wtorek, 25 marca 2014

Troszke o edukacji... troche o nietolerancji..

Starszak w tym roku nie zakwalifikowal sie do pojscia na zajecia w Klubie Malucha.

Klub Malucha jest bezplatny , niestety dziecko moze w nim przebywac tylko 3h dziennie od 9.30 do 12.30. Jesli chcialabym zeby Starszak byl tam dzien caly trzeba doplacic ... 68 e na tydz.
W tym roku od wrzesnia moga chodzic wszystkie dzieci urodzone pomiedzy 2 lutym 2010, ale nie pozniej niz 30 czerwca 2011.

Starszak z sierpnia, wiec zeby uczeszczac do klubu musi poczekac jeszcze rok.
To samo tyczy sie Mlodszego, ktory jest z wrzesnia. Trafi on tam dopiero w 2016.

Kluby malucha czesto mieszcza sie przy podstawowkach lub przedszkolach. Zapisy szczegolnie do podstawowek powinno jednak robic sie jak najwczesniej bowiem miejsca sa ograniczone .

Szalone prawda, ze matka 2, 5 rocznego dziecka musi juz myslec o wyborze szkoly dla niego ... dodatkowo myslac przyszlosciowo o zakupie domu musimy sie liczyc takze z tym zeby daleko do szkoly nie bylo.
Tu, gdzie mieszkamy mamy podstawowke 10 min od Nas... bylo by wiec idealnie...


Szkola..

Tak, jak juz kiedys pisalam edukacje rozpoczyna sie tutaj w wieku 5 lat, czyli dwa lata wczesniej niz w Polsce. Swoja droga pamietam jakie wielkie bulwersje powstaly, gdy byly zalozenia by dzieci zaczely chodzic do szkoly rok wczesniej (pisze myslac o Polsce).
Mnie ten temat nie irytuje, nie ma dla mnie wiekszego znaczenia.
Taki jest system w ktorym zyjemy I do niego nalezy sie dostosowac.
Aby zapisać dziecko do szkoły podstawowej, należy przedstawić oryginał aktu urodzenia wraz z tłumaczeniem przysięgłym. A jeśli jest to szkoła publiczna, dodatkowo również świadectwo chrztu.Szkoły publiczne w Irlandii są z reguły katolickie i ściśle związane z konkretną parafią. Szkoły nie przeprowadzają żadnych egzaminów dla cudzoziemców, które sprawdzałyby poziom znajomości języka angielskiego lub wiedzy ogólnej. Kryterium zaklasyfikowania do konkretnego rocznika jest data urodzenia dziecka.

Tak, jak pisalam wczesniej, ze nie wiem czy posle moich chlopcow do polskiej szkoly, ktora istnieje w Irlandii I uczeszcza sie do niej w kazda sobote. Z jednej strony super by bylo, by dzieci poznali jezyk od osob bardziej wykwalifikowanych, z drugiej strony czy jest sens obciazac tak male dziecko tyloma obowiazkami? Zrzucac na bark szkole 6 dni w tyg w tak mlodym wieku.

Ja ciagle twardo stoje w swoim przekonaniu, ze dziecko trzeba pozwolic byc dzieckiem.
Dac mu pomarudzic , poskakac w kaluzy, pobrudzic ubranko od spadajacego dzemu z kanapki, powyglupiac sie...

Jestem za zabawa w pilke, za  zabawa w gonianego, za chowanego...

Dlaczego tak wazna jest edukacja w dzisiejszych czasach, ze rodzice namietnie od malenkosci poszukuja zajec dla swoich dzieci?

Ja dopoki nie uslysze od chlopcow, ze cos ich bardzo interesuje to ich nigdzie nie zapisuje..po co? Maja cale zycie na doszkalanie, edukowanie...

Beda chcieli grac w rugby to ich zapisze, beda chcieli chodzic do kolka aktorkiego - nie ma problemu, ale na wszystko jest czas....

Mnie wyscig szczurow nie dotyczy i chodzi tu o wszystko zwiazane z dzieckiem... nie obchodzi mnie to, ze moje dzieci jeszcze nie odpieluchowanie, ze Mlodszy chodzi ze smokiem, a I starszy nie pogardzi, gdy przyjdzie noc. Nadejdzie chwila, ze do nocnika dojrzeja,a smoka wyrzuca.. rodzice najwyzej troszke im w tym pomoga....


Szkola...


Pamietam jak jechalam taksowka do szpitala z moim nieszczesnym okiem rok temu to mialam okazje rozmawiac z kierowca na temat edukacji w Irlandii.
Niestety, ale Irlandia chlubi sie wysokim wskaznikiem bullyingu.

W irlandzkim spoleczenstwie jest grupa ludzi nazwana Travellerami lub Nakerami.
Sa to ludzie podobni do Cyganow, ktorzy mieszkaja w przyczepach, okradaja panstwo i sa bardzo niebezpieczni.

Rzad probuje ich odseparowac od spoleczenstwa stwarzajac im osobne klasy, ale ciezko ich to wychodzi. Dzieci sa wulgarne, agresywne, a co najgorsze uzywaja bardzo rasistowskich komunikatow.
Sama mialam przyjemnosc uslyszec ich wyzwisk w stosunku do czarnoskorej rodziny. To bylo okropne.
Mialam przed oczami moje biedne Robaczki, ktore ktos sztura I wyzywa.

Cieszy mnie jednak fakt, ze Starszak ma bardzo silna osobowosc. Nie da sobie w kasze dmuchac (po Mamie?). Czasami jest wrecz despotyczny kazac dzieciom nie wyrzucac pileczek z basenu lub krzyczac, ze ktos cos robi nie tak (no nie do konca to wspaniala cecha), ale jestem pewna, ze nikomu sobie na glowe wskoczyc nie da, ze jest silny.
Przyda sie to na pewno, bo majac brata w klasie o rok mlodszej bedzie mogl go wspierac I bronic przed lobuzami.

Taksowkarz mowil, ze to super rozwiazanie jak ma sie rodzenstwo w tej samej szkole. Sama pamietam jak chwalilam sie, ze siostra w tym samym miejscu co ja.
Jego dzieci doswiadczyly przemocy, bo w domu mowili po irlandzku przez co po angielsku nie za dobrze sie komunikowali.

Wiem jednak, ze szkoly na wsi sa na pewno o wiele spokojniejsze I bezpieczniejsze dla dziecka , niz te w samym centrum.
Gdzie beda chodzic ? Czas pokaze...

Jejku, pozostalo tylko dwa i pol roku... niby tak wiele, a jednak nie do konca....

Pozdrawiam,
Minia

35 komentarzy:

  1. To widzę ze jest podobnie jak u nas, mój starszy syn trafił na takich co go zrobili sobie za worek treningowy, rozmowy z rodzicami z dyrektorem nie pomogły dopóki nie dopadłam sama tych chłopców i nie powiedziałam im co o tym myślę. Dlatego od września mój 5 latek idzie do innej szkoły może mniej imponującej ale z bardziej rygorystycznym dyrektorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby nauczyciele powinni reagowac... na zachowanie uczniow szczegolnie, na relacje, a czesto jest tak, ze nikt nie chce sie mieszac... bzdura.. oby Synkowi w innej szkole bylo lepiej...

      Usuń
    2. Starszy zostaje w tej samej, zostały mu dwa lata, ale z średnim nie chciałam ryzykować, on jest bardziej hardy, pewnie by sobie poradził, ale nie mam zamiaru użerac się z nauczycielami i dyrektorem bo "nie widzą" i panią pedagog, która twierdziła, że jestem przewrażliwiona.

      Usuń
    3. I dobrze postanowilas. W tej sytuacji zrobilabym to samo...

      Usuń
  2. Ja z okna widze szkole - dzieli nas jedynie nas jedynie pas zieleni :) Mamy w planach zmiane mieszkania, ale szukamy w tej samej okolicy. Szkola ta bylaby wiec bardzo wygodna, ale na dzien dzisiejszy mysle, ze syna do niej nie posle. Dlaczego? Jest to mala szkola osiedlowa (podstawowka i gimnazjum), ale mam do niej kilka ''ale''np.dzieci na przerwie nie wychodza z klas. Jest wielu immgrantow, ktorych wrzucaja do jednej klasy. Ci czesto nie nie znaja jezyka i niejako zanizaja poziom (Nie kumam jak dziecko moze pojsc do szkoly nie znajac jezyka kraju w ktorym mieszka? Ale to juz osobny temat). Bulizm jest i tutaj - syn kuzynki przez dlugie lata byl ofiara. Dzieciaki bogaczy sypia tekstami ' nie jestes godzien mnie dotknac''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietasz, ze ja kiedys pisalam o "slynnych" znajomych I ich dzieciach... jezyk powinno sie znac I juz.. a ten test o bogaczach - obrzydliwy... co za male prostaki !!!!!

      Usuń
    2. Z ciekawosci spojrzalam na post o "znajomych" i wydaje mi sie, ze jednak prawda lezy gdzies po srodku.
      Mieszkam za granica, mam dwoje dzieci. W domu mowimy swiadomie po polsku, a dzieci chodza do polskiej opiekunki. Jednoczesnie mamy angielskojezyczne tv, a ksiazeczki mieszane - polskie i angielskie. I nie matrwie sie, ze moim dzieciom jezyki beda sie mieszac. Wiem, ze w momencie kiedy pojda do szkoly, to angielski stanie sie dla nich "pierwszym" jezykiem, dlatego teraz staramy sie jak najlepiej utrwalac ich znajomosc polskiego. Z drugiej strony nie chce zeby szkole zaczynaly w atmosferze stresu, poglebianego przez nieznajomosc jezyka, wiec plan jest zeby w wieku 4 lat (edukacja zaczyna sie tu rowniez w wieku lat pieciu) poszly do tutejszego przedszkola. Nie mniej jednak wraz z nauka w szkole, zamierzamy zapisac ich rownolegle do sobotniej polskiej szkoly. Mozliwe rowniez, ze pominiemy zupelnie przedszkole i dzieci pojda do szkoly znajac tylko kilka podstawowych angielskich zwrotow. Dzieci sa jak gabka, w kilka miesiecy nadrobia braki. W przypadku Twoich znajomych #3 poszlabym z mlodsza corka do psychologa, bo wyraznie ma jakas "blokade". Mam kilkoro polskich znajomych, ktorych dzieci zaczely szkole niemal nie mowiac po angielsku, a swietnie sobie poradzily...

      Usuń
    3. Tak, znajomej corka otrzymala pomoc ze strony szkoly, ktora zapewnila jej dodatkowych 5 h w tyg. na dodatkowe zajecia. My tez mowimy po polsku, ale chce zeby dzieci juz od malenkosci mjaly stycznosc z dwoma jezykami naraz. Odnosnie polskiej szkoly jeszcze sie zastanawiam. Chcialabym jak najlepiej dla nich, polski jest ciezkim jezykiem I wypadalo by sie go uczyc takze.. tylko czy nie za duzo tego na takie dziecko?

      Usuń
  3. Czas tak strasznie szybko leci. Boję się tego, że zanim się obejrzymy a Zosiaka też trzeba będzie zapisać do przedszkola, potem do szkoły... i już poleci...

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ja ciagle twardo stoje w swoim przekonaniu, ze dziecko trzeba pozwolic byc dzieckiem.
    Dac sie porudzic , poskakac w kaluzy, pobrudzic ubranko od spadajacego dzemu z kanapki, powyglupiac sie..." ŚWIĘTE SŁOWA JESTEM TEGO SAMEGO ZDANIA

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety wielu z rodzicow uwaza inaczej. Nie jestem pedagogiem, zadnym psychologiem, ale pamietam moje dziecinstwo - beztroskie I radosne I takie tez chce dla moich dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko zleci to 2,5 roku więc nie dziwię się, że już myślisz co i jak. A dzieci jakieś wredne i nietolerancyjne znajdą się zawsze i wszędzie niestety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie.. chlopcy chyba jednak w tej kwestii maja gorzej... zobaczymy do jakiej szkoly pojda...

      Usuń
  7. Mojego Kubę też bili, ale ukróciliśmy to. Na nauczycielkę nie było co liczyć. U nas edukacja też zaczyna się w wieku 5 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, a gdzie mieszkacie jesli moge spytac? Szkoda, ze nauczyciele maja klapki na oczach...az przykre...

      Usuń
  8. Co do zajęć dodatkowych od nich zacznę myślę, że można na coś zapisać dziecko, sport to zdrowie i zawsze może nasz wybór pomoże w ukierunkowaniu się dziecku, a jeśli zdobędzie jakieś małe doświadczenie w danej dyscyplinie sportowej to nigdy nie pójdzie to na marne. Ja jako dziecko byłam zapisana na łyżwy i dziś potrafię jeździć i chętnie chodzę na łyżwy, to samo z pływaniem do tego mnie popchnął ojciec i za to jestem mu wdzięczna, sama nie wiem czy bym zapragnęła się tego nauczyć, wiadomo wszystko w granicach zdrowego rozsądku co za dużo to i świnia nie chce. Co do edukacji również mam inne zdanie w tym temacie szczególnie co do edukacji w PL i obowiązku pójścia 6-latkówdo szkoły jestem temu przeciwna bo po pierwsze zabieramy dziecku dzieciństwo, a po drugie rok wcześniej zacznie pracować dla Państwa i wprowadzenie gimnazjum do szkolnictwa polskiego to istna pomyłka i porażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie rodzice nigdy do niczego nie zmuszali lub kazali na cos chodzic. Zapisali mnie na basen , bo chcialam nauczyc sie plywac, a poza tym chodzil tam tez moj sasiad, wiec milo bylo chodzic z kims.Tez chodzilam na lyzwy(zamiast wfu czasami). Wiem tez, ze czesto nauczyciele widzieli potencjal w uczniu I sami proponowali np.dodatkowe zajecia polskiego, bo kiedys pieknie pisalam... jesli uslysze od samych chlopcow lub opiekuna, ze chlopcy sa w czyms dobrzy to nie mam zadnego problemu rozwijac ich umiejetnosci...

      Usuń
    2. Ja nigdy nie czułam się, że byłam do czegoś zmuszana przez rodziców, chodząc na dodatkowe zajęcia. Patrząc na dzisiejszą młodzież, która ma zainteresowania typu siedzenie przed kompem, gra i objadanie się chipsami, i statystyki mówiące same za siebie otyłość czy przestępczość, to wolę by moje dziecko spędzało aktywnie czas na zajęciach dodatkowych. I podkreślam zapiszę moje dziecko na zajęcia dodatkowe np. balet i jeśli jej się to nie spodoba, to ją wypiszę i poszukamy czegoś innego, ale moim zdaniem, czasem trzeba pomóc w odkryciu zainteresowań, czy rozwijaniu ukrytych talentów

      Usuń
    3. Haha, ja znowu, jak Szczypta ;). Też chodziłam na basen jak byłam mała i też to lubiłam. Jeden raz w tygodniu, wiec zmuszania nie było, bo nie było presji na jakieś zawody albo tym podobne. Na łyżwy chodziłam albo na wylane lodowisko za szkołą, albo nad zamarznięty staw, jak byłam na feriach u babci ;). I gdybym miała córkę też zapisałabym ją na balet ;). A, że mam syna w wieku przedszkolnym na razie nigdzie nie chodzi, chciałam, żeby najpierw oswoił się z przedszkolem. Może od nowego roku zapiszemy go na jakąś piłkę nożną, albo tańce dla dzieci, ale jeszcze nie wiem, ze względu na jego chorobę... A w przyszłości to będę chciała razem z nim wrócić do nauki języka francuskiego :). I tak, jak Szczypcie nie podoba mi się posyłanie dzieci do szkoły od 6 roku życia. Najbardziej nie podoba mi się brak przystosowania sal do przyjęcia takich maluchów... I tak, jak Szczypta uważam, że lepiej, jeśli dziecko chodzi na zajęcia dodatkowe i tam pożytkuje swoją energię niż ma siedzieć przed komputerem albo tv i rodzice cieszą się, jakie to mają cierpliwe dziecko, ze tyle wytrzymuje przed ekranem... Gdy samo chodzi na zajęcia dodatkowe albo samo siedzi przed monitorem to nie ma żadnej różnicy: i tam na zajęciach i tu w domu pod okiem rodziców jest daleko od nich...

      Usuń
    4. Ale czemu spedzanie czasu w domu, a nie na zajeciach kojarzone jest od razu , ze dziecko bedzie bawilo sie tabletem, gralo na kompie lub ogladalo TV? Przeciez mozna ten czas spedzic w ogrodzie grajac w pilkd, pojsc na plac zabaw, pogotowac z rodzicami albo zbudowac cos z klockow. Nie rozumiem tego myslenia, wybaczcie. Czasami wydaje mi sie, ze rodzice zapominaja o dziecku , ze jest dzieckiem. Z jednej strony nie chcecie puszczac dzieci do szkoly wczesniej, ale z drugiej trzeba w niedalekiej przyszlosci szybko zapisac je na dodatkowe zajecia?!

      Usuń
    5. Ale Miniu czy posłanie dziecka na zajęcia dodatkowe w wymiarze 1 godziny czy dwóch w tygodniu to aż tak wielkie zabieranie dzieciństwa dziecku. Myślę, że taka forma zajęć dodatkowych może być dla dziecka odskocznią, czymś wyjątkowym, oczekiwaniem na coś co jest tylko raz w tygodniu, coś co lubi i chętnie na to chodzi. Ja widzę po swojej Lulci chodzimy z nią na basem wszyscy razem nie regularnie, ale jak jest hasło, że dziś idziemy na basen, to cała aż się trzęsie i doczekać się nie może kiedy w końcu pójdziemy. Forma dodatkowych zajęć może również budować silną wspólną więź z rodzicem jak gra w piłkę na treningu i gra w piłkę w sobotę na podwórku z tatą.

      Usuń
    6. Nie pochwalam zajęć dodatkowych w liczbie po szkole czy przedszkolu np po pracy rodziców po 16 do 19 dziecko idzie:
      w poniedziałek-basen
      we wtorek-karate
      w środę-na śpiew
      w czwartek-na tenis
      w piątek-na grę na gitarze
      w sobotę-na łyżwy
      a w niedzielę-na boks

      Usuń
    7. Czy to ogladanie TV , czy pojscie na jakies dodatkowe zajecia sa w porzadku kiedy sa wytyczone z umiarem... :)

      Usuń
    8. Myślę, że tak :) Zarówno oglądanie TV, komputer, czy zajęcia dodatkowe jeśli są z umiarem, a nie z przesadą są w porządku.
      Jak ja lubię te nasze dyskusję, oj w cztery oczy to czuję, żeby końca nie było :)

      Usuń
    9. Haha, w sumie tak o tym nie pomyślałam. Jakoś zaczęłam o tym kompie/tablecie/tv, bo wydawało mi się, że Ty tak tak skrajnie to oceniasz: żadnych zajęć dodatkwych koniec kropka. Więc też włączyło mi się takie skrajne myślenie :). Oczywiście, że czas spędzony z rodzicami jest czasem najlepiej spędzonym, ale czasami rodzice też potzrebują odskoczni, żeby chociaż pójść samemu do supermarketu - przez te 45 min, które dziecko spędzi grając w piłkę czy tańcząc i nie myśleć, że trzeba się spieszyć, tylko sobie na spokojnie kupować i oglądać. No albo poczytać w spokoju książkę, porozmawiać albo pobawić się z mężem ;). I uważam, że czas tak spędzony na zajęciach dodaktowych a wykorzystany przez rodziców/rodzica na robieniu co mu się żywnie podoba bez pośpiechu jest lepszy niż posadzenie dziecka przed kompem i też wykorzystanie tego czasu na takie pierdoły. Bo musimy pamiętać, ze jesteśmy rodzicami ale cały czas ludźmi, którzy też czasami mają ochotę na leniuchowanie, nawet przez 45 minut - bo nie mówię tu o wożeniu dziecka przez pół miasta na zajęcia dodatkowe tylko na takie na osiedlu.
      A jeśli chodzi o obowiązek szkolny to tak, jak napisałam: najbradziej boli mnie brak przystosowania sal dla tak małych dzieci - mój jest z końca października, więc wolałabym wybór, że dzieci urodzone do końca czerwca idą wcześniej a te z drugiej połowy roku później. No, ale pożyjemy, zobaczymy, jak to będzie...

      Usuń
    10. Syn z mężem też chodzą na basen, nieregularnie i tak, jak Lulcia, mały jak tylko usłyszy, że jutro idą na basen: ciągle pyta kiedy i kiedy :).

      Usuń
  9. Hmm mam mieszane uczucia. Miniu gdybym była na Twoim miejscu posłałabym dzieci również do sobotniej szkółki, skoro chcesz by mieli kontakt z obydwoma językami. Co do zajęć dodatkowych to chyba masz rację, mnie rodzice zapisali tylko na dodatkowy angielski, a i to nie wypaliło, bo teraz dukam trzy po trzy (w podstawówce miałam 4 lata ang i 4 razy rok w rok zmieniał nam się nauczyciel i 4 razy przerabialiśmy my name is i alfabet), ale to może wynika z mojej nieśmiałości w obcych językach, bo z francuskiego maturę zdawałam, a i jak tam chyba bym się nie dogadała.
    Jeśli chodzi o cyganów, to mieszkam w rejonie Polski, gdzie jest ich bardzo dużo. Choć u nas dzielą się na dwie grupy: te bogate i te biedne, żebrzące i okradające. Na szczęście są bardzo zamkniętym kręgiem i nie wiem nawet czy ich dzieci chodzą do szkoły?
    O szkolnictwie mojego dziecka też myślę, ale pójdziemy do szkoły w naszej wiosce. Od razu jest tam gimnazjum, ale jeśli syn będzie chciał iść gdzie indziej to pójdzie. Tak jak napisałaś: radosne i beztroskie życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy przemyslec kwestie tej polskiej szkoly tez... jesli chodzi o Travellersow to przewaznie edukacje koncza na poziomie podstawowki. Ich jednak nie sposob nie poznac.. dziewczyny ubieraja sie bardzo wyzywajaco, a chlopacy to takie polskie "dresy". Poza tym ich mowe mozna rozszyfrowac od razu... na wioskach ich nie widac, wiec moze z nikim takim nie beda chlopcy miec kontaktu..

      Usuń
  10. Czas mija nieubłaganie. Ja już też zaczynam rozmyślać o....zerówce;)
    Myślę podobnie do Ciebie, też jestem zdania, że dziecku trzeba pozwolić być dzieckiem. Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy od przedszkola ''zawalają'' dziecko dodatkowymi zajęciami, kursami. Oj, znam takich:)

    OdpowiedzUsuń
  11. wszystko jeszcze przedemną , ja mam dopiero 7 msc maluszka, :D
    zapraszam w odwiedziny:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja jestem za posyłaniem dziecka na dodatkowe zajęcia. Mam 2 synów w wieku 8 i 6 lat. Obaj graja w pilke, chodzą na basen, starszy juz zdobywa medale w zawodach ogolnopolskich, uczęszczają na dodatkowe lekcje z języka angielskiego. Czy je krzywdze? Nie. Chcę zeby moje dzieci aktywnie spedzaly czas wolny od szkoly a widzac radosc na ich twarzach gdy ida na trening wiem, ze robię dobrze. Weekendy mamy dla siebie. Jest wtedy czas na zabawe, wycieczki rowerowe, kino...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tez jestem za posylaniem dzieci na dodatkowe zajecia, ale wtedy kiedy swiadomie beda tego chcieli..twoi chlopcy sa juz na tyle duzi, ze sami wiedza co chcieli by robic w wolnym czasie.... a weekendy uwielbiam.. bo to takze nasz jak I wasz czas tylko dla rodziny:)

    OdpowiedzUsuń
  14. To nie kolorowo w tych Waszych szkołach :/ jeśli chodzi o zajęcia dodatkowe, na pewno są przydatne, ale też nie jestem za tym by na siłę posyłać gdzie się da. Co innego, gdy zauważy się predyspozycje, choć z drugiej strony warto też szukać... A jak rodzice mają czas to dziecko świetnie będzie się rozwijać w domu, taka jest prawda.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes