wtorek, 21 stycznia 2014

Zwariować można...

Nie wiem po kim moje dzieci takie są....czy to źle wychowanie, czy po prostu są wulkanami energii, czy takie mają charaktery ,czy dokuczają,bo najzwyczajniej jest im nudno?

Nigdy nie planowałam wyjazdu za granicę. Jakoś moje życie zawsze krążyło wokół Polski. Miałam być dziennikarką, później odmieniło mi się i chciałam zostać nauczycielką angielskiego.

Nagle jest szansa...znaleziona praca przez internet... niezależność, własne pieniądze, własne życie. Minia pakuje się i jedzie...no i jak pojechała ,tak już nie wróciła.

Potem poszukiwanie Męża, ni z gruszki ni z pietruszki zagrała z nim w tenisa. Potem On taksówkarz zawiózł ją na spotkanie z innym mężczyzną, który nie wywarł na Minii żadnego wrażenia. Od tamtej pory przyszły Mąż na stałe zagościł w jej sercu i głowie.

Pobraliśmy się ,a koleją rzeczy były dzieci. Skrupulatnie przelewaliśmy każdy grosz na polskie konto mając nadzieję,że w końcu tam wrócimy i kupimy mieszkanie,ale za każdym razem,gdy już się tam pojawialiśmy to nie czuliśmy się jak 'w domu'. Inne warunki życia, inni ludzie, inne samopoczucie i klimat. Nie nasze buty.

Urodził się Nasz pierwszy Syn, kilka miesięcy później dowiaduję się,że jestem w ciąży po raz drugi. Cieszę się i głowię jak to będzie z dwójką dzieci w tak małym odstępie czasu. Wszyscy podziwiają, niektórzy straszą,że nie podołam. Martwię się i cieszę na przemian. Nie wiem co myśleć....

W końcu Młody wita się z Nami wcześniej na tym świecie i odtąd jesteśmy wszyscy razem w czwórkę.

-------------------------------------------''--------------------------------------


Są dni,że chłopcy są do ogarnięcia ( nie myl ,że chłopcy są grzeczni),ale większość dni to po prostu szaleństwo.
I tak jak jeden ma 'grzeczniejszy' dzień to drugi wariuje,że mnie szalg trafia. Nie mam już sił na tlumaczenie, na krzyk, na karanie.... Nie pomaga nic i nikt.

Dzieci są niegrzeczne. Młodszy naśladuje Starszaka,więc w ruch wchodzi bawienie się drzwami, pralką i kontaktami,czyli wszystkim tym ,czym bawić się nie może. Słowo 'nie wolno' pojawia sie co minutę, mówię też NO NO NO i pokazuje paluszkiem..równie dobrze ten paluszek mogłabym sobie umieścić na środku czoła i tak nie byłby zauważony....
Starszak nie pozwala mi ich samych zostawić na 5 minut,bo do głowy wchodzą mu superinteligetne zabawy typu 'jak zrzucić Brata z kanapy', 'co zrobić by Mikołaj się popłakał' i 'ja tu rzadzę'.

Nie faworyzuje dzieci. Naczytałam się mnóstwo poradników,że w rodzeństwa kłótnie nie za często powinno się ingerować,że powinno to załatwić między sobą ,ale chamstwa już nie zdzierżę,bo Starszak wobec Małego jest częściej wrogiem,niż przyjacielem. Staram się być sprawiedliwa. Staram się zachować spokój,ale nie za dobrze mi to wychodzi.

Biedna Matka ledwo co otworzy oczy już musi swoją całą uwagę przekierować na swoich dwóch, niesfornych synów. Ten tego nie chce jeść, ten chodzi z jedzeniem po domu, ten po raz setny tysięczny piętnasty rozrzuca ledwo co poukładane zabawki, ten szturcha drugiego, tamten próbuje go pociągnąc za włosy. Matka szybko je tosta,który w połowie ląduje w buzi któregoś z Synów,bo najlepiej smakuje od Mamy. Matka ledwo co zdąży włączyć wodę na kawę,a w tym czasie widzi,że Młody zaraz spadnie ze stołu,na który sam stanął. Dodatkowo Starszak krzyczy,że bajka się skończyła i chce bym mu włączyła nową. Pralkę trzeba nastawić, obiad trzeba przygotować, gdziekolwiek nie spojrzę coś wymaga zrobienia,a to czas na mycie podłóg,a to łazienka jest już brudna,a to meblościankę przydało by się przetrzeć, trzeba rozpalić w kominku, trzeba zrobić jedzenie dzieciom i nachodzi mnie złość....

Bezsilność.....

Żal....

Smutek.....

Że ciągle sama... że ciągle tylko my dwoje... sami na placu boju,a przeciwników końca nie widać...

Mąz wylądował w szpitalu w ubiegły piątek. Ciśnienie 180/110. Miał zostać na noc... ale dzięki RTG ,któe nic nie wykazało i badań krwi pozwoli mu wrócić. Ma wysokie nadciśnienie,które musi leczyć. Stres, złe odżywanie...

Śmieje się przez łzy,że On wykańcza się powoli,a jak mnie szlag trafi to umrę od razu bez żadnego uprzedzenia. Duszę w sobie gniew,że jesteśmy młodzi,że moglibyśmy gdzieś wyskoczyć,że KAŻDY kogo znam ma przy sobie bliższą lub dalszą rodzinę,a My? Albo się zabijemy albo będziemy tak ciągnąć nasz żywot jeszcze kilka lat.

Kocham te moje Szkraby nad życie,ale jakoś nie daję rady sobie ich ogarnąć. Potrzebuję spokoju, ciszy, odpoczynku...Potrzebuję energii, sił i CIERPLIWOŚĆI. Nie wiem jak mam z nimi postępować,bo jak jeden się mnie posłucha to drugi zrobi mi znowu coś na złość. Nie umiem ich rozgryźć. Nie chcę ich ciągle pouczać, krzyczeć, nagabywać... Chciałabym żeby skupili swoją uwagę na czymś dłużej niż 5 minut...

Teraz mają czas drzemki. Obydwoje wyrzucili z łóżka wszystko... nie ma pościeli, prześcieradła ,poduszek, smoczka...wszystko na podłodze... Bo Oni w najlepsze się bawią...

Edit: tak zasnął Misiu :




Ok,,,mam godzinę, bo tyle przeważnie czasu zajmuje im zaśnięcie... tzn. Mikołaja,bo Szymon już przeważnie spać nie idzie....

To czym ja się teraz miałam zająć?

Achaa,muszę wstawić obiad.....


P.S jeśli znacie jakieś mądre lektury odnośnie wychowywania dzieci to piszcie...z chęcią się jeszcze doszkolę :)

26 komentarzy:

  1. dla mnie często mój pierworodny jest nie do ogarnięcia, jak ma gorszy dzień, a że ostatnio ma tak często.. Nie wiem jak poradziłabym sobie z dwójką, podziwiam wszystkie kobiety, które mają dzieci z tak małą różnicą wieku.

    Podsyłam trochę siły:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My swiadomie zdecydowalismy sie, ze chcemy dzieci z mala roznica wieku. Idealna miala byc 18 miesiecy, mialo byc 14 I pol, a wyszlo 13 mies I 10 dni. Nie zaluje decyzji, ale pracy zdecydowanie wiecej , anizeli mialabym np z blizniakami . Dziekuje za sile..chlopcy w lozkach juz, wiec relaksuje sie ile wlezie ;)

      Usuń
  2. Domyślam się, że bywa ciężko...wszyscy mówią dzieci to od razu trzeba, już teraz powinniście myśleć nad kolejnym. Nie mówię, że nie, ale ja jestem z tych 'nerwusów' i wiem, że nie nadawałabym się do takiej podwójnej roli teraz. Sama z siostrą darłam okropne koty... wiem co to znaczy i nie pocieszę, że kiedyś przejdzie. (nam dopiero przeszło jak zaczęłyśmy osobno mieszkać a i to czuję się wobec niej jak starsza i mądrzejsza choć nie powinnam, wiem-ale tak mi zostało). Trzymaj się, nie wiem jak mogę pomóc, nie wiem czy te wszystkie mądre książki coś zdziałają, ale wierzę że dacie radę, bo fajna mama z Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka roznica wieku jest miedzy Toba, a siostra? Ja mam brata I siostre I zyjemy ze soba, bo zyjemy, ale jacys super bliscy sobie nie jestesmy...

      Usuń
    2. 5 lat a między Wami? Myślę, że gdyby była mniejsza byłoby lepiej... a tak zupełnie inne światy. Teraz się zbliżyłyśmy bo obie byłyśmy w tym samym czasie w ciąży (17 dni różnicy), jednak zawsze lepiej mi się gada z przyjaciółką niż z siostrą, tzn ciężko byłoby mi się wygadać przed nią o może tak :)

      Usuń
    3. Miedzy mna I siostra 4 lata, miedzy mna I bratem 5 lat... za duza roznica zeby byc sobie superbliscy.

      Usuń
  3. Ahh jak Cię rozumiem z tym 'że ciągle sama, że ciągle tylko my dwoje...'
    Niby moi rodzice mieszkają bliżej bo tylko 150km od nas, ale wiadomo jak jest, praca,dom, praca, dom, do nas przyjadą na jeden dzień weekendu. Odkąd mała się urodziła nie byliśmy sami nawet na godzinę, nie mówiąc o wyjściu do kina. I kocham to moje dziecko nad życie, ale po prostu brakuje mi czasu z mężem, wyjścia do ludzi, odpoczęcia trochę od własnego dziecka.
    A jeszcze jak przychodzą takie dni jak ostatnio, że leje cały dzień ani wyjść ani co, mała dostaje głupawki, nudzi się ewidentnie a mi brakuje pomysłów na zabawy, to mam ochotę wyjść i nie wracać..
    życzę siły i cierpliwości.

    a jakbyś się dowiedziała skąd można trochę cierpliwości dostać to chętnie bym trochę podebrała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Nas tez brzydka pogoda. Ich zachowanie wlasnie moze wynikac z nudy, ze ciagle siedza w domu, a moze sa po prostu wredni I robia Mamie wszystko na zlosc ;)

      Usuń
  4. Miniu gdybym miała tą cierpliwość w nadmiarze pewnie bym Ci sprezentowała, ale niestety brak jej u mnie :( Ostatnimi czasy wychodzę z siebie przeziębiona jestem, problemy z zaśnięciem, a Lulcia daje popalić za każdym razem sobie obiecuję, że będę spokojniejsza, ale ciągle się mi to nie udaje, więc może to marne pocieszenie, ale takie są dzieci mają swój lepszy i gorszy dzień niestety :( a my musimy to przetrwać nie ma innej rady. Dla mnie Ty i Twój mąż jesteście wzorem do naśladowania sami daleko. A może co do tego wyjścia zaproście jakiś znajomych do Was na weekend kiedy chłopcy już pójdą spać. My tak często spotykamy się z przyjaciółmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam sie nad opcja spytania sie Pan w zlobku czy ktoras nie chcialaby dorobic w np.sobotni wieczor... moze to jest jakas opcja... chlopcy je znaja, a I one maja doswiadczenie z dziecmi...

      Usuń
    2. Miniu bardzo dobry pomysł, ma nadzieję, że uda się choć na jeden wieczór w miesiącu Wam taką opiekę załatwić. Trzymam kciuki :)

      Usuń
  5. oooo! cierpliwość! coś, za co matki całego świata duszę diabłu oddały- ja będę pierwsza w kolejce!
    A jeśli chodzi o Twoich rozrabiaków, to podobno to mija :) podobno lepiej mieć dzieci w takiej różnicy wieku, niże wyjść z pieluch i znów do nich wrócić. Jak będą starsi będzie lepiej na pewno! Dwóch chłopaków to się dogadają ;) Tego życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze do tego czasu nie zwariuje.. ;)

      Usuń
  6. Dzielna Mamuska jesteś i wierzę, że taki trudny czas Chłopcom minie a Ty odzyskasz więcej spokoju. Tak sobie myślę o Was kochana... Czy możnaby było liczyć na jakiś kontakt z Tobą poza blogiem, np fb? Życzę morza cierpliwości i sił, by ogarnąć Małych Rozrabiaków :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz Kochana do mnie na maila wiadomosc minioweszczescie@gmail.com to podam ci moje dane do fb .

      Usuń
  7. Oj znam podobny scenariusz! Moi dwaj synkowie to wielkie pokłady energii, wręcz wulkany energii, a mamie już baterie dawno sie wyczerpały! Tato pracuje i wraca późno, więc większa część mojego dnia codziennego go omija, ale ja muszę sobie dać radę ze wszystkim! Niby nie jestem gdzieś hen daleko, bez rodziny. Ale do najbliższej rodziny mam ze 40 km i to i tak mi nie pomoże, bo rodzeństwo pracuje, a babcia zajmuje sie już jednym wnukiem. Na teściów nie za bardzo pod tym względem mogę liczyć - czyli tak na prawdę też jestem sama. Teraz jeden chodzi do szkoły, to trochę jest spokojniej, ale jak wraca, to u mnie jest tak, że to raczej młodszy wymyśla wszelkie wariacje, a starszy jest rozsądniejszy, choć jak złapie ich obu głupawka, to nie ma rady na nich! Ciągle sobie powtarzam, ze w końcu z tego wyrosną i oby tak było! Bo o wyjściu tylko z mężem u mnie na razie mowy nie ma!!! Kochana - trzymaj sie dzielnie i nie daj synkom!!! W końcu musimy być dzielne i silne i musimy jakoś sobie zorganizować czas, aby choć trochę mieć go dla siebie, ot tak, zeby odpocząć i zregenerować choć trochę siły. Mi sie to udaje wieczorkami, jak zasną smoki moje lub czasem jak oglądają bajki - wtedy czytam książki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Juz wielekrotnie to podkreslalam, ale powiem raz jeszcze ze strasznie darlam z siostra koty (16 miesiecy roznicy). Tego nie da sie opisac. Moja siostra ma 2 corki - 2 lata roznicy i one rowniez strasznie sie klocily, a teraz (w tym roku koncza 7 i 5 lat) swiata poza soba nie widza Czasami zastanawiam sie jak ja dalabym sobie rade z 2 dzieci bo przyznaje, ze i przy jednym niekiedy wysiadam. Mojego syna rozpiera energia...uparty jest jak osiol. Jak sobie cos wbije do glowy to ani prosba ani grozba nie da rady, a pomysly ma ostatnio straszne. Wejdzie na kanape, walnie ten swoj zawadiacki usmiech i rzuca sie do tylu a ty matka lap. Nie przejdzie przedpokojem bez zwalenia butow z szafki. Kilka dni temu mowie do niego: Steffi choc tu, poloz sie. Trzeba isc spac - spojrzal na mnie i wysmial mi sie w twarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraziłam sobie tą sytuację na kanapie i ten zawadiacki uśmieszek i padam za śmiechu :D Choć w takiej sytuacji na pewno do śmiechu matuli nie jest... Ale jest przeagent ;D

      Usuń
  9. Ojej
    nie wiedziałam, że te Twoje słodziaki to aż takie łobuzy:(
    Ja sobie nie wyobrażam mieć durgiego Toto teraz. W życiu. Nie dałabym rady. Jeden egzemlarz to aż nadto!
    Poradników niestetty nie znam jeszcze żadnych.
    Jednak powiem Ci, że mdzy mną i siostrą jest 14 mc. różnicy. Pamiętam nasze kłótnie (raz nawet na noże- przy obieraniu ziemniaków hehe), bitwy, przezywanie... i nerwy mamy.
    Dzisiaj łączy nas super więź.
    Niestety odmieniło się to jak byłyśmy w liceum...
    Mam nadzieję, że z Twoimi chłopakami będzie inaczej.
    Głowa do góry. Będzie lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze im sie odmieni, bo poki co jeden lepszy od drugiego :/

      Usuń
  10. Minu, jak ja Cię lubię czytać!
    Jesteś bardzo dzielną Kobietką. Podziwiam Cię ogromnie. Tak jak piszesz - Wy jesteście ''tam'' sami. Nie ma obok dziadków, wujków, kogoś, kto choćby na jeden dzień odciążył. Ale i tak super dajesz radę ze wszystkim ( praca, dom, dzieci). Taki wniosek wysnułam dużo, dużo wcześniej - czytając poprzednie, i te dawno-dawne wpisy. Co do tego, że dzieci się ''zaczepiają''. Oj, pamiętam jak to ze mną i rodzeństwem było, widzę dzieci Sąsiadki - wojna i pokój - oczywiście z naciskiem na to pierwsze. Życzę Ci dużo cierpliwości. Może to śmieszne, ale ja niekiedy stosuję zasadę: policz do dziesięciu. Liczę, przynajmniej jakoś nerwy uspokoję, i nie wybuchnę;) Oj, Emi też ma humorki. Nie chce zapeszać, ale od dwóch miesięcy - zmiana. Czyżby bunt się skończył? Wierzę, że i chłopcom minie.
    Cieplutko pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziekuje za mile I budujace slowa :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana wyobrażam sobie jak ci ciężko. Jesteś sama z nimi, musisz to ogarnąć, jeszcze obiad ugotować, wyprać itp.. ja też na wieczór potrafię schylić się z 30 razy za zabawkami, ale staram się aby dziewczynki na bieżąco sprzątały po sobie zabawki. Miały tez etap w życiu że zanim zasnęły to wszystko wywaliły z łóżeczek łącznie z materacami! materace przywiązałam i skończył się problem.
    Ja mojego męża też poznałam na taxi, wiózł mnie na wagary z kolegami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj można zwariować - u mnie 14 miesięcy różnicy między Bąblami i też czasem po prostu nie nadążam! Gdy tylko młodszej uda się zasnąć, i mówię starszemu, żeby był cichutko, więc on pokazuje paluszkiem przy ustach, że trzeba być "ciiiiiiiiiii" po czym z perfidnym uśmiechem zaczyna piszczeć. Na zwrot "nie wolno" reaguje śmiechem a gdy mówię do niego groźnym tonem to piszczy z radości - myśli chyba, że to jakaś zabawa, po prostu ręce czasem opadają! Są dni, że nie da się zrobić nic, poza zaspokojeniem podstawowych potrzeb dzieciarni - a i to ledwo się udaje, ale czasem jakoś wszystko się tak pozytywnie układa, że sama się nie mogę nadziwić jak sprawnie wszystko idzie.

    A w chwilach zwątpienia, gdy dzieci całymi dniami marudzą i nic zupełnie mi nie idzie, powtarzam sobie, że każdy dzień się kiedyś kończy, że zły okres minie i w końcu będzie lepiej. W minimalnym stopniu, ale jednak pozwala mi to nie oszaleć (choć zazwyczaj jestem bliska tego stanu :P )
    Ja czekam na wiosnę, wtedy nie ma kilograma ubrań, przygotowanie siebie i dzieci na spacer nie zajmuje godziny i wszystko wydaje się łatwiejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomiedzy chlopcami mialo byc 14 i pol miesiaca. Wyszlo lekko ponad 13,bo Mlody stwierdzil,ze u Mamy w brzuchu najzwyczajniej mu nudno... :D ja tez sie pocieszam,ze dzien sie skonczy. Najlepszym pocieszaczem sa jednak tegoroczne wakacje do ktorych wzdycham z utesknieniem :)

      Usuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes