O mnie

Urodzona w 1985 roku Bydgoszczanka mieszkajaca na Zielonej Wyspie od 2004 roku. Szczesliwa Mezatka od lat 8 oraz spelniona Mama trzech, cudownych chlopcow. Minia to uparta,wrazliwa oraz kochajaca swoja rodzine ponad wszystko kobieta. Nienawidzi zmian oraz niepewnosci co przyniesie jutro. Uwielbia spokoj i rutyne w swojej szarej codziennosci. Posiada siersciucha zwanego kotem, a raczej kotka. Zapraszam! Chcesz sie skontaktowac? Napisz : minioweszczescie@gmail.com

środa, 28 listopada 2018

Historia kupna naszego domu. Uwaga tasiemiec (jak nigdy)

Nie moge w to uwierzyc...
Wreszcie po ponad dwoch latach udalo sie nam kupic dom...
Nasz dom...
Ale od poczatku...

W lutym znalezlismy dom,w ktorym poczulismy sie 'jak u siebie',ale kto nas czyta to wie,ze niestety,ale musielismy z niego zrezygnowac,bo wiele rzeczy bylo nie do przeskoczenia ( ktos jednak sie na niego skusil,bo zostal w koncu sprzedany w polowie lipca).
Nam przede wszystkim nie podobala sie bardzo duze pekniecie na jednej ze scian, bardzo podmokly ogrodek oraz,ze scieki polaczone byly z dwoma innymi domami i byly na one laczone na granicy tej posesji co oznaczalo by,ze jesli cos by sie zatkalo to my musielibysmy z tym sobie poradzic,bo jak sie udowodni sasiadowi,ze zapchal kibel? ;-)

Wtedy bylam juz w 16 tygodniu ciazy i bardzo,ale to bardzo marzylo mi sie przeprowadzic do nowego domu zanim urodzi sie Malutki.

Ale nie bylo Nam dane...

W sierpniu znalezlismy drugi dom,ktory wydawal sie nasz.
Niedaleko tamtej wioski, na malym osiedlu, 700 m do szkoly. Wioska miala dwa sklepy, poczte i kosciol.
Dom byl naroznikowy,wiec na samym koncu osiedla dzieki czemu moglibysmy miec troszke prywatnosci.
Co dla Nas jest istotnie wazne to jak polozone sa domy . Slonca tutaj co kot naplakal,wiec idealnie bylo by miec dom ze strony poludniowej. Tamtej lezal jakos dziwnie,ale podobal sie Nam w srodku.
Mial duzy kominek i back boiler ( nie wiem jak to po polsku przetlumaczyc),ale w zasadzie kiedy palilo sie w piecu cieplo rozprowadzane bylo po calym domu.


Domek 120 m2 , fajny ogrodek z tylu. Jednak duzo odswiezania.
Obejrzelismy go w piatek, dalismy oferte czyli zaoferowalismy dokladnie tyle, ile chciala wlascicielka,a w poniedzialek M. odbiera telefon,ze sprzedaz nieaktualna,poniewaz wlascicielka zadecydowala sprzedac dom jakiemus czlonkowi rodzinie.
Dla mnie to znowu byla szpila w noge. Malutki byl juz na swiecie, zima zblizala sie duzymi krokami,a my nadal stoimy w miejscu.
Pozwolenia na wziecie kredytu wygasaja,wiec co nuz musimy wracac do banku i przedstawiac dokumenty,ktore poswiadcza,ze jestesmy w stanie go splacac.
M.tak sie zdenerwowal,ze zadzwonil do agentki z ktora widzielismy sie w piatek,ze oferujemy 15k euro wiecej i czy wlascicielka nie zastanowilaby sie jeszcze raz.
Zgodzila sie,wiec ponownie zatrudnilismy inzyniera,ktory mial sprawdzic jak konstrukcyjnie trzyma sie ten dom,ale...
w miedzyczasie..
Wiem - jestem szalona
Jestem katoliczka i wierze w Boga,ale nie powiem,ze lubie od czasu do czasu zapytac sie tarota o pewne sprawy.
W akcie desperacji ( Maz nic o tym nie wiedzial) ,znalazlam pewnego pana,ktory takim czyms sie zajmuje.
Zapytalam wiec dokladnie kart czy Nam w ogole jest dane znalezc dom w Irlandii czy moze to nie jest nasze miejsce jak ciagle Nam cos pod nogami sie placze i wyzsza sila nie pozwala Nam na zaden zakup.
Czekalam z niecierpliwoscia na odpowiedz jak dziecko na przyjscie Gwiazdora.
Dla niektorych to sciema,a dla mnie to jakas wytyczna ,ktora moge sie zasugerowac.
Pan Grzegorz,bo tak mial na imie - odpisal mi bardzo szybko i dal wyczerpujaca odpowiedz.
'To nie ten dom!!!!' - napisal. 'Bedzie inny', 'zle szukamy', 'podazamy zla droga - dom bedzie na koncu swiata'.
Dalo mi to duzo do myslenia.
Dom,ktory ogladalismy zdal pod wzgledem konstrukcyjnym,ale niestety trzeba bylo by w niego wlozyc z 20 k co dalo by nam juz bardzo wysoka cene jak na taki dom,ktory jest daleko od miasta itp.
Kazalam Mezowi zrezygnowac i glupio sie z tym pozniej czulam,ze dalismy wlascicielce nadzieje,ale w koncu to nie ubranie,a zakup na dlugie lata.
I wtedy otworzylam po raz kolejny przegladarke i znalazlam go....


I juz od razu wiedzialam co pan G. mial na mysli piszac,ze na koncu swiata.
W tej wiosce bylismy juz wczesniej, nawet na tym samym osiedlu dwa lata temu.
Zarzekalam sie,ze w zyciu tam nie zamieszkam,bo jest na koncu swiata ( in the middle of nowhere).
45 min w jedna strone do pracy na dwa samochody to jakis zart.
Ceny tych domow byly 30 k euro nizsze niz teraz.
Pisze wiec do M.ze ma zadzwonic i sie umowic,zebysmy mogli zobaczyc w srodku jak wyglada ten dom.
Cena byla tak atrakcyjna na jak na nowo wybudowany ( tj zostal wybudowany w 2007 ,ale dopiero teraz zostal oddany do uzytku. Jak wiemy w 2008 r Irlandia przeszla kryzys gospodarczy i cala budowlanka padla . Ludzie zostali bez pracy,a domy puste,bo nie bylo za co je wykonczyc).
Nie wiem czemu,ale wirtualnie chcialam normalnie wysciskac pana G. Moze to podswiadomosc,moze zbieg okolicznosci,a moze naprawde tamten dom nie byl dla nas pisany.
Umowilismy sie na 17,ale tuz przed naszym wyjazdem ( 40 min drogi od nas ) zadzwonil wlasciciel ( my myslelismy,ze to osoba z agencji),ze bedzie spozniony i,ze mamy byc na 18. Dobrze,ze nas uprzedzil,bo jazda z 2miesiecznym dzieckiem i czekanie na niego nie wydawala mi sie dobrym pomyslem.
Jednak kiedy dojechalismy na miejsce, go ciagle nie bylo. Kiedy po 20 min sie do niego dodzwonilismy to powiedzial,ze drzwi sa otwarte i mamy sobie obejrzec w srodku,a on bedzie za 15 min. Po irlandzku jednak za 15 minut to bylo w koncu 40 .
Ale dom piekny. Pokochalam go od pierwszego wejrzenia.
Czysciutki, pachnacy, taki maly - nasz. Ma tylko 106 m2,ale my wlasnie chcielismu na poczatek - cos malego,ale naszego.
Wlasciciel sie w koncu pojawil . Obiecal podokonczac kilka rzeczy ( brakuje bramki w ogrodzie, w kuchni dokrecic zmywarke itp.),a nawet pomalowac nam sciany na kolory ,ktore chcemy jesli zaplacimy za farby ( bo nie wiem czy wiecie,ale w Irlandii maluja wszystko na magnolie - wszedzie jest tak zolto,ze wydaje mi sie,ze mieszkam w wariatkowie).
Zaoferowalismy mu wiec cala kwote , ktora chcial ( widzielismy go w czwartek) i czekalismy na odpowiedz z jego strony,ktora nadeszla dopiero w niedziele wieczorem,ze sprzeda Nam ten dom.
Nawet nie wiecie jak bardzo sie ucieszylam....
Ale...
To dopiero poczatek...
To byl 17 wrzesien.
Nastepna kwestia bylo zaplacenie depozytu,ktory wynosi 10 %  wartosci domu. W naszym przypadku bylo to 15 k euro.
Jednak dwa lata temu wprowadzono w Irlandii lekkie ulatwienie dla osob kupujacych dom pierwszy raz i na nowe budownictwo lub nowo wybudowane dom na wlasnej ziemi , rzad doplaca 5 % czyli my dajemy od siebie tylko 5,a panstwo kolejnie 5. Trzeba jednak spelniac kryteria. Trzeba rozliczyc sie z placenia podatku z poprzednich 4 lat i doplacic jesli zaplacilo sie go za malo. My bylismy w szoku,bo okazalo sie,ze mielismy nadwyzke w postaci tysiaka. Milo!
Pozniej trzeba upewnic sie,ze osoba,ktora wybudowala dom jest na liscie uprawnionych i,ze my zaplacilismy wystarczajaco duzo skladek,zeby starczylo na te pozostale 5%.
Duzo tlumaczenia, duzo papierow,ale to nic. Zostawic sobie w kieszeni 7,5 klocka na wyposazenie domu to sprawa warta swieczki,wiec dzialamy.
Zaplacilismy depozyt, zwrocilismy sie do banku po zatwierdzenie kredytu pod ten dom,a tam?? SCHODY.
Nio prosze panstwa,u Nas nigdy nic za latwo pojsc nie moze.
Bo KBC ma problem,bo niedaleko osiedla plynie rzeczka ( w Irlandii szczegolnie w okresie zimowym pojawiaja sie sztormy z bardzo obfitym deszczem co powoduje zalania) i banki nie chca udzielac pozyczek na domy,ktore sa ryzykowne pod tym wzgledem.
Czekamy wiec na odpowiedz prawie dwa tygodnie kazdego dnia majac nadzieje,ze bank w koncu podejmie dezycje.
W miedzyczasie jest wylot do Polski. Szybko myslimy i zarywajac noc drukujemy wszystkie niezbedne papiery do zlozenia podania do kolejnego banku liczac na to,ze bedzie szybka pilka i bedziemy miec plan awaryjny. Dzien przed wylotem udajemy sie do Ulster Banku,gdzie przemila pani kierownik nie moze sie nadziwic co zajmuje KBC tyle czasu jak my jestesmy idealnymi kandydatami na kredyt. Nie przeszkadzal jej nawet fakt,ze jestem na macierzynskim i,ze wczesniej bylam na zwolenieniu lekarskim.
Babka ogarnieta, w poniedzialek kiedy nadal goscilismy sie w Polsce wyslala Nam maila,ze przyznano nam kredyt,ze juz wyslali do domu osobe,ktora wykonala valuacje ( valuation) czyli ocenila czy cena domu jest faktyczna do jej stanu i,ze nawet rzeczka nie stanowi problemu i,ze tak.. dadza Nam kredyt na ten dom! ale stracilismy ponad 3 tygodnie.
KBC oczywiscie odezwalo sie po moich 'grozbach' ( w piatek przed Ulsterem) ,gdy napisalam,ze zadzwonie do Glownej Siedziby w Dublinie i zloze skarge na przeciaganie sprawy i trzymanie nas w niepewnosci.
Najgorsze co moze byc to fakt,ze dzieci codziennie sie pytaly,a mamo czy to juz? kiedy mozemy sie przeprowadzic? powiedziec w szkole?a my co mielismy odpowiadac,ze bank wstrzymuje decyzje?
Stwierdzilismy wiec,ze pomimo w koncu zaakceptowania faktu przez KBC i zaoferowania nam kwoty pieniezniej do jej zakupu - wybralismy Ulster.
Lepsze oprocentowanie 2,3% na dwa lata , 1,5k do reki na zaplate podatku za nieruchomosc ( 1% wartosci domu ,ktore trzeba zaplacic) i za darmo valutation ( za ktore my placilismy 130 euro) wygladalo bardzo korzystnie,a co najwazniejsze - konkretna babka,ktora zalatwila Nam kredyt w tydzien!
No to mamy juz koncowke pazdziernika,a tu nadal sprawy tocza sie bardzo wolno.
Wlasciciel domu nie odpowiada na smsy, jest niedostepny wiekszosc czasu.
Od 3 tyg staramy sie dowiedziec ile puszek farby musimy kupic zeby pomalowac mieszkanie - bez odzewu.
Dwa razy pojechalismy do domu zmierzyc pokoje,bo dom oprocz kuchni - jest pusty. Tylko same sciany ( oprocz toalety).


Znalezlismy tez polskiego stolarza,ktory zrobi nam szafy przesuwne na wymiar i szafki z szufladami pod schodami,by zaoszczedzic jak najwiecej przestrzeni ( bo nie powiem,ze bedzie troszke ciasnawo).
Poza tym dom ogrzewany jest pompa ciepla powietrze - woda.
Wiecej na ten temat mozna poczytac TU
To super nowoczesny system ,ktory pozwoli nam szybko ogrzac dom i zaoszczedzic na ogrzewaniu ( co w przypadku oleju bylo prawie jak samobojstwo) lub w czasie lata szybko ochlodzic mieszkanie ( co tu raczej nie grozi).
Ale zeby tak kolorowo nie bylo do kazdej pozyczki trzeba zakupic polise,w ktorej w razie smierci zanim splaci sie kredyt,ubezpieczalnia oddaje bankowi twoja polowe.
Na formie bylo mnostwo pytan odnosnie naszego stanu zdrowotnego. Pytano sie o cisnienie i cholesterol,ktore moj Maz ma zawsze podwyzszone od x lat, o operacje, wizyty u lekarza.
Na samym dole malym druczkiem wypisane zostalo,ze jesli sie na formie sklamalo to ubezpieczalnia ma prawo zerwac kontrakt i nie wyplacic pieniedzy.
M.wzial sobie wiec na powaznie wypelnianie formy i wypisal tyle,ze ubezpieczalnia kazala mu szczegolowo rozpisac sie na dany temat . Kiedy to bylo ,jak, gdzie, dlaczego.
Ja oczywiscie znowu tetno 100 uderzen/ min ,ze jesli nie przyznaja nam tego ubezpieczenia to bank nie udzieli nam pozyczki i kolo sie zamyka.
48 h niepewnosci i jest.... - przyznali Nam ( tutaj brawa dla M. ktory pieknie wyslizgnal sie z odpowiedziami . Sam sie smial,ze kiedy dostaje w pracy maile z skarga na dany produkt to umie wyjsc z sytuacji bez szwanku).
No,ale nadal nic sie nie ruszylo. Nadal nie wiemy ile potrzebujemy farb, nadal nie wiemy kiedy dac wypowiedzenie z domu,w ktorym mieszkamy teraz,a mieszkamy 5 i pol roku,wiec nie mozemy wyprowadzic sie hop siup.
Zadzwonilam do nowej szkoly ,rozeznalam sie z tematem odnosnie Afterschool dla chlopcow jak ja wroce do pracy. Ich nauczycielka bedzie nasza sasiadka. Ten swiat jest taki maly,a Irlandia w szczegolnosci. Chlopcy wiec beda dobrze ja znali i miejmy nadzieje dobrze sie na lekcjach zachowywali. Mam nadzieje,ze do nowej szkoly pojda juz po przerwie swiatecznej.
Fisia do zlobka nie oddam,bo nie ma miejsca. Nie do konca wiem co jeszcze z nim zrobimy.
Przydalaby sie moze jakas osobka na osiedlu,ktora by sie nim zajela na 2h,ale watpie,ze taki ktos sie znajdzie. Bedzie chyba musial jezdzic ze mna,ale wtedy M. nadal bedzie musial konczyc o 15.40 co nie podoba sie jego kierownikowi,bo tak robimy juz ponad dwa lata.
Zaraz po macierzynskim biore zalegly urlop z 2018 roku, potem chyba wezme tydzien z nowego i miesiac bezplatnego. Chcemy zmienic tez samochod na jakiegos diesela,wiec im dluzej w domu z Fisiem tym lepiej ( zaluje,ze nie ma tutaj tak dobrze jak w Pl gdzie jest roczny macierzynski z dobrymi pieniazkami).

Wlasciciel domu jakis nieogarniety,bo nie odpisuje na maile,a telefon zazwyczaj wylaczony albo nie odbiera.
To wszystko powiem szczerze nie ulatwia Nam kupna i idzie jak krew z nosa.
Czasami przypomina sie historia Iwosi,chociaz przy niej nasza i tak jest bardziej kolorowa.
Za kazdym razem kiedy cos sie zaczyna ukladac to nagle pojawiaja sie przeszkody i brniemy wolno . Do przodu ,ale wolno.

Naszym planem jest przeprowadzic sie kolo 15 grudnia,ale wszystko zalezy od tego jak szybko wlasciciel,ktory wybudowal to cale osiedle naprawi lub dokonczy rzeczy,ktore mamy na rozpisce od inzyniera ( dokladnie 20 podpunktow).

Potem musimy zlozyc podanie do banku o wyplacenie tej kwoty za dom do naszego adwokata,ktory z reka na sercu jest taki ogarniety i taki szybki,ze jak ktos potrzebuje na niego namiary to z przyjemnoscia je dam i wtedy dostaniemy klucze.

Troszke juz poszalelismy z zakupami. Zamowilismy kanape naroznikowa ,rozkladana z Polski,ale ze sklepu stacjonarnego w naszym miescie. Kupilismy tez lozko king - size na ktore nie moge sie wrecz doczekac.
Chlopcom lozka z Austrii i materace leca do Nas tez.
Pralka czeka na instalacje,bo dopoki nie mamy kluczy to jej tam nie zanosimy.
Dzisiaj zamowilam rzymskie rolety,wiec zakupowy szal pal trwa.

Na sam koniec tejze dlugiej historii zamowilam tez cudowne pozegnalne kartki dla moich ukochanych sasiadow.
Jednym z nich mieszkajacy tuz obok nas jest Mark. Uwielbiam go nad zycie. Tak pozytywnego i kochanego faceta juz dawno nie spotkalam. Jest samotnym mezczyzna zyjacym z dwoma kotami. Jest naszym najlepszym przyjacielem. Bardzo go szanuje i cenie.
Kartka wiec musiala byc zwiazana z jego kotami,bo jakze inaczej.
Zamierzam kupic jeszcze jakis bon upominkowy do TkMaxxa,bo wiem,ze lubi tam chodzic.



Druga sasiadka,ktora bardzo lubie i szanuje jest pani E,ktora opiekowala sie chlopcami w czasie mojego porodu,a takze rok temu kiedy M.nie mogl codziennie sie ze mna pod parkingiem dziecmi wymieniac. Duzo jej zawdzieczam. Czasami przypomina mi moja Mame, ma dobre serce.
Az zal opuszczac takich kochanych sasiadow...



Dla niej zakupilam tulipany robione z materialu,bo wiem,ze ona lubi takie rzeczy,a poza tym ma piekny dom,wiec beda tam pasowaly.

Jesli szukacie kogos do zrobienia dla Was cudownej kartki, pieknego haftu czy slicznej torby lub poszewki - udajcie sie do Eli.
Wszystkie jej prace sa godne podziwu. Zapraszam Was w jej imieniu i polecam z czystym sumieniem!

--------------------------------------

Mam nadzieje,ze kolejny post bedzie pod tytulem : ' MAMY JE' (te klucze)
Poki co czeka nas bardzo intensywny czas, nieczesto stresujacy,bo zostalo zaledwie niecale 4 tygodnie do Swiat,ale miejmy nadzieje,ze sie uda...

Uda sie Nam byc w nowym domu na.... Swieta!


--------------------------------------

Pozdrawiam Was cieplo,

Minia

piątek, 16 listopada 2018

Starsi bracia w roli glownej czyli o wywiadowce.



Nie bede zaczynala posta jak zawsze,ale jestem w glebokim szoku,ze zblizamy sie do konca listopada!
Nie pisze juz tak czesto jak kiedys - zaledwie 2 w porywach do 3 postow w miesiacu,ale nie mam czasu.
Kazdy wolny czas spedzam z najczesciej Najmlodszym albo staram sie nadgonic obowiazki,ktore czasami mnie wrecz przytlaczaja, no ale coz.

Kilka dni temu odbyla sie wywiadowka u chlopakow.
Obydwoje rozpoczeli swoja edukacje w wieku 5 lat.
Starszak wiec chodzi juz trzeci rok do szkoly,a Mlody drugi.
W szkole co roku zmienia sie nauczyciel,ktory prowadzi wszystkie przedmioty tj angielski, irlandzki, wf ,geografie i 'science'.
Starszaka klasa jest bardzo liczna w tym roku i ma az 30 uczniow. U Misia jest troszke mniej,bo 24.
Starszaka nauczycielki wczesniej nie znalam tj widzialam ja kilka razy,ale nigdy nie mialam z nia do czynienia. Misiowi trafila sie wice dyrektorka,ale przygladajac sie jej z boku mozna odniesc wrazenie,ze jest bardzo zakrecona.
Jak zwykle Maz stwierdzil,ze on sie chlopcami zaopiekuje,a ja mam isc na wywiadowke.
Wywiadowki sa indywidualne. Dla kazdego rodzica poswiecone jest 10 minut.
Jesli do szkoly uczeszcza rodzenstwo to godziny sa rozplanowane tak,zeby rodzic widzial tego samego dnia dwoch nauczycieli ,dzieki czemu nie musi jezdzic dwa razy.
Moje spotkanie wiec bylo na 14.50 u Misia,a potem na 15.20 u Starszaka.
Nie mialam jakis wiekszych obaw co do edukacji chlopakow.
Mlodszy ma malo zadan. Pani nie pisze zadnych notatek do rodzicow ( jak bywalo rok wczesniej),a dziecko samo mowi mi,co ma zadane ( co jest troche dziwne,no,ale tak jest).
Starszak ma znowu dzienniczek, w ktorym sam pisze co jest zadane. Z reguly odrobienie Nam zadania domowego zajmuje nam max. 30 min. Codziennie ma do przeczytania ksiazke i wypelnienie kartki z pytania do tekstu, napisanie 5 zdan dziennie z nowymi slowkami,z ktorych ma co tydzien sprawdzian ( czyli 20 nowych slow na tydzien musi zapamietac i napisac ,gdy pani je glosno wymawia), uzupelnienie zadan w ksiazce ( moze byc to z matematyki, irlandzkiego, religii lub angielskiego) i tabliczka mnozenia.
Lekcje z reguly odrabiamy od razu po przyjsciu ze szkoly. Taki uklad jest w miare wygodny,bo Malutki z reguly spi, ja robie jedna reka obiad, a druga slucham zadan ze szkoly. Chlopcy jeszcze do niedawna chodzili na basen,a w srody maja judo,wiec wieczory sa pozajmowane.
No,ale wracajac do wywiadowki.
Pani M. jest Mlodym zachwycona. 'He is a true gentelman' - jasne! mysle sobie,ale niech jej bedzie. To juz druga nauczycielka,ktora mowi,ze jest kulturalny i dobrze wychowany.
Pani bardzo go lubi . Chwalila go przede wszystkim za piekne pismo i budowe zdan. Misiu bez problemu dodaje i odejmuje oraz uzywa irladzkiego.
Jedyna rzecz,ktora pani zauwazyla ubogie slownictwo nad ktorym chce zebym ja popracowala.
Ja znowu lekko sie oburzylam i odpowiedzialam jej,ze jestem pewna,ze przebywajac z rowiesnikami Misiu szybko podlapie nowe angielskie slowka. Nie chce naciskac na angielski,bo nie dosc,ze to jest ich ojczysty jezyk to maja go wszedzie ; w TV, na podworku , w szkole itp.
Wytlumaczylam jej wiec,ze chcialabym zeby chlopcy byli w stanie mowic takze po polsku,wiec w domu porozumiewamy sie tylko po polsku.
Misiu ma kontakt z trzema jezykami ( polski, angielski  i irlandzki). Oczywiste jest wiec to,ze nie bedzie umial je wszystkie perfekcyjnie w wieku 6 lat.
Nauczycielka bardzo go ogolnie wychwalala,wiec z wywiadowki wyszlam zadowolona.

Do Starszaka troche balam sie isc. Nie zebym miala jakies z nim problemy,ale ta nauczycielka jakos mi nie przypasowala,no ale nie zebym ja skreslala. Dam jej szanse.
Wziela mnie wczesniej,bo ktorys z rodzicow sie spoznil co mi bylo bardzo na reke.
Powiedziala,ze jest ze Starszaka bardzo zadowolona.
Sprawdziany pisze bardzo ladnie. Z reguly maja tylko jeden lub dwa bledy przy literowaniu nowych slowek. Jest jednym z najlepszych uczniow z matematyki,ale ma tendencje do spieszenia sie przez co robi glupie bledy. Poza tym pieknie czyta co jest prawda. Sama jestem w szoku,ze robi to tak plynnie! I nie ma juz tajemnic,bo bez problemu potrafi przeczytac moje angielskie smsy.
Ma ambicje i jest dla siebie wymagajacy. Gdy cos mu nie wyjdzie to podobno jest dla siebie surowy i siebie wyzywa albo uderza sie po glowie.
Ladnie pisze historie oraz uczestniczy w zajeciach. Jest bardzo dobry w ogolnej wiedzy i pani podoba sie to,ze bardzo dobrze radzi sobie z irlandzkim. 'Very impressive' - rzekla.
Doczepila sie jednak pisowni Starszaka,ktory rzeczywiscie pisze niedbale i brzydko co jest zawsze powodem do wywyzszania sie Mlodego.
Nauczycielka powiedziala,ze zle trzyma olowek,ale nie jest juz w stanie tego zmienic ,wiec ma nadzieje,ze popracuje nad lepsza pisownia.
Wyszlam z sali wiec bardzo zadowolona,ze chlopcy ponownie Nas nie zawiedli i ,ze dobrze odnajduja sie w szkole i maja naprawde dobre wyniki.
Pochwalilam ich pozniej i wycalowalam,ze sa tacy madrzy.

Bez bicia stwierdze,ze opieka nad Najmlodszym zabiera Nam duzo wspolnego czasu. I to nie dlatego,ze jest wymagajacy,ale dlatego,ze chce byc przy nas ciagle blisko.
Chlopcy na sile probuja zwrocic na siebie uwage robiac nie raz glupie rzeczy.
Ja znowu niewyspana i w ciaglym pospiechu troszke ich zaniedbuje,ale wierze,ze wkrotce wszystko sie zmieni. Przed Nami Swieta. M. ma wolne. Mi macierzynski konczy sie z dniem 7 stycznia,ale z uwagi na niewykorzystany urlop to pracy wracam w polowie lutego.
W poniedzialek potrzebuje duzo zacisnietych kciukow.
Jestesmy juz tak blisko,ze az boje sie,ze to tylko sen....
Nasz dom... jest tam.... i czeka....



Pozdrawiam Was cieplo i biegne do Maluszka, ktory za tydzien konczy 4 miesiace. WOW!

Minia

czwartek, 1 listopada 2018

Powrot z 'wakacji'

Chcialabym pisac wiecej, ale czasu brak.
Od kiedy mamy Fisia nie wiem ktory jest dzien tygodnia, dni leca jeden po drugim tak szybko, ze za chwile juz swieta, a dopiero co bylo lato. Jestem normalnie w szoku :-)
Jesli chodzi o poprzedni post to karmimy dalej. Kilka dni pozniej po jego napisaniu znowu mialam silne zapalenie piersi z obrzekiem i wysoka goraczka.
Maz powiedzial, ze juz ostatni raz mnie ratuje I, ze wiecej 'zmiluj sie' dla moich cyckow nie bedzie. Na szczescie nastepnego dnia czulam sie juz normalnie.
Znalazlam tez fajna strone z filmikiem na ktorym pokazane jest manualne sciaganie mleka . Powiem Wam, ze bardzo mi to pomoglo. Nie moge oczywiscie zapomniec o mojej kochanej Szczypcie, ktora zawsze wspierala mnie I motywowala do kontynuacji karmienia. Moja Kochana Kinia tez sie odezwala nazywajac siebie delikatnie laktacjomaniaczka :-) I ona mnie takze wspierala.
To bardzo mile I budujace wiedzac, ze ma sie kogos kto wesprze I poradzi.
Dziekuje kochane :-*

Wracajac do tematu.
Nie ma to jak super szczescie panstwa Sz.
Rok temu w lipcu trafilismy na najgorsze lato przez ostatnie 13 lat, a bylismy az 3 tygodnie.
Tym razem nawet nie zasluzylismy na 'zlota, polska jesien', gdzie temperatury byly bliskie 20' slupka.
Nieeee.
My przylatujemy I ma byc mokro I wietrznie I zimno.
I tak tez bylo.
Poza tym Fisia meczyly zielone kupy (podejrzewalam wirusowke ), Starszak wysypke I dreszcze tylko Mlody byl ok.
Ten wyjazd jakos w ogole mi nie pasowal, no ale slowo sie rzeklo, bilety kupilo.
Zabralam wiec zimowe kurtki oraz buty przygotowujac sie na iscie zimowa aure.
Z domu wyruszylismy samochodem o 2 w nocy.
Maly cala droge przespal budzac sie na lotniskowym parkingu.
Chlopcy zas nie zmruzyli oka.
Na lotniskj bylismy po 5, oddalismy bagaze I powoli udalismy sie w kierunku bramek.
Fisiek byl aktywny do praktycznej samego wejscia na poklad samolotu, ktory niestety byl opozniony 40 minut przez pasazerke, ktora w ostatniej chwili wpuscili do zelaznego ptaka.
Lotnisko w stolicy jest bardzo ruchliwe. Samoloty laduja I startuja co 1 lub 2 min.
Musielismy czekac wiec na luke I udalo sie nam wystartowac tak jak wczesniej napisalam dopiero po 40 minutach.
Chlopcy nie zmruzyli oka w samolocie, a Fisiek przespal polowe lotu.
Ladowanie bylo jedno z gorszych, bo tego "cudownego" dnia byla wichura nad polskim morzem I ladowalismy przy 100 km/h wietrze.
Nice.
Chlopakom sie podobalo, Fisiu spal, a mi pocily sie rece ze strachu, ale dolecielismy szczesliwie.
Na lotnisku jednak sobie poczekalismy, bo przy kontroli paszportowej sprawdzali paszporty bardzo szczegolowo, tak szczegolowo, ze az w pewnej chwili rece mi wiedly od trzymania spiacego 7 kg klocka na rekach.
Kiedy wreszcie przeszlismy przez kontrole, czekala nas 45 minutowe oczekiwanie na bagaz, a potem jeszcze 1, 5 h podrozy w drodze do domu.
Zamknelismy sie wiec w 12 h podrozy. Tego dnia nie robilismy wiec juz nic. Wszyscy padlismy po 20 .
Na czas naszego przylotu Babcia z Dziadkiem wyprowadzili sie do M, starszej siostry.
I to byla bardzo dobra decyzja, ktora ulatwila nam bardzo zycie.
Chlopcy w taka "irlandzka" pogode nie mieli za bardzo co robic, wiec ostro nam 'dokuczali' biegajac po pokojach, skaczac z kanapy czy grajac w pilke uzywajac do tego maskotki. Czasami az mialam stracha, ze zaraz policja przyjdzie I bedzie kazala uciszyc mi dzieci. Sasiedzi pewnie zachodzili w glowe,ze mieszkanie zawsze ciche z uwagi na emerytow, a tu nagle halas I wrzask anglojezycznych domownikow.
Kolejne dni uplywaly nam bardzo szybko. Codziennie odwiedzalismy czlonkow rodziny M. Bylam takze na kontroli poporodowej u ginekologa. Wszyscy slicznie sie wyczyscilo, macica ladnie jest skurczona, jajniki maja juz pecherzyki , ale zaden jeszcze nie dojrzal, a scianki pochwy? Do natychmiastowej naprawy czyli operacji plastycznej, a juz myslalam, ze moze fizjoterapia mi pomoze, a tutaj czarno na bialym koniecznie do korekty, co mnie niezmiernie zasmucilo, aczkolwiek spodziewalam sie tego. Cytologii nie zrobilam, poniewaz mam wysokie ph od karmienia piersia i lekkie uplawy, wiec wyniki moga byc mylace.Czekam tez na wizyte w moim szpitalu I ich opinie na ten temat.

U dermatologa tez bylam, bo 3 lata nie sprawdzalam swoich znamion, a M.co chwile znajduje jakies , ktore mu sie nie podobaja.
Na szczescie nawet te ciemniejsze, grubsze, plaskie lub male sa w porzadku I nic do wyciecia nie ma.
To bylo tyle na temat kontroli.

Chrzest odbyl sie 28 pazdziernika.
Jak pisalam wczesniej Brat, ktorego prosilam na Ojca Chrzestnego wycofal sie z tej roli I po klotni odrzucil moje zaproszenie I sie nie pojawil.
Siostra natomiast nie raczyla nawet odezwac sie , zeby nas poinformowac, ze nie przyjada. Od kiedy zaszlam w ciaze , praktycznie odezwala sie do mnie tylko raz, a pogratulowala Fisia tylko na Meza facebooku.
Nie wiem o co jej chodzi I pewnie sie nie dowiem.
Przyjechala tylko moja kochana Mama z Januszem (oni nigdy nie zawodza) oraz moja przybrana kuzynka. To dziewczyna, ktora jest corka mojej Mamy przyjaciolki. Znamy sie wiec od malenstwa. Jest w moim wieku I to ona postanowila przyjechac z rodzinka z Bydgoszczy tylko po to,by zobaczyc Fisia I przybrac chwilowo role mojej siostry, ktora mnie tak strasznje zawiodla.
Nawet nie wiecie jak boli fakt, ze czasami obce osoby sa blizsze , niz wlasna rodzina, ktora ewidentnie pokazala mi gdzie ma mnie I moja rodzine.
Serce mnie boli, bo zawsze dawalam z siebie wszystko. Dzielilam sie czym moglam, pisalam zawsze pierwsza, wspieralam.
A dostalam co? Srodkowy palec.
Walczyc o nich nie bede, nie bede sie narzucac....
M. rodzina pojawila sie w komplecie oprocz jego Taty, ktory ma ostatnio straszne dusznosci, malo sie porusza I wydaje mi sie, ze dlugo zyc nie bedzie juz.
M.siostra przejechala ponad 800 km samochodem z malym synkiem mlodszym od Fisia o tylko 4 dni zeby razem z nami cieszyc sie z takiego szczegolnego dnia jakim byl Chrzest.
Mozna? Jak sie chce to wszystko mozna.
Pogoda dopisala, na termometrach bylo kolo 10'C, ale nie padalo.
Przy oddawaniu podpisow w zakrystii okazalo sie, ze Chrzestny nie ma zaswiadczenia, ze moze nim zostac. Chyba jakims sposobem nam to umknelo, wiec M.musial isc do ksiedza I sie tlumaczyc co stalo. Na szczescie ksiadz nie robil wiekszych problemow chociaz przepytal H. jak policjant - gdzie mieszka, czy zonaty itp.
Fisio w polowie mszy zasnal podobnie jak jego bracia. Byl bezproblemowy.
Pozniej udalismy sie do restauracji, gdzie zachwycona bylam jedzeniem, dekoracja stolu oraz kelnerami.
Top klasa normalnie. Nie dziwota, ze ma pierwsze miejsce w miescie na TripAdvisorze.
Kazdy zachwycal sie moim Malym Sloneczkiem.
Cieszylam sie, ze po raz kolejny wszyscy moglismy zasiasc do wspolnego stolu I spedzic ten czas razem.
Po obiedzie Mama zajechala jeszcze do Nas I siedzieli do 22, a nastepnego dnia juz do niej pisalam, ze bardzo za nia tesknie.
Jest mi bardzo bliska I brakuje mi jej na codzien, ale wiem, ze jest szczesliwa, wiec niech korzysta poki moze.
Zaprosilismy ich wstepnie do Irlandii jak tylko kupimy dom, bo cos sie dzieje, ale na razie nic wiecej nie napisze,
Pobyt w Polsce sie udal, a bylam nastawiona na najgorsze.
Przeziebilam sie , bo na dworze kilka stopni, a w Biedronce kilkanascie I czlowiek sie zgrzeje . Takie roznice temperatur to tylko w Polsce.
Jakos tutaj I w sklepie I na zewnatrz podobnie :-)
Ceny powalaja na lep. Gdybym chciala jesc tyle organicznych owocow lub produktow co tu to pewnie z 2000 zl bym potrzebowala,bo ceny sa identyczne jak tu, a place w Pl o wiele nizsze.
Z ubraniami nie lepiej - ceny wysokie, bardzo, wiec M. kupil sobie tylko kurtke.
Poczekamy na wyprzedaze..
Powrotna droga byla jakas latwiejsza, a moze juz bezstresowa,bo wracamy do siebie.
Najbardziej wiec ciesze sie, ze Fisiu ochrzczony, pobyt odbyty bez wiekszych przygod.
Teraz mozemy skupic sie na innycn sprawach typu wakacje I dom...
Bo kto wie..moze juz na Swieta bedziemy mieszkac w naszym domu...
Oby.

Pozdrawiam,
Minia

środa, 10 października 2018

A mialo byc tak prosto czyli o karmieniu piersia slow kilka




Idealne, okraglutkie, pelne mleka. Cycusie, cycuchy, piersi.
Jakkolwiek chcesz je nazwac.
O karmieniu piersia moglabym napisac ksiazke.
Niby mam swietne predyspozycje,bo piersi do karmienia wrecz idealne.
Kazdy z moich chlopcow nie mial zadnego problem ( nie moge wpisac u,bo klawiatura mi je wymazuje - chyba angielski slownik jest ustawiony)ze ssaniem.
Kazdy z nich pieknie lapal I ssal brodawke.
Oczywiscie,ze chcialam karmic piersia. Znam malo kobiet,ktore od razu po porodzie nawet nie probuja przystawic malego ssaka I przechodza na butelke,ale nie trupami do celu.
Bo karmienie piersia to bardzo wyboista I co dla niektorych kobiet trudna droga.
Moja zaczela sie pierwszy raz 7 lat temu I trwala 9 tygodni. 9 trudnych tygodni.
Nie wspominam karmienia piersia za dobrze.
Pamietam jak dzisiaj kiedy sciagalam mleko I Tesciowa dokuczala mi mowiac,ze moje mleko jest szare,a nie biale,ze jest za chude I,ze dziecko sie nie najada.
Trudny porod, depresja poporodowa, slabe przybieranie Starszaka na wadze widocznie powodowalo,ze mialam malo pokarmu,a na dodatek w 7 tygodniu jego zycia wyszla mu skaza bialkowa.
Dziekuje Mezowi za to,ze pojechal do sklepu, kupil butelki I Nutramigen ( najbardziej smierdzace mleko jakiekolwiek wachalam - wypic bym nie mogla ze wzgledu na odruch wymiotny) I od tamtej pory moj Syn zaczal spac za dnia,a po 3 miesiacu zycia mial tylko jedna przerwe w nocy na karmienie.
Ze Srodkowym mialam zupelnie inne podejscie. Wisialo mi,ze tak powiem,czy karmie piersia czy nie,bo chcialam miec nakarmione I szczesliwe dziecko .
Ale On znowu urodzil sie przedwczesnie.
W szpitalu spedzilismy piec dni,a ja co kilka godzin doczepialam swoje maszyny mleczne do laktatora I sciagalam najwiecej jak moglam,bo on tak potrzebowal mamusinowego mleka.
Cyckowalismy wiec do momentu kiedy zachorowal na zapalenie okrzeli I nie mial sily ssac.
Wyladowalismy w szpitalu na 9 dni gdzie przez 7 byl karmiony przez sonde.
Odciagalam wiec ponownie tyle mleka ile moglam I o ile w szpitalu bylo to latwiejsze,bo maszyna ciagnela obie piersi naraz I tego pokarmu mialam wiecej to w domu laktatorem recznym sciagalam biedne 30-40 ml.
Poza tym bolaly mnie sutki I reka …
Z uwagi na to,ze nocami wracalam do domu by chociaz na chwile zobaczyc sie ze Starszym Synem to pod koniec jego pobytu pielegniarki podawaly mu butle,bo latwiej sie mu oddychalo I szybciej lecialo I mialam problem,bo po powrocie Mlody masakrycznie darl sie przy cycku,wierzchal, nie chcial,a mi sie serce krajalo .Poza tym zlapalo mnie zapalenie piersi I to byl gwozdz do trumny. Kazano mi odstawic go na 10 dni,kiedy bralam antybiotyki I mojego pokarmu z dnia na dzien bylo coraz mniej,az w koncu sie skonczylo.
Powrocily wspomnienia jak beznadziejna jestem Matka,ktora nie moze wykarmic swoich synow,ale po nauczce ze Starszakiem stwierdzilismy,ze na sile wciskac mu cycka nie bedziemy I przeszlismy na butelke.
Nie musze wspominac,ze w wieku 6 miesiecy moj paczek wazyl 10 kg (tak bardzo lubil jesc).
Z trzecim Robaczkiem chcialam karmic jak najdluzej.
Bylam gotowa na wzloty I upadki.
I zaczelo sie cudownie, bezproblemowo. Chodzilam dumna jak paw.
Nunus urodzil sie z waga 3700 g, ktora spadla do 3450 g,ale nadrobilismy ja juz w tydzien,a potem bylo jeszcze lepiej - 350 g tygodniowo to nie lada wyczyn.
Mleko lecialo strumieniami, nocki nieprzespane,ale najedzone dziecko,az do …. 6 tygodnia.
Goraczka prawie 40 stopni, obrzek piersi - zapalenie. Ach, tylko nie to …..
Minia szuka ratunku,ktore odnajduje w ramionach Szczypty.
Szybka porada, rozmowa, telefon do poradni laktacyjnej.
Nie mam sil, nie moge sie ruszac, mam dreszcze,ale Malutki ladnie je z tej chorej piersi.
Do lekarza nie ide,bo nie chce antybiotykow,bo po nich skonczyla sie przygoda ze Srednim.
Walczymy. Maz podaje mi najrozniejsze naturalne specyfiki : imbir, czosnek, kurkume z pieprzem I miodem.
3 dni I jestem jak nowo narodzona.
Karmimy nadal,ale po 3 tygodniach dopada mnie zastoj. Ta sama piers, ten sam obrzek,ale bez goraczki.
Wystarczyl dzien nakladania kapusty I picia specyfikow Meza I zyje nadal,ale po tygodniu znowu to samo.
Znowu obrzek...znowu zastoj.. k..rde!
Zauwazam,ze Malutki slabo ssie ta piers, nastepnego dnia placze, wije sie, denerwuje.
Ja placze z nim,bo niby to 'tylko' karmienie,ale czlowiek sie uzaleznia.
Wiec znowu telefon I piszemy do  Szczypty o poratowanie.
Poki co wiec walczymy,ale nie wiem czy ta walka dlugo potrwa.
Mam dni,ze wierze,ze laktacja wroci I sie unormuje,a mam dni,ze kiedy Malutki placze na tej 'lepszej' piersi tez to mi sie serce lamie I mam straszne wyrzuty sumienia,ze nie mam mleka.
No bo jak by to bylo jakbym byla zwierzeciem I nie wykarmila swojego potomstwa?
Nunek ma juz prawie 11 tygodni. Chcialam leciec do Polski z cyckiem,bo jest latwiej,bo szybciej,a wyglada na to,ze moze bedziemy musieli karmic butla. Wylot juz za 2 tygodnie.
Nie zeby byla zla,bo defakto najwazniejsze to pelen brzuszek jakkolwiek bylby on nakarmiony,ale to nowy pokarm - nowa formula, nie wiadomo jak zareaguje jego brzuszek, czy podpasuje itp.
Nie jestem typem osoby,ktora latwo sie poddaje,ale jesli chodzi o karmienie piersia to szybko potrafie sie zdemotywowac. Wkrecam sobie,ze nie mam mleka,ze jestem kijowa I koniec.
I wiem,ze to nie jest koniec swiata jak nawet sie skonczy,ale chcialam pociagnac do tego 6 miesiaca.
Szczegolnie dlatego,ze tak dobrze nam szlo,ze Fisiu ma piekne pultaski I wiem,ze tak super przybiera na wadze I to tylko na moim mleku.Az serce mi sie raduje. Na 6 tyg wazyl 5300 g , teraz pewnie kolo 6,5 kg.
Musialam sie wyzalic,bo czasami mi ciezko. Maz na szczescie mnie wspiera I ratuje mowiac,ze on tez moze pomoc Fisiowi w oproznianiu jesli zajdzie taka potrzeba  ;-) ale na razie wspomagam sie herbatkami, inka,piciem duzej ilosci wody I czekam na efekty...
Bo ja lubie karmic piersia….. I nie chce jeszcze przestac…

Fisiek 
Pozdrawiam,
Zabiegana Minia

wtorek, 18 września 2018

Baby Massage Classes

Czyli cudowne doswiadczenie dla Mamy I dla dzidzi.

Gdy zaszlam w ciaze zastanawialam sie co chcialabym robic z Malenstwem po jego przyjsciu na swiat.
Z uwagi, iz mamy prywatna polise zdrowotna , mozemy uczeszczac na najrozniejsze zajecia , ktore sa albo refundowane w calosci albo do pewnej kwoty, jesli chodzi o opieke w czasie ciazy I kilka miesiecy po.
Byly wiec nauki karmienia, refleksologia, chiropraktyka, akupuntura (to dla Mamy ;-)), dentysta, lekarz ogolny oraz masaz dziecka i inne.
To ostatnie od razu wpadlo mi w oko I zaglebilam sie w ten temat glebiej.
Na tej stronie Baby Massage mozemy znalezc wszystkie najistotniejsze informacje na temat zajec, a dodatkowo wyszukac sobie instruktora w swoim rejonie.
Tak tez zrobilam.
Zajecia rozpoczely sie wraz z poczatkiem wrzesnia.
W sumie nie do konca wiedzialam jak zareaguje Fisiu. Czy bedzie mu sie podobalo? Czy bedzie nerwowy? Czy pozwoli mi siebie masowac?
Zajecia odbywaja sie w kazdy poniedzialek o 10.30 I trwaja godzine przez 5 tygodni.
Koszt 130 euro.
Kiedy dotarlismy na miejsce moim oczom ukazaly sie porozkladane na podlodze niebieskie I rozowe kocyki.
Mary (musialo byc to kiedys bardzo, bardzo popularne imie) kazala nam wybrac sobie miejsce I rozsiasc sie wygodnie. Filip nie jest fanem lezenia na pleckach przez dlugi czas, ale polozylam go delikatnie I pozwolilam rozejrzec sie po sali.
Bylo przyjemnie I bardzo cieplo (no bo niby jak masowac cialko niemowlaka w lodowatym pomieszczeniu?).
Razem ze mna byly jeszcze 7 innych Mamusiek.
Jedna mama przyszla z 3 miesiecznymi blizniaczkami I karmi je piersia (klonie sie nisko), najstarszy chlopiec ma 5 miesiecy, a najmlodszy miesiac.
Fisiu zaczynal jak mial 6 tygodni, ale dzieki swoim proporcjom wyglada na duzo starszego .
Mamy wiec na zajeciach 4 dziewczynki I 4 chlopcow.
Poznajemy sie nawzajem. Co szokujace dla mnie to fakt, ze 6 z nas karmi piersia, a tylko dwie sa na butelce.
Irlandzkie mamy karmia niechetnie piersia. Moze dlatego, ze wymaga to duzego zaangazowania, obserwowania swojej diety, braku uzywek itp. Irlandzkie mamy stac na mleko i najdrozsze pampersy. Nie przywiazuja za duzej wagi do cyckowej bliskosci i stawiaja na wygode. Bylam wiec mile zaskoczona ogladajac co nuz wystajaca piers ze stanika ( nie ugadujac butelkowym mamusiom, bo sama nia takze bylam ).
Oczywiscie nie zdziwilam sie,ze bylam jedyna nie-Irlandka, bo obcokrajowcy chyba niechetnie chodza na takie zajecia, a moze po prostu zal im pieniedzy?
Nie moge nachwalic sie jak super sie po tych zajeciach czujemy.
I ja, I Fisiu.
Ja,bo wychodze do ludzi, do mam, ktore sa na tym samym etapie , dzieki ktorym pocieszam sie, ze moje dziecko wcale do najbardziej 'wrazliwych'nie nalezy I, ze sa dzieci, ktore bardziej zachodza mamie za skore.
Fajnie jest przynalezec do grupy, dzielic sie doswiadczeniami I przechodzic przez to samo, milo mi jest, gdy na moj widok dziewczyny pytaja sie jak Mlody I, ze mnie nie odrzucaja.
W pracy niestety zapomniano o mnie I oprocz odwiedzin aka Dziadka (61 lat) , czyli w wieku mojego taty, ktory przejechal 90 km zeby zobaczyc Fisia oraz Mary (a nie mowilam, ze jest ich sporo?), ktora takze mieszka ponad godzine ode mnie to zadna z moich 'polskich psiapsiolek' mnie nie odwiedzila.
Raz wybralam sie do pracy, ale w drodze zlapalam gume I musialam sie cofnac do domu, a pozniej kiedy wspomnialam, ze wpadne pochwalic sie Nunusiem ponownie oby bez przygod juz to nie odpisal mi nikt, wiec poczulam, ze nie ma sensu w ogole tam jechac, bo po co jesli nikt tam na mnie nie czeka.
Dla tych dwoch Irlandczykow (Mary jest tez grubo po 50tce ) cos znacze. Ona dzwoni co tydzien od kiedy poszlam na zwolnienie w ciazy sprawdzajac jak sie mamy ( jest stara panna), a Maurice ma troje dzieci w moim wieku I trzyma ze mna kontakt juz od dluzszego czasu.
Bylo mi niezmiernie milo, ze przynoszac prezent dla Malutkiego nie zapomnieli tez o chlopakach.  Tak cieplo zrobilo mi sie na sercu, ach uwielbiam ich...

Ale wracajac do masazu.
Jest jeden chlopiec, ktory dotykajac kocyka zachowuje sie jakby go parzyl. Najspokojniej wiec czuje sie u mamy na rekach I tak tez ona najczesciej go masuje.
Najbardziej ciche sa dzieci na butelce.
Sa dwie dziewczynki obok Nas (jedna 4 tygodnie, a druga 6 tyg starsza od mojego synka) I one sobie leza, obserwuja, gaworza, zasypiaja. Bez smoczka, dotykania, noszenia, bujania.
Normalnie nie moglam uwierzyc, ze takie dzieci istnieja, ale...
Moj Nunus jest tez bardzo grzeczny. Na poczatku zawsze pytamy sie czy mozemy dziecko pomasowac i dotykamy przez chwile czesc ciala,ktora bedziemy rozluzniac.
Uwielbia masaz nozek. To na stopie wlasnie uzywamy techniki refleksologii, gdzie masujemy punkty brzuszka na dole i odpornosci pod palcami. To paluszki sa odpowiedzialne za zeby, wiec o nich nie zapominamy delikatnie masujac I uciskajac je na samej gorze.
Fisiu ma problem z zaparciami. Czasami zajmuje mu kilkanascie godzin zeby sie wyproznic. Kilka razy mielismy tez atak kolki jak byl mlodszy.
Masaz cudownie pomaga na wszelkie dolegliwosci zwiazane z jelitkami I pozbywaniem sie gazow.
Po nozkach masujemy brzuszek, ramiona, a na ostatnich zajeciach nauczylam sie masowac mu twarz.
Na kolejnych bedziemy masowac plecki. Ciekawe jak nam pojdzie.
Masuje go takze w domu, szczegolnie wtedy kiedy jest marudny albo ogolnie zeby zabic czas.
Ostatnio Fisiek uczy sie duzo nowych rzeczy I ma skok rozwojowy, wiec wymaga czestszej bliskosci z Mama.
Kazda z nas dostala buteleczke z olejkiem slonecznikowym, a ja nawet dwie,bo tyle go masuje :-)
Efekty sa widoczne. Fisiek lepiej radzi sobie z wyproznianiem, a I gazy wychodza bezproblemowo.
Poza tym to super czas dla nas, tylko dla mnie I jego.
Bez chlopcow wkolo, bez halasu itp.
To bardzo wartosciowy czas tylko dla Nas.
Jesli ktoras z Was jest w ciazy albo posiada Malenstwo przy boku to takie zajecia sa naprawde godne uwagi i duzo mozna z nich wyniesc.
Ja bardzo sie ciesze,ze na nie uczeszczam.
Moze taki masaz jeszcze kiedys mi sie przyda? A moze sama powinnam byc instruktorka ? kto wie?


 


Sprobujcie ... masaz sprawdza sie takze na starszych dzieciach ( roczniakach lub 2-latkach).

Pozdrawiam i do uslyszenia,

Minia

piątek, 7 września 2018

O organizacji Chrztu i zajec dla chlopakow

W tej kwestii nawet przebywanie z noworodkiem (teraz juz 7 tygodniowym niemowleciem) nie powstrzyma mnie od planowania I organizacji naszego jakze zajetego zycia.

Otoz kilka tygodni temu kupilam wreszcie bilety lotnicze do Polski.
M. nieucieszony, bo On chcial chrzcic Fisia tutaj - ja chcialam zeby bylo tak, jak z chlopcami.
W tym samym kosciele, w tym samym miescie.
Zaczelam wiec sie dowiadywac w ktore niedziele mozna ochrzcic Malenstwo.
Zanim sie Nunus urodzil myslalam zeby przyleciec pod koniec wrzesnia (przy okazji wyprawic Sredniemu urodziny)ale z uwagi na to, ze donosilam go prawie do terminu - nie zdazylibysmy wyrobic paszportu.
Zadecydowalam wiec, ze najodpowiedniejszym terminem bedzie przerwa szkolna pod koniec pazdziernika.
Co prawda chlopcy beda musieli opuscic 3 dni szkolne, ale sa jeszcze na tym etapie, ze duzo nie straca.
Lecimy na tydzien (Maz twardo stal przy 5 dniach, chlopcy przy 9), wiec przeszlismy na kompromis.
Tym razem jednak nie wynajmujemy samochodu, poniewaz nie bedziemy wybierali sie do mojego rodzinnego miasta.
Niestety , ale nocleg u mojej Mamy bylby niemozliwy, bo maja oni niecale 40 m2 (przy naszych 120 m2 blado to wyglada). Juz ciezko nam bylo z chlopcami, a co dopiero jeszcze z niemowlakiem.
Zostajemy wiec u Meza rodzicow przez calutki tydzien.
Z rezerwacja restauracji jak zwykle bylo trudno .
A to jedni nie mieli menu , drudzy nie odpowiadali na pytania, trzeci chcieli zaliczke, ale nie odzywali sie tygodniami, jeszcze inni chceli zebym podeszla i porozmawiala osobiscie. Normalnie szok.
Nadal nie potrafie zrozumiec , dlaczego restauratorzy maja awersje do odpowiadania na maile. Mamy XXI wiek I uzywanie internetu jest juz tak samo popularne jak dzwonienie.
W koncu znalazlam restauracje w ktorej przemily Pan wycenil mi uslugi , odpowiadal na maile z predkoscia swiatla I zyskal dzieki temu klienta. Cenie sobie dobre uslugi, a majam swiadomosc, ze restauracja jest na 2 miejscu na kilkadziesiat w mezowskim rodzinnym miescie wiem, ze mnie nie zawiedzie.
A impreza bedzie spora, bo ok 22 osoby jesli wszyscy sie pojawia.
Z mojej strony najprawdopodobniej bedzie tylko Mama z Mezem.
Smutne to, ale jakze prawdziwe.
Niestety, ale moje kontakty z rodzenstwem ulegly pogorszeniu I dalej nie bede kontynuowac tematu.
Bilety lotnicze wykupilam w bardzo, bardzo promocyjnej cenie, bo tylko 320 euro z nasza piatke z 20 kg bagazem w dwie strony.
Chrzest odbedzie sie w dniu imienin Starszaka, w ostatnia niedziele pazdziernika.
Wracamy 31 , bo chlopcy zaplakali by sie, gdyby nie bylo ich na Halloween w Irlandii.
I jak to w Polsce bywa, azeby wyprawic Chrzest w kosciele potrzebne jest zaswiadczenie z parafii do ktorej sie nalezy, akt urodzenia dziecka I akt malzenstwa.
Na szczescie na Zielonej Wyspie wiekszosc spraw zalatwia sie latwo I przyjemnie, wiec kosciol do ktorego chodzimy (ale wedlug adresu zamieszkania nie nalezymy) napisal nam list do polskiej parafii w ktorym pozwala nam ochrzcic dzieciatko w innym kosciele.
I pomimo tego,ze juz wszystko zalatwione to podobnie jak I M. nie za bardzo chce mi sie leciec,ale czego nie robi sie dla dzieci - oni tak bardzo czekaja.





Rok szkolny w koncu sie rozpoczal , a co za idzie powrot do polskiej szkoly.
Chlopcy w tym roku nie beda razem w klasie, wiec moze I nauka polskiego latwiej im pojdzie.
Przez mysl przechodzila nam internetowa szkola, bo to tej co mamy jest 25 km w jedna strone,ale w koncu stwierdzilismy, ze dzieci jezykow najlepiej ucza sie przy innych dzieciach.
Moze i nie chodza tam z wielkim zapalem,ale ja bardzo bym chciala zeby potrafili komunikowac sie po polsku.



Dodatkowo trenujemy judo juz od roku. Chlopcy niedawno otrzymali czerwony pas.
Zajecia sa 45 minutowe. Pelno w nich akcji I ruchu, co jest bardzo potrzebne w ich wieku.
Nadal chetnie tam chodza,wiec nie zamierzamy z tych zajec rezygnowac.
Nie ma nic lepszego dla chlopaka niz samoobrona.




Pomyslicie, ze Matka Wariatka, ale zapisalam ich takze na plywanie.
I to moze I jest moje widzi mi sie, ale....
Plywac musza umiec I koniec.
Ja chodzilam do klasy sportowej w ktorej mielismy codziennie basen.
Mialam tez kilku kolegow,ktorzy trenowali plywanie I az do dzisiaj sie usmiecham jak cudownie wyrzezbione byly ich klatki piersiowe I lydki.
Suma sumarum nauka plywania zapewne troche im potrwa , wiec teraz jest najlepszy moment , by zaczac przygode z woda, a nuz widelec moze im sie spodoba I beda chcieli zostac plywakami lub ratownikami :-)


Chlopcom pierwsza lekcja bardzo sie podobala. Na kazde 4 dzieci przypada 1 nauczyciel,wiec nie jest zle.

Maz za to naciska na pilke nozna.
Z okazji urodzin Starszaka kupilismy im dwie duze bramki I tak graja w pilke codziennie, dwa razy dziennie, pol dnia.
Zakochali sie w pilce, za wlasne pieniadze z wyprawionych urodzin kupili sobie specjalne buty do gry , a teraz zbieraja na zestaw pilkarski (koszulke, spodenki I skarpetki).
Starszak stoi ciagle na bramce, a Mlody jest napastnikiem.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze wszystkie kluby obok nas maja zajecia w soboty co koliduje z polska szkola.
Maz jednak sie uparl I chlopcy tez ( trzech na jednego), wiec szukaja dalej.



Nie jestem za dodatkowymi zajeciami dla dzieci.
Mam gleboko w tyle wyscig szczurow I moze wyglada to tak jakbysmy chcieli ich czyms zajac - tak naprawde to oni bardziej ubiegaja sie o zajecia, szczegolnie te ruchowe.
Zanim ich na cos zapiszemy zawsze razem dyskutujemy I wspolnie ustalamy co robimy czy na jakie zajecia chodzimy.
Poza tym nie mamy tutaj nikogo z kim moglibysmy spedzic czas lub kogo odwiedzic, wiec dla chlopcow dodatkowe zajecia to mozliwosc obcowania z roznymi dziecmi , a przy tym okazja do wyjscia z domu .

Poki co wiec wracam do obowiazkow,bo Malenstwo czeka....

Pozdrawiam Was cieplo,

Minia

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes