O mnie

Urodzona w 1985 roku Bydgoszczanka mieszkajaca na Zielonej Wyspie od 2004 roku. Szczesliwa Mezatka od lat 8 oraz spelniona Mama trzech, cudownych chlopcow. Minia to uparta,wrazliwa oraz kochajaca swoja rodzine ponad wszystko kobieta. Nienawidzi zmian oraz niepewnosci co przyniesie jutro. Uwielbia spokoj i rutyne w swojej szarej codziennosci. Posiada siersciucha zwanego kotem, a raczej kotka. Zapraszam! Chcesz sie skontaktowac? Napisz : minioweszczescie@gmail.com

czwartek, 9 sierpnia 2018

Macierzynstwo . Trzy rozne historie tej samej mamy.

Stworzenie rodziny bylo dla mnie od zawsze priorytetem,a wszystko inne mialo o wiele mniejsze znaczenie. Od malenkosci chcialam miec cudownego 'ksiecia' i kilkoro dzieci. To bylo moje marzenie i zawsze twardo do niego dazylam.
Moze dlatego,ze jestem romantyczka i wrazliwa dusza, ktora swoje miejsce na ziemi moze znalezc tylko przy boku kochajacej osoby.
Moim najwiekszym szczesciem jest wiec moj maz i nasze cudowne dzieci.
Jednak moje wyobrazenia na temat macierzystwa nie zawsze byly uslane rozami,a na niektore drogi byly bardzo wyboiste

Pierwsza ciaza :

Zaszlam w nia po 6 miesiacach starania ( a tak naprawde trzech,bo pierwsze trzy byly po prostu ,a moze akurat - bez zadnej spinki).
Kiedy sie dowiedzialam - bylam przeszczesliwa. Pierwsze wymarzone nasze dziecko.
Na poczatku ciazy zostalam jednak poinformowana,ze wokol dzidziusia jest duzo krwiakow i mam jak najwiecej odpoczywac.
Zrezygnowalam wiec natychmiastowo z pracy i udalam sie na zwolnienie na ktorym bylam az do rozwiazania.
Czulam sie dobrze, czytalam duzo ksiazek i poradnikow odnosnie ciazy i macierzynstwa.
W miedzyczasie planowalam przylot Mamy,a kiedy w maju oglosila,ze poznala mezczyzne swoich marzen ,cieszylam sie razem z nia. Zaslugiwala  na szczescie jak nikt inny.
W 37 tyg lekko krwawilam,ale nic sie z tego nie wywiazalo.
Urodzilam kilka dni pozniej przekraczajac magiczny 38 tydzien ciazy.
Porod rozpoczal sie bolami krzyzowymi i cieknacymi wodami plodowymi.
Na porodowke wzieto mnie z 3 cm rozwarciem,ale meczylam sie ponad 6 h zanim Starszak pojawil sie na swiecie.
Nie byl to prosty porod. Stracilam bardzo duzo krwi po ktorej zaslablam. Starszaka glowa widoczna byla w kanale ,a ja parlam przez ponad 1,5 h i nie moglam go wypchnac. Skurcze przestaly byc regularne i silne ,wiec podano mi dozylnie okscytocyne, ktora w ogole nie podzialala.
Suma sumarum urodzilam Go naturalnie,ale mialam pekniecia drugiego stopnia, ktore zszywano jeszcze godzine.
Po powrocie do domu mialam przy sobie Meza na 3 tygodnie i dzieki Bogu,bo bez niego nie poradzilabym sobie sama.
To On zmienial mu pieluszki, kapal go i nosil ,gdy zaszla taka potrzeba.
Ja dbalam o to,by brzuszek byl najedzony. A czesto nie byl,bo gdzies w glowie mialam zakodowane,ze dziecko je co 3 h i tak tez go karmilam.
Starszak wiec byl notorycznie glodny, za dnia w ogole nie spal,a jesli spal to na moich rekach,a ja wine zwalalam na kolki.
Na dodatek zaczal miec wysypke,wiec ograniczylam caly nabial jedzac codziennie to samo tj chleb z dzemem na sniadanie, a na obiad ziemniaki z kurczakiem i marchewka.
Bylam zagubiona.
Mama nie przyleciala,bo sie zakochala,a tak bardzo na nia liczylam.
Tak bardzo chcialam miec ja przy swoim boku, Miec kogos przy kim moglabym sie czegos nauczyc, z kims pogadac. Czulam sie samotna .
Macierzynstwo mnie przeroslo - dopadla mnie depresja poporodowa o ktorej wiecej pisalam : TU
Pozniej przyleciala Tesciowa, ktora chciala dobrze,ale przy niej moja choroba jeszcze bardziej sie poglebila. To Ona pokazala mi sie jak sie owija noworodka zeby bylo mu jak w 'brzuchu', to Ona kazala ogarniac dom i znalezc sobie cos do roboty,kiedy dziecko spi,a ja jedynie co chcialam to spac. I sprawdzac czy moje dziecko zyje,bo to moglam robic co chwile. Siedziec obok niego i sie w niego wpatrywac. Czulam sie koszmarnie. Czulam sie niegodziwa matka, beznadziejna,ktora nie potrafi ukoic placzu wlasnego dziecka.
Moje cycki nie dawaly rady,az w akcie desperacji Maz pojechal po mleko i butelki,po ktorych Starszak wreszcie najedzony - zaczal spac w ciagu dnia.
Poleglam w gruzach.
Bylo mi tak strasznie psychicznie ciezko.......
Pozniej wszystko sie unormowalo i wreszcie moglam cieszyc sie macierzynstwem na nowo....

Druga ciaza  :

W drugiej ciazy wszystko dzialo sie z nienacka.
Zaszlam w ciaze nie wiadomo dokladnie kiedy ( owulacja przesunela mi sie o dwa tygodnie).
Pamietam,ze wracajac do pracy po 6 miesiacach juz informowalam mojego kierownika,ze nosze pod sercem druga kuleczke.
W tej ciazy w ogole sie nie oszczedzalam i zylam naprawde na wysokich obrotach.
Zawsze oganialam mieszkanie przed wyjsciem do pracy, szlam na przystanek autobusowy w szpileczkach ,a i w robocie biegalam po schodach w dol i w gore co chwilke.
Czulam sie nader dobrze oprocz jakis tam nudnosci. Nie mialam czasu na lezenie ani odpoczynek,bo w domu mialam male dziecko.
W 32 tygodniu ciazy lekarka w szpitalu powiedziala,ze bardzo obnizyl mi sie brzuch i musze zaczac o siebie dbac,bo inaczej urodze przedwczesnie.
Mi te slowa obily sie tylko o uszy i do teraz mam wyrzuty sumienia. Nadgorliwosc. Bo ja jeszcze musialam tyle rzeczy ogarnac w pracy zanim odejde. Nerwy,bo klienci wymagajacy,a i ja mialam coraz mnie cierpliwosci. A pozniej czop i biegunka gdzie przez mysl mi przeszlo,ze ja jeszcze mam 5 tygodni do rozwiazania.
Pojechalam wiec nastepnego dnia do lekarza po zwolnienie,ale bylo juz za pozno.
Kilka godzin pozniej , tulilam juz mojego 3kg wczesniaka.
Pamietam,ze lezac spanikowana na lozku spojrzalam na zegar i zastanawialam sie jaka jest dzisiejsza data. Synek mial byc 2 listopada,a urodzil sie 25 wrzesnia.
Wyskoczyl niezapowiedzianie, bez wczesniejszego uprzedzenia. Otworzyl oczka po 15 min jakby chcial zobaczyc ten swiat, na ktory bardzo mu sie spieszylo.
Nie zabrali mi go,ale wlozyli do inkubatora ,bo charczal po karmieniu.
Nastepnego poranka lekarz stwierdzil,ze Mlody jest malo aktywny,a po pobraniu krwi ze stopki okazalo sie ,ze niebezpiecznie spadl mu cukier i musza zabrac go na Intensywna Terapie.
Dla mnie po raz kolejny to byl cios ... silny cios ponizej pasa.
Przezylam traume.
Plakalam,gdy widzialam go popodlaczanego roznymi kablami, w raczce mial welflon,a w nosku rurke.
To bylo cos strasznego i kazda Mama,ktorej dziecko bylo na Intensywnej Terapii wie o czym mowie.
Mlody jest jednak silnym facetem i po 5 dniach wrocilismy do domu.
Radosc nie trwala jednak dlugo,bo po 5 tygodniach zachorowal na krztusiec ( glupia Ja zaszczepilam Starszaka,a ta szczepionka posiada zywe wirusy) i Mlody zaczal sie dusic, siniec, nie mogl oddychac.
Zostawili nas na oddziale i leczyli samym tlenem.
Po raz kolejny widzialam mojego Synka z rurka przy nosie ,a nawet dwoma,bo nie jadl z piersi,by sie nie meczyc.
Po raz kolejny plakalam po nocach i obwinialam siebie o wszystko. O to,ze nie dbalam o siebie, o to ,ze powinien byc w brzuchu dluzej i to ewidentnie moja wina.
Ta szrama na sercu na dlugo pozostawila slad.
Nawet teraz , po kilku latach, kiedy to wspominam to gula stoi mi w gardle......


Trzecia ciaza :

Wiek ma znaczenie.

Na kolejne dziecko zdecydowalismy sie dopiero kilka lat pozniej.
Do konca nie bylismy nigdy przekonani i odsuwalismy decyzje z roku na rok.
Nie powiem,ze wygodnie jest miec dwoch Synow z 13 miesieczna roznica wieku,ktorzy robia to samo,chodza do tej samej szkoly i na te same zajecia.
Ciezko bylo nagle powrocic do pieluszek.
I jeszcze ja... znerwicowana, przewrazliwona Mama.
Osoba, ktora doszczetnie zniszczyla praca w szpitalu , ktora jak nigdy potrzebowala swojej bezpiecznej przystaniowej rutyny i spokoju psychicznego.
Niejednokrotnie pytalam sie Meza jak sobie dam rade z nerwica lekowa?
Przeciez ciaza to bedzie koszmar,a po porodzie umre ze stresu.
Maz jednak we mnie wierzyl. Wiedzial,ze dzieki dziecku ,ktore nosze pod sercem - zadbam o swoje zdrowie psychiczne i mial racje.
O trzeciego Skarba staralismy sie tylko 3 miesiace.
Czulam sie niezle,chociaz bywalam bardzo zmeczona pracujac na pelen etat i majac juz dwojke zywotnych Synow.
W tej ciazy co nuz pojawialy sie nowe problemy ,ktore tylko rozbudzaly moje leki i niepokoje.
Balam sie masakrycznie,ze nie uda utrzymac mi sie malenstwa albo,ze ponownie urodzi sie przedwczesnie.
Z tego powodu po intensywnym krwawieniu w 23 tygodniu ,postanowilam przejsc na zwolnienie.
Ciaza tak naprawde cieszylam sie 'pelna geba',gdy przekroczylam 30 tydzien.
Wtedy wiedzialam,ze cokolwiek by sie dzialo - dzidzia jest w miare duza i silna na przezycie.
W 35 tygodniu mialam jakis wyciek wod plodowych, ktore wcale nimi nie byly,ale ja bylam gotowa.
Mialam juz lozeczko,wozek, spakowana walizke. Pozniej okazalo sie,ze mam anemie i koniecznie musze szybko zmagazynowac zelazo bym miala wystarczajaco duzo czerwonych krwinek.
Moze Nunus o tym wiedzial,bo swoje wielkie wejscie mial 3 dni przed 40 tygodniem ciazy.
Tyle kazal mi na siebie czekac.
Jest bardzo za mna,a ja za nim. Zakochalam sie w nim od pierwszego wejrzenia, dotyku, pocalunku.
Taki idealny, taki nasz...
Porod byl 'boski',a Nunek idealny.
Majac juz doswiadczenie z poprzednich porodow i byciem Mamo ,doskonale wiedzialam jak nakarmic dziecko zeby bylo najedzone czy ukoic jego placz.
Pierwszy raz poczulam sie szczesliwa, spelniona, spokojna.
Moze to wiek,a moze doswiadczenie,a moze zmiana myslenia i nie nakladanie na siebie ciaglej presji bycia idealna.
Wreszcie korzystam z macierzynstwa pelna geba.
Bez depresji i bez traumy.
Po prostu - moj nowonardzony syn i ja. Tak naturalnie , spokojnie, bez presji i nacisku.
Ciesze sie,ze go mam. Ciesze sie,ze go mamy. Ze jest nasza czescia, ze wniosl w nasze zycie radosc i szczescie.
Ze dzieki niemu pokazalam mojej nerwicy srodkowy palec i doskonale wiem,ze jestem w stanie nad nia zapanowac.
Ze nie ma granic - to my je sobie stawiamy.
Wszystko jest w naszych glowach.
Dziekuje Ci Niuniusiu,ze jestes z Nami. Duzo Ci zawdzieczam....



Jestem spelniona.


Kocham Was ogromnie chlopcy!



Wasza Mama Minia





wtorek, 31 lipca 2018

14 lat poza Polska

To juz 14 lat,a wydaje mi sie jakbym mieszkala tutaj prawie cale zycie.
A zycie jest inne. W niektorych aspektach latwiejsze, w innych troche trudniejsze,ale lubie kraj w ktorym mieszkam.
Czy tesknie za Ojczyzna?
Czasami...
Szczegolnie wtedy, kiedy przydalaby mi sie jakas pomoc albo ktos z kim moglabym wybrac sie na kawe albo na zakupy.
Chcialabym odwiedzic Mame bez zapowiedzi i przyniesc jej wielgachny bukiet kwiatow na urodziny.
Chcialabym pozabierac chlopakow w tak wiele fajnych miejsc w Polsce.
Chcialabym najesc sie truskawek, czeresni , malin i jagod.
Szczegolnie teraz - bedac Mama - tego wszystkiego mi bardzo brak i to nie robilabym tyle co dla siebie,ale dla chlopcow.

Pamietam swoj wyjazd jak dzis -  pelen zawirowan i niespodzianek.

Ja ,szalona i pelna wrazen 19-latka z poduszka i duza waliza pakujaca sie do zawalonego Eurobusa na dworcu w Bydgoszczy. Czekala mnie prawie 48-godzinna podroz w autokarze w ktorym popsula sie toaleta i klimatyzacja,ale to nic. To byla moja przepustka do nowego zycia.
Placzaca Mama, ktorej ciezko bylo puscic swoje dziecko na 'drugi koniec Europy' .
Do dzis jestem im wdzieczna,ze nie zatrzymywali mnie i pozwolili mi poszukac szczescia poza granicami kraju.

Wyjazd mial byc na 3 miesiace,a za kilka dni minie 14 lat.

Cala historie mozna przeczytac : TU

Te 14 lat starczylo azebym Irlandie traktowala jak swoj dom.
To tutaj poznalam mojego Meza, to tutaj spedzilam najfajniejszy okres w zyciu, tutaj urodzili sie moi Synowie.
Przesiaklam irlandzkim akcentem I ich kultura.
Jestem ich czescia.

Irlandia jest krajem , ktory pozwolil mi rozwinac skrzydla, nauczyl mnie samodzielnosci I otworzyl tak wiele cudownych drog w zyciu.
Nie wiem jak potoczylaby sie moja egzystencja gdybym zostala po maturze w kraju.
Moze zostalabym wymarzonym nauczycielem angielskiego? A moze wcale nie czulabym sie spelniona?
Gdybac nie bede,bo uwazam, ze decydujac sie na wyjazd za granice , zrobilam sobie przysluge.

Od dwoch lat staramy sie kupic dom , poniewaz chcemy miec tutaj  cos swojego.
Chce pomalowac sciany na kolor, ktory nam sie bedzie podobal, chce kupic chlopcom lozko pietrowe I zainstalowac polska telewizje, by mieli lepszy kontakt z jezykiem ojczystym ich rodzicow.
Chce miec psa, ktory bedzie naszym dlugotrwalym przyjacielem.
Chce miec kawalek, ktory bedzie nalezal do Nas I ktory przekazemy chlopcom w spadku, gdy nas zabraknie.
Irlandia daje duze mozliwosci ludziom, ktorzy chca cos osiagnac.
Sami mieszkancy sa wyrozumialy, otwarci I entuzjastycznie nastawieni na inne nacje, rasy czy odmienna seksualnosc.
Niegdys bardzo katolicki kraj - dzisiaj nowoczesny : akceptacja malzenstw tej samej plci, dozwolona aborcja do 12 tygodnia (co niegdys zabronione bylo w konstytucji I dopiero referendum zadecydowalo o tak istotnej zmianie prawa).
Jedynie pogoda (deszczowa, pochmurna z wysoka wilgotnoscia) moze popsuc czlowiekowi humor, ale mozna do niej w koncu przywyknac. W koncu szybko dostosowywujemy sie do zmian . A jesli kiedys zabraknie wody to wszyscy beda chcieli tu mieszkac :-)

Czasami Irlandczycy pytaja czy zamierzamy wrocic do Polski?
Moja odpowiedz jest zawsze negatywna.
Nie podoba mi sie w Polsce to, ze Kosciol ma bardzo duza  wladze w rekach I pomimo tego, ze jestem katoliczka I wierze w Boga to nie jest to normalne.
Poza tym wydaje mi sie, ze jest krajem wiecznych nakazow I zakazow : musisz zaszczepic dziecko, bo jak nie to podamy Cie do sadu albo zabierzemy prawa rodzicielskie, policja,ktora czai sie za drzewami I lapie Cie za najmniejsze przewinienie, szaloni kierowcy I ogolnie nieprzyjemna atmosfera ( z wyjatkami oczywiscie). Za granica Polacy rzadko trzymaja sie miedzy soba. Jestesmy jedna z nielicznych nacji, ktora zamiast sobie pomagac to jeszcze doda nieprzyjemnosci. Nie potrafimy jako narod trzymac sie razem, a przez nas przemawia czesto zazdrosc , jad I gniew.
I pomimo, iz w Irlandii nie zyje sie jak w kraju miodem I mlekiem plynaca to jednak wydaje mi sie, ze jest jakos lzej, przyjemniej, latwiej.
Policyjne samochody sa pomalowane  na tak razacy kolor, ze widzi sie je z kilometra.

I dlatego nie wrocilabym do Polski.
A kiedy przychodza chwile zwatpienia to zawsze pytam sie Meza :
Ktory kraj jest w stanie zagwarantowac lepsza edukacje I zycie twoim synom?
Odpowiedz na dzien dzisiejszy jest oczywista.
I mozliwe,ze zmieni sie to za 10 czy 20 lat ( dlatego tak chcielibysmy by jednak chlopcy znali j polski), ale poki co - dobrze Nam jest tutaj.
A moze chlopcy postanowia wyemigrowac jak my ,gdy dorosna?

Irlandia, moja Irlandia...

Zdjecia pochodza z internetu

W Irlandii naprawde mozna sie zakochac....

Pozdrawiam,
Minia

wtorek, 24 lipca 2018

'Zaczarowany' porod

Co niektore z Was juz wiedza,co niektore nie.
Mamy juz w domku Filipka.
A jak to sie zaczelo?

Otoz jeszcze niedawno pisalam do Ewci,ze przekroczylam magiczne 39 tygodni,a Nunus jak nie chcial wyjsc ,tak nie chcial.
Moje noce stawaly sie koszmarem. Nie moglam sie wygodnie ulozyc, nie moglam spac, bylo mi goraco/zimno/ciasno/niewygodnie. Marzylam zeby Synus wreszcie pojawil sie na swiecie.
Kolo 38 tygodnia ciazy zaczelam intensywnie pic liscie z malin.
Jak wyczytalam nie tylko potrawia one przyspieszyc porod,ale takze usprawnic miesnie macicy dzieki czemu przebiega on sprawniej i efektowniej.
Pomimo tego,iz z waga 17kg+ nie chcialo mi sie nic robic - staralam sie ta koncowke skonczyc jak najaktywniej ( codziennoscia byly wiec spacery,a od czasu do czasu inne przyjemnosci zwiazane z Mezem ;-)). Nie raz odwiedzalam tez sasiadke (ktora miala zajac sie chlopcami podczas naszej nieobecnosci) zeby 'pouzywac' jej schodow.
W sobote zdazylam jeszcze pojechac do kolezanki,ktora jest wlascicielka sali zabaw ,gdzie objadlam sie ciastem marchewkowym,a chlopcy wyladowywali swoja energie na zabawie. Pozniej pojechalismy jeszcze do trzech sklepow,a po powrocie Maz rzucil haslem,ze sprzatal 4h i ,ze dom jest gotowy na przyjscie Filipka na swiat.
Od kilku dni strasznie stawial mi sie brzuch,ktory znacznie sie obnizyl (jak na moje fizjologiczne warunki) i bolalo mnie podbrzusze wraz ze spojeniem lonowym.
Nic jednak sobie z tego nie zrobilam,poniewaz mialam takie objawy juz wczesniej i nic sie nie dzialo.
Tamtej nocy w ogole nie moglam zasnac,a kiedy sie obudzilam o 1 w nocy , M.jak nigdy jeszcze siedzial i ogladal TV. Ochrzanilam go,ze rano nie bedzie mial ochoty wstawac,bo 'zmeczony' i wyslalam do lozka.
Obudzilam sie o 3.30 i poszlam do toalety jak zawsze na siusiu.
Wtedy na wkladce zauwazylam kilka skrzepow krwi,potem bylo jeszcze troszke wiecej krwi,wiec obudzilam M.mowiac,ze krwawie,ale poczekam jeszcze czy duzo ze mnie wyleci.
Nie bylo z nia sluzu,wiec czop to nie byl.
M.ledwo co chyba mnie uslyszal,nic sobie z tego nie zrobil i poszedl dalej spac,a mnie zaczal bolec brzuch.....
Skurcze....
Co 15 minut, potem co 12.
Co 9 minut trwajace 30 sekund.
Budze M. Jest 5.20 rano.
Wiem,ze to poczatek mojego porodu.
M. ledwo widzi na oczy (hihihi  - trzeba bylo nie siedziec do nocy), pisze tez smsa do sasiadki, ktora w szlafroku przybiega kilka minut pozniej.
Chlopcy spia - postanawiamy ich nie budzic ( wczesniej mowilam im,ze jesli mama bedzie rodzic w nocy to nie bedzie mnie w lozku i bedzie E.),zeby nie przezywali.
Jedziemy.
Do szpitala dojezdzamy ze skurczami co 5 minut juz dosyc bolesnymi.
Jest 6.25.
KTG -skurcze pisza sie kolo 40-50,ale sa regularne. Rozwarcie 6 cm.
Pobieraja mi krew zeby sprawdzic poziom zelaza ( 10,7 - tylko 0,2 uroslo mi przez miesiac) i wkladaja welflon ( w sumie nie wiem po co).
Nocna zmiana jednak juz zmeczona i postanawiaja przekazac 'mnie' dniowce.

Kiedy urodzila ksiezna Kate bylam w szoku ,ze kilka godzin po takim wysilku wygladala na bardzo zrelaksowana i spokojna. I pomimo tego,ze wiem,ze nad jej wygladem czuwaja sztaby ludzi to zaglebilam sie w temat i znalazlam historie jej porodow. HYPNOBIRTHING - porod w hipnozie.

Kazdego dnia przez jakies 10 dni sluchalam sobie na youtube medytacji, hipnozy dla ciezarnych itp.
Staralam sie wyniesc z tych filmikow jak najwiecej.
Kazda psychologiczna ksiazka 'powie Ci',ze oddech jest najwazniejszy w radzeniu sobie w kazdej zyciowej, stresujacej sytuacji,a ja oddychalam niedbale, krotko,szybko.
Moje tetno jest wysokie, serce znerwicowane.
Jak ja mam teraz rodzic 'zrelaksowana' i spokojna?

Na porodowke wzielismy organiczny olejek eteryczny lawende, ktora nie tylko uspokaja i poprawia nastroj,ale i usprawia krazenie krwi w organizmie,dzieki czemu zmniejsza ilosc kortyzolu (hormonu stresu)we krwi.
M. polal troszke olejku na gazik bawelniany i polozyl mi go nad glowa,na poduszce.
Poloznej i studentce bardzo spodobal sie ten pomysl. M.wlaczyl relaksujaca muzyke.
Skurcze nabieraly na sile. Poprosilam o gaz,ktory wdychalam praktycznie do konca porodu (oprocz skurczy partych).
Z kazdym bolem wdychalam gaz i skupilam sie na oddechu.
Wdech, wyyyydeeeech. Wolno. Spokojnie. Wdech - gleboki - wyydeeeech. k..rde jak to boli!
M.stal obok mnie i oddychal ze mna. Gdy doszlam do 10 cm skrecalo mnie z bolu,a ramie M.mialo duzo czerwonych odciskow od mojej zacisnietej na nim dloni. W miedzyczasie kiedy nie ma skurczy ,staram sie maksymalnie zrelaksowac. Zamykam oczy i wyobrazam sobie,ze leze na plazy, slonce ogrzewa moje zmarziete cialo, wiatr lekko powiewa moje wlosy. W oddali slychac szum fal.
Wdech i wydech... 9.40 - pytam sie czy juz moge przec,ale poloznej sie nie spieszy.
'Chce zebys urodzila po kilku pchnieciach' - powiedziala.
Moje serce jak nigdy bilo w przedziale 69-63 uderzen na minute,az w pewnej chwili spytalam sie M.czy ja umieram ( w porownaniu do moich 110-130 w ciazy).
On sie tylko zasmial i powiedzial,ze lawenda tak na mnie dziala.
Zaczynam przec, raz, dwa... czuje chlusniecie wod, slysze ,ze mam teraz mocno popchnac, staram sie jak najmocniej kontrolowac oddech,ale krzyk wzial gore.
Po moim krzyku - uslyszalam najcudowniejszy pierwszy okrzyk naszego nowonarodzonego Syna,ktory automatycznie zostal przystawiony mi do ciala.
Moj Skarb,ktory kazal czekac na siebie prawie do 40 tygodnia.
Polozna powiedziala,ze rzadko sie zdarza,zeby przyszla Mama tak cudownie przezyla porod.
M.mial lzy w oczach mowiac,ze bylam taka dzielna i taka zrelaksowana.
Ja do konca nie moglam uwierzyc w to,ze mozna tak rodzic dzieci.
Czemu wczesniej tego nie wiedzialam? Wtedy biedny Starszak nie siedzialby przy wyjsciu 1h 40 minut z ryzykiem ciecia,bo akcja stala w miejscu,a ja w ogole nie mialam sily zeby ruszyc noga,a co dopiero rodzic dziecko.
I te pyszne tosty ,ktore otrzymuje sie zaraz po porodzie - uwielbiam ten gest!

Misiek wieczorem przyjechal z chlopcami, ktorzy byli wniebowzieci faktem,ze maja juz swojego malego Braciszka . Cala niedziele wiec przesiedzialam w szpitalu,a wyszlismy wczoraj. Nie bylo sensu siedziec dluzej,bo ja bardzo dobrze sie czuje ( nie bralam zadnego srodka przeciwbolowego ani znieczulenia przy porodzie). Malutki jest donoszony,wiec nie musial byc blizej obserwowany przez lekarzy.
Zanim wyszlismy sprawdzili mu sluch, wzrok, bioderka, oddruch Moro,ssania,tetno,dotlenienie itp, mi brzuch czy macica sie zmniejsza. Wszystko jest tak,jak byc powinno.
Zajerestrowalismy Zuczka w biurze i od reki dostalismy akt urodzenia.
Synek zalapal sie ,bo byl to juz ostatni dzien ,wiec ma ten sam znak zodiaku co jego Mama  (Rak) . Urodzil sie 8 dni po mnie kilkadziesiat lat pozniej ;-)

Stracil z wagi wyjsciowej tylko 200 g,wiec mam nadzieje,ze moje cycusie dadza rade i bedzie pozniej pieknie przybieral na wadze.

Dzisiaj natomiast przyszla pielegniarka srodowiskowa ,a w czwartek musze pojechac zrobic z Malutkim 'heel test' na mukiwiscydoze ( cystic fibrosis).

Filipek jest zadowolonym i kochanym dzieckiem.

Tak bardzo sie ciesze,ze jest z Nami. Moj kochany, maly Synek


Filip 22.07.18 9.46 rano 
3700 g 56 cm sn
39t +4dz ciazy



czwartek, 12 lipca 2018

Jeszcze nie urodzilam...



Nie pomyslalabym nawet przez sekundke,ze dojde do 38 tygodnia ciazy.
Moze dlatego,ze moja szpitalna kartoteka zapisana jest po brzegi z wiecznie nowymi, pojawiajacymi sie problemami.
Ostatnio w szpitalu bylam w 35 tygodniu , kiedy mialam 'wytrysk' wod plodowych.
Wygladalo to cos jak mala kaluza i jestem swiecie przekonana,ze to byly one.
W szpitalu jednak test wyszedl negatywny.
Lekarze jednak nie chcieli mnie wypuscic do domu,bo przy KTG moje serce bilo 110 uderzen/min + mialam podwyzszona temperature 37,7'C co spowodowane bylo wysoka temperatura pomieszczenia,ale nie dalo im sie wytlumaczyc.
Zostawili mnie wiec na obserwacji 24 h w ktorej mialam sprawdzic czy cos wiecej mi wylatuje.
Na patologii jak to na patologii rozne kobiety, rozne problemy.
Pielegniarki i lekarze byli cudowni. Musze z reka na sercu stwierdzic,ze nasz publiczny szpital UHG ma pracownikow bardzo oddanych i zyczliwych.
Obchodzili sie ze mna jak z jajkiem. Wiem doskonale,ze w czasie porodu jak i po bede miala zapewniona swietna opieke,dlatego nie boje sie rodzic ( chociaz oddzial macierzynski i polozniczy nowoscia nie grzeszy i w wewnatrz wyglada jak rudera).
Na szczescie wiecej wod nie wylecialo. Zrobili mi w sumie 3 KTG i mialam nawet USG ,zeby potwierdzic ilosc wod otaczajacych mojego trzeciego Robaczka.

Do teminu porodu wedlug OM zostaly mi niecale dwa tygodnie.

Starszaka urodzilam w 38 tyg i 1 dniu, Mlodego w 35 tyg i 2 dniu.

Wyglada na to,ze ten , ktory mial najwiecej do powiedzenia urodzi sie najpozniej ;-)

Dostalam tez wyniki echo i holtera serca.

A to dzieki lekarce, ktora po zmierzeniu mojego tetna (127 uderzen/min) stwierdzila,ze koniecznie musi sprawdzic czy moje serce pracuje dobrze i skad ta tachykardia.

Budowa serca nie budzi zastrzezen,a na holterze wyszly jakies tam rzadkie przeskakiwania ( w sumie 6 na 110000). Moj najszybszy plus zanotowany zostal o 8.41 rano i wynosil niebagatalne 131 uderzen,a najnizszy o 1.23 w nocy 57. Na szczescie nie mam zadnych przeciwwskazan do porodu naturalnego.

Musze koniecznie popracowac nad swoim tetnem i wrocic do intensywnych spacerow po porodzie.

Wyszla mi tez anemia. Zaczynalam z hemoglobina 14,4 ( 12-15),a mam 10,5. Kupilam zelazo i suplementuje kazdego dnia.

Wczoraj mialam kolejna wizyte , na ktorej wyszlo,ze Malutki lezy juz nisko i wciska mi sie w szyjke.
Ucieszylam sie jak szalona,bowiem jestem juz ta ciaza zmeczona . Poza tym nie moge sie doczekac kiedy go przytule i pocaluje i chlopcy poznaja swojego brata.
Brzuch nadal jednak 'jest' dosyc wysoko ,a przytulanki nie daja wiekszego efektu ( gdzie zadzialaly perfekcyjnie przy Starszaku). Oprocz kilku nieregularnych skurczy - nic sie nie dzieje.
Pozostaje mi wiec poszukac herbaty z lisci malin i poczekac,az Synek sam mi da znac,ze na niego juz pora.
A jako ciekawostke uslyszalam,ze irlandzcy farmerzy azeby przyspieszyc porod owcom ganiaja je psami po calej farmie. Podobno ruch powoduje uciskanie dziecka na drogi rodne ,dzieki czemu rodza szybciej.
Chyba pojde tym samym tokiem myslowym co oni i zaczne naprawde sporo sie ruszac,chociaz na aktywnosc fizyczna nie narzekam - gram z chlopakami w pilke nozna, dzisiaj chodzilismy 3 h po miescie itp.

Za dwa dni sa moje wielkie 33 - urodziny ( szczerze - nie dowierzam. Dla mnie czas stanal gdzies na 27 urodzinach).

A moze tak Malenstwo zadecyduje  dac mi najcudowniejszy prezent tego dnia?

Od poniedzialku zapisalam chlopakow na tydzien na Summer Camp .
Beda tam od 10 - 15. Mialam wielka nadzieje,ze dzidzia bedzie juz na swiecie i bede miala chwile tylko na nas dwoje,a tak najwyzej bede miala jeszcze chwilke dla siebie.
No coz...  musze czekac....

Tak bardzo chce juz go miec w ramionach!




Pozdrawiam cieplutko,

Minia



piątek, 22 czerwca 2018

Szkolne raporty i powrot slonecznych dni...

Szkole chlopcy koncza za tydzien w piatek o 12.30,a wracaja dopiero 30 tego sierpnia.
Szczerze obawiam sie jak to bedzie z dwojka 'niewyzytych' chlopcow i noworodkiem,ale Maz wezmie tydzien wolnego,a pozniej pod koniec lipca 2 tygodnie urlopu ojcowskiego,wiec na pewno mi pomoze. Co prawda chlopcy sa na tyle duzi,ze zajmuja sie sami,ale wole miec ich na oku gdyby wpadli na jakis 'szalowy' pomysl - niekoniecznie madry.

Odebralismy ostatnio raporty ze szkoly i jestem z chlopcow bardzo dumna!

Zaczne od Starszego. To jego drugi rok w szkole ( Senior Infants). Od wrzesnia maszeruje on wiec do pierwszej klasy ( ktorych jest szesc). Mlody natomiast pojdzie do Seniorkow.
Starszak ma bardzo fajna i zgrana klase. Nauczycielke tez niczego sobie,chociaz irytuje mnie okropnie,ze przekrecaja notorycznie jego imie,ktore naprawde nie powinno sprawiac im wiekszego klopotu.
Starszak wiec jest bardzo dobrym uczniem, usluchany, pracuje z dziecmi i nauczycielami bez zadnych problemow, wyglada na zadowolonego i dobrze zachowuje sie w klasie.

Jesli chodzi o angielski to nadal ma troszke problemy jesli chodzi o gramatyczne ulozenie zdania ( czasami mieszaja mu sie czasy),ale ogolnie mowi biegle.
Irlandzki ma dobrze opanowany i lubi bawic sie tym jezykiem uzywajac go w piosenkach czy zabawach. Dzieci nie pisza ani czytaja po irlandzku tylko ucza sie go ze sluchu.


Za to jego ulubionym przedmiotem jest matematyka, ktora nie sprawia mu zadnego problemu,a wrecz znudzony siedzi na lekcjach,bo dla niego to wszystko za proste.
Ten matematyczny umysl ma na pewno po swoim Tacie,bo ja za dzieciaka matematyki nie znosilam.

W podsumowaniu opuscilismy dni 5 i jestesmy bardzo punktualni z czego sie ciesze,bo to ja zawoze ich do szkoly i jeszcze nigdy sie nie spoznilam ( co jest zmora Irlanczykow).

Wiec na caly rok opuscilismy 5 dni z czego 3 dni trzymalam Starszaka w domu ze wzgledu na rumien zakazny ,a dwa musialam zabrac go na badania okulistyczne .




W raporcie mozemy przeczytac,ze moj Starszak jest wesolym, przyjacielskim i dobrym chlopcem. Jest pewien siebie, nie potrzebuje nikogo do pomocy, lubi sie uczyc i uczy sie szybko.
Potrafi zadbac o czyste stanowisko przy swojej lawce , jest bezproblemowy i ma duzo kolegow/kolezanek,

JESTEM Z NIEGO BARDZO,ALE TO BARDZO DUMNA!!!!


Kolej na mojego kochanego Wczesniaka .
Zaadaptowal sie w szkole bardzo szybko. Wielokrotnie sluchal jak Starszak sie uczyl,wiec posiadal wieksza wiedze,gdy rozpoczal edukacje od swojego brata.


Moje drugie dziecko ma wiecej po mamie,bowiem angielski ( a szczegolnie czytanie ,pisanie i sluchanie) jest dla niego jak bulka z makiem.
Jako jedyny na tescie zdobyl 26/26 punktow z pisania literek i 36/36 z wymowy 3 - literowych slow.
Misiu uwielbia irlandzki i bierze czynny udzial w zabawach i spiewaniu piosenek. W ogole sie nie wstydzi i posiada duzo nowych, irlandzkich slow ( to prawda - szkoda,ze nie ma takiego zaciecia do nauki j.polskiego).

Z matematyki tez jest bardzo dobry. Potrafi dodawac i zna cyferki. Nie mial zadnych problemow z przyswajaniem nowej wiedzy.

Moje drugi Robaczek opuscil w calym roku szkolnym 1 dzien! tak, jeden dzien.
I to chyba musial byc ktorys dzien w ktorym bralam takze Starszaka.

Jesli ktos podwaza wiedze pana Zieby,to jest w wielkim bledzie.
Bo wlasnie dzieki jego ksiazkom i niesamowitej wiedzy, ktora sie w niej znajduje - my jako rodzina nie zachorowalismy od maja ( czyli juz ponad rok) ani RAZU.
Tak , ta smieszna witaminka C z ktorej wiele ludzi sie wysmiewa i witamina D,a takze suplementy takie jak Tran spowodowaly,ze wirusy i bakterie sa nam obce.
Nie mamy biegunek, goraczek,bolacych gardel nie wspominajac nic o antybiotykach.



Komentarz nauczycielki odnosnie mojego syna jest taki,ze jest On bardzo przyjaznym, ciezko pracujacym chlopcem, ktory szybko zaadoptowal sie w szkole. Jest dobry, nie klamie, jest zaangazowany we wszystko co robi.
Jest delikatny,wiec bywaly momenty,ze kiedy mu cos nie wyszlo w szkole to z nerwow sie rozplakal ( hmmmm skad ja to znam ;-)),ale potrafi juz radzic sobie lepiej z emocjami.
Ma duzo przyjaciol, lubi sprawiac radosc nauczycielce , dobrze sie zachowuje.

MAMA I TATA SA Z CIEBIE BARDZO DUMNI MISIU!!!!!

Jutro chlopcy koncza polska szkole.
Dostana dyplomy i nagrode w postaci ksiazki.
Chlopcy miewali watpliwosci od czasu do czasu i w pewnym momencie zastanawialam sie czy ta szkola cos wnosi do naszego zycia,ale chlopcy nauczyli sie kilku piosenek, maja o wiele bogatsze slownictwo,ale nadal ( niestety) nie porozumiewaja sie po polsku i boje sie czy kiedykolwiek to nastapi.
Te 3 godziny dziennie w sobote nie skrzywdzily ich w zaden sposob,chociaz wedlug mnie to za malo,zeby sie otworzyli i przelamali.

A na sam koniec...do Irlandii zmierza goracy front i temperatury przez tydzien maja siegac nawet do 30'C. To ewidentnie bedzie najwyzsza temperatura, ktora pojawi sie na Zielonych Wyspach.
Ciesze sie okropnie ,a z drugiej strony znowu powitaja mnie bezsenne noce,bo nie bedzie czym oddychac,ale..... to nic...  jeszcze troszke Malutki ;-*

Milego weekendu,

Minia

niedziela, 17 czerwca 2018

35 tydzien ciazy + 6 lat + sesja ciazowa


zrodlo : internet

Czas leci jak szalony.
Niedawno co bylo 9 tygodni do rozwiazania,a teraz juz jestem na ostatniej prostej.
Niestety coraz czesciej nie starcza mi sil. Musze klasc sie na godzine ,dwie kiedy chlopcy sa w szkole.Nie chce myslec o tym ,ze wakacje tuz tuz i z poczatku bedzie mi ciezko sie przyzwyczaic,ze mam dzieci w domu na caly dzien.
Do zmeczenia doszly tez okropne palpilacje serca , ktore nie opuszczaja mnie wiekszosc dnia i strasznie mnie stresuja. Staram sobie oczywiscie wytlumaczyc,ze taka natura ciazy,ale...wracajac na sekundke do mojego echa - zadzwonilam do szpitala w piatek pytajac sie o rezultaty ( w Irlandii wyniki dostaje doktor,ktory skierowal pacjenta na badanie - nie mozna dostac ich bezposrednio do reki),bo wiedzialam,ze moja GP nic nie dostala i okazalo sie,ze nikt ich nie wyslal. Od badania minelo prawie 2 miesiace,wiec podejrzewam,ze gdyby cos sie dzialo to wolali by mnie ponownie albo chociaz poinformowali o wynikach moja lekarke,ale oczywiscie stres jest,bo jak to Minia musi sobie czyms glowe zajac,
Nie musze nic chyba pisac takze o zgadze , ktora mnie meczy po kazdym posilku.

35 tydzien jest dla mnie tygodniem bardzo sentymentalnym, bowiem 6 lat temu w tymze tygodniu urodzil sie moj mlodszy Synus . Do konca pracowalam, mialam odejsc na zwolnienie 10 dni po niezapowiedzianym porodzie. Wszystko dzialo sie bardzo szybko i nim sie obejrzalam - tulilam mojego Maluszka na rekach,jednak bardzo to przezylam i obwiniam siebie do dzisiaj,ze powinnam byla wiecej odpoczywac i po prostu sobie odpusic.
Bedac w tej ciazy postanowilam na siebie podwojnie uwazac konczac prace juz w 22 tygodniu po duzym krwawieniu, do tego w 25 tygodniu moja szyjka miala juz niecale 3 cm i ginekolog kazal sie naprawde oszczedzac.

Wiem,ze gdyby Malutki wyszedl teraz na swiat - bylby silnym chlopcem tak,jak jego braciszek ,ktory urodzil sie z waga powyzej 3 kg,chociaz USG nie mielismy od 3 miesiecy i w sumie nie wiem jaki jest duzy.
Sluzba zdrowia sprawdza tylko tetno maluszka i moje cisnienie oraz czy w moczu nie ma zadnych intruzow.
W porownaniu do polskich badan i kontroli ciezarnych, Irlandia wypada blado,ale to tez chyba kwestia przyzwyczajenia. Jak cos zlego sie dzieje to zawsze mozna jechac na oddzial i tam sie juz ciezarnymi zajma.
Wole byc nieswiadoma pewnych rzeczy,niz przewrazliwiona,ze moje dziecko jest za duze/male, rosnie za wolno/szybko, mam wod duzo/malo,moje lozysko sie starzeje itp.

3 czerwca minelo mi 6 lat blogowania na blogspocie ( wczesniej bylam na blogach slubnych i blogach mamy). Wszystkie moje wspomnienia, zale, radosci i smutki zapisane na wirtualnych kartkach.
Sa tu dziewczyny, ktore znam praktycznie od samego poczatku mojej przygody z blogowania i za to im bardzo dziekuje,ze sa, ze czytaja i komentuja.
Sa osoby, ktore poznalam w pozniejszym czasie, oraz te,ktore zapewne sie nie udzielaja ,ale mnie czytaja.
Dziekuje Wam bardzo,ze jestescie.
Miewalam w miedzyczasie watpliwosci czy kontynuowac moje 'bazgranie', niekiedy pojawialy sie niezyczliwe mi osoby , czasami brakowalo tematow,ale jak widac jestem i pisze i mam nadzieje,ze moj blog nie osiadzie kurzem,gdy na swiecie pojawi sie trzeci Miniowy Robaczek




Nadal nie dostalam wszystkich zdjec ciazowych,chociaz od sesji minely juz 3 tygodnie,ale cos tam mam,wiec pochwale sie nimi.
Zdjecia robione w 31 tygodniu i 4 dni ciazy ( wszystkie zdjecia ciazowe robilam w okolicach 32 tygodnia)






Z sesji wyszlam bardzo zadowolona.
Ania spisala sie na medal.
Jest profesjonalistka, potrafila mnie ubrac, ustawic i jeszcze pstryknac swietne zdjecia.
Poza tym sama uszyla ta pierwsza, rozowa sukienke,wiec wiele rzeczy ubrane mialam z jej garderoby co jest duzym plusem. Jest bardzo zdolna kobitka! Czulam sie u niej jak u siebie ;-)
Jesli jestescie z okolic Galway to zapraszam do niej na sesje ciazowa lub noworodkowa. Zadowolenie gwarantowane! Anna Wolanin Photography


Pozdrawiam cieplo,

Minia

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes