czwartek, 14 lutego 2013

Zwierzątka a małe dzieci

No właśnie jak to jest ?

Przeczytałam wczoraj artykuł w 'Mam Dziecko' z marca odnośnie posiadania zwierzaka w domu.

Jak byłam mała to zawsze marzył mi się piesek... jejku... nawet kotek... ale piesek bardzo. Błagałam rodziców, obiecywałam,że będę chodzić na spacery, będę się nim opiekowała, karmiła, całowała, tuliła... wszystko nadaremnie. Rodzice słuchać nie chcieli,bo w bloku mieszkamy, bo tylko tak mówię, a potem się znudzi, bo nie i KONIEC.




Zaczęło się więc od rybek... dokładnie dwóch... złotych welonów... ach jakie one były piękne... i jak fajnie sobie pływały w akwarium. Oczywiście sprzątała je Mama,a młodszy brat jej pomagał. Raz zobaczył,że Mama bierze płyn do naczyń i w nim myje pomieszczenie dla rybek... długo ich nie miałam... brat chciał nakarmić rybki i dolał płynu do wody....




Potem były szczury. Dwa... dla mnie i dla siostry... ale jakieś wariaty były... wyskakiwały z akwarium wysokiego na 70 cm. Bałam się ich... nie były aż takie miłe w dotyku...  oddaliśmy z powrotem do sklepu zoologicznego...




Później był żółw (już nie pamiętam jak go nazwałam). Miałam go tylko na trochę,bo okazało się,że jest chory i w sumie nie wiem co z nim zrobił Tata albo już nie pamiętam?... w sumie teraz nawet nie chcę o tym myśleć..




Następnie stałam się szczęśliwą posiadaczką świnki morskiej... Perełki... jakaż Ona była śliczna..  trzykolorowa.. biało/ czarno / brązowa.. Kochałam ją nad życie.. jeździła z Nami na wakacje, uwielbiała sałatkę, chowała mi się pod szyję, robiła śmieszne kupki... Niestety pewnego słonecznego dnia zostawiliśmy ją w klatce na balkonie. Nalałam wody do zakrętki od słoika,ale ona ją wylała... Tata był w domu,ale nie wiedział,że świnka jest tam... Wróciłam i już nie słyszałam kwi kwi... patrzę do klatki,a tam latają nad nią muchy... Tata chciał ją reanimować i włożył ją do wody,bo była taka rozgrzana...dostała szoku... Razem z Mamą, z wiaderkiem w ręku, wykopałyśmy jej grób i ze łzami cieknącymi po policzkach wróciłyśmy do domu. Od tamtej pory Mama zarzekła się,że już nigdy nie będziemy mieć zwierzątek...




Ale zwierzątko samo Nas wybrało... błąkało się po klatce... mruczało i było takie milutkie... Moja Kochana Koteczka. Dzisiaj ma staruszka 13 lat. Spałam z nią, tuliłam ją, karmiłam, całowałam, sprzątałam kuwetę... Tęsknię za nią... nie widziałam jej już 3 lata ...

Teraz też mam koteczkę i nawet przypomina bardzą tą polską...

Kiedy zaszłam w ciążę za pierwszym razem naczytałam się dziwnych rzeczy w gazecie.

My nie zamykaliśmy pokoju żeby kot nie mógl wejść gdy karmię, gdy dziecko śpi czy cokolwiek. Wtedy właśnie u kota pojawiło by się pytanie dlaczego te drzwi,które zawsze są otwarte zostaly zamknięte?
Kiedy złożyliśmy łóżeczko to Misia niejednokrotnie Nam wskakiwała do niego aby go powąchać,ale ją zawsze karciliśmy i wyrzucaliśmy...
Kiedy Starszak się urodził nie było zmiany zachowania naszego w stosunku do niej... Kiedy wróciłam ze szpitala nie miałam jego bodka, jego czapeczki by dać jej powąchać... nigdy nie zabraniałam się jej do niego zbliżyć... To Ona 1000 % bardziej się go bała... Spokojnie, z wielkim dystansem podchodziła tak cicho,że nie słyszałaby jej nawet mysza :) Nigdy nie wskoczyła do niego do łózka, powiedziałabym więcej - trzymała się od niego z daleka,a jak tylko wydawał syrenę (czyt. płakał) to zmykała w najdalszy kąt w domu.
Mikusia w ogóle się nie bała, ale trzyma dystans podobnie jak ze Starszakiem, chociaż na pewno woli go bardziej,bo jej nie zaczepia :)
Teraz bawią się razem... Starszak bardziej ją drażni i denerwuje,ale widzę,że codziennie wchodząc do kuchni prosi mnie by dać dla niej jedzenie,a on wsypuje jej do miski ( to samo tyczy się rybki - też ją karmi). Zwierzątka uczą odpowiedzialności, mogą być ulubionym przyjacielem, mogą przyśpieszyć rozwój dziecka w raczkowaniu lub chodzeniu (  kiedy to Maleństwo pragnie 'dorwać' sierściowego czworonoga).
Nigdy nie prowadziłam sterylnego życia, nie obce mi są włosy kocie i dzieciom też.
Jestem jak najbardziej za posiadaniem zwierzątek,bo dom wtedy taki jakby pełniejszy...

U Niani Starszak pokochał czarną labradorkę ( ze wzajemnością). Dawała mu się gryźć, drapać, całować ... On robił z nią wszystko,a kiedy ją widział jego uśmiech nie miał granic...
Myśli o piesku... bo już chyba trudniej już być nie może...
Dwójka maluchów, młoda 3-letnia kocia i teraz szczeniak do kompletu? Starszak byłby wniebowzięty...
Tylko kto by chodził z psem na spacery???

Pozdrowienia,
Minia

14 komentarzy:

  1. hohoho...wielkie zmiany się wykluwają:) My mamy naszego Bazyla:) we czwórkę jest fajowo. Spacery spacerami, dacie radę, większy problem jest z sierścią która jest wszędzie (Laby linieją przez cały rok). Święta prawdą jest to, że trzeba dopasować wystrój domu pod kolor...labradora!:)pozdr Gewka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kotek się nie znalazł, prawda? My macie cudnego tego Bazyla.. :)

      Usuń
    2. Niestety nie.Zadziałało prawo puszczy i myślę że Borówka padła ofiarą..kun albo lisów.To przecież było małe kocię:(

      Usuń
  2. U nas piesorek nasz kochany, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Jako dziecko miałam 2 świnki morskie kochane, żółw też u mnie gościł, rybki miałam, ale dziękuje nie potrafię się nimi zajmować tylko mi padały choć wszystko robiłam. I potwierdzam wychowanie dzieci ze zwierzętami jest zupełnie inne, lepsze, a co tam sierść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha.. moja jedna rybka padła po roku... dostałam ją na urodziny z pracy i nazwana była Izabella :P a drugą kupiliśmy sami i została nazwana koleżanka Izabelli... póki co żyje już rok i ma się dobrze :)... o dziwo :D

      Usuń
  3. ooo, zwierzęta - temat dość sporny u nas - ja na tak, Michał na nie... w swoim życiu miałam dwa koty, zdjęcie jednego z nich do tej pory na tapecie w telefonie... im więcej tym lepiej, niestety nie mam poparcia, więc na razie mogę tylko pomarzyć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sarenka, staraj się...na chłopów są różne sposoby :) :P

      Usuń
    2. na chłopów może tak, ale jak się Sroga uprze, to nie ma bata :)

      Usuń
    3. Srogą też można jakoś przekabacić... :)

      Usuń
  4. moim pierwszym zwierzakiem był chomik Kacper, ale z racji tego, że siostra, jak się okazało miała uczulenie na sierść to oddaliśmy go mojemu mężowi, wtedy jeszcze chłopakowi. U niego postanowił odzyskać wolność i uciekł do ogrodu :) W międzyczasie u M pojawił się też królik Stefan, który odszedł chyba 2 lata temu. No i jest pies, którego mąż przygarnął, gdy nasz kolega odebrał sobie życie. Borys ma 10lat i został u rodziców męża, bo tam ma ogród do wybiegania się. Alek mieszkał z nim przez pierwszy rok swego życia. Na każdy płacz Borys reagował ucieczką pod stół, może 2 razy w ogóle wszedł na piętro. Teraz jak pojedziemy do teściów to Alek za nim chodzi krok w krok więc psina też czasem ma dość i ucieka. Pod stół a Alek za nim :) chciałabym mieć małego psiaka, ale nie wyobrażam sobie jak będąc sama miałabym to wszystko ogarnąć.. Bo z psem wyjść trzeba, mimo że pada, że zimno, czy nawet jak dziecko jest chore..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś nie wyobrażam sobie zostawić np. chorego dziecka samego, żeby wyjść z psem.. może na starość coś kupimy ;) albo jak dzieci się uprą :)

      Usuń
  5. Odkąd pamiętam zawsze chciałam mieć psa lub kota, obojętne jakieś zwierzątko, którym mogłabym się zaopiekować :) Moi rodzice podobnie do Twoich nie chcieli się zgodzić na psa, bo blok, bo nie będę z nim wychodzić na dwór itd., ale za to miałam kota i rybki (które również zginęły od wyczyszczenia akwarium płynem do mycia naczyń) :/. Miałam moją ukochaną kotkę przez 8 lat, a teraz mamy mopsa, którego kochamy nad życie. Dom bez zwierzątka wydaje mi się pusty, ale pewnie dlatego, że ja zawsze jakieś miałam :)

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes