcu ubiegłego roku

Znajomi mówią,że nic się nie zmieniam...
Chciałabym żeby chłopcy byli mądrzy,żeby byli rozsądni...
Chciałabym przekazać im wszystko,co wiem by ich życie było łatwiejsze niż moje...  żeby te mądrości dobrze wykorzystali,a nie robili na złość,bo rodzice tak mówią :)


Mam nadzieję,że moje Robaczki wyrosną na ludzi...
Chyba każda Mama tego pragnie, co nie??

Pozdrawiam Was serdecznie,
Minia




18 komentarzy:

  1. Każda.mama chce jak najlepiej, ja wolę żeby chłopcy po mnie charakteru nie odziedziczyli bo będzie przechlapane...na razie są pomiędzy :)
    Ja przez całą podstawowke i aż do ślubu chodziłam tylko ubrana na czarno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz u chlopcow widze niektore zachowania po Mamusi :)

      Usuń
  2. Fajnie móc spojrzeć na swoje życie z perspektywy kilku lat i zastanowić się nad słusznością wyborów i podejmowanych decyzji, zobaczyć jak zmieniał się charakter, jak budowała się dojrzałość. Też byłam szarą myszką i trochę córeczką - tatusia :) Ale Ty wierzyłaś w siebie, a ja zawsze miałam z tym problem. Marzyłam o martensach a pół liceum przechodziłam w glanach i ubrana na czarno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten czarny kolor chyba byl popularny jak bylysmy nastolatkami :)

      Usuń
  3. Fajnie tak powspominać :) Ja z kolei byłam spokojnym dzieckiem i nawet jakiegoś wielkiego buntu nie miałam, ale to może przez to, że od dziecka stałym elementem mojego życia były wizyty w szpitalu no i rodzice skakali nade mną jak nad jajkiem w związku z tym. Popularna nigdy nie byłam, miałam zawsze kilka bliskich osób, ale nigdy nie była to śmietanka towarzyska. Z wiarą w siebie i samooceną do dziś mam problem, choć już nie aż taki jak kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez jakos popularna nie bylam, ale ludzie lubili ze mna przebywac... moze dlatego, ze zawsze dla nich bylam.. pomagalam I sluchalam...

      Usuń
  4. Miniu piękna z Ciebie kobieta!
    Życzę Ci, by wszystkie Twoje marzenia się spełniły :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami fajnie jest moc spojrzec wstecz. Noi fajnie jest odkryc co nieco z przeszlosci Mini. Patrzac na Ciebie jako mala dziewczynke w czerwonym sweterku i Minie z ostatniego zdkecia - widac, ze to ta sama osoba. Piekna z Ciebie kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojj Miniu już wczoraj wieczorem przeczytałam Twój wpis! Piękny... Identyfikuje się z kilkoma kwestiami (ale na pewno nie z wzorową nauką!:)) Bardzo ciekawy wpis i na pewno miło będzie Ci do niego jeszcze kiedyś powrócić. A urodę to masz łaaaa... jak modelka, ja muszę to powiedzieć: zazdroszczę! Na pewno sznur wielbicieli się za Tobą ciągnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha... sznur moze nie, ale nigdy nie narzekalam na brak zainteresowania :D z reszta zawsze mialam wiecej kolegow niz kolezanek...

      Usuń
  7. Oj tak Miniu każda mama i tatą chcą jak najlepiej dla Swoich dzieci. pamiętam jak mój tato cały czas mi to powtarzał i podobnie jak twój kazał być w domu o 21, na co też byłam bardzo zła, bo koleżanki siedziały do x godziny ja 21 i w dom. Czy robił do dla mojego dobra? hmm no nie wiem ale przewie tak bo "Koleżanki" nie skończyły dobrze a ja jednak na ludzi wyrosłam :)
    Zdjęcie z ubiegłego roku CUDNE!!!
    Ja w ogóle uważam, że jesteś piękna kobietą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to strasznie wkurzalo, ale rzeczywiscie moze takie 'rygorystyczne' wychowanie sie oplacilo... a za komplement bardzo dziekuje, ale tak 'pieknie' to tylko na tej sesji zdjeciowej wyszlam :)

      Usuń
  8. Ja tez mam charakter taty i z nim zawsze lepiej mi sie zylo i zyje z mama zawsze sie klocilam, uwazalam , ze mojego brata starszego zawsze bardziej kocha, a ja jestem najgorsza...
    wiemy teraz i my ze rodzice chca zawsze jak najlepiej dla nas, nie bylam latwym dzieckiem bo moze przez to ze mmialam rygor w domu potrafilam im czasem cos wywinac...ale teraz uwazam ze jestem porządnym czlowiekiem. dla swojego dziecka beda chcialabyc i dobra i surowa po rowni, aby nie czulo sie zle i nie czulo ze tez ma na wszystko wolno.
    a Ty jestes piekna kobietką!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miniu, Ty Ślicznotko!
    Wiesz, uwielbiam takie wpisy - zawsze szuka się podobieństw:)
    I ja wybaczam, ale nigdy nie zapominam:)
    21... No, u mnie podobnie;)
    I każda mama chce najlepiej dla swoich dzieci - to fakt:*

    OdpowiedzUsuń
  10. jak zwykle coś ciekawego u Ciebie

    Pozdrawiam i dzięki za miłe słowa:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju, ale jesteś ładna! zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes