wtorek, 12 marca 2013

Cyckowanie...

Sławna znajoma urodziła przez cesarskie cięcie.

Widziałam zdjęcia jej Synka. Jest uroczy. Dużo pisać nie mogła,bo rana bardzo ją ciągnęła i cały dzień ruszyć się nie mogła.

Karmienie tak bolało,że aż płakała,bo akurat ciągnięcie brodawek powoduje skurcze macicy (co doskonale pamiętam)

Karmienie piersią?

Ja chciałam... bardzo chciałam.. ze Starszakiem karmiłam dokładnie do 9 tygodni, bo skaza, bo ja mało jadłam, bo się nie najadałam,a i On głodny chodził. Przejście na butelkę, ohydne, śmierdzące mleko Nutramigen i żegnajcie cycusie.

Dni żałoby : dwa, cały weekend

Drugi Synuś. Ach , tym razem jeszcze bardziej żal mi było Synka odstawić,bo tak ładnie przybierał, bo tak fajnie było,ale najpierw zapalenie piersi, potem jego zapalenie oskrzeli, mniej pokarmu, głodomor, nie dałam rady,on też. Butla od równo 3 miesiąca życia.

Dni żałoby - żaden ( Mikuś sam odrzucił cycka ,a i tak w nich ledwo cokolwiek było).

Nie podoba mi się presja na karmienie piersią. Czasami życie układa taki scenariusz,że by się chciało,ale nie da się.
Nie podoba mi się jednak też to,że Matka nawet nie próbując od razu wybiera butelkę,no ale to moje zdanie.

Znajoma przed porodem mówiła,że karmić piersią będzie bardzo długo. Nie dało jej się przetłumaczyć,że brodawki mogą krwawić, może być to nieprzyjemne, bolesne... ale może być też cudowna więź, fajne uczucie i radość z cyckowania. Znajoma płacze po nocach,bo ją boli,bo nie cieszy się,ale karmić będzie,bo jak Ona może nie karmić piersią?? Trochę głupie,prawda? Ale każdy robi tak,jak uważa.

W szpitalu, gdy byliśmy na echo serduszka zaczepiła mnie jakaś Pani,że Synek wygląda na wiele starszego...hmm.. temu się nie dziwię, po czym po kilku minutach pogawędki spytała się mnie czy to na cycusiu tak ładnie przybrał. Nie proszę Pani. Na mm jest' .Mnie tego rodzaju pytania nie tyle co śmieszą,ale dziwią po co komu taka informacja,bo niby o karmienie pytać się nie powinno,a z drugiej strony jest wielki nacisk na cyckowanie,więc i ludzie ciekawi jaką formę karmienia wybraliśmy.

Gdybym zaszła w ciążę trzeci raz to napewno i teraz spróbowałabym karmić,ale bez presji. Jak Młodemu spadł cukier w pierwszej dobie życia i jedna lekarka zadecydowała: 'Odstawić go od cycka i przejść na butelkę" to powiem Wam,że nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia,bo wiem,że najważniejsze jest moje dziecko. Jeśli MM daje mu wszystko czego potrzeba,by cukier był wysoki,a On rozwijał się prawidłowo to ja nie mam żadnych problemów. Na szczęście po Intensywnej jego cukier się wyregulował na moim mleczku i tak cyckaliśmy do 12 tygodnia.

Męża siostra ma Synka 6 tygodni młodszego od naszego. Wagowo będzie chyba jeszcze większy ,bo Nasz na 4 miesiące miał 8kg,a ich 8,5kg (same kolosy w rodzinie). Dziewczyna w moim wieku, jej pierwsze dziecko, karmi piersią i wysiada. Dziecko non stop siedzi na cycku... cały boży dzień. Nic innego nie robi tylko cycka. Przysypia, pobawi się godzinę, je, przysypia na cycu... Szok! Smoczka nie chce,on woli Mamusię... widzi tylko ją... składam wyrazy współczucia,w życiu bym tak nie chciała... Ale Ona problemu nie widzi,więc karmi go na każde jego żądanie i tak spędza z nim przy cycu cały dzień nie mając czasu porządnie zjeść...

No więc jak to jest według Was.. fajnie czy niefajnie karmić tym cycuchem?? Jak było u Was?






10 komentarzy:

  1. NIgdy CIę nie pytałam i Ty też nie pisałas o karmieniu. Czytając Twój komentarz na moim blogu zaczęłam się zastanawiać a tu notka :) I nie ukrywam że budująca. Jak to było u nas? Wiesz, że cc. W szpitalu w którym byłyśmy jest ogromny nacisk na kn a nie mm. Aż tak że czasem potrafią nie wypisać pacjentki do domu. Położne przychodzą i w bezczelny sposób maltretują pacjentki bo inaczej tego nie umiem nazwać. Przychodzi jedna robi wykład, sprawdza co nieco, przychodzi druga robi to samo a przychodzi trzecia i mówi ze z tego nic nie bedzie. Przeżyłam przez to koszmar w spzitalu. We wtorek po porodzie gdy Majusie przystawiałąm pierwszy raz płakałam. Bo zakrwawione brodawki już, bo ogromny ból i nic nie leci. Czekałam na powrót do domu. Liczyłam że w domu bedzie lepiej. Czułam sie przygotowana psychicznie na to...tak mi się wydawało. Zaczęły się problemy. Temperatura...zastój?Laktator heja. Mała łapać brodawki nie potrafi, krzyczy ja płaczę. Później troszkę lepiej. Troszkę z laktatorem, troszkę wspólnymi siłami ...i tak nam się udawało do niedzieli. Tej minionej niedzieli. Bo praktycznie po 2 minutach butelka musiałą być gotowa od razu. Maja nie mogła cierpliwie wytrzymać. laktatorem minimalne porcje...kilka zastojów w między czasie. Bóle głowy, przepłakane dni...Stwierdziłam że nic na siłę. A skoro Maja i tak w 90% jest na mm to nie ma sensu jej stresować i patrzeć jak sie zanosi próbując coś wykrzesać. Widzę że jest szczęśliwa, rośnie :) nawet się uśmiecha...a i dzieki temu i ja jestem szczęśliwa :) czego więcej chcieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam,że Szymonek długo się nie uśmiechał..biedny,wiecznie głodny był i pamiętam pierwsze przespane 2h w dzień bez przebudzania co chwilę,pamiętam jego uśmiech. Do teraz nie mogę sobie wybaczyć,że tak bardzo pragnęłam karmić piersią,że krzywdziłam własne dziecko. Mogłam posłuchać się M. o wiele szybciej i dziecko było by bardziej szczęśliwe o wiele wcześniej...

      Z Mikusiem tak,jak u Ciebie. Mleka miałam mało, początkowo jadł z początku , po minucie płakał ,bo za mało mleka,bo nic mu nie leci.. w końcu i tak był na MM i tak i nie płakałam nad rozlanym mlekiem... Widocznie tak miało być..

      Pamietam też sytuację na poporodówce,gdzie właśnie takiej Irlandce co chwile położne pomagały przykładać dziecko,a Ona biedna syczała, płakała,a one jakby na niej wymuszały. Ja tego problemu nie miałam,bo Synusie ssacze od początku,a i brodawki odpowiednie ,więc nie bolały i problemu nie miałam...

      Nie rozumiem tego nacisku... :(

      Usuń
    2. Czuje się taki lincz. Pytania "karmisz?" to raczej intymne i prywatne sprawy. A przecież dziecko nie jest głodne. I to bliskie osoby i te mniej bliskie wyskakiwały po dwóch minutach rozmowy ' jak karmisz?' eh. Nauczyłam się gdzieś tam kiedyś że ma być dobrze dla nas...a skoro nam jest dobrze [ mam na myśli Maje i siebie ] to po co robić coś na siłę. Nacisk jest przeeeeogromny. I mimo tego, że bardzo by się chciało to nie wszystko da się przeskoczyć. Moja mama karmiła i mnie i Sis mm i co? I na zdrowie nie narzekam...[ pomijając sytuację obecną ;) ] to nie choruję często

      Usuń
    3. I moja Mama i moja siostra bardzo dlugo karmily piersia, a ja? no coz... wazne,ze mialam szanse chociaz troche i wcale nie czuje sie gorsza. Najwazniejsze,ze dziecko sie najada :)

      Usuń
  2. To ja może za swoje zdanie zostanę zlinczowana, ale jestem szczera i mówię, piszę to co jest zgodne z moim sumieniem. Karmienie piersią JEST najlepsze!! Nic nigdy nie będzie lepsze od oryginału! Nie twierdzę, że MM to trucizna której nie wolno dawać dzieciom, ani że mamy dające je są gorsze, bo nie są! Są tak samo wartościowymi i najlepszymi mamami dla swojego dziecka. Ale nie rozumiem mam, które mają pokarm i nie próbują chociaż miesiąc czy trzy karmić, a najlepiej do pół roku... Przeczytałam kilka książek na ten temat i wiele artykułów w internecie i wierzę w to co piszą i mówią - mleko matki jest najlepsze i nie da się go w 100% zastąpić sztucznym, bo sztuczne nigdy nie będzie tak idealne. W końcu matka natura wie lepiej co dla nas najlepsze, a nie jacyś tam naukowcy pracujący dla Nestle...
    Natura wie, co jest dobre - wszystkie ssaki piją mleko swoich matek, dlaczego ludzkie dzieci miałyby tego nie robić? Mleko mamy jest idealnie dopasowane do dziecka, nigdy tez nie zrozumiem mam, które dla swojej wygody, z lenistwa, czy z obawy o ładny wygląd piersi rezygnują z tego, co najlepsze mogą dać dziecku już od pierwszych chwil jego życia...
    I jestem zdania, że każda Mama może wykarmić swoje dziecko. Wystarczy dobre nastawienie i odrobina wiedzy. W krajach rozwijających się, gdzie nie ma dostępu do mm, jakoś mamusie karmią swoje dzieci piersią, każda ma pokarm mimo słabego odżywiania, bo po prostu mają w głowie zakodowane że muszą wykarmić dziecko... a u nas wygoda i brak chęci nauki niestety często zwycięża.
    Myślę, że wiele mam z tych, które karmi piersią po prostu nie mówi o trudnych początkach. Sama przeżyłam trudne początki karmienia bolących i lekko krwawiących sutków, ale najtrudniejsze chwile pojawił się w drugim miesiącu życia, ale o tym już pisałam kiedyś u siebie na blogu kto pamięta ten wie.
    Nie zapominajmy, że istnieją doradcy laktacyjni, którzy fachowo pomogą i udzielą rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodze sie,ze mleko z piersi jest najlepsze. Nie zgodze sie z idea "po trupach do celu".Jesli brodawki bola,krwawia,dziecko rzuca sie na cycku,prezy i placze to w imie czego matka ma nadal karmic piersia?! MM jest dostosowane perfekcyjnie do potrzeb dziecka i nie uwazam,ze dzieci na MM sa gorsze,a matki nieudacznice. Jesli dziecko jest najedzone i zadowolone to dla mnie bez roznicy jaka forma karmienia go zadowoli. Jesli chodzi o kp to najwazniejsze jest do 6 mies. Potem wprowadza sie pokarmy stale i dziecko uczy sie nowych smakow itp. Dla mnie b.niezrozumiale jest karmienie powyzej roku zycia co wedlug mnie jest wrecz nieapetyczne.

      Usuń
  3. Ja karmiłam synka 5 miesięcy, później przez miesiąc już tylko w nocy. Biorąc pod uwagę rozmiar moich piersi to i tak sukces ;) Nie uznaję jednak okresu kp za najpiękniejszy w moim życiu. Brodawki mnie okropnie bolały, krwawiły, syn przez nakładkę ssać nie chciał. Każde karmienie (a były często) powodowało mój strach, ból i niechęć do własnego dziecka. Gdy sam postanowił zrezygnować z cyckowania byłam bardzo szczęśliwa (pediatra jeszcze pytała mnie czy kp jak syn miał 1,5roku!!!). Jeśli dane mi będzie mieć drugie dziecko to przy kp upierać się nie będę, spróbuję. Ale jeśli, jak przy Alku, kp będzie powodowało moje niezadowolenie i niechęć to karmić będę mm. Nie ma reguły, że dzieci kp są odporniejsze i zdrowsze od tych kp. A relacje mama - dziecko są dla mnie ważniejsze niż opinia otoczenia..

    OdpowiedzUsuń
  4. cyc to wygoda. Odpukać przy Stachu nie miałam żadnych problemów. Facet wiedział o co chodzi, mleczarnia też :) owszem zdarza mi się karmić dłużej niż trwałoby to butelką, ale mnie nic nie boli, a Stachu wygląda jak mała umorusana świnka (Franek nie popuściła ani kropelki) U Franka miałam problem ze zbyt małą ilością pokarmu, ale herbaty laktacyjne pomogły bardzo (Gewcia i Kluska wiedzą jak było w Bieszczadach). Franek odstawił mnie po 7 miesiącach. Mam nadzieję pokarmić Stacha nieco dłużej. Jak ktoś nie może to ok, przecież na stos nie wyślę, ale warto próbować. Nie zamykać się. I bardzo bardzo chcieć. A presja? Owszem istnieje, mnie na siłę namawiali, żeby dać infantis butelkę ;) ale to Rozdarta ze Srogą raczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, cycek to wygoda i jeszcze jest za darmo :) Podziwiam,ze tu karmisz cyckiem,a tam biegasz za Frankiem :):)

      Usuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes