O mnie

Urodzona w 1985 roku Bydgoszczanka mieszkajaca na Zielonej Wyspie od 2004 roku. Szczesliwa Mezatka od lat 8 oraz spelniona Mama trzech, cudownych chlopcow. Minia to uparta,wrazliwa oraz kochajaca swoja rodzine ponad wszystko kobieta. Nienawidzi zmian oraz niepewnosci co przyniesie jutro. Uwielbia spokoj i rutyne w swojej szarej codziennosci. Posiada siersciucha zwanego kotem, a raczej kotka. Zapraszam! Chcesz sie skontaktowac? Napisz : minioweszczescie@gmail.com

środa, 10 października 2018

A mialo byc tak prosto czyli o karmieniu piersia slow kilka




Idealne, okraglutkie, pelne mleka. Cycusie, cycuchy, piersi.
Jakkolwiek chcesz je nazwac.
O karmieniu piersia moglabym napisac ksiazke.
Niby mam swietne predyspozycje,bo piersi do karmienia wrecz idealne.
Kazdy z moich chlopcow nie mial zadnego problem ( nie moge wpisac u,bo klawiatura mi je wymazuje - chyba angielski slownik jest ustawiony)ze ssaniem.
Kazdy z nich pieknie lapal I ssal brodawke.
Oczywiscie,ze chcialam karmic piersia. Znam malo kobiet,ktore od razu po porodzie nawet nie probuja przystawic malego ssaka I przechodza na butelke,ale nie trupami do celu.
Bo karmienie piersia to bardzo wyboista I co dla niektorych kobiet trudna droga.
Moja zaczela sie pierwszy raz 7 lat temu I trwala 9 tygodni. 9 trudnych tygodni.
Nie wspominam karmienia piersia za dobrze.
Pamietam jak dzisiaj kiedy sciagalam mleko I Tesciowa dokuczala mi mowiac,ze moje mleko jest szare,a nie biale,ze jest za chude I,ze dziecko sie nie najada.
Trudny porod, depresja poporodowa, slabe przybieranie Starszaka na wadze widocznie powodowalo,ze mialam malo pokarmu,a na dodatek w 7 tygodniu jego zycia wyszla mu skaza bialkowa.
Dziekuje Mezowi za to,ze pojechal do sklepu, kupil butelki I Nutramigen ( najbardziej smierdzace mleko jakiekolwiek wachalam - wypic bym nie mogla ze wzgledu na odruch wymiotny) I od tamtej pory moj Syn zaczal spac za dnia,a po 3 miesiacu zycia mial tylko jedna przerwe w nocy na karmienie.
Ze Srodkowym mialam zupelnie inne podejscie. Wisialo mi,ze tak powiem,czy karmie piersia czy nie,bo chcialam miec nakarmione I szczesliwe dziecko .
Ale On znowu urodzil sie przedwczesnie.
W szpitalu spedzilismy piec dni,a ja co kilka godzin doczepialam swoje maszyny mleczne do laktatora I sciagalam najwiecej jak moglam,bo on tak potrzebowal mamusinowego mleka.
Cyckowalismy wiec do momentu kiedy zachorowal na zapalenie okrzeli I nie mial sily ssac.
Wyladowalismy w szpitalu na 9 dni gdzie przez 7 byl karmiony przez sonde.
Odciagalam wiec ponownie tyle mleka ile moglam I o ile w szpitalu bylo to latwiejsze,bo maszyna ciagnela obie piersi naraz I tego pokarmu mialam wiecej to w domu laktatorem recznym sciagalam biedne 30-40 ml.
Poza tym bolaly mnie sutki I reka …
Z uwagi na to,ze nocami wracalam do domu by chociaz na chwile zobaczyc sie ze Starszym Synem to pod koniec jego pobytu pielegniarki podawaly mu butle,bo latwiej sie mu oddychalo I szybciej lecialo I mialam problem,bo po powrocie Mlody masakrycznie darl sie przy cycku,wierzchal, nie chcial,a mi sie serce krajalo .Poza tym zlapalo mnie zapalenie piersi I to byl gwozdz do trumny. Kazano mi odstawic go na 10 dni,kiedy bralam antybiotyki I mojego pokarmu z dnia na dzien bylo coraz mniej,az w koncu sie skonczylo.
Powrocily wspomnienia jak beznadziejna jestem Matka,ktora nie moze wykarmic swoich synow,ale po nauczce ze Starszakiem stwierdzilismy,ze na sile wciskac mu cycka nie bedziemy I przeszlismy na butelke.
Nie musze wspominac,ze w wieku 6 miesiecy moj paczek wazyl 10 kg (tak bardzo lubil jesc).
Z trzecim Robaczkiem chcialam karmic jak najdluzej.
Bylam gotowa na wzloty I upadki.
I zaczelo sie cudownie, bezproblemowo. Chodzilam dumna jak paw.
Nunus urodzil sie z waga 3700 g, ktora spadla do 3450 g,ale nadrobilismy ja juz w tydzien,a potem bylo jeszcze lepiej - 350 g tygodniowo to nie lada wyczyn.
Mleko lecialo strumieniami, nocki nieprzespane,ale najedzone dziecko,az do …. 6 tygodnia.
Goraczka prawie 40 stopni, obrzek piersi - zapalenie. Ach, tylko nie to …..
Minia szuka ratunku,ktore odnajduje w ramionach Szczypty.
Szybka porada, rozmowa, telefon do poradni laktacyjnej.
Nie mam sil, nie moge sie ruszac, mam dreszcze,ale Malutki ladnie je z tej chorej piersi.
Do lekarza nie ide,bo nie chce antybiotykow,bo po nich skonczyla sie przygoda ze Srednim.
Walczymy. Maz podaje mi najrozniejsze naturalne specyfiki : imbir, czosnek, kurkume z pieprzem I miodem.
3 dni I jestem jak nowo narodzona.
Karmimy nadal,ale po 3 tygodniach dopada mnie zastoj. Ta sama piers, ten sam obrzek,ale bez goraczki.
Wystarczyl dzien nakladania kapusty I picia specyfikow Meza I zyje nadal,ale po tygodniu znowu to samo.
Znowu obrzek...znowu zastoj.. k..rde!
Zauwazam,ze Malutki slabo ssie ta piers, nastepnego dnia placze, wije sie, denerwuje.
Ja placze z nim,bo niby to 'tylko' karmienie,ale czlowiek sie uzaleznia.
Wiec znowu telefon I piszemy do  Szczypty o poratowanie.
Poki co wiec walczymy,ale nie wiem czy ta walka dlugo potrwa.
Mam dni,ze wierze,ze laktacja wroci I sie unormuje,a mam dni,ze kiedy Malutki placze na tej 'lepszej' piersi tez to mi sie serce lamie I mam straszne wyrzuty sumienia,ze nie mam mleka.
No bo jak by to bylo jakbym byla zwierzeciem I nie wykarmila swojego potomstwa?
Nunek ma juz prawie 11 tygodni. Chcialam leciec do Polski z cyckiem,bo jest latwiej,bo szybciej,a wyglada na to,ze moze bedziemy musieli karmic butla. Wylot juz za 2 tygodnie.
Nie zeby byla zla,bo defakto najwazniejsze to pelen brzuszek jakkolwiek bylby on nakarmiony,ale to nowy pokarm - nowa formula, nie wiadomo jak zareaguje jego brzuszek, czy podpasuje itp.
Nie jestem typem osoby,ktora latwo sie poddaje,ale jesli chodzi o karmienie piersia to szybko potrafie sie zdemotywowac. Wkrecam sobie,ze nie mam mleka,ze jestem kijowa I koniec.
I wiem,ze to nie jest koniec swiata jak nawet sie skonczy,ale chcialam pociagnac do tego 6 miesiaca.
Szczegolnie dlatego,ze tak dobrze nam szlo,ze Fisiu ma piekne pultaski I wiem,ze tak super przybiera na wadze I to tylko na moim mleku.Az serce mi sie raduje. Na 6 tyg wazyl 5300 g , teraz pewnie kolo 6,5 kg.
Musialam sie wyzalic,bo czasami mi ciezko. Maz na szczescie mnie wspiera I ratuje mowiac,ze on tez moze pomoc Fisiowi w oproznianiu jesli zajdzie taka potrzeba  ;-) ale na razie wspomagam sie herbatkami, inka,piciem duzej ilosci wody I czekam na efekty...
Bo ja lubie karmic piersia….. I nie chce jeszcze przestac…

Fisiek 
Pozdrawiam,
Zabiegana Minia

wtorek, 18 września 2018

Baby Massage Classes

Czyli cudowne doswiadczenie dla Mamy I dla dzidzi.

Gdy zaszlam w ciaze zastanawialam sie co chcialabym robic z Malenstwem po jego przyjsciu na swiat.
Z uwagi, iz mamy prywatna polise zdrowotna , mozemy uczeszczac na najrozniejsze zajecia , ktore sa albo refundowane w calosci albo do pewnej kwoty, jesli chodzi o opieke w czasie ciazy I kilka miesiecy po.
Byly wiec nauki karmienia, refleksologia, chiropraktyka, akupuntura (to dla Mamy ;-)), dentysta, lekarz ogolny oraz masaz dziecka i inne.
To ostatnie od razu wpadlo mi w oko I zaglebilam sie w ten temat glebiej.
Na tej stronie Baby Massage mozemy znalezc wszystkie najistotniejsze informacje na temat zajec, a dodatkowo wyszukac sobie instruktora w swoim rejonie.
Tak tez zrobilam.
Zajecia rozpoczely sie wraz z poczatkiem wrzesnia.
W sumie nie do konca wiedzialam jak zareaguje Fisiu. Czy bedzie mu sie podobalo? Czy bedzie nerwowy? Czy pozwoli mi siebie masowac?
Zajecia odbywaja sie w kazdy poniedzialek o 10.30 I trwaja godzine przez 5 tygodni.
Koszt 130 euro.
Kiedy dotarlismy na miejsce moim oczom ukazaly sie porozkladane na podlodze niebieskie I rozowe kocyki.
Mary (musialo byc to kiedys bardzo, bardzo popularne imie) kazala nam wybrac sobie miejsce I rozsiasc sie wygodnie. Filip nie jest fanem lezenia na pleckach przez dlugi czas, ale polozylam go delikatnie I pozwolilam rozejrzec sie po sali.
Bylo przyjemnie I bardzo cieplo (no bo niby jak masowac cialko niemowlaka w lodowatym pomieszczeniu?).
Razem ze mna byly jeszcze 7 innych Mamusiek.
Jedna mama przyszla z 3 miesiecznymi blizniaczkami I karmi je piersia (klonie sie nisko), najstarszy chlopiec ma 5 miesiecy, a najmlodszy miesiac.
Fisiu zaczynal jak mial 6 tygodni, ale dzieki swoim proporcjom wyglada na duzo starszego .
Mamy wiec na zajeciach 4 dziewczynki I 4 chlopcow.
Poznajemy sie nawzajem. Co szokujace dla mnie to fakt, ze 6 z nas karmi piersia, a tylko dwie sa na butelce.
Irlandzkie mamy karmia niechetnie piersia. Moze dlatego, ze wymaga to duzego zaangazowania, obserwowania swojej diety, braku uzywek itp. Irlandzkie mamy stac na mleko i najdrozsze pampersy. Nie przywiazuja za duzej wagi do cyckowej bliskosci i stawiaja na wygode. Bylam wiec mile zaskoczona ogladajac co nuz wystajaca piers ze stanika ( nie ugadujac butelkowym mamusiom, bo sama nia takze bylam ).
Oczywiscie nie zdziwilam sie,ze bylam jedyna nie-Irlandka, bo obcokrajowcy chyba niechetnie chodza na takie zajecia, a moze po prostu zal im pieniedzy?
Nie moge nachwalic sie jak super sie po tych zajeciach czujemy.
I ja, I Fisiu.
Ja,bo wychodze do ludzi, do mam, ktore sa na tym samym etapie , dzieki ktorym pocieszam sie, ze moje dziecko wcale do najbardziej 'wrazliwych'nie nalezy I, ze sa dzieci, ktore bardziej zachodza mamie za skore.
Fajnie jest przynalezec do grupy, dzielic sie doswiadczeniami I przechodzic przez to samo, milo mi jest, gdy na moj widok dziewczyny pytaja sie jak Mlody I, ze mnie nie odrzucaja.
W pracy niestety zapomniano o mnie I oprocz odwiedzin aka Dziadka (61 lat) , czyli w wieku mojego taty, ktory przejechal 90 km zeby zobaczyc Fisia oraz Mary (a nie mowilam, ze jest ich sporo?), ktora takze mieszka ponad godzine ode mnie to zadna z moich 'polskich psiapsiolek' mnie nie odwiedzila.
Raz wybralam sie do pracy, ale w drodze zlapalam gume I musialam sie cofnac do domu, a pozniej kiedy wspomnialam, ze wpadne pochwalic sie Nunusiem ponownie oby bez przygod juz to nie odpisal mi nikt, wiec poczulam, ze nie ma sensu w ogole tam jechac, bo po co jesli nikt tam na mnie nie czeka.
Dla tych dwoch Irlandczykow (Mary jest tez grubo po 50tce ) cos znacze. Ona dzwoni co tydzien od kiedy poszlam na zwolnienie w ciazy sprawdzajac jak sie mamy ( jest stara panna), a Maurice ma troje dzieci w moim wieku I trzyma ze mna kontakt juz od dluzszego czasu.
Bylo mi niezmiernie milo, ze przynoszac prezent dla Malutkiego nie zapomnieli tez o chlopakach.  Tak cieplo zrobilo mi sie na sercu, ach uwielbiam ich...

Ale wracajac do masazu.
Jest jeden chlopiec, ktory dotykajac kocyka zachowuje sie jakby go parzyl. Najspokojniej wiec czuje sie u mamy na rekach I tak tez ona najczesciej go masuje.
Najbardziej ciche sa dzieci na butelce.
Sa dwie dziewczynki obok Nas (jedna 4 tygodnie, a druga 6 tyg starsza od mojego synka) I one sobie leza, obserwuja, gaworza, zasypiaja. Bez smoczka, dotykania, noszenia, bujania.
Normalnie nie moglam uwierzyc, ze takie dzieci istnieja, ale...
Moj Nunus jest tez bardzo grzeczny. Na poczatku zawsze pytamy sie czy mozemy dziecko pomasowac i dotykamy przez chwile czesc ciala,ktora bedziemy rozluzniac.
Uwielbia masaz nozek. To na stopie wlasnie uzywamy techniki refleksologii, gdzie masujemy punkty brzuszka na dole i odpornosci pod palcami. To paluszki sa odpowiedzialne za zeby, wiec o nich nie zapominamy delikatnie masujac I uciskajac je na samej gorze.
Fisiu ma problem z zaparciami. Czasami zajmuje mu kilkanascie godzin zeby sie wyproznic. Kilka razy mielismy tez atak kolki jak byl mlodszy.
Masaz cudownie pomaga na wszelkie dolegliwosci zwiazane z jelitkami I pozbywaniem sie gazow.
Po nozkach masujemy brzuszek, ramiona, a na ostatnich zajeciach nauczylam sie masowac mu twarz.
Na kolejnych bedziemy masowac plecki. Ciekawe jak nam pojdzie.
Masuje go takze w domu, szczegolnie wtedy kiedy jest marudny albo ogolnie zeby zabic czas.
Ostatnio Fisiek uczy sie duzo nowych rzeczy I ma skok rozwojowy, wiec wymaga czestszej bliskosci z Mama.
Kazda z nas dostala buteleczke z olejkiem slonecznikowym, a ja nawet dwie,bo tyle go masuje :-)
Efekty sa widoczne. Fisiek lepiej radzi sobie z wyproznianiem, a I gazy wychodza bezproblemowo.
Poza tym to super czas dla nas, tylko dla mnie I jego.
Bez chlopcow wkolo, bez halasu itp.
To bardzo wartosciowy czas tylko dla Nas.
Jesli ktoras z Was jest w ciazy albo posiada Malenstwo przy boku to takie zajecia sa naprawde godne uwagi i duzo mozna z nich wyniesc.
Ja bardzo sie ciesze,ze na nie uczeszczam.
Moze taki masaz jeszcze kiedys mi sie przyda? A moze sama powinnam byc instruktorka ? kto wie?


 


Sprobujcie ... masaz sprawdza sie takze na starszych dzieciach ( roczniakach lub 2-latkach).

Pozdrawiam i do uslyszenia,

Minia

piątek, 7 września 2018

O organizacji Chrztu i zajec dla chlopakow

W tej kwestii nawet przebywanie z noworodkiem (teraz juz 7 tygodniowym niemowleciem) nie powstrzyma mnie od planowania I organizacji naszego jakze zajetego zycia.

Otoz kilka tygodni temu kupilam wreszcie bilety lotnicze do Polski.
M. nieucieszony, bo On chcial chrzcic Fisia tutaj - ja chcialam zeby bylo tak, jak z chlopcami.
W tym samym kosciele, w tym samym miescie.
Zaczelam wiec sie dowiadywac w ktore niedziele mozna ochrzcic Malenstwo.
Zanim sie Nunus urodzil myslalam zeby przyleciec pod koniec wrzesnia (przy okazji wyprawic Sredniemu urodziny)ale z uwagi na to, ze donosilam go prawie do terminu - nie zdazylibysmy wyrobic paszportu.
Zadecydowalam wiec, ze najodpowiedniejszym terminem bedzie przerwa szkolna pod koniec pazdziernika.
Co prawda chlopcy beda musieli opuscic 3 dni szkolne, ale sa jeszcze na tym etapie, ze duzo nie straca.
Lecimy na tydzien (Maz twardo stal przy 5 dniach, chlopcy przy 9), wiec przeszlismy na kompromis.
Tym razem jednak nie wynajmujemy samochodu, poniewaz nie bedziemy wybierali sie do mojego rodzinnego miasta.
Niestety , ale nocleg u mojej Mamy bylby niemozliwy, bo maja oni niecale 40 m2 (przy naszych 120 m2 blado to wyglada). Juz ciezko nam bylo z chlopcami, a co dopiero jeszcze z niemowlakiem.
Zostajemy wiec u Meza rodzicow przez calutki tydzien.
Z rezerwacja restauracji jak zwykle bylo trudno .
A to jedni nie mieli menu , drudzy nie odpowiadali na pytania, trzeci chcieli zaliczke, ale nie odzywali sie tygodniami, jeszcze inni chceli zebym podeszla i porozmawiala osobiscie. Normalnie szok.
Nadal nie potrafie zrozumiec , dlaczego restauratorzy maja awersje do odpowiadania na maile. Mamy XXI wiek I uzywanie internetu jest juz tak samo popularne jak dzwonienie.
W koncu znalazlam restauracje w ktorej przemily Pan wycenil mi uslugi , odpowiadal na maile z predkoscia swiatla I zyskal dzieki temu klienta. Cenie sobie dobre uslugi, a majam swiadomosc, ze restauracja jest na 2 miejscu na kilkadziesiat w mezowskim rodzinnym miescie wiem, ze mnie nie zawiedzie.
A impreza bedzie spora, bo ok 22 osoby jesli wszyscy sie pojawia.
Z mojej strony najprawdopodobniej bedzie tylko Mama z Mezem.
Smutne to, ale jakze prawdziwe.
Niestety, ale moje kontakty z rodzenstwem ulegly pogorszeniu I dalej nie bede kontynuowac tematu.
Bilety lotnicze wykupilam w bardzo, bardzo promocyjnej cenie, bo tylko 320 euro z nasza piatke z 20 kg bagazem w dwie strony.
Chrzest odbedzie sie w dniu imienin Starszaka, w ostatnia niedziele pazdziernika.
Wracamy 31 , bo chlopcy zaplakali by sie, gdyby nie bylo ich na Halloween w Irlandii.
I jak to w Polsce bywa, azeby wyprawic Chrzest w kosciele potrzebne jest zaswiadczenie z parafii do ktorej sie nalezy, akt urodzenia dziecka I akt malzenstwa.
Na szczescie na Zielonej Wyspie wiekszosc spraw zalatwia sie latwo I przyjemnie, wiec kosciol do ktorego chodzimy (ale wedlug adresu zamieszkania nie nalezymy) napisal nam list do polskiej parafii w ktorym pozwala nam ochrzcic dzieciatko w innym kosciele.
I pomimo tego,ze juz wszystko zalatwione to podobnie jak I M. nie za bardzo chce mi sie leciec,ale czego nie robi sie dla dzieci - oni tak bardzo czekaja.





Rok szkolny w koncu sie rozpoczal , a co za idzie powrot do polskiej szkoly.
Chlopcy w tym roku nie beda razem w klasie, wiec moze I nauka polskiego latwiej im pojdzie.
Przez mysl przechodzila nam internetowa szkola, bo to tej co mamy jest 25 km w jedna strone,ale w koncu stwierdzilismy, ze dzieci jezykow najlepiej ucza sie przy innych dzieciach.
Moze i nie chodza tam z wielkim zapalem,ale ja bardzo bym chciala zeby potrafili komunikowac sie po polsku.



Dodatkowo trenujemy judo juz od roku. Chlopcy niedawno otrzymali czerwony pas.
Zajecia sa 45 minutowe. Pelno w nich akcji I ruchu, co jest bardzo potrzebne w ich wieku.
Nadal chetnie tam chodza,wiec nie zamierzamy z tych zajec rezygnowac.
Nie ma nic lepszego dla chlopaka niz samoobrona.




Pomyslicie, ze Matka Wariatka, ale zapisalam ich takze na plywanie.
I to moze I jest moje widzi mi sie, ale....
Plywac musza umiec I koniec.
Ja chodzilam do klasy sportowej w ktorej mielismy codziennie basen.
Mialam tez kilku kolegow,ktorzy trenowali plywanie I az do dzisiaj sie usmiecham jak cudownie wyrzezbione byly ich klatki piersiowe I lydki.
Suma sumarum nauka plywania zapewne troche im potrwa , wiec teraz jest najlepszy moment , by zaczac przygode z woda, a nuz widelec moze im sie spodoba I beda chcieli zostac plywakami lub ratownikami :-)


Chlopcom pierwsza lekcja bardzo sie podobala. Na kazde 4 dzieci przypada 1 nauczyciel,wiec nie jest zle.

Maz za to naciska na pilke nozna.
Z okazji urodzin Starszaka kupilismy im dwie duze bramki I tak graja w pilke codziennie, dwa razy dziennie, pol dnia.
Zakochali sie w pilce, za wlasne pieniadze z wyprawionych urodzin kupili sobie specjalne buty do gry , a teraz zbieraja na zestaw pilkarski (koszulke, spodenki I skarpetki).
Starszak stoi ciagle na bramce, a Mlody jest napastnikiem.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze wszystkie kluby obok nas maja zajecia w soboty co koliduje z polska szkola.
Maz jednak sie uparl I chlopcy tez ( trzech na jednego), wiec szukaja dalej.



Nie jestem za dodatkowymi zajeciami dla dzieci.
Mam gleboko w tyle wyscig szczurow I moze wyglada to tak jakbysmy chcieli ich czyms zajac - tak naprawde to oni bardziej ubiegaja sie o zajecia, szczegolnie te ruchowe.
Zanim ich na cos zapiszemy zawsze razem dyskutujemy I wspolnie ustalamy co robimy czy na jakie zajecia chodzimy.
Poza tym nie mamy tutaj nikogo z kim moglibysmy spedzic czas lub kogo odwiedzic, wiec dla chlopcow dodatkowe zajecia to mozliwosc obcowania z roznymi dziecmi , a przy tym okazja do wyjscia z domu .

Poki co wiec wracam do obowiazkow,bo Malenstwo czeka....

Pozdrawiam Was cieplo,

Minia

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Moje ulubione produkty dla niemowlakow i Mam

Ostatni raz z niemowlakiem mialam do czynienia kilka lat temu.
Od tamtego czasu bardzo duzo sie zmienilo.
Przede wszystkim poszerzylismy wiedze na temat zdrowego zywienia, naturalnego uzyskiwania odpornosci i walczenia z chorobami oraz stosowaniu jak najbardziej delikatnych i ekologicznych kosmetykow.
Kiedys nie zdawalam sobie sprawy,ze moj ulubiony kosmetyk posiada wiecej chemii niz tabliczka Mendelejewa.
Teraz wszystko sie zmienilo... dlatego tez przedstawie Wam moje ulubione produkty dla niemowlakow i karmiacych Mam :

KOSMETYKI :

 WATERWIPES

nie ma lepszych chusteczek do wycierania pup dla dziecka niz te wymienione wczesniej.
99,9 % wody i 1% ekstraktu z grejpfruta.
Uzywamy je od dluzszego czasu i nawet cena nas nie odstrasza 
( czasami mozna wyrwac fajne promocje)



MOOGOO  -

Z tej australijskiej serii kosmetykow mamy chyba prawie wszystko.
Sa idealne dla bardzo wrazliwej i alergicznej skory jaka ma moj Maz.


Krem pomimo, iz ma tylko 75 g jest bardzo wydajny i ma bardzo lekka konsystencje.
Jego sklad mozna zobaczyc Tutaj
To ewidentnie nasz numer 1 z kremow do odparzen do pupki!

HERBAL EARTH -

Do pielegnowania delikatnej skory dziecka potrzebowalismy takze pudru.
Niestety,ale zakupiony przeze mnie polskiej marki puder uczulal mojego Meza (pomimo braku talku),wiec zdecydowalismy sie na kupno czegos tutaj.
I tak trafilismy na Herbal Earth,ktory ma cala game swietnych organicznych skladnikow w ktorych sklad wchodza:
Organic Rice Powder, Arrowroot Powder, Kaolin Clay, Organic Moringa Powder, Organic Chamomile Powder, Essential oils of Benzoin & Lavender, Organic Aloe Vera Powder.
Pupka po nim cudownie pachnie,a przy tym jest w miare wydajny! 

Produkowane wlasnorecznie w co.Mayo , Irlandia

KAPIEL :

WIADERKO DO KAPIELI TUMMY TUB
 
Nunus w kapieli



Ten kubelek dostalismy od znajomej i okazal sie strzalem w 10tke.
W naszym domu temperatura powietrza oscyluje kolo 19'C.
To ewidetnie za nisko zeby kapac dziecko.
Nagrzewamy wiec elektrycznym kaloryferem do przyjemnych 21'C,ale kazda kapiel w zwyklej wanience konczyla sie placzem.
Od kiedy mamy TummyTub Malutki czuje sie jak w brzuchu mamy. Jest zrelaksowany i jest mu tak przyjemnie cieplo.
Kubelka nie zamienilabym na nic innego. Szkoda tylko,ze przeznaczony jest dla tych najmniejszych bobaskow.
POLECAM przez duze P!
Wiecej o kubelku : Tummy Tub

SEN :


SPIWOREK :

Nie moglo go u Nas zabraknac.
Po pierwsze z uwagi na chlodniejsze mieszkanie.
Po drugie - dziecko spiac lubi sie odkopywac ,a co za tym idzie - marznie. Spiworki maja rozne grubosci,ktore oznaczane sa togiem. Nasz ma np 2,1 tog,ktory odpowiada naszej temperaturze
w domu .
Dzieki spiworkowi jest mu cieplutko i przyjemnie. Dla mnie hit!



ZABAWKI :


SOPHIE - ZYRAFKA

Co prawda ta zabawke odkrylam juz przy pierwszym Synku,ale jest warta polecenia,wiec poswiece jej chwilke.
Nie znalazlam lepszego gryzaka dla zabkujacego i wciskajacego paluszki do buzi Maluszka.
Zyrafka ma 18 cm, wykonana jest z 100 % naturalnej gumy, dzieki czemu jest delikatna, miekka w dotyku i bezpieczna.
Zyrafka nigdy nas nie opuszczala ,dlatego tez idealnie sprawdza sie w codziennym uzytkowaniu.
Swietna na prezent !  Jest nasza ulubienica!
Zyrafka juz czeka na Nunusia kiedy podrosnie.....

COS DLA KARMIACEJ MAMY :

HAAKA BREASTPUMP

Od samego poczatku ciazy zadecydowalam,ze bede karmic piersia. O zaletach takiego typu karmienia chyba nie musze pisac.
Jednak z natury lubie byc aktywna i takie karmienie piersia Malenstwa zobowiazuje.
Mam tu na mysli male Sloneczka, ktore kochaja siedziec na cycu.
I jesli co niektore z nas nie maja z tym problemu, to ja juz tak.
Postanowilam wiec poszukac jakiejs pompki,dzieki ktorej bede mogla sciagnac mleko i zostawic Nunusia z tata , nie obawiajac sie,ze sie obudzi i bedzie glodny.
Z poczatku zastanawialam sie na Medela elektryczna,bo po pompach recznych pozostaly mi tylko poranione skutki,ale przerazala mnie cena,
Gdybym miala jeszcze gwarancje ,ze pokarmie z rok,ale u mnie nigdy nic nie wiadomo,dlatego tez szukajac w internecie idealnego laktatora - natknelam sie na HAAKA.
I pokochalam ja od pierwszego obejrzonego filmiku na youtube.
Otoz Haaka breastpump to nic innego jak 100 % silikon medyczny, wolny od BPA,PVC , latwy w czyszczeniu i jeszcze latwiejszy w stosowaniu.
Miesci sie w torebce , prosty w uzyciu.
Jak go stosowac?
Najlepiej podczas karmienia dziecka,bo wtedy automatycznie stymulowany jest drugi sutek i samoczynnie wylatuje mleczko.
Ja przy jednym karmieniu na razie potrafie zebrac ok 50 ml.
Nie jest to standardowa pompka. Sluzy ona bardziej do zebrania nawalu pokarmu albo do szybkiego odciagania mleka w potrzebie ( u mnie do zamrozenia),ale u Nas sprawdza sie idealnie.
Jest bardzo wygodna i malo bolesna,gdy dobrze uchwyci sutek. Dostepna w dwoch rozmiarach 100 i 150 ml . Ja mam ta wieksza z nakladka.
Dla mnie to hit i polecam go kazdej Mamie,ktora nie musi odciagac mleka regularnie,bo wtedy 'lapacz pokarmu' raczej by testu nie zdal.





A Wy?

Macie jakies ciekawe produkty dla niemowlat albo Mam warte polecenia?


Pozdrawiam Was cieplo,

Minia


czwartek, 9 sierpnia 2018

Macierzynstwo . Trzy rozne historie tej samej mamy.

Stworzenie rodziny bylo dla mnie od zawsze priorytetem,a wszystko inne mialo o wiele mniejsze znaczenie. Od malenkosci chcialam miec cudownego 'ksiecia' i kilkoro dzieci. To bylo moje marzenie i zawsze twardo do niego dazylam.
Moze dlatego,ze jestem romantyczka i wrazliwa dusza, ktora swoje miejsce na ziemi moze znalezc tylko przy boku kochajacej osoby.
Moim najwiekszym szczesciem jest wiec moj maz i nasze cudowne dzieci.
Jednak moje wyobrazenia na temat macierzystwa nie zawsze byly uslane rozami,a na niektore drogi byly bardzo wyboiste

Pierwsza ciaza :

Zaszlam w nia po 6 miesiacach starania ( a tak naprawde trzech,bo pierwsze trzy byly po prostu ,a moze akurat - bez zadnej spinki).
Kiedy sie dowiedzialam - bylam przeszczesliwa. Pierwsze wymarzone nasze dziecko.
Na poczatku ciazy zostalam jednak poinformowana,ze wokol dzidziusia jest duzo krwiakow i mam jak najwiecej odpoczywac.
Zrezygnowalam wiec natychmiastowo z pracy i udalam sie na zwolnienie na ktorym bylam az do rozwiazania.
Czulam sie dobrze, czytalam duzo ksiazek i poradnikow odnosnie ciazy i macierzynstwa.
W miedzyczasie planowalam przylot Mamy,a kiedy w maju oglosila,ze poznala mezczyzne swoich marzen ,cieszylam sie razem z nia. Zaslugiwala  na szczescie jak nikt inny.
W 37 tyg lekko krwawilam,ale nic sie z tego nie wywiazalo.
Urodzilam kilka dni pozniej przekraczajac magiczny 38 tydzien ciazy.
Porod rozpoczal sie bolami krzyzowymi i cieknacymi wodami plodowymi.
Na porodowke wzieto mnie z 3 cm rozwarciem,ale meczylam sie ponad 6 h zanim Starszak pojawil sie na swiecie.
Nie byl to prosty porod. Stracilam bardzo duzo krwi po ktorej zaslablam. Starszaka glowa widoczna byla w kanale ,a ja parlam przez ponad 1,5 h i nie moglam go wypchnac. Skurcze przestaly byc regularne i silne ,wiec podano mi dozylnie okscytocyne, ktora w ogole nie podzialala.
Suma sumarum urodzilam Go naturalnie,ale mialam pekniecia drugiego stopnia, ktore zszywano jeszcze godzine.
Po powrocie do domu mialam przy sobie Meza na 3 tygodnie i dzieki Bogu,bo bez niego nie poradzilabym sobie sama.
To On zmienial mu pieluszki, kapal go i nosil ,gdy zaszla taka potrzeba.
Ja dbalam o to,by brzuszek byl najedzony. A czesto nie byl,bo gdzies w glowie mialam zakodowane,ze dziecko je co 3 h i tak tez go karmilam.
Starszak wiec byl notorycznie glodny, za dnia w ogole nie spal,a jesli spal to na moich rekach,a ja wine zwalalam na kolki.
Na dodatek zaczal miec wysypke,wiec ograniczylam caly nabial jedzac codziennie to samo tj chleb z dzemem na sniadanie, a na obiad ziemniaki z kurczakiem i marchewka.
Bylam zagubiona.
Mama nie przyleciala,bo sie zakochala,a tak bardzo na nia liczylam.
Tak bardzo chcialam miec ja przy swoim boku, Miec kogos przy kim moglabym sie czegos nauczyc, z kims pogadac. Czulam sie samotna .
Macierzynstwo mnie przeroslo - dopadla mnie depresja poporodowa o ktorej wiecej pisalam : TU
Pozniej przyleciala Tesciowa, ktora chciala dobrze,ale przy niej moja choroba jeszcze bardziej sie poglebila. To Ona pokazala mi sie jak sie owija noworodka zeby bylo mu jak w 'brzuchu', to Ona kazala ogarniac dom i znalezc sobie cos do roboty,kiedy dziecko spi,a ja jedynie co chcialam to spac. I sprawdzac czy moje dziecko zyje,bo to moglam robic co chwile. Siedziec obok niego i sie w niego wpatrywac. Czulam sie koszmarnie. Czulam sie niegodziwa matka, beznadziejna,ktora nie potrafi ukoic placzu wlasnego dziecka.
Moje cycki nie dawaly rady,az w akcie desperacji Maz pojechal po mleko i butelki,po ktorych Starszak wreszcie najedzony - zaczal spac w ciagu dnia.
Poleglam w gruzach.
Bylo mi tak strasznie psychicznie ciezko.......
Pozniej wszystko sie unormowalo i wreszcie moglam cieszyc sie macierzynstwem na nowo....

Druga ciaza  :

W drugiej ciazy wszystko dzialo sie z nienacka.
Zaszlam w ciaze nie wiadomo dokladnie kiedy ( owulacja przesunela mi sie o dwa tygodnie).
Pamietam,ze wracajac do pracy po 6 miesiacach juz informowalam mojego kierownika,ze nosze pod sercem druga kuleczke.
W tej ciazy w ogole sie nie oszczedzalam i zylam naprawde na wysokich obrotach.
Zawsze oganialam mieszkanie przed wyjsciem do pracy, szlam na przystanek autobusowy w szpileczkach ,a i w robocie biegalam po schodach w dol i w gore co chwilke.
Czulam sie nader dobrze oprocz jakis tam nudnosci. Nie mialam czasu na lezenie ani odpoczynek,bo w domu mialam male dziecko.
W 32 tygodniu ciazy lekarka w szpitalu powiedziala,ze bardzo obnizyl mi sie brzuch i musze zaczac o siebie dbac,bo inaczej urodze przedwczesnie.
Mi te slowa obily sie tylko o uszy i do teraz mam wyrzuty sumienia. Nadgorliwosc. Bo ja jeszcze musialam tyle rzeczy ogarnac w pracy zanim odejde. Nerwy,bo klienci wymagajacy,a i ja mialam coraz mnie cierpliwosci. A pozniej czop i biegunka gdzie przez mysl mi przeszlo,ze ja jeszcze mam 5 tygodni do rozwiazania.
Pojechalam wiec nastepnego dnia do lekarza po zwolnienie,ale bylo juz za pozno.
Kilka godzin pozniej , tulilam juz mojego 3kg wczesniaka.
Pamietam,ze lezac spanikowana na lozku spojrzalam na zegar i zastanawialam sie jaka jest dzisiejsza data. Synek mial byc 2 listopada,a urodzil sie 25 wrzesnia.
Wyskoczyl niezapowiedzianie, bez wczesniejszego uprzedzenia. Otworzyl oczka po 15 min jakby chcial zobaczyc ten swiat, na ktory bardzo mu sie spieszylo.
Nie zabrali mi go,ale wlozyli do inkubatora ,bo charczal po karmieniu.
Nastepnego poranka lekarz stwierdzil,ze Mlody jest malo aktywny,a po pobraniu krwi ze stopki okazalo sie ,ze niebezpiecznie spadl mu cukier i musza zabrac go na Intensywna Terapie.
Dla mnie po raz kolejny to byl cios ... silny cios ponizej pasa.
Przezylam traume.
Plakalam,gdy widzialam go popodlaczanego roznymi kablami, w raczce mial welflon,a w nosku rurke.
To bylo cos strasznego i kazda Mama,ktorej dziecko bylo na Intensywnej Terapii wie o czym mowie.
Mlody jest jednak silnym facetem i po 5 dniach wrocilismy do domu.
Radosc nie trwala jednak dlugo,bo po 5 tygodniach zachorowal na krztusiec ( glupia Ja zaszczepilam Starszaka,a ta szczepionka posiada zywe wirusy) i Mlody zaczal sie dusic, siniec, nie mogl oddychac.
Zostawili nas na oddziale i leczyli samym tlenem.
Po raz kolejny widzialam mojego Synka z rurka przy nosie ,a nawet dwoma,bo nie jadl z piersi,by sie nie meczyc.
Po raz kolejny plakalam po nocach i obwinialam siebie o wszystko. O to,ze nie dbalam o siebie, o to ,ze powinien byc w brzuchu dluzej i to ewidentnie moja wina.
Ta szrama na sercu na dlugo pozostawila slad.
Nawet teraz , po kilku latach, kiedy to wspominam to gula stoi mi w gardle......


Trzecia ciaza :

Wiek ma znaczenie.

Na kolejne dziecko zdecydowalismy sie dopiero kilka lat pozniej.
Do konca nie bylismy nigdy przekonani i odsuwalismy decyzje z roku na rok.
Nie powiem,ze wygodnie jest miec dwoch Synow z 13 miesieczna roznica wieku,ktorzy robia to samo,chodza do tej samej szkoly i na te same zajecia.
Ciezko bylo nagle powrocic do pieluszek.
I jeszcze ja... znerwicowana, przewrazliwona Mama.
Osoba, ktora doszczetnie zniszczyla praca w szpitalu , ktora jak nigdy potrzebowala swojej bezpiecznej przystaniowej rutyny i spokoju psychicznego.
Niejednokrotnie pytalam sie Meza jak sobie dam rade z nerwica lekowa?
Przeciez ciaza to bedzie koszmar,a po porodzie umre ze stresu.
Maz jednak we mnie wierzyl. Wiedzial,ze dzieki dziecku ,ktore nosze pod sercem - zadbam o swoje zdrowie psychiczne i mial racje.
O trzeciego Skarba staralismy sie tylko 3 miesiace.
Czulam sie niezle,chociaz bywalam bardzo zmeczona pracujac na pelen etat i majac juz dwojke zywotnych Synow.
W tej ciazy co nuz pojawialy sie nowe problemy ,ktore tylko rozbudzaly moje leki i niepokoje.
Balam sie masakrycznie,ze nie uda utrzymac mi sie malenstwa albo,ze ponownie urodzi sie przedwczesnie.
Z tego powodu po intensywnym krwawieniu w 23 tygodniu ,postanowilam przejsc na zwolnienie.
Ciaza tak naprawde cieszylam sie 'pelna geba',gdy przekroczylam 30 tydzien.
Wtedy wiedzialam,ze cokolwiek by sie dzialo - dzidzia jest w miare duza i silna na przezycie.
W 35 tygodniu mialam jakis wyciek wod plodowych, ktore wcale nimi nie byly,ale ja bylam gotowa.
Mialam juz lozeczko,wozek, spakowana walizke. Pozniej okazalo sie,ze mam anemie i koniecznie musze szybko zmagazynowac zelazo bym miala wystarczajaco duzo czerwonych krwinek.
Moze Nunus o tym wiedzial,bo swoje wielkie wejscie mial 3 dni przed 40 tygodniem ciazy.
Tyle kazal mi na siebie czekac.
Jest bardzo za mna,a ja za nim. Zakochalam sie w nim od pierwszego wejrzenia, dotyku, pocalunku.
Taki idealny, taki nasz...
Porod byl 'boski',a Nunek idealny.
Majac juz doswiadczenie z poprzednich porodow i byciem Mamo ,doskonale wiedzialam jak nakarmic dziecko zeby bylo najedzone czy ukoic jego placz.
Pierwszy raz poczulam sie szczesliwa, spelniona, spokojna.
Moze to wiek,a moze doswiadczenie,a moze zmiana myslenia i nie nakladanie na siebie ciaglej presji bycia idealna.
Wreszcie korzystam z macierzynstwa pelna geba.
Bez depresji i bez traumy.
Po prostu - moj nowonardzony syn i ja. Tak naturalnie , spokojnie, bez presji i nacisku.
Ciesze sie,ze go mam. Ciesze sie,ze go mamy. Ze jest nasza czescia, ze wniosl w nasze zycie radosc i szczescie.
Ze dzieki niemu pokazalam mojej nerwicy srodkowy palec i doskonale wiem,ze jestem w stanie nad nia zapanowac.
Ze nie ma granic - to my je sobie stawiamy.
Wszystko jest w naszych glowach.
Dziekuje Ci Niuniusiu,ze jestes z Nami. Duzo Ci zawdzieczam....



Jestem spelniona.


Kocham Was ogromnie chlopcy!



Wasza Mama Minia





wtorek, 31 lipca 2018

14 lat poza Polska

To juz 14 lat,a wydaje mi sie jakbym mieszkala tutaj prawie cale zycie.
A zycie jest inne. W niektorych aspektach latwiejsze, w innych troche trudniejsze,ale lubie kraj w ktorym mieszkam.
Czy tesknie za Ojczyzna?
Czasami...
Szczegolnie wtedy, kiedy przydalaby mi sie jakas pomoc albo ktos z kim moglabym wybrac sie na kawe albo na zakupy.
Chcialabym odwiedzic Mame bez zapowiedzi i przyniesc jej wielgachny bukiet kwiatow na urodziny.
Chcialabym pozabierac chlopakow w tak wiele fajnych miejsc w Polsce.
Chcialabym najesc sie truskawek, czeresni , malin i jagod.
Szczegolnie teraz - bedac Mama - tego wszystkiego mi bardzo brak i to nie robilabym tyle co dla siebie,ale dla chlopcow.

Pamietam swoj wyjazd jak dzis -  pelen zawirowan i niespodzianek.

Ja ,szalona i pelna wrazen 19-latka z poduszka i duza waliza pakujaca sie do zawalonego Eurobusa na dworcu w Bydgoszczy. Czekala mnie prawie 48-godzinna podroz w autokarze w ktorym popsula sie toaleta i klimatyzacja,ale to nic. To byla moja przepustka do nowego zycia.
Placzaca Mama, ktorej ciezko bylo puscic swoje dziecko na 'drugi koniec Europy' .
Do dzis jestem im wdzieczna,ze nie zatrzymywali mnie i pozwolili mi poszukac szczescia poza granicami kraju.

Wyjazd mial byc na 3 miesiace,a za kilka dni minie 14 lat.

Cala historie mozna przeczytac : TU

Te 14 lat starczylo azebym Irlandie traktowala jak swoj dom.
To tutaj poznalam mojego Meza, to tutaj spedzilam najfajniejszy okres w zyciu, tutaj urodzili sie moi Synowie.
Przesiaklam irlandzkim akcentem I ich kultura.
Jestem ich czescia.

Irlandia jest krajem , ktory pozwolil mi rozwinac skrzydla, nauczyl mnie samodzielnosci I otworzyl tak wiele cudownych drog w zyciu.
Nie wiem jak potoczylaby sie moja egzystencja gdybym zostala po maturze w kraju.
Moze zostalabym wymarzonym nauczycielem angielskiego? A moze wcale nie czulabym sie spelniona?
Gdybac nie bede,bo uwazam, ze decydujac sie na wyjazd za granice , zrobilam sobie przysluge.

Od dwoch lat staramy sie kupic dom , poniewaz chcemy miec tutaj  cos swojego.
Chce pomalowac sciany na kolor, ktory nam sie bedzie podobal, chce kupic chlopcom lozko pietrowe I zainstalowac polska telewizje, by mieli lepszy kontakt z jezykiem ojczystym ich rodzicow.
Chce miec psa, ktory bedzie naszym dlugotrwalym przyjacielem.
Chce miec kawalek, ktory bedzie nalezal do Nas I ktory przekazemy chlopcom w spadku, gdy nas zabraknie.
Irlandia daje duze mozliwosci ludziom, ktorzy chca cos osiagnac.
Sami mieszkancy sa wyrozumialy, otwarci I entuzjastycznie nastawieni na inne nacje, rasy czy odmienna seksualnosc.
Niegdys bardzo katolicki kraj - dzisiaj nowoczesny : akceptacja malzenstw tej samej plci, dozwolona aborcja do 12 tygodnia (co niegdys zabronione bylo w konstytucji I dopiero referendum zadecydowalo o tak istotnej zmianie prawa).
Jedynie pogoda (deszczowa, pochmurna z wysoka wilgotnoscia) moze popsuc czlowiekowi humor, ale mozna do niej w koncu przywyknac. W koncu szybko dostosowywujemy sie do zmian . A jesli kiedys zabraknie wody to wszyscy beda chcieli tu mieszkac :-)

Czasami Irlandczycy pytaja czy zamierzamy wrocic do Polski?
Moja odpowiedz jest zawsze negatywna.
Nie podoba mi sie w Polsce to, ze Kosciol ma bardzo duza  wladze w rekach I pomimo tego, ze jestem katoliczka I wierze w Boga to nie jest to normalne.
Poza tym wydaje mi sie, ze jest krajem wiecznych nakazow I zakazow : musisz zaszczepic dziecko, bo jak nie to podamy Cie do sadu albo zabierzemy prawa rodzicielskie, policja,ktora czai sie za drzewami I lapie Cie za najmniejsze przewinienie, szaloni kierowcy I ogolnie nieprzyjemna atmosfera ( z wyjatkami oczywiscie). Za granica Polacy rzadko trzymaja sie miedzy soba. Jestesmy jedna z nielicznych nacji, ktora zamiast sobie pomagac to jeszcze doda nieprzyjemnosci. Nie potrafimy jako narod trzymac sie razem, a przez nas przemawia czesto zazdrosc , jad I gniew.
I pomimo, iz w Irlandii nie zyje sie jak w kraju miodem I mlekiem plynaca to jednak wydaje mi sie, ze jest jakos lzej, przyjemniej, latwiej.
Policyjne samochody sa pomalowane  na tak razacy kolor, ze widzi sie je z kilometra.

I dlatego nie wrocilabym do Polski.
A kiedy przychodza chwile zwatpienia to zawsze pytam sie Meza :
Ktory kraj jest w stanie zagwarantowac lepsza edukacje I zycie twoim synom?
Odpowiedz na dzien dzisiejszy jest oczywista.
I mozliwe,ze zmieni sie to za 10 czy 20 lat ( dlatego tak chcielibysmy by jednak chlopcy znali j polski), ale poki co - dobrze Nam jest tutaj.
A moze chlopcy postanowia wyemigrowac jak my ,gdy dorosna?

Irlandia, moja Irlandia...

Zdjecia pochodza z internetu

W Irlandii naprawde mozna sie zakochac....

Pozdrawiam,
Minia

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes