środa, 17 lipca 2013

Początki macierzyństwa - czyli jak się nie dać depresji poporodowej



Bycie Mamą jest piękne, choć nader trudne.

Najpierw nosimy nasze wymarzone, wyczekane dzieciątko tuż pod naszym sercem. Każdego dnia zmagamy się z najróżniejszymi dolegliwościami ( zazdroszczę tym Paniom, które nigdy ich nie zaznały), zgagą, częstym witaniem się z toaletą, nudnościami, sennością, obżarstwem, zachciankami, skaczącymi hormonami, płaczem, uśmiechem przez łzy ....

Później zaczyna rosnąć Nam brzuszek. Początkowo lekko się zaokrągla,by później osiągnać całkiem dosadny kształt.  Brzuszki, podobnie jak i Mamy są więc najróżniejsze. Od wąskich, a długich, po kuliste i sprężne jak piłka. Każdy jest jedyny w swoim rodzaju. Zaczynamy czuć nasze dzieciątko, każdego dnia wyczekując na lekkie puknięcia. Zastanawiamy się czym teraz Nas kopneło,uczymy się także rozpoznawać  śmiesznie podskakujący ‘domek’, gdy nasza Dzidzia opije się wodą i ma czkawkę.

W III trymestrze następuje Wielkie Oczekiwanie, bo już tak blisko, a jednak daleko. Bo już zaraz, a jednak jeszcze troszkę. Czekamy, kupujemy co nuż to nowe ubranka nie potrafiąc się opanować. Sprzęt, który będzie Nam potrzebny bardziej lub mniej, kupujemy wózek, wanienkę, łożeczko. Przygotowywujemy się na TEN dzień, bo od TEGO dnia nasze życie diametralnie się zmieni i chociaż słyszałam to wiele razy to stwierdzam, że w zyciu nie wiedziałam, że to mnie czeka....

Poród jak poród. Dla jednych łatwiejszy i krótszy, dla innych długi i bolesny. Mój był długi.... bolesny z resztą też.Położna położyła na moim ciele żywe 3,5 kg srebro, które momentalnie przestało płakać. Patrzyłam się na niego długo i zastanawiałam się ‘I co dalej?’. Nie miałam zielonego pojęcia. Nigdy wcześniej nie miałam w rękach noworodka, który jest cały mój. Za nic świecie nie potrafiłam zrozumieć dlaczego On płacze. Mógł przecież komunikować tyle rzeczy:
- jestem głodny,
- jestem śpiący,
- jest mi za ciepło / za zimno,
- potrzebuje bliskości,
- jestem niezadowolony,
- jestem przemęczony,
- jestem znudzony,
- źle się czuje,
- nie wiem co mi się chce,
- chce mi się kupkę,
- nie chce mi się spać,
- mam brudną pieluchę.
Będąc sama nie wiedziałam jak mam sobie z Nim poradzić, bo przecież tak go kochałam, tak na niego czekałam, a nie potrafiłam zrozumieć o co mu chodzi. Wszystko było nowe, tak bardzo trudne do nauczenia. Naczytałam się tylu poradników, książek, ale dlaczego On taki nerwowy ciągle? Może to kolka? A może nie pasuje mu moje mleko? A może jest głodny? A może robię coś nie tak? Czy jest wystarczająco cicho, gdy go karmię? Pytania namnażały się, a ja nie zawsze potrafiłam odnalaźć odpowiedź. Z tej całej troski i zmartwienia nie miałam czasu na śniadanie, bo bałam się, że Małemu się coś stanie, a w nocy brałam go do siebie do łożka, bo wiedziałam, że mając go przy sobie będę pewniejsza i spokojniejsza. Nie potrafiłam za dobrze poradzić sobie z tym wszystkim sama. Oczywiście Mąz był do pomocy, ale ja jestem MAMĄ, to ja nosiłam nasze dziecko, to Nasz Cud mnie czuje na odległość, to ja jestem jego całym światem.

Gdy moje dziecko płakało, pod nogami zapadał się mój świat. Moja wizja bycia dobrą Mamą zniknęła, bo jak to jest, żeby On tak ciągle płakał? Każdy jego odgłos rozpaczy powodował u mnie rozpadanie się serca na połówki. Tak bardzo nie chciałam żeby On płakał, bo przecież jak płacze to jest nieszczęśliwy, a ja głupia Matka nie umiem go uspokoić. Oczerniałam więc siebie, że wszystko co robię jest złe i moja samoocena prawie dotknęła dna.


Na tej lekcji życia dowiaduję się, że nie tylko poznaję swoje dziecko,ale także samą siebie. Jaka jestem? Pomimo silnej osobowości nie potrafiłam poradzić sobie z tym wielkim smutkiem, że nie jestem w stanie sprostać bycia Mamą, że każda prosta czynność zaczynała się lękiem, czy sobie poradzę, czy dziecko będzie zadowolone, czy to co robię jest prawidłowe?



Dni mijały, a my poznawaliśmy się coraz bardziej. Powoli zaczęłam rozumieć jego potrzeby, a by zapewnić mu bezpieczeństwo wprowadziliśmy do życia Rutynę. Dzięki niej nasz Syn zaczął samodzielnie przesypiać całe noce od 3 miesiąca życia. Bo najpierw jest sen, a potem jedzenie i czas na zabawę. Później znowu idziemy podrzemać, by zjeść i się pobawić. Przed snem każdego dnia bierzemy kąpiel, pijemy mleko i idziemy spać. Dzieci kochają rutynę a jeśli One to i Ja. 

Jak być Mamą, a nie zwariować? 

Mi na początku było po prostu ciężko. Trudny połóg, ciągle płaczące dziecko, tylko mężowskie ramie do wypłakania się z bezsilności i smutku, że sobie nie radzę. Wstyd mi było przed wszystkimi innymi, bo jak to możliwe, że akurat mnie to spotkało?
Teraz nie wstyd mi pisać, że ja znalazłam się w dole, że czułam się w tym wszystkim sama, że nie wiedziałam, gdzie jest początek, a gdzie koniec, że zgubiłam się i nie mogłam się oddalić. Nie wstydźmy się, że nie potrafimy sobie poradzić w nowej sytuacji, nie wstydźmy się prosić o pomoc, gdy jest taka możlwość, a przede wszystkim nie obwinajmy się za to, że dziecko płacze, bo przecież to jedyny sposób na komunikowanie się z Nami. Inaczej przecież nie potrafi.

Każda z Nas potrzebuje chwili dla siebie, bo jesteśmy nie tylko matkami,ale także kobietami. Jesteśmy ludźmi, którzy nadzwyczajniej potrzebują chwili odetchnienia, zaczerpnięcia świeżego powietrza i chwili na oddech.
Istotne jest to żeby każda z Nas potrafiła odnaleźć jakąś przyjemność lub radość dnia codziennego. Może być to ciepła kąpiel w wannie, czytanie książek czy obejrzenie ciekawego filmu. To także wyjście z domu na zakupy lub na spacer. Nie zostawajmy z tym wszystkim same. Nie zamykajmy się w sobie.  Trzeba także zmienić stan myślenia. Nie obwiniać się, że dziecko płacze. Nie bierz za dużo obowiązków na swoje barki. Śpij w każdej wolnej chwili (naczynia nie uciekną, a pół godziny snu da Ci energii na resztę dnia), spędzaj więcej czasu z partnerem.

Pamiętajmy,że mamy rodzinę/przyjaciól/znajomych, że mamy dostęp do intenetowego świata obcych Babek, które może były w podobnej sytuacji jak My i służą pomocą. Utworzono także specjalne infolinie dla Mam z depresją, a jeśli jest taka potrzeba to i konsultacja z lekarzem jest możliwa.
  
Nie bójmy się mówić głośno, że mamy problem... w końcu jesteśmy tylko ludźmi...


19 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za wygraną :) Jak dla mnie jesteś już wygraną i mamą, od której można się wiele nauczyć

    OdpowiedzUsuń
  2. bo Ty jesteś dzielna!! każda mamusia jest najlepsza dla swojego dzidziusia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, żeby to była prawda. Niestety wiele kobiet nie powinno nigdy zostać mamusiami :(

      Usuń
    2. Staram sie by dzielna i najlepsza jaka potrafie :)

      Usuń
    3. Nie chodziło mi o Ciebie, tylko ogólnie o to, że niestety nie każda mama najlepsza dla swojego dzidziusia :( Bo w Ciebie nie wątpię :)

      Usuń
  3. Pamiętam z zajęć ze studiów problematykę możliwych schorzeń psychicznych po porodzie: Smutek poporodowy, który dotyka większości mam i trwa kilka dni, a wiąże się z gwałtowną zmianą ilości hormonów w ciele, potem jeśli się przedłuża depresja poporodowa, a na końcu psychoza poporodowa, która może skończyć się tragicznie - matka zabija dziecko. Dobrze, że mimo tylu lęków i wątpliwości nie dałaś się im powalić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zyciu nie potrafilabym skrzywdzic moich dzieci. Sek byl wlasnie w tym,ze ten caly lek i smutek rodzil sie z troski o szczescie i radosc mojego dziecka. Nie potrafilam zrozumiec dlaczego placze,a jego placz wbudzal we mnie smutek...

      Usuń
    2. Wiem, pisałam o tym co pamiętam z zajęć. Z tego co opisałaś to ciężkiej depresji nie miałaś, dałaś radę szybciej. Chciałam tylko napisać, że czasem jak ktoś nie daje rady, stan się przedłuża, nie szuka pomocy to może z depresji ciężkiej zrobić się psychoza i wtedy jest bardzo groźnie... Znaczy tak nas uczyli ;)

      Usuń
    3. Dzieki Bogu,ze na niczym powazniejszym sie nie skonczylo ...

      Usuń
  4. Powodzenia w konkursie :) Ja sama nie wiem co to ze mna bylo po porodzie - moze zwykly baby blues...pamietam ten strach, poczatkowo balam sie dotknac wlasne dziecko z obawy, ze moge mu zaszkodzic. Mialam chwile zalamania i wtedy myslelismy o psychologu czy jakiejs poradni...jak kryzys odchodzil to temat mijal. Na dzien dzisiejszy zaluje, ze nie zwrocilam sie do nikogo o pomoc bo moze czulabym sie wtedy mniej wyrodna matka :(

    OdpowiedzUsuń
  5. po porodzie miałam zastrzyk endorfin, ale sił starczyło mi na ok 9 miesiecy, gdzie dziecko płakało i budziło sie w nocy po 45 minutach a w dzień nie dawało odespac... po roku przyszło deprecha koszmar, rozpłakałam sie na tańcach na które mnie wyciągneła koleżanka bo nie umiałam kroków opanować i tak płakałam całą droge do domu i później długie tygodnie... wyszło ze mnie ze mnie to przerosło ze ie jestem dzielna, że nie mam siły być w tym sama... ale wiele kobiet jest samych wiele lat, nic nie mówią bo przecież sama chciałaś tego dziecka to sobie radź - takie komunikaty słyszała moja głowa... teraz przy drugim nie ma takiej opcji, walcze o swoje prawa też jako człowieka , kobiety... bo bycie matką to nie wyrok na uśmiechanie się połykając łzy... - powodzenia w konkursie...
    p.s - sprawdz prosze czy mozna u mnie komentarze dodawac bo znow cos namieszłam... dzięki (:

    OdpowiedzUsuń
  6. powodzenia w konkursie!

    notka bardzo mądrze napisana :)

    http://islandofflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki! Jesteś bardzo dzielną Mamą, dzielność = odwaga, a Ty odważnie potrafisz mówić - o wszystkim. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubie mowic wprost :) dziekuje za kciuki i komplement. Milo mi bardzo :)

      Usuń
  8. i mnie dopadł babybluess... Mały nie chciał ssac piersi, płakałam razem z nim. Dookoła słyszłam uwagi, że pierś jest najlepsza, że trzeba walczyć itp. Po nich płakalam jeszcze bardziej. Nie udalo się, przeszlismy na mm. Poza tym wszystko byłom ok. Mój kochany mąz dodawał mi otuchy.
    Powodzenia mamusiu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. powodzenia w konkursie również ode mnie :-) Myślę, że każda w mniejszym lub większym stopniu przechodzi przez ten etap - nic dziwnego, w końcu całe nasze życie wywraca się do góry nogami. I ja płakałam, a najbardziej kiedy okazało się, że moje dziecko przystawiane do piersi regularnie - płakało z głodu i po butelce z mm zasnęło jak aniołek. Oj, czułam się wyrodną matką. Dopiero teraz wiem, że to nieprawda ;-)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes