wtorek, 22 października 2013

Jesienne przesilenie

Bo inaczej tego nazwać nie mogę. Brakuje mi sił, cierpliwości, czasu, odpoczynku....

Jestem zła, nie panuję nad sobą i często krzyczę...

Pragnę spokoju, chwili na kawę i na internet...

Chcę wyjścia z Mężem i tylko z nim do kawiarni, spacer, zakupy, GDZIEKOLWIEK!....

---------------------------------------------------------------------


Chłopcy poszli do żłobka i wrócili z wirusem,także w domu dwie mega duże marudy z wysokimi gorączkami i cieknącymi nosami....

---------------------------------------------------------------------

To jedyny minus emigracji.

Brak rodziny...

Ale ile osób ma rodziny,ale daleko mieszkające od siebie... ile tak naprawdę osób jest dla nich ,gdy się ich potrzebuje?

Zawsze jesienią dopada mnie marazm, dopada mnie irlandzka szarość. Chce mi się wyć, krzyczeć i płakać.

Chciałąbym spakować walizkę i polecieć ot na kilka dni do domu...którego już nie mam....

Tęsknię za byciem u siostry w domu, za kobiecą rozmową, za wydawaniem pieniędzy na babskie rzeczy, na wyjście do kina czy do pubu na drinka.

Tęsknię za życiem,w którym zawsze brakowało mi dzieci...  i nie zrozumcie mnie źle,bo nie widząc ich 10 minut jak już odliczam kiedy wrócę z pracy i ich zobaczę....

Moi rodzice się nami nie interesują. Moja Mama od kiedy tu mieszkam (ponad 9 lat) ani razu do mnie nie przyleciała, Taty zapraszać nie było by sensu,bo nie potrzebuję go tu...

Teściowa latała kilkakrotnie,ale pomiędzy Nami mięty nie ma.

Siostra przyleciała pierwszy raz rok temu,ale wtedy byłam z Mikusiem w szpitalu ... cały tydzień ona przesiedziała w domu,a my tam....

Brat był, miał pracę, stracił pracę, wrócił do Polski...

----------------------------------------------------------

Maż jest,ale czasami wydaje mi się,że za dużo mamy na barkach. Wiem, dzieci się same nie stworzyły...ale tu bardziej chodzi o to,że jesteśmy młodzi, że moglibyśmy gdzieś wyskoczyć,ale dzieci nie mamy komu zostawić,że większość znajomych ma rodziców, dziadków.... siedzą z nimi, opiekują się, na wakacje latają do Polski... a my? my pozostawieni sobie...

na pastwę losu...

I jedyna myśl jaka mi teraz do głowy przychodzi to ,że jeszcze trochę i......
........ZNÓW BĘDĄ WAKACJE!



10 komentarzy:

  1. Czasami tak jest, że dopada nas zły nastrój... Życzę dużo siły, zdrówka dla chłopaków. I przesyłam duuuużo jesiennego łódzkiego słońca!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze kiedy nachodzą mnie myśli jak sobie poradzimy z Mężem tylko we dwoje, gdy urodzi się Nasz Skarb mam przed oczami Ciebie/Was. My do końca sami nie jesteśmy, bo rodzina w sumie blisko. Ale będzie czas, gdy wrócimy ze szpitala do mieszkania, i będziemy musieli SAMI wykąpać Małą pierwszy raz, nakarmić, położyć spać - przeraża mnie to, że nie będę miała się kogo poradzić, itd. Wiem, że to nie to samo, bo mieszkamy w PL, rodzina myślę, że jak trzeba by było, to pomoże.

    Dla mnie jesteś mega dzielną i silną kobietą! Podziwiam Cię, że sobie tak świetnie radzicie. Myślę, że zły humor minie. Wkrótce będziecie mieć więcej czasu dla siebie, może jak chłopcy pójdą do przedszkola będziecie mogli wyskoczyć gdzieś tylko razem. Może to nie będzie za dzień, dwa, ani za miesiąc ale w końcu to nastąpi, że będziecie mieć więcej czasu tylko dla siebie.
    A jakaś niania na godziny? Np w weekend? Mielibyście kogoś kto zostałby na 2 godzinki a Wy moglibyście pójść na randkę we dwoje?
    Trzymam mocno kciuki za Was!! :*:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Przytulam mocno :* Bo w sumie nie wiem co innego mogłabym zrobić. Szkoda, że mam do Ciebie tak daleko, chętnie czasem wypożyczałabym Twoje maluchy, by choć na troszkę zobaczyć jak to jest mieć dzieci w domu, a Ty wtedy mogłabyś sobie przypomnieć z mężem te czasy, gdy ich jeszcze nie było... Podobnie jak Asja podziwiam Was, ze tak świetnie dajecie sobie radę na emigracji. Ściskam mocno, mocno i mam nadzieję, że niedługo Twój kiepski nastrój minie. A chłopcom życzę szybkiego powrotu do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowka dla chlopakow! Sil dla mamy! Chyba aura jesienna ma duzy udzial w Twoim braku sil. Troche Cie rozumiem, bo tez jestem na obczyznie...niby jest rodzina meza, ale i tak gdybysmy chcieli komus zostawic Malego to nie ma komu (no chyba, ze w sytuacjach alarmowych na chwile). Na poprawe nastroju przesylam kilka promykow slonca co by troche rozweselilo irlandzie szarosci!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie również znajdziesz w gronie podziwiających Waszą odwagę i samodzielność, choć wiem, że ja nie dałabym rady bez rodziny. Nie mówię tu wcale o pomocy, ale o poczuciu, że mam obok siebie bliskich, na których mogę liczyć. Nie chcę Cię dołować, więc jeszcze raz napiszę, że bardzo Was podziwiam i wiem, że mimo tych ciężkich chwil jesteście szczęśliwi :) Na pewno nikt ani nic nie rozprasza Waszej uwagi i możecie skupić się na swojej rodzinie, którą przecież tworzycie choćby tylko we czwórkę :) Głowa do góry, Miniu :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj współczuję! Nie będę odosobniona, też Was podziwiam! Nie mogłabym wyjechać. Trzyma mnie tu więcej niż tylko rodzina :)
    I coś, co słuchałam w ponure, polskie dni:

    "A Irlandia podobno jest taka zielona,
    jak włosy syreny o świcie...
    Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
    moje szare oddałbym życie.
    A Irlandia podobno, jest taka szalona,
    jak wiatr, co ma czapkę podartą...
    Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
    moje nudne życie oddać warto"

    Dużo uśmiechu życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzielna i silna kobieta z Ciebie, jutro też jest dzień i jutro tez zaświeci słońce. Ja jeśli była bym blisko uwierz mi, że bym z ogromną radością zajęła się Twoimi chłopcami tak byście mogli wyjść na romantyczną kolację. A niania na 2 godzinki wieczorem jakaś sąsiadka, koleżanka z pracy nie dało by rady kogoś załatwić ? I na koniec jeśli masz ochotę spotkać się, poplotkować o babskich sprawach jestem na wyciągnięcie ręki-wirtualnie zawsze znajdę dla Ciebie czas by wysłuchać, doradzić, poplotkować, pośmiać się i napić się dobrej kawki :) Wiesz gdzie mnie szukać i może kiedyś uda się nam spotkać w realu tak jak Ci pisałam Miniu w Irlandii nigdy nie byłam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Wam bardzo za tak miłe komentarze :*:* Niestety nikogo tutaj na wsi nie znamy,a nasi najblizsi znajomi maja sami dzieci,wiec sie nimi nie zaopiekuja. Zeby oddac ich chociaz na dwie godziny,chlopcy musieli by poznac ta osobe,a i my musielibysmy jej ufac w 100%. To tak jakbysmy mieli naprawde szukac Niani. Ja wiem,ze nadejdzie chwila oddechu,ze chlopcy podrosna, usamodzielnia sie... tylko czasami wydaje mi sie,ze to jeszcze taaaaaaaaak daleko... moze w Nowym Roku bedzie szansa... dziekuje Wam bardzo kazdej z osobna :* od razu lzej na sercu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze przykro to slyszec :( w takich momentach mam chec jechac tam i Was wyslac do kina. Smutne ale sa plusy i minusy emigracji. My mamy babcie ale nie bylismy dawno nigdzie . Raz w kinie moze

    OdpowiedzUsuń
  10. No kochana ale cię wzięło na rozkminki, wyobrażam sobie jak wam musi być ciężko. Może my tu kobiety czytające Twojego bloga zgadamy się i przyjedziemy do Was, i pojedziecie na wakacje! JA JESTEM ZA :)

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes