środa, 3 kwietnia 2013

Jak Nam było...

Leciliśmy w czwartek. Najgorsze w tym całym podróżowaniu były ciągle zmieniające się temperatury. W samochodzie ciepło,ale wyjść trzeba. Potem na lotnisku znowu rozbieranie i ubieranie,gdy trzeba było wyjść do samolotu. Chłopcy lot znieśli bardzo dobrze. Obydwoje spali przez godzinę,a potem Starszak miał obok siebie dziewczynkę w wieku 12 lat,która go tak rozśmieszała,że cały samolot go słyszał. Mikulek też był w miarę grzeczny,ale 40 min spędził na rączkach Taty, ot bo tam najlepiej.

Dojechaliśmy do E. ok 22, Dzieci poszły spać. My troszkę później po nich.

Piątek i sobota to załatwianie ostatnich rzeczy przed Chrztem. Śnieg padał, Starszak bał się na niego wejść ( w ogóle mu się nie podobał :)).

W niedzielę odbył się Chrzest. Mikuś był bardzo grzeczny. Gaworzył sobie ,a po połowie mszy usnął mi na rękach. Byłam w szoku! nie obudził się nawet polewany wodą. Zuch chłopiec.

W poniedziałek jechaliśmy do mnie do Bydgoszczy ,gdzie na noc zatrzymaliśmy się u siostry.
We wtorek nie omieszkaliśmy odwiedzić mojej babci aby pokazać jej swoich prawnuków. Tego samego dnia pojechaliśmy do mojej kuzynki,która ma córeczkę o 3 miesiące młodszą od Szymona i dużego, fajnego psiurka.
W środę wracaliśmy do M. miasta.

Czwartek i piątek to bieganie po lekarzach. Szymcio dzięki M. siostrze miał okazję być obejrzany przez ordynatora chirurgii ,bo na szyjce wyszedł mu guzek ( na dwóch rożnych wizytach u lekarzy jeden mówił,że to powiększony węzeł chłonny,a drugi,że kaszak). Okazało się jednak,że to węzeł i mamy obserwować by się nie powiększało.

Sobota to siedzenie w domu,bo tak napadało śniegu,że wyjść się Nam nigdzie nie chciało.

W niedzielę była Wielkanoc i od 10 rano gościliśmy się u M. siostry

W poniedziałek Chrzest mojego Chrześniaka. M. z Mikusiem zostali w domu,bo przypałętał się do Nas wirus i Malutki miał gorączkę.

We wtorek podróż do domu , już bardziej nerwowa,bo Mały był niespokojny, męczy go biegunka,ale za to Starszak był grzeczny.

--------------------------------------fotorecja wkrótce-------------------------------------

Polska. Zawsze za nią tęsknię,a kiedy tam jestem to jestem w szoku,że chyba już jestem jakiś outsiderem.

Będąc u siebie w mieście poszłam odebrać dowód,który leżał w Urzędzie Miasta 3 lata,a nikt poza mną odebrać go nie mógł.

Pani z okienka przypomniała mi,że zostałam wymeldowana w styczniu ubiegłego roku ( mieszkanie w którym byłam zameldowana zostało podzielone dla rodziców) i ,że dowodu nie dostanę.

Powiedziała,że muszę załatwić wszystko od początku. Zdjęcia, meldunek ( którego nie mam,więc 'życzliwie' poinformowała mnie,że miejsce na adres zostanie puste). Żegnając się powiedziała,że nie mogę posługiwać się dowodem, z resztą i tak on jest nieważny. Jak dobrze,że paszport mam wyrobiony na nazwisko męża i super,że w konsulacie w Dublinie,bo pewnie w Polsce znowu pojawiłby się jakiś problem.

Potem poszłyśmy na kawę. Dwie kawy 30 zł. Mając moje ukochane euro w kieszeni, trzy razy sprawdzałam czy na pewno mnie oczy nie mylą. Chciałam zjeść muffina,ale jak zobaczyłam cenę 8,90 zł to mi się odechciało. U Nas są po 1,5e.

Następnie poszłam do banku zamknąć konto. Na przyjęcie czekałam 15 min, na kolejne zamknięcie 20 min. Nie oddałam karty (zniszczyłam po otrzymaniu,bo wiedziałam,że będzie mi niepotrzebna),więc musiałam gdzieś dzwonić i tłumaczyć się dlaczego ją zniszczyłam. Podpisałam 6 świstków ,a dokładnie 10,bo mój podpis był NIECZYTELNY (no to do cholery ma być mój podpis czy mam pisać dużymi literami). Konto nie zostało zlikwidowane natychmiast,ale za miesiąc ( w końcu trzeba pobrać jeszcze sumkę za opłaty, wcale niemałą,bo aż 12 zł).

I wiecie co? odechciało mi się tam wracać, mieszkać. Może dlatego,że mam porównanie,że widzę jak tutaj załatwia się sprawy,a tam? Czułam się jak złodziej, jakby wszyscy z łaską mnie obsługiwali, jakbym zrobiła coś złego. W sklepie rzucanie paragonem prawie w twarz, ani dziękuję ,ani pocałuj się w d...

Mohery taranują w przejściach w sklepie, w aptece, w tramwaju. Nie ma życzliwości, uśmiechu, radości.

Patrząc na zachowanie takich osób mi samej gul podchodził do gardła.

Zdecydowaliśmy,że dom kupujemy tutaj...

Polska to już nie nasz dom...

Nasze dzieci się urodziły tutaj, tu jest Nam dobrze...


24 komentarze:

  1. Wazne,zeby odnalezc swoje miejsce w swiecie. Przeciez Dom to nie sciany ale ludzie z ktorymi go tworzysz. Wierze,ze po tylu latach w Irlandii mozna doznac szoku wracajac do polskiej rzeczywistosci.

    Natalia(nie chce mi sie logowac :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szok jest za każdym razem! a nigdy nie nastawiam się źle,ale nigdy też nie było takiego czegoś,żebym z łatwością załatwiła coś za pierwszym razem.

      Tak, tutaj tworzymy nasz mały domek i jest nam dobrze :)

      Usuń
  2. tak, można doznać szoku bo przyzwyczajeni jesteście do czegoś innego. ja nie narzekam. uśmiecham się do pań w sklepie to i one się uśmiechną, ustąpię miejsca starszym panią. zdarzyło mi się że i mi kiedyś ustąpił starszy pan. sprawy bankowe załatwiam online albo mam konto w banku w którym czuję się potraktowana poważnie i z szacunkiem. papierologia-fakt u nas w PL jest to duży minus.

    Uświadomiłam sobie że nie chciałabym stąd wyjeżdzać. I tak jak większość Polaków oduczyłam się narzekać. Cenię to co mam tu i teraz i pokazuję to wszystkim dookoła.

    Ja tu zostaję. Mimo tej okropnej zimy.

    Najważniejsze to znaleźć swoje miejsce na ziemi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej,gdy ja ciągle się uśmiecham, mówię dzień dobry w aptece ,a tam głucha cisza przy 10 osobach w kolejce. Nie wiem jak długo można być jednak uśmiechniętym,gdy ludzie robią sobie na przekór i na złość.
      Przykładów z naszego pobytu mam multum ... oczywiście miłe sytuacje też się zdarzały,gdy Pani w aptece służyła pomocą w doborze leków dla Mikusia lub Ordynator Chirurgii w szpitalu też nasz przyjął za darmo (no,ale tu liczyły się akurat znajomości równie ważne w PL).

      Usuń
  3. Mam taki lekki uraz do komentarzy osób mieszkających na obczyźnie [ nie zrozum mnie źle :) ]. Wieczne doszukiwanie się wad w Polsce, Polakach. Jakby takie usprawiedliwienie tego, że ich tu nie ma a tam-za granicą- tęsknią i są szczęśliwi tylko na zewnątrz. Znam doskonale kilka przypadków. I czasem wręcz nie mogę ich słuchać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie w moich poglądach nie jestem sama. Mieszkając za granicą tak długo , jestem w pełni świadoma porównań tych dwóch różnych krajów i pomimo tego,że to ja byłam kołem napędzającym do powrotu to teraz nie chcę. Ty byłaś w UK zaledwie 6 miesięcy (ja po 3 miesiącach gdybym wróciła nigdy nie poznałabym życia tutaj od podszewki). Ja tęsknię,bo w PL mam rodzinę, tam spędziłam swoje dzieciństwo. Nie doszukuję się wad - wręcz przeciwne, szukam pozytywów ,których praktycznie w niej nie ma. Podoba mi się duży wybór produktów,że nawet śmieszna Biedronka ma super towar i z chęcia bym w niej kupowała,gdyby była dostępna tutaj.
      Każdy szuka swojego kątka na ziemi. Nasz jest niezaprzeczalnie tutaj :)

      Usuń
    2. najważniejesze że jest znaleziony :)

      Usuń
  4. Trochę to smutne, co piszesz... Zawsze mnie smuci, gdy Polacy mieszkający poza granicami, jak przyjeżdżają do Polski doszukują się jakiś negatywnych rzeczy... Wydaje mi się, że w każdym kraju są ludzie, którzy są niezadowoleni i to swoje niezadowolonie przenoszą na innych: w sklepie, u lekarza, na placu zabaw czy w klubie. Ja to rozumiem, bo sama też mam gorsze dni... Nie lubię sama zagadywać ludzi w kolejce, w sklepie mówię 'dzień dobry', jestem miła, ale nie zagaduję sama - przez to też pewni ludzie myślą, że jestem 'wyniosła'. A ja po prostu nie umiem. Gdy ktoś się odezwie to owszem, wdaję się w dyskusję, ale sama jej nigdy nie zaczynam... I nie mam pretensji do nikogo: ani do tych, którzy nie znając mnie, zaczynają opowidadać mi o swoim życiu prywatnym - i to takie rzezczy, któych nie chciałabym wiedzieć (ale chyba coś w sobie mam, bo przeważnie przyciągam dziwnych ludzi) albo do tych, którzy opowiadają w kolejce do lekarza o swoich chorobach; ani też do tych, którzy nie mówią nic nawet gdy ktoś próbuje ich zagadnąć... To wszystko chyba leży w nas samych - jak chcesz to zawsze znajdziesz powód do narzekania, które tak Cię drażni w Polakach Emilko ;).
    Jeśli chodzi o znajomości też nie mogę się z tym zgodzić - ja trafiłam na lekarzy, którym zawdzieczam życie mojego dziecka - wszystko, co robili było w 100% UCZCIWE, zadnych łapoówek i znajomości. I mam nadzieję, że pomimio tego, że w Polsce podobno jest tak źle nie wyjadą z kraju i będą pomagali polskim dzieciom, które na to zasługują - zaznaczę, że Ci lekarze byli młodzi!
    A co tak bardzo podoba się Tobie w Irlandii, że nie potrafisz odstzrec pozytywów Polski?
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kinia!

      Co podoba mi się w Irlandii? Łatwość załatwiania jakikolwiek spraw od Urzędu Skarbowego po otwieranie konta w banku, niewiarygodnie szybką komunikację mailową, łatwość w nawiązywaniu kontaktów,zawsze miłą i uśmiechniętą obsługę, łatwość w uzyskiwaniu jakikolwiek porad, umiejętność słuchania , życzliwość, otwartość, radość, nie trzymanie się sztywnych zasad per Pan , Pani, równość na różnych tłach, bezinteresowność jeśli chodzi o pomoc, tolerancję, podjeście do życia tj. większy luz itd.

      Nie wiem czy dobrze mnie zrozumiałyście. Nie pojechałam żeby doszukiwać się wad. Przyjechałam rozgoryczona tym ,że moja idealistyczna Polska nie jest takim krajem,jakim sobie wyobrażałam. Nie dziwota więc,że młodzi ludzi wyjeżdżają za chlebem / szczęściem, zakładają rodziny za granicami kraju.

      Kolejnym przykładem super polityki polskiej jest fakt,że moje dziecko pomimo posiadania polskiego PESELU i zameldowania nie może zostać przyjęte do lekarza,ponieważ my RODZICE nie mamy ubezpieczenia ( nasze ubezpieczenie ważne jest tylko w szpitalu w razie zagrożenia życia). Pani na recepcji poleciła jednak,że oczywiście lekarz jak najbardziej dziecko może przyjąć,ale za 80 zł.

      Przykładów,które mogłabym wypisać jest więcej,ale nie ma sensu z nikim spekulować. Jest Wam dobrze - to się cieszę, mi jest dobrze tutaj i na kupienie domu w Polsce się jednak nie skuszę.

      Jeździłam taksówkami, autobusami, prywatnymi samochodami i tylko jedna osoba w wieku naszych rodziców stwierdziła,że jakoś żyje,ale to dlatego,że ma renty 2200 zł i dorabia sobie na taxi. Inaczej by nie przeżył. Wnioski nasuwają się same...

      Usuń
    2. To, że nie przyjęli dziecka w Przychodni to faktycznie karygodne! Chociaż podobno w Polsce dziecko do ukończenia 18 rż ma prawo do bezpłatnej opieki medycznej - ale o to pewnie trzeba by było zapytać w NFZ...
      Jeśli chodzi o ludzi w wieku naszych rodziców to zarówno moi teściowie jak i rodzice jakoś specjalnie nie narzekają, ale nie narzekają też na zdrowie, więc moze to bierze się z tego, bo nie muszą fortuny wydawać w aptece, chociaż mój tato jest przewlekle chory i zostawia jednak co miesiąc złotówki w aptece, ale jak wpsominałam - nie narzekają.
      Jeśli chodzi o nasze emerytury - ja nie mam pewności jak to będzie u nas za 30 lat - moze lepiej może gorzej. Wierzę, że lepiej. Ale Ty tak samo nie masz tej pewności... Przez 30 lat dużo może się zmienić zarówno w Polsce jak i w Irlandii.

      Usuń
    3. Będąc w ciąży czytałam,że każda kobieta w ciąży przebywająca na terenie Polski i będąc oczywiście Polką ma darmową służbę medyczną. To samo tyczy się dzieci,tak jak napisałaś. No w naszym przypadku się nie potwierdziło tylko dlatego,że nie odprowadzamy tutaj składek zdrowotnych.

      Banki też nie dają kredytów na zagraniczne zarobki. Chyba tylko Millenium może jeszcze zrobić coś w tym kierunku.

      No i jak tu wracać jak na każdej drodze są masakrycznie wysokie schody? lepiej w ogóle na nie nie wchodzić...

      Usuń
    4. Ja patrzę z perspektywy osoby mieszkającej w Polsce i chciałam tylko Tobie dać znać, że nie dostzregam na każdym kroku schodów i nie przeszkadzają mi osoby, które nie uśmiechają się do mnie na ulicy. Pewnie gdybyś w poście napisała o schodach pod tytułem: kredyt w banku na zagraniczne zarobki lub o tym, że nie przyjęli Twojego dziecka w przychodni, nie zaczęłabym dyskusji :). Ale Ty pisałaś o humorach Polaków vs nastawienie do życia Irlandczyków (ja uważam, że w każdym kraju ludzie mają lepsze i gorsze dni :) i to skłoniło mnie do wyrażenia swojej opinii).
      A jeśli chodzi wyjście do miasta i do urzędu z dwójką maluchów to faktycznie musi to być wyzwanie. Ale ja jednak mimo wszytsko wolałabym złożyć gdzieś mój podpis i poczekać aż mąż będzie miał wolne lub skończy szybciej pracę. No, ale z tym nie ma co dyskutować - każdy ma swoje racje :). Ja swoich poglądów nagle nie zmienię, Ty też nie i nie oczekujemy przecież tego od siebie.
      Dziękuję tylko za miłą dyskusję (której nie udało się przeprowadzić na żywo - nastepna szansa, jak cztałam za 3 lata :( ) i przesyłam deszczowe buziaki, bo pogoda u nas typowo irlandzka :*.

      Usuń
    5. Można było by pisać i pisać na ten temat,bo dla mnie to temat rzeka.

      Podsumowując jest mi przykro,że moja ukochana Polska jest jeszcze daleko za zachodem i od wejścia do Uni minęło lat 9 ,a ja jak poprawy nie widzę to nie widzę... i nie jestem w mojej ocenie sama,bo większość nadal zaciska pas, żyje na kredytach,a za swoją ciężką pracę dostaje marne pieniądze. Ot tyle w temacie :)

      Usuń
  5. No a z tego, że znalazłaś swoje miejsce na ziemi oczywiście bardzo się cieszę!!!!! Obojętne, gdzie, ważne, że jesteś szczęśliwa :). Tylko nie trzeba tak od razu narzekać na Polskę, w kótrej nie mieszkasz już od jakiegoś czasu a która cały czas się zmienia :), według mnie na lepsze.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mieszkam - zgodzę się. Ostatni raz byłam 3 lata i co zauważyłam nowego? Podwyżkę cen - od żywności po bilety miejskie ( 3,20 zł - normalny?? SZOK!!), wzrost minimalnej krajowej za którą nie jest się w stanie utrzymać ... Napisz mi Kinia co się zmieniło na lepsze w Polsce,bo jestem bardzo ciekawa. Jaką pracę się ma po ukończeniu studiów? Polak Polakowi wilkiem. Tutaj się pomaga, a w Polsce utrudnia. Kto w Pl w Urzędzie Skarbowym zmieniłby moje nazwisko z panieńskiego na męża bez okaznia aktu małżeństwa przez telefon????

      Tutaj jest znacząca różnica. Irlandczycy są do pomocy, a w Polsce życie jest utrudniane i nie uwierzę,że się nie zgodzisz....

      Usuń
  6. No może z tymi ogólnymi zmianami na lepsze trochę przesadziłam, jak każda zakochana (w Polsce) osoba. Ale tak, jak Ty narzekasz na służbę zdrowia i szkolnictwo w Irlandii tak, ja też narzekam czasami. To jest normalne :). Ale boli mnie, gdy osoby które tu nie mieszkają tak narzekają...:(.
    A ze zmnianą nazwiska w Urzędzie Sarbowm prze telefon to faktycznie trchę słabo, nie? Czyli każdy kto ma dostęp do Twoich danych może w każdej chwili zmienić Tobie nazwisko przez telefon?!? Ja bym tak nie chciała - wolę naszą papierologię i moje podisy choćby miało ich być 50 :).
    Jesli chodzi o pracę po studiach: NA RAZIE większość moich znajomych i my nie narzekamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja nie idealizyję Irlandii. Pewnie,że służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia i inne rzeczy także. Pani z Urzędu sama do mnie zadzwoniła,bo chciała poinformować mnie o zwrocie pieniędzy i dlatego spytałam jej się czy może zamienić nazwisko,bo tamto,którym się logowałam było panieńskie. Dla mnie baja takie załatwianie spraw. W życiu nie wybrałabym się do miasta z dwójką dzieci,a bez nich M. musiałby wziąć dzień wolnego. Nie ma to jak ułatwianie sobie życia,które tutaj sobie bardzo cenię. Pracę może mieć każdy, po zawodówce czy po studiach. Tutaj wchodzi kwestia jakie zarobki są oferowane ludziom i czy są w stanie za nie wyżyć....

      Usuń
    2. mój mąż po studiach zarabia tyle, że stać nas na to żebym była w domu z Mikołajem, nie powiem, że stać nas na luksus ale nie narzekamy. Teraz kupiliśmy mieszkanie także można i w PL żyć godnie. Mój brat siedzi za granica 9 lat i własnego mieszkania się nie dorobił ale wszystko przed nim. co do większego luzu to jak patrzę na mojego bratanka to chyba nie chciałabym żeby mój synek był taki wyluzowany, a niestety jego brak wychowania to wynik tamtejszego bezstresowego wychowania, to dziecko jest okropne i spędzenie z nim jednego dnia to koszmar. Otwarty na ludzi i inne dzieci też nie jest.

      Usuń
    3. mój mąż po studiach zarabia tyle, że stać nas na to żebym była w domu z Mikołajem, nie powiem, że stać nas na luksus ale nie narzekamy. Teraz kupiliśmy mieszkanie także można i w PL żyć godnie. Mój brat siedzi za granica 9 lat i własnego mieszkania się nie dorobił ale wszystko przed nim. co do większego luzu to jak patrzę na mojego bratanka to chyba nie chciałabym żeby mój synek był taki wyluzowany, a niestety jego brak wychowania to wynik tamtejszego bezstresowego wychowania, to dziecko jest okropne i spędzenie z nim jednego dnia to koszmar. Otwarty na ludzi i inne dzieci też nie jest.

      Usuń
    4. To zależy od wychowania dziecka. My na wszystko nie pozwalamy i bezstresowego wychowania na pewno nie podzielamy. Dla mnie dziecko musi mieć zakazy i nakazy,żeby umiało mieszkać w społeczeństwie.

      Żeby znaleźć dobrze płatną pracę trzeba być naprawdę szczęściarzem. Super,że Mąz potrafi Was utrzymać i,że macie własne mieszkanko :)

      Usuń
  7. Jak to mówią wszędzie dobrze gdzie nas nie ma

    OdpowiedzUsuń
  8. ostatnio w pupie spędziłam 2 godziny na czekaniu, żeby pani mnie zarejestrowała; owszem, była bardzo miła i uprzejma; zapytałam ją czy mogłabym już wcześniej wypełnić jakieś papiery żeby usprawnić pracę, ale okazało się, że nie :/ paranoja? owszem :) podobno te dokumenty są dla ludzi a nie urzędników ;) jest mnóstwo kwestii, które mi się nie podobają, górale widzący tylko koniec własnego nosa i utrudniający choćby budowę zakopianki, edukacja, która schodzi na psy (coraz częściej zastanawiam się nad tym, że moje dzieci będą się uczyć przede wszystkim w domu, a do szkoły chodzić tylko rekreacyjnie);

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes