piątek, 8 lutego 2013

Relacje malzenskie a dziecko

Mialam przyjemnosc rozmowy ze Znajoma znana juz z tego bloga . Pora byla juz pozna,wiec uprzedzilam ja,ze jestem zmeczona po calym dniu z zabkujacym Starszakiem i Mlodym maruda,ktory chce siadac i kazda inna pozycja jest dla niego blee. Znajoma wiec w niedlugim czasie bedzie rodzila ( termin koniec marca). Powinnam byla pamietac,ze hormony szaleja w ciazy,ale pewnych rzeczy po prostu przemilczec nie potrafie. Znajoma wiec pytala sie jak to tak z tymi bolami krzyzowymi, skurczami , porodem itp. Zapytalam sie wiec czy planuje porod z Mezem,czy jednak woli przejsc przez to sama. Ja nie neguje niczyich wyborow. Niech kazdy robi tak,jak uwaza za rozsadne. Znajoma stwierdzila,ze zachowaja sie spontanicznie i jak tylko zaczna sie parte to najwyzej Maz z sali wyjdzie. Przypomnialam jej wiec,ze skurcze nie zaczynaja sie na partych i jesli chce wygladac atrakcyjnie to zapewniam ja ,ze nie bedzie. Ona jednak zastanawia sie nad umowieniem do kosmetyczki na doklejanie sztucznych rzes???!!! . Mysli takze o pomalowaniu paznokietkow jak to sie wyrazila. Poinformowalam ja wiec,ze paznokci malowac nie mozna,bo jesli cos sie bedzie dzialo z organizmem zlego,to paznokcie zaczna siniec.

Nie chcialam sie wymadrzac, pouczac,ale nie potrafilam czytac tego,co ona pisze. Jej zycie kolorowe, idealne... Czemu zyjemy w tak zaklamanym swiecie? Ona taka jest szczesliwa, zakochana, radosna. Ja tez jestem,ale patrze na zycie juz z innej perspektywy... oczami matki.. nie zony jak kiedys. Zycie po pojawieniu dziecka bardzo sie zmienia i nikt mi nie powie,ze nie. Sluchajac wiecznie jak miodziowato jest w ich zwiazku przyprawia mnie o mdlosci. Nie dlatego,ze zazdroszcze,ale dlatego,ze wspolczuje,bo upadek bedzie bolesny.

Bedac w ciazy zaluje,ze nie zostalam uswiadomiona co mnie czeka po urodzeniu dziecka... moze nie mialabym depresji, moze latwiej bym ogarnela tak proste sprawy jak bycie z dzieckiem sam na sam, moze bardziej cieszylabym sie z macierzysntwa. Z drugim bobasem wiedzialam co mnie czeka i bycie Matka nie sprawialo mi juz problemow, zmartwien, klopotow.

Znajomej sie wydaje,ze urodzi dziecko, wreszcie wroci do zycia chodzac na silownie,bo przytyla sporo ( no ,a jak chcesz w ciazy wygladac???????) i bedzie cudnie i pieknie.
Druga jeszcze z pologu nie wyszla,a juz pisze,ze zostalo jej 5 kg do zrzucenia i zle sie czuje... Kobieto, daj sobie czas... jestem w szoku....

Tak,mi tez zostaly 4 kg, przez karmienie piersia moje cycusie zmiejszyly sie dwa rozmiary i pomimo,iz uwazam je za najseksowniejsza czesc ciala kobiety to jakos umiem to przebolec,ze juz takie cudne jak byly przed ciaza nie beda....

Relacje malzenskie sie zmieniaja... Ona czytala o tym,ale u Nich tak nie bedzie,bo sie rozumieja bez slow,bo sa najlepszymi przyjaciolmi,bo sie kochaja....

My tez,a jednak kryzysy byly... byly ciche dni, byly dni zalamania, byly dni wyzwisk i obelg, byli dni samotnych nocy,ale przeszlismy przez to... Kochamy sie rownie mocno jak kiedy dzieci nie bylo,ale dojrzelismy. Nie jestesmy juz dwojgiem doroslych, jestesmy rodzicami,ktorzy maja na barkach wychowanie  swoich dzieci.

Ogladajac amerykanski program 'Teen Mum' (Nastoletnie Mamy) byly tam 4 pary,ktore doczekaly sie potomstwa w mlodym wieku. Tylko jedna z nich oddala dziecko od razu do adopcji i co ciekawe - tylko Oni caly czas sa w zwiazku. Osoby,ktore zatrzymaly dzieci nie potrafily ze soba zyc i sie rozstali. Nasuwa sie wiec pewna reflekcja,prosto w zwiazku nie jest,gdy przychodzi czas proby,kiedy przychodza chwile zalamania, chwile na samotny placz gdzies w kacie,gdy jest ciezko i zle...ze macierzystwo to nie tylko cudowne chwile pierwszego usmiechu,siadania, kroku, ale ciezka praca wlozona przez rodzicow...

Ja nie zyje w zaklamaniu, mowie otwarcie tak,jak jest. Wole kogos uprzedzic ,ze tak byc moze ,anizeli jak to znajoma powiedziala : pocieszac, wspierac, mowic dobre slowo...

Zycie z dzieckiem to nie zycie na kilka lat...to zwiazek do konca zycia. To niesamowicie wielka odpowiedzialnosc za czyjes zycie, to poswiecenie i trud dnia codziennego.

Ja do macierzystwa dojrzalam.... Ona?? chyba nie do konca...

A czy u Was zmienily sie relacje po pojawieniu sie potomka? macie takie znajome,ktore cokolwiek powiecie one wiedza lepiej? i za kazdym razem probuja wmowic chyba samej sobie takze jakiego cudownego zycia one nie maja? 



15 komentarzy:

  1. Czy mam takie znajome owszem, ze mam o jednej pisałam na moim blogu jak rozpieprzyła długoletnią przyjaźń z jej mężem, a moim długoletnim przyjacielem i co ja jednak podjęłam decyzję, że wyciągać pierwsza ręki nie będę bo nie ma za co, a on widać nie czuje potrzeby naprawienia naszych stosunków przyjacielskich minęło już prawie pół roku i nauczyłam się żyć bez niego choć to nadal smutne to już tak nie boli jak wcześniej. A i ona była tą co wszystko wiedziała najlepiej tylko ona w drugą stronę. Została wcześniej mamę i we wszystkim jak ja zostałam mamę mnie pouczała i wszystko co robiłam negowała ona w końcu wiedziała lepiej bo była rok dłużej mamą. A nie wspomnę jakie są jej metody wychowawcze i żywieniowe jak pasanie dziecka dzień w dzień parówkami, wątróbką i sercami eh...Co do opisywania tak idealnego związku jak opisuje Twoja znajoma jak dla mnie koloryzuje, a wszystko jest na opak czyt jest źle tylko nie potrafi się do tego przyznać jak Ty. Czy nasze relacje się zmieniły owszem, że tak bo dziecko to w końcu nie mała rewolucja, ale nadal staramy się wyuskać trochę czasu sam na sam choć jest to trudne, a i często z mojej strony nie chce mi się po całym dniu w pracy i pracy i zabawach z Niusią w domu. Chce się iść wcześniej spać i w końcu odpocząć, ale nadal się kochamy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tez probujemy wygospodarowac kazdy wolny czas dla Nas dwojga,ale wiadome jest tez to,ze czasami czlowiek po prostu pada na twarz (jak moj M. wczoraj po uspieniu Mlodego ) ... Dokladnie, zycie z dzieckiem to rewolucja :) Pamietam jak pisalas o tej kobiecie... bzdura,ze tak wyszlo,no ale takie zycie... przykre...

      Usuń
  2. czytam Twojego bloga i nie mogę się nadziwić jak bardzo się zmieniłaś. gdzie zniknęła Twoja radość?? nasze dziecko scementowało nasz związek. pokazało to co już wiedziałam, że gramy w jednej drużynie i wspieramy się w trudnych momentach.nie wyobrażam sobie patrzeć na świat "oczami matki". owszem, dla Ątusi jak najbardziej, ale nie chcę zapominać że przede wszystkim jestem żoną! Lulinka poczęła się z naszej miłości i nie chcę aby Ona ją zmieniała. nie ukrywam, że ją stara się dostosować do swoich potrzeb, bo jesteśmy rodzicami.Nasze relacje małżeńskie się nie zmieniły. dalej kochamy się jak wcześniej, dalej jest słodko, różowo...fantastyczie!!! nie kosztuje nas to dużo wysiłku, patrzymy w tym samym kierunku, ot to cała filozofia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy dobrze mnie zrozumialaś. Jedyne,co próbuję udowodnić to to,że dziecko zmienia życia,a czy na lepsze ,czy na gorsze to sobie niech każdy odpowie. Nie rozumiem też dlaczego uważasz ,że się zmieniłam? Kocham moje dzieci, mojego męża, moją rodzinę... Dzieci podobnie jak u Ciebie czy kogokolwiek powstały z miłości... ale nie ukrywam,że wraz z dziećmi powstały także problemy dnia codziennego i już nigdy nie będzie beztrosko jak za czasów narzeczeństwa.Z resztą moje życie z dwójką dzieci jednak troszkę się od Waszego różni niezaprzeczalnie .. Oby u Was zawsze było kolorowo... tego życzę Ci :)

      Usuń
  3. Oj...ja w to nie wątpię! jeszcze na ślubnych pisałaś że jesteście gotowi na małe stópki i zupełnie nie to mam na myśli, że nie jesteś szczęśliwa. ale gdzieś uciekł Twój entuzjazm..radość...hmmm...dziecko zmienia, widzę po innych parach. my się staramy a czas pokaże jak wyjdzie :) z dwójką malutkich szkrabów jest inaczej niż z 1, to fakt :)ale to jest najlepsza różnica wieku wg. mnie. my z racjonalnego punktu widzenia niestety musimy aktualnie poprzestać na jednej Lulince. zawsze chciałam od roczku pierwszego zacząć starać się o drugie. zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi,że każda chwila spędzona z moimi dziećmi daję mi niesamowitą radość i zadowolenie,ale wiem też,że Matką Polką nie byłam i nie będę... Nie potrafię siedzieć zamknięta w domu 24h. Moja praca jest między ludźmi, z ludźmi i tam mnie ciągnie. A z dwójką małych dzieci, bez rodziny i z Mężem tylko wieczorami jest czasami ciężko,bo cały ciężar wychowania i opieki jest tylko na naszych barkach.. ale wiem też,że to kwestia kilku lat... odchowamy i wreszcie będziemy mieć więcej czasu dla siebie :)

      Usuń
  4. wierzę :) trochę macie lipę bez rodziny na miejscu...ale dacie radę :) nie zauważycie jak chłopaki podrosną i zatęsknicie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i dlatego tak bardzo odczuwam różnicę jak jest z dziećmia,a jak było bez... bo jesteśmy zdani tylko na siebie..

      Usuń
  5. to, że dziecko zmienia życie to zgadza się w 100%.. od każdego indywidualnie zależy czy zmieni się na lepsze, czy je dopełni i nada mu sens, czy przeciwnie- zmieni je na gorsze, bo wprowadzi zakazy, ograniczenia itd. Relacje małżeńskie też się zmieniają, bo już nie myśli się tylko o sobie nawzajem, ale jest też ktoś, kto jest od nas całkowicie uzależniony, kto potrzebuje naszej uwagi, pomocy częściej niż żona czy mąż. Na naukach przedmałżeńskich pamiętam jak ksiądz mówił, że mimo wejścia w rolę rodziców to przede wszystkim jesteśmy małżeństwem i to o małżeństwo powinno się najbardziej dbać.. bo dzieci się wyprowadzą, a z mężem czy żoną zostaje się na całe życie i warto, żeby to życie było tak fascynujące i pełne uniesień jak wtedy gdy ślubowaliśmy sobie miłość. W naszym przypadku jest tak, że każdą daną nam chwilę staramy się wykorzystywać. Nie tylko na zabawę z dzieckiem, ale też na rozmowę, przytulanie. I już myślimy o kolejnym weekendzie tylko we dwoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znowu pamietam jak na naszym slubie ksiadz mowil :' Gdzie nie ma milosci, tam dzieci sa chore'...

      Usuń
  6. jeśli chodzi o matki, które nie dojrzały do swojej roli.. znam taką, która bardziej kocha swojego psa niż dziecko które ma urodzić ("dziecko to pomysł męża"), która bardziej przejmuje się tym jak dziecko będzie wyglądało niż czy będzie mu wygodnie.. czy wózek będzie wystarczająco lanserski żeby się pokazać w galerii.. że 2 miesiące karmienia piersią starczą, bo podobno łatwiej waga spada.. najchętniej wcale by nie karmiła bo chciałaby się piwa napić i pójść na solarium.. czy na zakupy bez konieczności wracania do domu na karmienie.. jej dziecko nie będzie płakać, krzyczeć, biegać.. nie będzie też robić kopy i wymiotować bo to obrzydliwe.. zderzenie z rzeczywistością już wkrótce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne... i bardzo podobne do zachowania owej Znajomej... Jej sie znowu wydaje,ze dziecko to maskotka,ktora ladnie sie usmiecha i grzecznie spi... jesli bedzie miala typowego Aniolka to tak, jesli trafi jej sie dziecko z charakterem lub silnymi kolkami to moge tylko wspolczuc takowego wyobrazenia posiadania dziecka...
      Ona od samego poczatku mowila,ze nie dojrzala do roli matki,ale czas leci,tyle jej kolezanek jest w ciazy itp. Trzeba poczuc zeby zostac Matka, jesli ktos sie nie czuje to nie warto sie meczyc i zmuszac...

      Usuń
  7. wszystko się zmienia; absolutnie i całkowicie. my musieliśmy zmienić sposób spędzania wolnego czasu na chwilę, bo z malutkim Stasiem czy Frankiem rozrabiaką ciężko po górach, na rowerach i kajakiem; dzieci wyfruną i o związek trzeba dbać - ciężko nie kochać osoby, z którą jakby nie było spędza się najwięcej czasu; a, żeby tego czasu było więcej - planuję wyrzucić telewizor... nad kompem zadrżała by mi ręka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mawiała moja Mama : 'O związek trzeba dbać jak o kwiatka. Bez podlewania - zwiędnie' :)

      Usuń
  8. Dzieci może i są małe, ale zmiany w życiu ogromne. Zwłaszcza pierwsze lata to pasmo ciągłych wyżeczeń, ale warto :)

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes