O mnie

Urodzona w 1985 roku Bydgoszczanka mieszkajaca na Zielonej Wyspie od 2004 roku. Szczesliwa Mezatka od lat 7 oraz spelniona Mama dwojki chlopcow urodzonych w odstepie 13 miesiecy. Minia to uparta,wrazliwa oraz kochajaca swoja rodzine ponad wszystko kobieta. Nienawidzi zmian oraz niepewnosci co przyniesie jutro. Uwielbia spokoj i rutyne w swojej szarej codziennosci. Posiada siersciucha zwanego kotem, a raczej kotka. Zapraszam! Chcesz sie skontaktowac? Napisz : minioweszczescie@gmail.com

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Wysoko... pod gorke

Chcialam tak bardzo napisac,ze mamy juz wszystko zalatwione i ,ze klucze najprodopodobniej odbierzemy juz pod koniec maja....

Chcialam napisac,ze wszystko zgralo sie ze soba tak dobrze,ze ktos musial nad nami czuwac...

Chcialam...

Wracajac do posta odnosnie domow ten wiekszy okazal sie niewypalem.
Tzn wlasciciel podal Nam cene 150 tys e,a kiedy zaoferowalismy mu 135 tys e to stwierdzil,ze podnosi cene i chce za ten dom 170 tys e.
Widocznie nie mial ochoty sprzedawac tego 'smierdziela',bo tak wysoka cena nie wchodzila w gre ( jesli chodzi o lokalizacje itp). Nikt  mu tego nie kupi.

Za to ten mniejszy dom wystawiony byl za 167,500 e ,zaoferowalismy wiec 140 ,ale nasza oferte odrzucono.
Poniewaz ten domek naprawde sie Nam tak bardzo podobal ( widzialam siebie mieszkajaca w nim , razem z chlopakami,a przeciez wirtualizacja jest taka wazna),ze zaoferowalismy 155 tys e ,ktore zostalo zaakceptowane.

Kolejnym krokiem bylo znalezienie prawnika i zaplacenie 5000 euro zaliczki.

Znalezlismy swietnego prawnika ( z polecenia), ktory obiecal Nam dostac klucze w przeciagu 2 miesiecy jesli druga strona nie bedzie przeciagala.

Z bolem serca wyciagnelam te pieniadze i zaplacilam depozyt,bo takie jest prawo w Irlandii.

Nastepnie mielismy sporo problemow z bankiem,bowiem oni nie wysla Nam decyzji dopoki nie wezmiemy osoby, ktora wyceni Nam nieruchomosc. Poza tym nie mogla byc to zadna osoba z 'ulicy',ale osoba,ktora oni poleca Wydalismy wiec 150 euro i w koncu po jakis 10 dniach - wyceniono dom (do teraz nie dostalismy raportu,a mija juz drugi tydzien!!!). List jednak z pozytywna odpowiedzia powedrowal do naszego prawnika .

Jednak.....

Cos bylo nie tak.

Kiedy bylismy obejrzec ten dom drugi raz ( juz z chlopcami) ,zauwazylismy,ze w domu pojawilo sie wiecej pekniec scian. I o tyle o ile niektore z nich nie sa powazne to M. uwaznie sie im przypatrzyl i wygladalo to tak jakby ktos juz je sprawdzal. Poza tym ogrod byl strasznie mokry, caly blotnisty. Tak jakby woda splywala albo dom postawiony zostal na podmoklym terenie.
Nie pozostalo Nam nic innego ,a znalezienie Inzyniera, ktory sprawdzi stan domu , oceni jego konstrukcje itp.
Najtansza taka osoba kosztowala 400 euro + Vat, ktore takze musielismy wyjac z wlasnej kieszeni.

No i tu wlasnie runely nasze marzenia o domu,poniewaz jak sie okazalo - pekniecia w scianach powstaja przez zle zamontowany dach, ktory sie rusza . Budowlancy zchrzanili sprawe na dobre,bo nie majac miejsca na wstawienie kominka - przyczepili konstrukcje do trzymania dachu do jednej z scian i przez to jest za duze obciazenie i powstaja pekniecia ( szczegolnie u chlopcow w pokoju pekniecie bylo od polowy okna do sufitu).

Naprawienie tej szkody kosztowalo by kilka tysiecy ( zlozyc musieliby sie takze sasiedzi z ktorymi ta sciana graniczy,a z tego co slyszalam jest to mlode malzenstwo z dzieckiem i oni to mieszkanie wynajmuja).
Poza tym Inzynier stwierdzil,ze mozliwe ,ze to nie koniec problemow,bo pekaja takze inne sciany,wiec problem moze byc zlozony i kosztowac nas wiecej nerwow , pieniedzy i czasu niz ten dom jest warty.

Z bolem serca wiec pozegnalismy sie z prawnikiem, ktoremu tez musielismy zaplacic za godzine pracy i cala reszta.
Najgorsze pozegnanie bylo jednak z bankiem. Otoz nie zostalismy poinformowani,ze w razie rezygnacji musimy ponownie zlozyc podanie o przyznanie pozyczki, co w tym czasie ( kiedy jestem na zwolnieniu od miesiaca i nie mam dochodow oraz zblizajacego sie  porodu za 3 miesiace i bycia na macierzynskim przez kolejne 6) jestesmy spaleni.

Mamy jeszcze jedna oferte z innego banku,ale ich oprocentowanie jest o wiele mniej korzystniejsze,ale wazna jest tylko do wrzesnia.

Szukanie domu wiec w tym czasie chyba mija sie z celem....
Za nim znowu wykaze dochod minie co najmniej rok,a znajdujac odpowiednie mieszkanie zapewne kolejny, jak nie dluzej.......

A wierzylam,ze sie nam uda.
Pierwszy raz mialam takie cieple odczucie odnosnie tego domu.
Widzialam siebie spacerujaca z wozkiem i psem, odprowadzajaca na pieszo chlopcow do szkoly.
Mielismy juz plan jaki kominek chcemy i wybrana kanape. Wiedzialam na jaki kolor pomaluje chlopcom pokoj i gdzie bedzie stalo lozeczko Maluszka.

A teraz?
Teraz nie ma nic....

NIC!

Tyle czasu straconego, pieniedzy i oczekiwania.

A najbardziej to zal mi chlopcow,bo oni pragna nowego domu tak mocno jak i my....

Serce mi sie kraja na pol.... Malutki tez cicho siedzi w brzuszku .....



--------------------------------------------------------------------------------


A z Synkiem dobrze.
Poszlam prywatnie do ginekologa,bo planowalam wrocic do pracy za tydzien.
Ale i tutaj dostalam w policzek,ze gdzie ja sie w ogole wybieram.
Szyjka skrocila mi sie 1,5 cm w 2 miesiace i ma niecale 3 ( chociaz nadal jest w miare dluga).
Ale przez moje historie z krwawieniem i przedwczesnym porodem - powrot do pracy mam sobie wybic z glowy.
I tak szczerze lekko sklamalam mojemu Mezowi mowiac,ze lekarz pozwala mi wrocic na ostatni miesiac,wiec jesli obejdzie sie bez wiekszych incydentow - chcialabym wrocic w polowie maja.
Bo On nie chce zebym w ogole wracala i o siebie dbala,a ja czuje sie bezuzyteczna.
Lubie miec swoje pieniadze, lubie wychodzic do ludzi.
Lubie byc niezalezna.... a teraz nam i trudniej,bo zasilek ponad dwa razy mniejszy itp.

Ale.....

Wiem,ze ten maly pilkarz w brzuchu jest najwazniejszy.
Lekarz powiedzial,ze juz dawno nie widzial tak proporcjonalnie rozwijajacego sie dziecka.
Malutki w 25 tyg mial juz 850 g ( Starszak 905g). Jutro wchodze w 26 tydzien,wiec jak wroce do pracy kolo 30 tygodnia to miejmy nadzieje,ze nie rozpakuje sie do bynajmniej 36.
Podgladalismy go w 3D i rosnie kolejna kopia tatusia ( widocznie ma silne geny).

I to na tyle.... na jakis czas....

Pozdrawiam,

Minia

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Bardzo intensywny, swiateczny weekend

To byl bardzo intensywny, swiateczny weekend i w sumie ciesze sie,ze jestem juz w domu.
Odpukac jesli chodzi o ciaze to jakos leci. Nie krwawie jedynie co czesciej pojawiaja mi sie bole podbrzusza i wiezadel,a myslalam,ze trzecia ciaza to bedzie pestka.
Jak widac poki co ta ciaza stresuje sie najbardziej!!!!
Ale Malutki zzawo odzywa sie w moim brzuszku,wiec chyba chce dac Matce znac zeby wyluzowala. Nic zlego sie nie dzieje,a bedac w domu mam za duzo czasu do myslenia i o wszystko sie martwie...... jutro ide do mojej lekarki o przedluzenie zwolnienia do konca kwietnia.
Dzieki temu bede w 28 tygodniu ,wiec jesli cos by sie dzialo to jestem spokojna,ze to juz blizej 30 tygodnia,niz dalej. Poza tym wreszcie po 7 miesiacach bycia na liscie oczekujacych pacjentow publicznych ,dostalam zawiadomienie o badaniu serca. Od dluzszego czasu mi kolacze,wiec zaloza mi holter i zrobia ECHO. Podejrzewam,ze na liscie bylabym jeszcze dluzej,ale chce rodzic naturalnie,a do takiego porodu lekarze musza miec pewnosc,ze serce bije jak dzwon - bez potkniec ;-)

Nie powiem tez,ze bedac w domu naprawde wypoczywam.
Najlepsze w tym wszystkim jest to,ze mam chlopcow przy sobie caly czas,ale takze to ,ze wreszcie moge sie wyspac,a chodze spac czasami z chlopcami juz o 21, czasami o 22 lub 23 (chociaz budze sie w nocy i ciezko mi ponownie zasnac),ale to nie jest 1 w nocy jak wracam z pracy. Nie musze sie nigdzie spieszyc, obiad robie wtedy, kiedy moge,a nie nerwowo zerkajac na zegarek za ile minut musimy wychodzic.
Jedyne czego brakuje to mojej pieknej wyplaty,ale na razie dajemy sobie niezle rade.

W sobote pojechalismy swiecic nasz koszyczek.
Dodatkowo w naszym miescie organizowany jest Food Festival,wiec w zwiazku z tym jeden z pubow zorganizowal Kids Pizza Masterclasses. Miejsca byly limitowane,wiec jak tylko zobaczylam ogloszenie to od razu zapisalam tam chlopcow.
Zabawe mieli przednia,a pizza wyszla im po prostu znakomita!!
Malutki w brzuszku prosil o wiecej....
             


Chlopcom bardzo sie podobalo!

W niedziele zaraz po swiatecznym sniadaniu wyruszylismy w 3 -godzinna  droge do Tralee.
Miasteczka w hrabstwie Kerry,
Nigdy nie mielismy okazji wybrac sie w tamte okolice,wiec weekend wielkanocny byl wrecz odpowiedni.
Niestety,ale pogoda oczywiscie pokrzyzowala Nam plany,bo cala Wielkanoc padal deszcz.
W tym roku jako rozrywke do poszukiwania jaj znalazlam co. Kerry Museum.
Chlopcy nigdy w muzeum nie byli,wejscie dla nich bylo za darmo - placili tylko dorosli.
Przy wejsciu dostali 12 zadan do wykonania ,dzieki ktorym latwiej bedzie odnalezc im Misia Podroznika.
Bardzo fajna alternatywa dla takich miejsc, ktore slyna z nudy jesli ktos nie lubi historii,a chce sie tam wybrac z najmlodszymi.



  

Misio znaleziony!!!!

Nastepnego dnia zaplanowalismy wyjscie do Aquaparku. Hmmm... do polskich to jemu daleko,ale podobal mi sie fakt,ze otwierajac drzwi o 10 - bylo moze ok 20 osob. Ruch zaczal sie robic po 12,kiedy mu juz zbieralismy sie do wyjscia.
Miejsce to jest jedna z glownych atrakcji tej malej miescinki,ale wypada blado do innych. Jedna zjezdzalnia, fale w basenie i porywcza rzeka to tyle co mozna tam tak naprawde robic,ale woda jest w wiekszosci miejscach plytka,wiec jest bezpiecznie dla tych najmlodszych. Mile spedzilismy czas ( bynajmniej chlopcy,bo ja to nie plywajac troszke zmarzlam).



Przed wejsciem do Aquadome

I w srodku...

A na sam koniec pojechalismy do The Playdium.
Maja tam najwyzszy malpi gaj w calym hrabstwie.
Szczerze ja chyba bym zwymiotowala ,gdybym weszla tak wysoko - ma silny lek wysokosci,ale chlopcy dali rade. Bawili sie wspaniale.


Jestesmy tam ..... u gory!


I to na tyle relacji,... za miesiac kolejny wyjazd...
A poki co pozdrawiam Was serdecznie,

Minia

poniedziałek, 19 marca 2018

Co slychac na Miniowym froncie...

Dzieki Iwosiu za twoje pytanie i troske. Wlasnie zmierzalam napisac posta,ale ostatnie dni sa dla mnie przygnebiajace i checi ani sil brak.

Otoz wszystko wreszcie zaczelo sie klarowac odnosnie kupna domu.

Jakies trzy tygodnie temu pojechalismy ogladac dwa domy, 35 minut jazdy samochodem do pracy,czyli nie ma az takiej wielkiej tragedii.
W domu sie zakochalam,chociaz wcale nie wygladal na 98 m2(wydawal sie mniejszy) . Duza kuchnia,ale poza tym skromny salon i pokoiki na gorze nie za duze.
Ma za to spory ogrod ( jak na domy na osiedlu) ,ze strony poludniowej czyli slonce bylo by tam wiekszosc dnia ( co jest bardzo istotne w ponurej , pochmurnej Irlandii) i jest bardzo zadbany.
Z uwagi na to,ze jesli donosze to rodze juz w lipcu zalezy nam na szybkiej transakcji. Pieniadze na depozyt sa, bank przyznal Nam pozyczke. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Ostatnio nawet i odkladamy wiecej pieniazkow ,niz z reguly,wiec nawet zakup samochodu nowszego,niz zakladalismy staje sie realny.

Dom ma 3 sypialnie ( jedna z osobna lazienka), oraz 1 duza lazienka z wanna na gorze, toalete  ,kuchnie i salon na dole.

Mieszkala w nim tylko starsza pani, ktora jak wywnioskowalismy zmarla i teraz rodzina chce sprzedac mieszkanko.
Lokalizacja jest idealna, do szkoly spacerem mialabym z chlopcami tylko 7 minut.
Minute od domu jest tez przedszkole.
Wioska ma tez jedna stacje benzynowa i kosciol.
Nic specjalnego,ale nie musimy tam mieszkac cale zycie.
Najwazniejsze to miec cos swojego .

Zaoferowalismy juz pewna kwote i czekamy na odpowiedz. Wlasciciele licza na 167 tys euro.
Miejmy nadzieje,ze bedzie pozytywna!

Drugie dom,ktorym jestesmy zainteresowani jest na tym samym osiedlu,ale jest wiekszy 123 m2 . Ma 4 sypialnie, o wiele wiekszy salon.
Jest to stary 'show house' czyli dom, ktory pokazywano zainteresowanym na kupno jak je budowano.
Sa w miare mlode,bo tylko 10-letnie.


Ale widac nawet na zdjeciu,ze dom trzeba bylo by pomalowac.
Poza tym zostal wynajety jakims irlandzkim 'brudasom',bo wchodzac do domu - myslalam,ze sie pozygam.
Chlopak, ktory tam mieszka ma 4 psy!!!! w tym dwa duuze.
Smrod byl okropny. Tak jakby psy sikaly po wykladzinach albo gorzej w podloge.
Trzeba bylo by wylozyc co najmniej 20 tys na doprowadzenie domu do porzadku,ale ma ona potencjal.
Kuchnia jest sliczna, tak samo jak kafelki wylozone w lazience.
Ale stracila swoj blask przez zaniedbanie . Tutaj tez zlozylismy oferte i czekamy na odpowiedz.
Jedyne co ma gorsze to polozenie. W ogrodzie slonce tylko do poludnia, a pozniej tylko z przodu domu.

Oby cos sie ruszylo ! Trzymajcie kciuki!!!


----------------------------------

A z ciaza....
Ciagle pod gorke.
W 18 tygodniu po przytulankach polecialo mi kilka kropli krwi.
W panice oczywiscie do szpitala,ale krawienie nie bylo z wewnatrz,a to dobrze.
Poza tym pochwa nadal opada,ale nie jest tragicznie. Opuscil sie za to pecherz.
Za 2 tygodnie mialam miec USG polowkowe i mialo byc sprawdzone czy lozysko podnioslo sie i czy nie lezy juz na przedniej scianie.
Bardzo denerwowalam sie na to przeswietlenie.
Ale Nunus okazal sie pieknie rozwiniety.
Widzialam jego mozg, podzial serduszka na komory, slyszalam jego bicie, widzialam stopki i nawet usta.
Cudowne, zdrowe dziecko.
Poza tym lozysko ruszylo sie do gory i poszlo na tylnia sciane,
Pieknie.
Tak dobre wiadomosci spowodowaly,ze zaczelam znowu zyc 'pelna para'.
I na tym sie skonczylo.
W sobote zaczelam krwawic. Zywa, czerwona krew na dwie pelne podpaski.
I znowu do szpitala , prosto na porodowke ( przyjmuja tam w weekendy i dni wolne).
Niestety wszyscy dostepni lekarze byli na cesarce ,wiec nie pozostalo mi nic innego jak czekac.
Pielegniarka zrobila mi tosty ( bo przyjechalam na czczo i zrobila mi sniadanie) oraz w miedzyczasie pocieszala,ze 30% kobiet w ciazy krwawi.
Bardzo sie balam, o Malego, o to,ze zaczynam 22 tydzien dopiero we wtorek.
Lekarz przyszedl i po zbadaniu stwierdzil,ze krew saczy mi sie ze srodka.
Byl masakrycznie lekcewazacy i w ogole mnie nie uspokajal.
Zamiast skupic sie na krwawieniu, On zrobil szybkie USG zachwycajac sie jak dziecko jest swietnie rozwiniete.
Lozysko nadal bylo wysoko i na tylniej scianie.
Nie dal mi odpowiedzi ,dlaczego leci i skad leci.
'Pocieszyl' natomiast,ze jak sie zacznie akcja porodowa to dziecko do 25 tygodnia nie ma szans na przezycie i oni nic na to nie poradza.
Poryczalam sie jak glupia,bo pamietam moj porod z 35 tygodnia kiedy nie moglam zatrzymac narastajacych skurczy i musialam rodzic i do teraz mam wyrzuty sumienia,ze Misiu musial wyjsc szybciej.
Co prawda brzuch lekko pobolewal,ale nie mialam na szczescie skurczy.
Wyslali mnie do domu z 2 tygodniowym zwolnieniem z zaleceniem lezenia.
Ja jednak pojde na miesiac zeby w razie czego bezpiecznie przekroczyc 26 tydzien.
Od kiedy opadly mi scianki - moja ciaza to jedno, wielkie zmartwienie.
Nie za bardzo mam z kim o tym porozmawiac oprocz Meza i Mamy.
Czasami czuje sie samotna,pomimo iz w pracy mam duzo kolezanek,ale tylko tak naprawde na kilka z nich mozna liczyc.
Nie pozostalo mi teraz nic innego jak nabrac sily, odpoczywac i wierzyc,ze uda mi sie urodzic w terminie albo chociaz kilka tygodni przed. Musi byc dobrze!

Milego tygodnia zyczy na lezaco....

Minia

niedziela, 4 marca 2018

Beast from the East , czyli jak zima zaskoczyla Irlandie

No bo co jak co,ale przeciez w Irlandii od 1 lutego 'cieszymy' sie wiosenna pogoda.
To chyba najdluzsza zima jakakolwiek byla w Irlandii.
I mam jej juz po dziurki w nosie. Jeszcze gdybysmy mieli gwarantowane cieple lato,ale rzadko kiedy tak jest.
Juz od pewnego czasu w radiu mowiono na temat arktycznego zimnego powietrza, ktore powoduje duze utrudnienia w calej Europie.
Zimny powiew wiatru oraz silne opady sniegu dotarly takze do Wloch czy Chorwacji.
Wiedzielismy doskonale ,ze Irlandii sie tez oberwie.
A to panstwo zupelnie nie jest przygotowane na zadne sniezne pogodowe zawirowania.
W srode zaczely sie silne opady sniegu,ale w naszym hrabstwie byl tylko Orange Alert ( czyli pomaranczowy stopien zagrozenia ). Poszlam wiec normalnie do pracy,a chlopcy do szkoly.
Jednak konczac prace po polnocy, na cala Irlandie zmieniono ostrzezenie i w calym kraju byl RED ALERT co oznaczalo najwyzszy stopien niebezpieczenstwa zwiazanego z silnymi opadami sniegu , sliskimi drogami oraz silnym wiatrem ( nawet do 110 km/h).
W czwartek zamknieto szkole ,a i takze nasza fabryke ( musimy wziac platny lub bezplatny urlop).
Irlandii zachodniej oraz poludniowej oberwalo sie od zimy najbardziej ( Dublin, Wicklow, Cork).
Odwolano loty, nie jezdzily miejskie autobusy oraz pociagi.
Spoleczenstwo mialo siedziec bezpiecznie w domu i nigdzie sie nie ruszac ( no bo jak niby jechac gdziekolwiek na letnich oponach w 40 cm sniegu?? ). Temperatury spadly nawet do -10 'C co jest bardzo niespotykane w naszym kraju ( a do czego My Polacy jestesmy przyzwyczajeni).
My jednak zdecydowalismy,ze dopoki dopoty sklepy sie jeszcze otwarte to szybko pojedziemy zrobic zakupy.
Jednak nie tylko my wpadlismy na ten pomysl.
W sklepach na wiekszosci polkach nie bylo NIC.
Normalnie jak jakas katastrofa,ktora miala nagle nadejsc - ludzie w panice zaczeli wykupowac cala zywnosc, warzywa czy nabial.


Puste polki mleka ( oprocz tyc smakowych z boku)


Chleba tez brak....

Szalenstwo normalnie.

Jednak to w piatek zasypalo nasze hrabstwo najgorzej.
Byl plan zeby wieczorna zmiana ( czyli moja)pojawila sie w pracy o 18 ( Red Alert mial trwac do godziny 18),ale nikt sie nie zgodzil. Chyba poszaleli. A jeszcze jesli zdarzy Ci sie kolizja to ubezpieczalnie nie pokrywaja kosztow,bo podczas najwyzszego ostrzezenia nie powinno wychodzic sie z domu. I kupa jakby cos sie stalo....



Nasz ogrod przykryty sniegiem



Maz ktory wyszedl wyrzucic snieci i Miniowe Robaczki kochajace zabawe w sniegu.


Na szczescie od wczoraj temperatura lekko na plusie,wiec snieg topnieje i wszystko wraca do normalnosci.

Mam nadzieje,ze to oficjalne pozegnanie zimy i wreszcie nastanie tu upragniona wiosna.


Pozdrawiam serdecznie,

Minia

środa, 21 lutego 2018

Kolejna przygoda. Jak to sie wszystko zaczelo?

Temat powiekszenia rodziny poruszalismy wiele razy.
Ale chyba takim punktem zapalnym byla mysl,ze lata leca, my robimy sie coraz starsi, chlopcy bardziej niezalezni,a zycie mamy jedno.
Nigdy nie moglismy sie zgrac,bo kiedy ja bylam gotowa na TEN krok - to moj Maz mial obawy i na odwrot.
Starania zaczelismy we wrzesniu,ktore nie zakonczyly sie niczym owocnym.
To byl jak policzek . Jestem pewna,ze obydwoje jestesmy bardzo plodni,wiec ze stworzeniem kolejnego cudu nie mielibysmy zadnego problemu,a jednak... to nie byl ten czas.
Za drugim razem tez sie nie udalo i zaczelam sie coraz bardziej zniechecac.
Nie ma nic gorszego,niz SWIADOME STARANIA,bo kazdy pojedynczy krwawiacy miesiac przynosi tylko bol i zal ( nie wyobrazam sobie jakie katusze przechodza osoby, ktore staraja sie kilka lat).
W listopadzie mialam rozmowe kwalifikacyjna,w ktorej probowalam dostac sie na wyzsza pozycje.
Wiedzialam juz wtedy,ze jestem w ciazy. Moja pierwsza oznaka byl POT.
Jeszcze nigdy w zyciu sie tak nie pocilam.
Test po pierwszym dniu oczekiwanej @ przyniosl jednak negatywna odpowiedz.
Ja jednak przekonana bylam,ze udalo mi sie zajsc w ciaze ( Misiu tez dlugo sie nie ujawnial).
Poprosilam wiec Mame o wyslanie dwoch najtanszych testow z Polski i tydzien pozniej moglam juz cieszyc sie dwoma pieknymi, czerwonymi kreskami.

-----------------------

M. w grudniu mial operacje na przepuchline. To spowodowalo,ze kazde noszenie zakupow, wegla , brykietu, sprzatanie i inne rzeczy lezaly na mojej glowie. Nie oszczedzalam sie i pracowalam za trzech ( praca, dom , dzieci). Nie mialam czasu na marudzenie,ze nie mam sil czy boli mnie glowa.
Nikt sie nade mna nie uzalal.
Zapewne wiec z tego powodu,ale i takze z zaniedbania lekarzy po drugim porodzie opadly mi narzady rodne przez co wyladowalam w panice w szpitalu.
Niestety lekarze nie chca zalozyc mi krazka,a na szew kwalifikuje sie tylko wtedy, kiedy szyjka bedzie sie otwierala.
A szyjka jest piekna i dluga oraz zamknieta (4,5 cm).
Niestety na tym problemy sie nie skonczyly.
W tym samym czasie co M.operacja Starszak zlapal rumien zakazny.
A ja zaczynalam zaledwie 6 tydzien ciazy.
Wiele sie naczytalam  i stwierdzilam,ze nie przechodzac NIGDY zadnej zakaznej choroby - nie zlapie tej takze. Lekarze nawet nie sprawdzili mi przeciwcial,ale wiem,ze jesli dziecko zlapalo by rumien to objawy mialabym takze i ja ( obrzek, zapalenie miesnia sercowego itp).
Miejmy nadzieje wiec,ze moj organizm bez problemu poradzil sobie z intruzem.
Poki co cieszymy sie zdrowiem. Chlopcy nie chorowali od maja, ja przeszlam 1-dniowa grype zoladkowa rok temu i od tamtego momentu jestem zdrowa jak ryba .

W 12 tygodniu w szpitalu lekarz zauwazyl,ze mam bardzo nisko lozysko,ale kazal sie oczywiscie nie martwic - liczac ,ze sie podniesie z czasem.
W 17 tygodniu kiedy odkrylismy,ze ten spokojny ,cudowny Robaczek okazal sie po raz kolejny chlopczykiem - moj prywatny, polski lekarz zauwazyl,ze lozysko lezy na szyjce i calkowicie ja zakrywa co grozi powaznymi konsekwencjami w razie krwawienia lub bolow brzucha ( porod musialby sie odbyc takze przez cc, co powoduje mdlosci na sama mysl).
Probowal namowic mnie do przerwania pracy i odpoczywania,ale pozniej doszedl do wniosku,ze da mi jeszcze miesiac.
Jesli do wizyty w szpitalu na USG polowkowe ( bede wtedy w 21 tygodniu) lozysko nadal bedzie bardzo nisko to bede musiala zrezygnowac z pracy az do rozwiazania.
Oczywiscie nie usmiecha mi sie to za bardzo ( NADAL NIE MAMY DOMU!!!!!!),a i wyplate mam dobra,wiec zal bylo by nagle dostawac 1/3 z niej,ale zdrowko moje i dzidziusia najwazniejsze.
Myslac po irlandzku - wierze,ze lozysko sie podniesie wraz ze wzrostem Kurczaczka.

---------------------------------------------

Starszakowi obojetna byla plec Maluszka,ale Mlody byl zalamany ( z reszta wszystkie znaki na niebie wskazywaly dziewuszke - trzecie dziecko, udalo sie za trzecim podejsciem itp),a tu taka heca ,ale pozniej po wybraniu imienia szybko zaakceptowal,ze szykuje mu sie kolejny brat.


-------------------------------------------

Nadal zyje intensywnie,chociaz staram sie przeznaczyc 1 h na lezenie ,gdy chlopcy sa w szkole.

Myslalam,ze przejscie przez trzecia ciaze bedzie latwiejsze,a poki co na razie jest trudniej,niz wczesniej z chlopcami.
I jestem juz prawie na polmetku co przeraza mnie jeszcze bardziej,ze do lipca juz blisko,a jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.
Termin na 24 lipca,ale wiem doskonale,ze w zyciu nie donosze dziecka tak dlugo.
Moze pojawi sie w moje urodziny,a moze na poczatku tego letniego miesiaca.
Oby przekroczyc tylko ten 35 tydzien, w ktorym przyszedl na swiat Misiu.
I zeby tylko dzidzia zdrowo rosla..............


-----------------------------------------


Moj cudowny Synek w 17 tygodniu ( owiniety pepowina z przodu szyjki).

Bardzo Cie kocham Robaczku,

Minia


wtorek, 13 lutego 2018

Moze nastepnym razem.... czy to zdjecie moze klamac?

Postanowilismy,ze sprobujemy jeszcze raz.

Nie zajelo Nam to sporo czasu.

Juz wiem kim jestes....







Ewidetnie tworzymy zespol pilkarski :-)

Pozdrowienia,

Minia

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes