wtorek, 5 marca 2013

Wykorzystujac chwile spokoju...

... napisze co tam u Nas slychac.

Zrobilismy w koncu Mikusiowi druga szczepionke. Zwlekalismy,az miesiac,bo chlopcy przechodzili wirusa i chcialam zeby wyzdrowial,bo jak wiemy szczepionki powoduja spadek odpornosci co wiaze sie z szybszym zachorowaniem.

Mikus zaskakuje mnie z dnia na dzien. Przy prawie 10 kg potrafi pieknie przekrecic sie z pleckow na brzuszek... (czasami mama musi pomoc do lezenia boczkiem,ale czesciej potrafi robic to sam). Poza tym przeklada zabawki z raczki do raczki ( podobno dopiero polroczniaki nabywaja ta zdolnosc) i wklada sam sobie smoka. Jest bardzo madry jak na urodzonego 5 tygodni wczesniej!!!!!

Szymcio dwa razy zawolal na nocnik i tyle. A juz sie cieszylam,ze sam dojrzal do rzucenia pieluchy. Z rana pokazuje M.na pieluche i podaje swieza by mu zmienic :)
Smoczek w ciagu dnia raczej nie istnieje (chyba,ze widze,ze wklada wszystko do buzi to wiem,ze dokuczaja mu wychodzace zeby) to wtedy mu daje. Na noc jednak musi byc obowiazkowo.

Przymierzamy sie do wylotu. Ciesze sie i denerwuje zarazem. Jeszcze trzeba wykupic bilet powrotny i zaszczepic Misie,bo idzie do kociego hotelu na dni 13. Byla tam juz dwa razy,wiec mam nadzieje,ze za mocno rozlaki nie przezyje.

Dzisiaj ide do hotelu ,by porozmawiac o moim powrocie do pracy. Wracam na dni 3,ktore beda tortura,bo nie znalezlismy nikogo do opieki,a co za tym idzie M.musi chodzic do pracy na 5 rano,a ja wracam o 23. Bajka,ale takie zycie bez rodziny do pomocy. Poki co wracam 8 kwietnia,wiec jeszcze mam miesiac.

Opalanie natryskowe. Zrobilam. Efekt - bardzo mi sie opalenizna podobala, nie za mocna, nie za jasna..ale..
stopy wygladaly okrutnie podobnie jak i moje kciuki na ktorych byly straszne zacieki!!! Twarz i cialo wygladalo apetycznie i nawet Maz powiedzial,ze wygladam zdrowo...ale.. nie oplaca sie. Opalenizna trzymala mnie rowno 5 dni,w tym 3 byly najmocniejsze i najladniejsze. Nie podobal mi sie takze zapach,bo czulam sie jak po opalaniu na solarium bez mycia (pomimo,ze kazdego dnia sie kapalam). Opalanie dobre na jednodniowa urocztystosc. Na Chrzciny chyba jednak sobie nie zrobie,bo najzwyczajniej szkoda mi pieniedzy. Tak mi przykro,ze nie moge pouzywac solarium... moze jakis samoopalacz? stosowala z Was ktoras? :)

Jestesmy zdrowi - wreszcie. Nie ma zlobka - nie ma chorob. Oby tylko w Polsce Nas nic nie dopadlo,bo ja zawsze po zmienieniu klimatu choruje.

Dzieci mnie rozpieszczaja...juz obydwoje spia ponad 2 h,co szczegolnie Mikusiowi rzadko sie zdarza.

Tyle u Nas... a tu pogaduchy Braci :)


Pozdrowienia,
Minia


7 komentarzy:

  1. Mikuś rośnie jak na drożdżach niedługo dogoni Szymcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miniu, odpiszę, obiecuję, na razie mam straszny młyn z prawnikami i moimi infantis - dostaję powoli rozstroju nerwowego, ale jak tylko ogarnę to siąde do kompa buziaki!
    ps. Chłopcy super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. alez nic sie nie martw!! ja sie nie spiesze nigdzie;-)

      Usuń
  3. Mikuś dogania Szymonka :) dużych masz chłopców, a Wy oboje przecież taacy szczupli :) samoopalacza nigdy nie używałam, ale moja siostra chwaliła sobie chusteczki samoopalające i balsam brązujący z Lirene. Nie zostawiały brzydkich zacieków np. na palcach. Przesyłka wysłana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. OO dobrze wiedzieć. Ja może i szczupła,ale M.już nie za bardzo,więc chłopcy masę mają po Tatusiu. Dziękuję raz jeszcze :) będzie piękny prezent na Chrzciny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ale sa fajni!!!! Tyle do przytulania!! Sciskam :* la

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes