O mnie

Urodzona w 1985 roku Bydgoszczanka mieszkajaca na Zielonej Wyspie od 2004 roku. Szczesliwa Mezatka od lat 7 oraz spelniona Mama dwojki chlopcow urodzonych w odstepie 13 miesiecy. Minia to uparta,wrazliwa oraz kochajaca swoja rodzine ponad wszystko kobieta. Nienawidzi zmian oraz niepewnosci co przyniesie jutro. Uwielbia spokoj i rutyne w swojej szarej codziennosci. Posiada siersciucha zwanego kotem, a raczej kotka. Zapraszam! Chcesz sie skontaktowac? Napisz : minioweszczescie@gmail.com

wtorek, 15 sierpnia 2017

Mój 6-latek

Mój najukochańszy pierwszy Synek kończy 6 lat.

Kiedy to minęło ja się pytam?

Chyba każda Matka zadaje sobie to pytanie.

Starszak jest towarzyskim dzieckiem. Zadaje mnóstwo pytań, na wiele z nich zna odpowiedź.

Dużo rozumie. Rozmawiamy z nim na różne tematy, nawet te trudne jak śmierć czy choroby.

Nadal Mama jest jego faworytką . Lubi czuć naszą bliskość. Jest bezproblemowym dzieckiem.

Często się uśmiecha, jest pogodnym chłopcem.

Coraz więcej radości sprawiają mu gry zespołowe,chociaż nadal preferuje te w których uczestniczy sam.

Jest rozsądny i przezorny.

Myśliciel - dużo analizuje. Ma bardzo ścisły umysł. Potrafi dodawać i odejmować w głowie. Uwielbia liczyć pieniądze i sprawdzać ceny w sklepach.

STARSZAK ( 124 cm wzrostu i 24 kg wagi)

Twój ulubiony owoc : BANAN

warzywo : GROSZEK

napój : SOK JABŁKOWY

kolor : CZERWONY

zwierzę : LEW

NIE ZNOSI MASŁA!!! a jeśli już musimy posmarować mu chleb, to bardzo cieńko ( ma coś z tego po mnie,bo ja też jeśli smaruje to prawie tego masła nie widać).

Z tatą najbardziej lubi grać w gry planszowe, z mamą malować,a z bratem bawić się w strażaków.

Chciałby mówić po : POLSKU  ( w Polsce wielkokrotnie było mu przykro,że wiele osób go nie rozumie kiedy mówił po angielsku - widziałam,że bardzo to przeżywał),

Chciałby zwiedzić : AFRYKĘ I AUSTRALIĘ  ORAZ BRAZYLIĘ ( tłumacząc,że jest tam ciepło),

Ulubiona bajka : MR BEAN

Gdy jest zły to : stara się nie rozpłakać,

Najbardziej cieszy się : zbliżających  Urodzinek,

W przyszłości chciałby zostać : WETERYNARZEM

Jak będzie starszy to ; wyjedzie za granicę,ale tak najdłużej na 20 dni

Sposób na mamę ,gdy się złości : pocałunek i 'kocham Cię Mama'


Starszak jest opiekuńczy. Ciągle upomina się o kolejne maleństwo. Wiem,że byłby wzorowym najstarszym bratem.


W Dniu Twoich Urodzin Słoneczko życzymy Tobie ciągłęgo uśmiechu na twarzy.
Chcielibyśmy żebyś miał wokół siebie same dobre i życzliwe osoby,
Żebyś miał szczerych przyjaciół i nigdy nie czuł się gorszy od innych,
Pragniemy aby szczęście oraz zdrowie nigdy Ciebie nie opuszczało,
A wrażliwe serduszko nigdy nie obrosło w pajęczynę obojętności.
Bądź zawsze sobą i nigdy się dla nikogo nie zmieniaj.
Jesteś wyjątkowy i cudowny - pamiętaj o tym Kotku!

KOCHAMY CIEBIE NAD ŻYCIE !!!!

Rodzice oraz Brat






Szczęśliwy Solenizant od lewej z bratem 





czwartek, 10 sierpnia 2017

Wypad do ZOO Gdańsk

24 lipiec

Spotkanie planowane było już kilka miesięcy wcześniej.

Z początku miała być to dwie babeczki : Autorki blogów Szczypta o mnie oraz Cytryniaki.

Nasze spotkanie miało odbyć się gdzieś w miejscu dogodnym dla wszystkich.

Milena miała jechać z Koszalina, a Iza aż z Łodzi.

Obrałyśmy więc kierunek Toruń. Znalazłyśmy wiele ciekawych rzeczy do robienia,ale .....

 okazało się,że Milena nie ma bezpośredniego połączenia pociągiem i Toruń niestety odpadł.

Szukałyśmy dalej,aż w końcu postawiłyśmy na GDAŃSK.

Każdego dnia modliłam się o ładną pogodę,bo nie ma nic gorszego niż spacerowanie po ZOO w deszczu.

Milenie niestety nie udało się dotrzeć do Nas.

Ja z początku planowałam dostać się do ZOO pociągiem,bo ta przeklęte roboty drogowe na S7 powodowały niebezpieczne podnoszenie ciśnienia w naszej krwi,ale w końcu mój Kochany Małżonek zawiózł nas samochodem.

W drodze do Gdańska padał deszcz,a ja nerwowo zaciskałam dłonie.

Na bieżąco kontaktowałam się z Szczyptą ile km zostało Nam do ZOO. 

W końcu wysiadając z samochodu, podjechał inny też biały,a z niego wysiadła Szczypta.

Poznałam ją od razu. Miałyśmy okazję zobaczyć się pod koniec października 2014 roku.

Nic się nie zmieniła. Cały czas młoda i piękna!

Zaraz za nią z auta wyskoczyła pełna energii Starsza Córeczka,a i Młodsza nie chciała za bardzo odstawać od tłumu.

Mój M. miał więc chwilę za siebie i postanowił wybrać się do Galerii Bałtyckiej.

W ZOO bardzo Nam się podobało..

Wiele zwierząt, bardzo dużo spacerowania ( można skorzystać z kolejki jeśli jest się leniwym)i nawet pogoda dopisała.

Najbardziej urzekła mnie lokalizacja. Czułam się jak w lesie. Super!


















Dziękuję bardzo za mile spędzony czas i mam nadzieję,że w przyszłości będziemy mogły to powtórzyć ( no może już bez dzieci).

A Wam serdecznie polecam wizytę ZOO w Gdańsku.

Pozdrawiam,

Minia

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Wakacje Polska 2017 część II

19 lipiec - 

Tego dnia spotkałam się z moją ukochaną kumpelą Kinią.
Z Kinią znamy się kilkanaście lat i tak jakoś udaje Nam się trzymać ze sobą dobry kontakt.
Ma ona też dwóch Synusiów tylko w innym wieku.
Poszłyśmy sobie więc na spacerek przed blok na plac zabaw.
Dziękuję za spotkanie Kochana :-*


Później odbył się grill u mojej kuzynki, której nie widziałam z dobre dwa lata. Mieszka z rodzinką niby blisko,bo w Anglii,a mimo tego jakoś ciężko Nam zorganizować spotkanie.
A. jest starsza ode mnie o pół roku. Byłyśmy sobie bardzo bliskie - prawie jak siostry bliźniaczki.
Razem przeżywałyśmy egzaminy do średniej szkoły, pierwsze miłości, próby palenia papierosów itp.
To z nią miałam zawsze najwięcej tematów do rozmów, Z nią na zakupy, z nią do wróżki :-)
Później nasze drogi trochę się rozeszły. Ona była świadkową u Nas na ślubie,a kiedy Ona wychodziła za mąż, ja miałam już na rękach mojego pierwszego Synka. i nie mogłam być tam dla nich.
Doszło do jakiś tam nieporozumień i straciłyśmy kontakt na kilka lat.
A potem jakoś samo się wszystko rozwiązało i pomimo odległości utrzymujemy stały kontakt ze sobą.
Cieszę się,że udało Nam się spotkać w tym samym czasie, w Polsce.
Na grilla zaproszona została także moja Siostra z rodziną,więc było naprawdę przyjemnie i smaaacznie. A na dodatek mieliśmy naprawdę piękną i słoneczną pogodę - prawie jak na zamówienie.


Cóż za świetna zabawa rzucaniem wodnych balonów


wiecznie młode :-)


od lewej Siostra z rodziną, po środku my,a po prawej kuzynka z córką i mężusiem

20 lipiec - 

Plan - Pieczyska. 
Zabieramy moją Mamę z jej Mężem.
W ostatniej chwili rezygnuje moja siostra co powoduje,że dzień wczorajszy był ostatnim dniem kiedy się widziałyśmy podczas naszego urlopu. Smutne,
Pogoda jednak jest brzydka. Co prawda na termometrze powyżej 20 kresek,ale z nieba kropi deszcz.
To i tak Nas nie powstrzymuje.
A chłopcy jak przystało na Irlandzkich morsów, kąpią się w jeziorze bez żadnych objawów zimna.
Ja dałam się namówić na przejażdżkę rowerem wodnym. Ależ podobało się to moim małym facetom.


plum, plum  w jeziorku 



dzieci zadowolone


Zakochańce ( Mama z jej ukochanym)

21 lipiec - z bólem serca opuszczamy Bydgoszcz i wyruszamy do Elbląga

22 lipiec - słoneczko nieśmiało wyszło za chmur, dlatego postanowiliśmy ruszyć do Krynicy Morskiej.
Polska plaża jednak mnie przeraziła. Wszędzie parawany,a ludzi tyle,że trudno było znaleźć skrawek piasku dla siebie. Jakaś paranoja!

23 lipiec - w niedzielę nastąpiło załamanie pogody.
I pomimo tego,że jest ciepło to pada deszcz, momentami wręcz lało się z nieba.
Tego dnia wybraliśmy się na Elblądzką Starówkę,bo organizowany był jakiś festyn.


 24 lipiec - to szczególne spotkanie z pewną osobą o której szerzej będzie w następnym poście

25 lipiec -  do południa było ciepło i ładnie,więc zabrałam chlopców do parku na plac zabaw.
Lubię wstawać z nimi rano i przejść się do sklepu po świeże bułki i owoce.
U Nas niestety gdziekolwiek się chce człowiek ruszyć to musi wziąć samochód.
Wieczorem siedzimy w domu.

26 lipiec - wstajemy z samego rana i ruszamy do Waterparku w Redzie.
Od samego rana leje okropnie. Z początku miałam kupić bilet rodzinny na cały dzień,ale za każdym razem jak chciałam go kupić to przy zapłacie okazywało się,że jednak jest niedostępny.
W końcu postanowiliśmy zapłacić 120 zł za 3 h przyjemności.
Wyruszyliśmy z Elbląga przed 7 rano,a dojechaliśmy do Redy kilka minut po 9.
I już wtedy było pełno ludzi.
Pani w kasie bardzo nieuprzejma. Odpowiada na pytanie z przymusem, nie informuje do czego są opaski, jak wygląda sprawa z szafkami itp.
Jedyne o czym mówi to,że jeśli się spóźnimy to do każdej minuta kosztuje 50 gr/osobę.
W przebieralni chaos,bo dla rodzin są inne szafki o których nie zostaliśmy poinformowani.
Aquapark pełen. W życiu nie widziałam tylu ludzi w jednym miejscu. Szczerze obawiałam się o nasze bezpieczeństwo. Na każdą ślizgawkę trzeba było czekać w kolejce bynajmniej 15 minut.
Czas leciał jak szalony i tak naprawdę nie mogliśmy w pełni ze wszystkiego korzystać z uwagi na przeludnienie normalnie.
Zjazd do rekinów nie był niczym wyjątkowym,a rekinki miały może z 50 cm długości.
Podobał się Nam zjazd z takiej wysokiej rodzinnej zjeżdżalni na pontonie i takiej jednej szybkiej.
Basen dla dzieci był tak przepełniony,że chodziłam z chłopcami wszędzie,bo nie dało rady ich zobaczyć.
Ogólnie wrażenia słabe. Na pewno było by milej gdyby nie było tylu osób,a to był dopiero ranek. Nie chcecie wiedzieć co tam się działo po 12 jak opuszczaliśmy to miejsce,bo nie potrafię tego opisać. SZOK!

źródło Internet
Gdyby było tylko tyle osób co na zdjęciu to byłaby bajka!

Po drodze mieliśmy zajechać do Centrum Eksperymentu w Gdyni,ale dobrze,że przejrzałam ich stronę i doczytałam się,że trzeba czekać bynajmniej godzinę żeby wejść do środka. Nie dziękuję!

27 lipiec -  to dzień spędzony z kuzynem , który urodził się w tym samym roku co Misiu tylko 6 tygodni później od niego.
Byliśmy na sali zabaw, u nich w domu. Na spokojnie.

28 lipiec - to 71 urodziny mojej Teściowej i impreza na 17 osób!
Z samego rana udałam się z chłopakami do kwiaciarni po kwiaty. I od razu podniosło mi się ciśnienie.
Otóż wchodząc do kwiaciarni zauważyłam jedną panią za ladą , która zmiatała podłogę oraz jej koleżankę z którą sobie plotkowała.
Na mój widok kontynuowały rozmowę,więc postanowiłam ocenić jej asortyment kwiatów czy ma tylko tyle co widzę.
Oburzona stwierdziła,że tak i jakich kwiatów szukam ( jedyne co miała to kilkanaście róż różnej długości i trzy inne w ogóle mi nie znane).
Spytałam się więc o frezje, które pachną obłędnie. Wręcz mnie wyśmiała mówiąc,że frezji już nie ma,że to są bardzo delikatne kwiaty i szybko więdną co jest prawdą,ale ja frezje kupowałam w bukiecie dla mojej babci 10 dni temu ,więc pani kawiaciarka ewidentnie kłamała.
Do kwiaciarni wszedł mężczyzna i przysłuchiwał się naszej wymianie zdań.
Zapytałam więc czy wie gdzie jest inna kwiaciarnia w okolicy na co uprzejma  Baba odpowiedziala,że się nie orientuje ( no na pewno nie mieszka w okolicy i nie wie).
Na szczęście na ratunek przyszedł ów Pan , który zaoferował mi pomoc i wskazał gdzie jest inna kwiaciarnia.
Gdyby nie chłopcy to zapewne powiedziałabym jej co myśle o niej i jej kwiaciarni ( nie dziwota,że ma kilka kwiatów na krzyż jak nie ma klientów),ale obróciłam się i wyszłam bez słowa.
Naprawdę , w Irlandii takie zachowanie jest rzadkością, a w Polsce aż śmierdzi chamstwem!!!!



trzech słodkich Muszkieterów

Kwiaty jednak udało Nam się kupić gdzie indziej i chłopcy ładnie wręczyli je swojej Babci,a wieczorem odbyła się rodzinna imprezka.

29 lipiec - ładna pogoda powraca do łask,ale to nasz ostatni dzień przed wylotem.
Pojechaliśmy więc z siostrą M. i jej rodzinką do Stegny.
Jednak szybko do niej nie dojechaliśmy,bo po 10 minutach od odpalenia silnika - coś zaczęło się palić w stacyjce tak bardzo aż unosił się dym. Wyskoczyliśmy z samochodu jak oparzeni.
Po 20 minutach i rozmowie z firmą od której wypożyczyliśmy samochód , postanawiamy go wymienić na inny.
Ciotka z wujkiem zabierają więc chłopców na plażę,a ja jadę z M. do Nowego Dwóru Gdańskiego na stację na wymiankę.
Renault Clio który wynajeliśmy miał tylko 6 lat. Aż strach się bać co tam się spaliło,ale to podobno od używania wycieraczek!!
Firma jednak spisała się na medal ,dlatego też jeśli szukacie tanich samochodów do wypożyczenia z lotniska w Gdańsku to jest to firma, której można zaufać : PIAST
Dostaliśmy Skodę Fabię kompi i ruszyliśmy by dołączyć do naszych maluszków jak najszybciej.
Na plaży pełno ludzi, namiotów, parawanów i innych rzeczy,ale to nie przeszkadza Nam w łapaniu ostatnich promyków słońca i w kąpieli.





30 lipiec - lot o 10.30. Gdańsk żegna Nas  słoneczkiem i 26 stopniami ,a Cork wita pochmurnymi 15'c. Do domu dojeżdżamy około 17,a następnego dnia jak nigdy nic wracamy do pracy.
I tyle było z naszych wakacji.... następne? Za rok.

Kierunek? we will see......


Pozdrawiam,

Minia

czwartek, 3 sierpnia 2017

Wakacje Polska 2017 część I



12 lipiec -

Wyruszamy z domu kilka minut po godzinie 10.
Całujemy ostatni raz kotkę, która pierwszy raz nie wyjeżdża do 'kociego hotelu',a zostaje sama w domu.
W połowie drogi kiedy zaburczało mi w brzuchu , zorientowaliśmy się,że zapomnieliśmy wyjąć kanapki z lodówki i wziąć pączki ,które kupiłam dzień wcześniej. Skończyło się na tym,że musieliśmy jeść na lotnisku na które dojechaliśmy po 13,a lot mieliśmy po 16. Cork pożegnał Nas cudownym bezchmurnym niebiem i 21 kreskami na termometrze.
Lot minął bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy wylądowaliśmy w tonącym w deszczu Gdańsku.
Po 15 minutach od wypożyczenia samochodu na drogę wybiega sarna z dwoma maluszkami. Matka przebiegła przez jezdnię bez szwanku,a małe biegły prosto w Nas. Na szczęście hamulce działały sprawnie. W ostatniej chwili mocno zahamowaliśmy,a sarenki przestraszyły się i cofnęły.
Dojechaliśmy do domu po 22 przez trwającą już ponad rok ( i nie widząc kiedy ten koszmar się skończy) przebudowę krajowej 7 ( Gdańsk - Elbląg), gdzie maksymalna prędkość to 40-50 km/h i ciągłe korki.

13 lipiec -

Zaczynają się letnie przeceny. To cudownie,bo ja uwielbiam zakupy. Toniemy więc w siatkach z ubraniami dla całej rodziny.
Popołudniu ruszamy do Bydgoszczy ,do domu mojej Mamy, która już czeka z pysznymi gołąbkami.
Jak cieszę się,że ją widzę!!!!!!

14 lipiec -

Od samego rana jestem rozpieszczana i bardzo zabiegana.
Od Męża poraz kolejny otrzymuję dużego całusa i po raz kolejny voucher do G SPA.
Chłopcy zrobili mi przepiękną kartkę.
Biegnę do fryzjera w którym zostawiam ogromne jak na Polskę pieniądze,a potem jadę do kuzynki na paznokcie i makijaż.
Wracam do domu po 17 na odświeżenie,bo na 19.30 mamy zarezerwowany stolik w jednej z miejskich bydgoskich restauracji.
Starszak przeżywa. To pierwszy raz od kiedy przyszedł na świat ,że zostaje na wieczór z kimś innym niż Mama i Tata. Płacze,że babcia go nie zrozumie. Ja też troszkę się denerwuję,ale mam przy sobie telefon. Mama upewnia mnie,że da sobie radę ( ufam jej bardzo) . Poza tym kilka godzin temu Szwagier napisał,że nie pojawi się na imprezie,bo auto mu padło ( fakt - nie ma w mieście taksówek).
Fajnie było wybrać się na randkę z Mężem.
Pojechaliśmy tramwajem trzymając się za ręcę jak Nowożeńcy.
Przeszliśmy się przez Wyspę Młyńską

źródło : internet

Restauracja którą wybraliśmy była bardzo elegancka i tak cudownie pachniała jedzeniem.
Postawiliśmy na tą, która ma pierwsze miejsce w rankingu na Trip Advisorze.
I to był strzał w dziesiątkę.
Niewygórowane ceny,a jedzenie boskie, rozpływające się w ustach, oryginalne i bardzo smaczne.
Obsługa przemiła , fajna atmosfera. 
Jeśli kiedykolwiek będziecie w Bydgoszczy to koniecznie zarezerwujcie tam stolik : Memo

Później przyszła pora na tańce.
Wkurzyłam się dwa tygodnie wcześniej,bo zapowiadała się noc z hitami 70,80,90 lat,a ja tak bardzo marzyłam pobujać się w obecnych hitach.
Mój brat pojawił się jako pierwszy, później siostra z mężem ,a na sam koniec kuzynka z chłopakiem.
Pozostali się nie pojawili ( 6 osób). 
Czułam się zawiedziona, nie potrafiłam się odprężyć. 
Nie piłam,ale za to mój Małżonek nie szczędził sobie trunków,co mnie nie powiem drażniło.
W Bydgoszczy w tym czasie akurat odbywały się Mistrzostwa Lekkoatletyczne Europy do 23 lat,więc w klubie było dużo młodych sportowców. Poza tym dyskoteka jest mała i miejsca na parkiecie było niewiele,ale i tak potańczyliśmy sobie trochę.


Od lewej : ja z Mężem, Szwagier z siostrą i mój Brat



15 lipiec - 

Jest pogoda , jedziemy pod namiot.
A gdzie dokładnie?
Nad Wisłę.
Przez Bydgoszcz przepływają dwie rzeki - Brda i Wisła.
Spakowaliśmy się i pojechaliśmy.
Chłopcy byli wniebowzięci,ale ja już mniej.
Na piasku wszędzie porozrzucane było szkło po butelkach od piwa. Bałam się,że chłopcom wejdzie szkło w stopy i ciągle błagałam ich o noszenie sandałków. Ludzie to jednak syfiarze są naprawdę. Nie wyobrażam sobie pozostawienia po sobie śmieci,a już szczególnie na łonie natury.
Janusz łapał cały dzień ryby,a ja mogłam spędzić czas z Mamą.
Budowaliśmy zamki z piasku, rozłożyliśmy namipt.
Bardzo Nam się podobało. Ten spokój, cisza, słońce, woda.
Tylko te polowe warunki bez mycia ... ale raz na jakiś czas można, no nie?


Jest słonko , są uśmiechy


A wieczorem ognisko i kiełbaski

16 lipiec - 

Siedzimy nad rzeką prawie do wieczora.
Chłopcom już troszeczkę się nudzi,więc pakujemy się i zjeżdżamy do domku.

17 lipiec -

Zwiedzamy bydgoski Myślęcinek.
Kocham Bydgoszcz za jej zalesienie. Naprawdę. Tyle drzew. Cudownie ( Irlandia ma tylko 5% zalesienie kraju,a jej lasy są parktycznie tylko liściaste).
O 15 M. ma wizytę u neurochirurga ( brak czucia w górnej części uda).


W przychodni jesteśmy o 14.40. 
Wizytę ma Mąż na 15 ( zarezerwowaną przez portal znanylekarz.pl ). 
Zapłaciliśmy 150 zł i grzecznie czekamy na pojawienie się lekarza. Recepcjonistka uprzedziła Nas,że doktor wyczyta imię z listy i zawoła kiedy będzie gotowy.
Przychodzi 20 minut po 15. Wchodzi do gabinetu zagadany przez jaką kobietę ,która ma wizytę na 15.30.
Po minucie otwiera drzwi i zaprasza ją do środka.
Tylko,że to M. miał wizytę pierwszą dostępną przez internet.
Szczerze to jeszcze nigdy w życiu nie widziałam mojego Męża takiego zdenerwowanego.
Już chciałam iść i zrobić awanturę ( jestem w tym dobra),ale M. w ogóle nie potrzebował mojej pomocy.
Wrócił się na recepcję i zarządał zwrotu pieniędzy.
Napisałam także opinię o specjaliście, który ma w d... czas pacjentów i godziny ich przyjmowania,ale zostało odrzucone przez moderatora,bo do wizyty nie doszło.
Podejrzewam,że to sam lekarz ustawia sobie czy zaakceptować daną opinię lub nie ( bynajmniej my mogliśmy tak robić jak pracowaliśmy w hotelu).
Zaraz po tym pojechaliśmy do mojej Siostry na wieś.
Chłopcy spotkali się z kuzynami i mieli szansę trochę się z nimi pobawić.


Z kuzynem Michałem i jego jaszczurkami ( jedna zgubiła ogon)


Chłopcy i Dżeki 

18 lipiec - 

Bydgoszcz jest taka piękna,że postanowiliśmy ją troszkę pozwiedzać.
Po raz kolejny wybraliśmy się do miasta tramwajem ( chłopcy uwielbiają poruszać się komunikacją miejską).
Na pierwszy rzut popłynęliśmy na wycieczkę tramwajem wodnym po Brdzie.
Fajna atrakcja ,chociaż nuuudna. Ten tramwaj płynie wolniej niż chód człowieka,ale co tam ;-)


Czekamy na trawmaj. 



płyniemy sobie woooolno

Później przeszliśmy się na Bydgoski Stary Rynek żeby coś zjeść ,a przy okazji nakarmić gołąbki. Chłopcy byli w szoku, że tyle ich było :-)


Ostatnim naszym punktem programu było odwiedzenie : Muzeum Mydła i Historii Brudu.
Bardzo interesujące miejsce dla Starszych i Młodszych.
Najpierw musieliśmy umyć recę wodą i mydłem, później zaproszono Nas do stolika żebyśmy zrobili własne mydło ( co bardzo spodobało się chłopakom). 


Mogliśmy wybrać kształt, kolor, zapach i nawet dodatki.

Pozostawiliśmy je do wyschnięcia i zaczeliśmy poznawać historię mydła i brudu.

Dowiedziałam się np,że w tronach króli były dziury w których w późniejszych czasach znajdowały się nocniki i tam załatwiali oni swoje potrzeby,a kilkaset lat później wszystko to co robi się teraz do toalety wyrzucało się przez okno. Już teraz wiem dlaczego Panie chodziły środkiem chodnika trzymając z ręce parasolkę. 
Czy wiedziałyście ,że proszek Cypisek dodawany był do mleka z proszku jako pierwszy środek konserwujący? 
I pamiętacie sławną Pollenę 2000? 


Z gotowymi mydełkami  - pranie ręczne 

                              

Sklep z mydłami na wagę :-)

Polecam szczerze, dobra zabawa gwarantowana.....

Ciąg dalszy nastąpi......

Pozdrowienia,

Minia



wtorek, 1 sierpnia 2017

Odczucia powakacyjne






Nie obejrzałam się,a już rozpoczął się sieprień.
Wow, gdzie podział się lipiec?

Na blogowym liczniku dodany tylko jeden post.

Wakacje się skończyły.

źródło : internet

Może od razu oficjalnie napiszę,że już NIGDY nie wybierzemy się w lipcu czy sierpniu do Polski.

Niestety,ale kiedy mieszka się w kraju gdzie wiecznie pada to jedyne o czym marzy każdy człowiek to wygrzać się na słoneczku.

Pogoda niestety,ale zawiodła i to bardzo.

Kiedy wylądowaliśmy wieczorem w Gdańsku w połowie lipca padał deszcz.

Później w Bydgoszczy mieliśmy więcej szczęścia ( może dlatego,że miasto nie jest tak bardzo wysunięte na północ) i nie padało ani razu, jedynie czasami niebo było zachmurzone.

Ostatni tydzień naszego urlopu obfitował w deszcze i urwania chmur ( szczególnie w okolicach Gdańska).

My się jednak nie nudziliśmy i staraliśmy się żeby każdy dzień był pełen wrażeń i interesujących rzeczy do robienia.

Szczerze nawet nie umiem zebrać myśli od czego zacząć.

Zawiodłam się bardzo na bliskich mi osobach. Na wielu. Nawet nie wiedziałam,że można być tak gruboskórnym bądź tak lekceważącym.

Myślałam,że pojawiając się raz na rok osoby z którymi planowałam się spotkać będą chciały spędzić więcej czasu razem,ale nic mylnego.

Wydawało mi się wręcz,że jedynym powodem spotkania było odebranie prezentów od Ciotki z Irlandii.

To tak jakbym dostała w policzek.

Żyła w jakimś surrealistycznym śnie, gdzie ludzie są mili,a życie piękne.

Jednak Polska uświadomiła mi jedno. Nikt nikogo nie interesuje. Każdy żyje swoim życiem.

Większość ma w d..pie utrzymywanie kontaktów. Myślą i mówią tylko o sobie. Nie potrafią rozmawiać wiecznie patrząc w telefon. A jeśli rozmawiają to nie potrafią co chwilę przerywając. Czasami nawet rozmowy się nie kleją.

Jest źle.

Nie podobało mi się.

Jedyną osobą ,która mnie nie zawiodła to była moja Mama.

U niej też spędziliśmy ponad tydzień czasu i czuliśmy się prawie jak w domu.

I pomimo tego,że Moja Mama nie mieszka z moim Tatą i ma nowego Męża to traktował chłopaków jak własne wnuki dzięki czemu czuliśmy się w ich domu bardzo dobrze.

Mój Ojciec nie spotkał się ze mną. Nie widzieliśmy go dwa lata. Chłopcy tak naprawdę nie wiedzą kim On jest. Myślą,że mają dwóch dziadków Januszów.
Nie utrzymuje z Nami kontaktu,ale wymaga tego ode mnie,bo jestem jego córką.

Podobnie jak Ojciec Chrzestny Młodego, który miał pojawić się na mojej imprezie urodzinowej i w ostatniej chwili zrezygnował i nie odwiedził nas przez cały pobyt, podobnie jak kuzynka,która nigdy nie powiedziała mi,że jednak się nie pojawi  i sąsiad z dzieciństwa , który miał być ,a nagle musiał zostać dłużej w pracy.

Nie jestem dzieckiem, nie trzeba mnie okłamywać.

Teraz już wiem,że nie warto przejmować się kimś innym,a zająć własnym życiem.

Trochę zgorzchniały ten post,ale taka prawda.

Trzeba być w życiu egoistą i myśleć tylko o sobie i własnej rodzinie.

Ja zawsze wyciągam rękę, pisze smsy, utrzymuje kontakt,ale postanawiam się zmienić.

Przypominam Mężowi żeby odezwał się do swojej Mamy, żeby utrzymywał kontakt z rodziną, bo nikt inny tego nie robi.

Do Polski polecimy za dwa lata najszybciej,no chyba,że będzie jakiś nagły wypadek.

Najważniejsze w tym wszystkim jednak było to,że chłopcom pobyt się bardzo podobał.

W końcu to dla nich polecieliśmy do Polski.

Ciąg dalszy nastąpi - pełen zdjęć i pozytywnych wibracji,bo nawet te bolesne doświadczenia nie popsuły Nam naszych wakacji ....




Pozdrawiam,

Minia






 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes